Jerzy Bander 

Ocalony z Holocaustu- surviver, syn Ludwika Bander z Brodów i Rozalii z domu Thun, ślub rabinacki rodziców we Lwowie w 1936r.

Urodzony w sierpniu 1942r. w więzieniu Gestapo w Samborze k. Lwowa w czasie pierwszej dużej akcji ,w której wywieziono do Bełżca i zamordowano ok. 4 tys. Żydów. Z najbliższej rodziny przeżył tylko ojciec, ukrywając się na terenie Sambora i Lwowa, gdzie złapany uciekł z ciężarówki wiozącej go wraz z innymi Żydami na rozstrzelanie. Jerzy wyniesiony z więzienia przebywał w getcie w Samborze do czerwca 1943, a potem znajoma ojca, Polka Maria Wachułka ukryła go w sierocińcu. W warunkach niedożywienia, często chorując przeżył do sierpnia 1944 i w kwietniu 1945r. wraz z ojcem był repatriowany do Polski. W 1965r. ukończył studia wyższe na Wydziale Elektrycznym i Automatyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Do 1999r. pracował w katowickim biurze projektów Hutmaszprojekt-Hapeko jako kierownik pracowni, a następnie główny specjalista. Był członkiem zdelegalizowanej w stanie wojennym Solidarności. Od 1989r. działał w organizacjach żydowskich; Stowarzyszeniu Dzieci Holocaustu i Stowarzyszeniu Żydów Kombatantów. Członek Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. W 2003 r. ