Kazimierz Kochański - wiersze



makowski skapiec
Tadeusz Makowski





Domniemania

 

Nie ustępują mi

miejsca w tramwaju

w dyskusji w kolejce

po chleb po gazety

 

w telewizji mówią

o empatii dla psów

kotów koni starych

 

robię żabę małpę

wstydzę się osła

boję się dzieci

patrzą.

 

Czardasz Parkinsona

 

Twoje oczy zielone

od ucha uśmiech

do ucha przykładam

skrzypiec rozedrganie

a smyk kiełbasi struny

 

ręka zgięta

w łokciu kpi

z prostoty

i prostaty

 

dyg-dyg dylu-dylu

na badylu- fałsz

 

prawdą fałsz.

 

Odmiana

 

Wytłumaczyłem się -

z każdego słowa

z uczynków bezwiednych

z niezamierzonych przemyśleń

 

głupiec

 

mówią

obnażyłeś się

 

Szukam pogłosu -

słów moich

niezborność ruchów

zniewala skupienie

 

Staranność wspiera

starość

 

Życie -

samo.

 

 

Osobność

 

Poeta nie musi

a może nie powinien

mieć uczuć własnych

on i tak

wszystko upchnie

między wersy

 

Poecie lżej

a może zupełnie

nie ciążą mu bliscy

on i tak

opisze wszystko

inaczej i po swojemu

 

Poecie potrzebny

a może niezbędny

pomnik

z jego słów

 

Pamięci potrzeba

wzruszeń innych.

 

Na huśtawce

 

Z szumu nic nie wynika

wwierca się w zagłębienia

zakamarki

skrytki

 

Ludzie boją się szumu

 

Jest porywczy

ma mrukliwy charakter

przybywa nie wiadomo

po co odchodzi

nie wiadomo gdzie

 

Wodzi na pokuszenie

 

Z wiatru mój niepokój.


Nicowanie

Wnukom na dobranoc
opowiadam o sobie;

to twoje bajki? - pytają.

Gdy zasną, myślę...
o nich.
Ranki są pogodne
- nie ma wczoraj.

Wieczorem dziadziuś
wszystko przetworzy.

Przestworzy.

 

Nienasycenia

 

Przekwitły forsycje

wolisz tulipany i młode pędy

- dzikie wino

 

plącze się między

chcieć a mieć

 

rwę omiegi słoneczka

blisko ziemi strzyka

w kolanach nic to

 

na wiosnę  budzą się

wszystkie chęci.

 

Chcesz...

 

Chcesz

zanucę ci

taką pieśń – bez słów

melodię – bez muzyki

 

lecz

 

zaklinam cię

na płacz wierzby

na skrzypliwy głos

wciąż niedomkniętej

furtki

na kroplę deszczu

zawieszoną

pod powieką okna

 

zostań – nakryj

dla mnie

stół

białym obrusem

 

bezimienna wędrowniczko

dom twój

w opuszkach

mojej nieśmiałości.

 

Zdrożeni

 

Przybyli -

na gościnę

 

na godzinę

 

rozpoznawalni

jeszcze

 

Zwieńczenie

płomienne

mowy-rozmowy

 

Po nich ognik

nadziei

nikły.

 

Wróżbienia

Zawilce -
kwiaty słowa

na rany
boskie

dary
białe a ciemne

myśli

 

Narracje

 

Był miły

wspominał

odległe wydarzenia

 

na takie okazje

ubierał się

w mundur

świadkowie

w niepamięć

nieobecni

nie mieli

udziału

 

nam zostało

co komu

przypisane.

 

Mocarze

 

Poznałem

niezmieniony blask

jego oczu

 

stał nie na swoim

miejscu

 

moja dłoń

powstrzymała się od

typowego odruchu

na szczęście

 

zabrakło pytań

nagła bezużyteczność

słów

 

Potknąłem się

o nie mój

przepadek.

Osobie

 

Przyszedł

do mnie

mówił że

człowiek

 

Zostało świadectwo

imię

moje imię

 

Dobre

i trochę szkła

 

Obiecał

wrócić

czekam

jeszcze mam nazwisko

 

Telefonów nie

i innych

 

Co po mnie

 

Posadziłem drzewo -

spróchniało

Zbudowany dom -

pustoszeje

Syn -

nie płacze

 

Posadził drzewo -

inne

Zbudował dom -

własny

Jest jeszcze -

... w pracy.

 

Będzie dobrze

 

Kolejny raz

włączasz czajnik

oczekujesz

na głos

 

niezawodny gwizdek

i fusy

na dnie filiżanki

 

poprawiasz serwetki

odkrywasz i przykrywasz

cukierniczkę

 

słychać dzwonek u drzwi

gubisz kapcie

są nareszcie

rachunki i ponaglenia

 

obracasz gałkę radia

komunikują

widoczną poprawę

 

ale u ciebie

już nie ten wzrok.

 

Snucia

 

Posypało listowiem

przewiało

laska potyka się o kasztany

 

Znajomi przecierają szyby

ty przecierasz okulary

znów za słabe

 

Apteka –

przeczesujesz kieszeń

Cukierek

jeszcze jeden

ostatni

po pierwsze wnuki

 

Spostrzegasz listonosza

on przynosi nadzieję

to nic że na krótko

 

Zrywasz

przyschniętą koniczynę

 

Co wywróży

gdy jesień?

 

Nic się nie dzieje

 

Pies sąsiadów dziamoli jak zwykle

piętro niżej od pół roku trwa remont

ktoś kocha kwiaty woda leje się na mój balkon

po prostu codzienność

 

Gdzieś kogoś zabili

budżet się nie bilansuje

złapany oszust nie może doczekać się wyroku

rząd wypowiada mi prawo do działki

są wolne miejsca na księżyc

taka kolej rzeczy

 

Konflikty mają się dobrze

miłość wyobcowała się z płci

banki podejrzanie puszczają oczko
każdy ruch monitorowany

to oczywiste oznaki tętniącego życia

obok tuż.

 

Deklinacja

 

Przepadł

osobisty dokument

mojego istnienia

 

Nie ma mnie

 

 

Są zaś

moje winy

niedopełnienia

niedomówienia

płatności

zwłaszcza one

 

Zapłacę

za zwrot

mojej tożsamości.

 

Przedbiegi

 

Może wystarczy pół

słowa

na dobry początek

 

Niech twoim będzie

zdanie

Poczekam w przedświtach

w przebłyskach

w każdym z pomiędzy

 

Może nie trzeba pół

ani mniej ani

w ogóle

 

Wystarczy wybrać miejsce

i czas dobry

 

Na początek.

 

Wszystko prawie

 

Ten pan

pewnie sąsiad

zatrzymał się

za krótko

Nie dogonił go

twój niemrawy uśmiech

 

Jakaś dziewczyna

obejrzała się

nie za tobą

choć prawie dopadłeś

przemijającą nadzieję

 

Ławka jak ławka

można odpocząć

westchnąć za kimś

ale nie wiesz po

co

 

Nie jesteś sam

pamiętasz więcej niż

chciałbyś

 

Dom

- są takie miejsca.

 

Wyrwy

 

Umiarowiony

wyciszony

piszę

 

nie musisz

słuchać mnie

słyszeć

 

czytam

niepokój osocza

 

dzieje się wiele

w twych oczach

 

harmonia

w sekstach i w tercjach

 

ominęła mnie

kardio –

- wersja.

 

Pokrewieństwa

 

Podziwiam piszących

dla dzieci

 

biedroneczki

w kropeczki przybrane

przebrane

świat zdrobnień

rozdrobnień

wizje

prowizje

 

Podziwiam czytających

rodziców

 

erudytów

dyslektyków i jąkały

zdolność malowania

namalowanego

 

Podziwiam dzieci

 

cierpliwe

ciekawe

w tle.

 

Stan-darty

 

 Pytasz

 trochę z przyzwyczajenia

 z odrobiny rozsądku

 jeszcze

 

 nie lubisz dlaczego

 po co nie ważne

 trwa a zatem

 ma sens

 

 nadwzroczność przyszłości

 nadczujność teraz

 niedosłuch byłego

 

 niedosypiasz

 niedomagasz

 

 przepłacasz

 przepłakujesz

 przeżywasz

 

 jesteś -

 w kropce.

 


Kazimierz Kochański urodził się 24 lutego 1950 r. w Zalesiu Górnym k. Piaseczna. Debiutował w „Zielonym Sztandarze”. Wiersze publikował m. in. na łamach „Okolic”, „Razem”, „Miesięcznika Literackiego”, „Zarzewia”, „Głosu Nauczycielskiego”, „Barw”, „Przemian”, Świętokrzyskiego  Kwartalnika Literackiego”, na antenie Polskiego Radia oraz w almanachach. Jest laureatem wielu konkursów poetyckich.

Juror w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Opiekun młodzieży twórczej.

Recenzent prac o tematyce muzycznej. Autor tekstów piosenek z muzyką Mariusza Klimka  – płyty „The dryft like that”, „Gdy ziemię cichym snem” – kolędy i pastorałki, „Wierzę tylko w nas”. Autor piosenki dla Polonii „Kochanie, ja wracam” – z muzyką Piotra Pawła Kowalickiego, także piosenek dla dzieci z tym kompozytorem.

Wydał zbiory wierszy: Konfesje, Kroki, Krecha, Kolekta, Kanty-Lenki; zbiory fraszek: Karambol, Kipiel, Kakofonia, Kuriozalna, Kolczyki. Retrospektywny wybór utworów „Kulminacje”. W 2015 roku opublikował wybór aforyzmów „Kartkując”.

Graficznie jego książki ubogacili mi.in. Jacek Frankowski i Anna Daria Merska.

Ma swoją stronę internetową: http://kazimierzkochanski.republika.pl/

Członek Związku Literatów Polskich – we władzach głównych.


Pin It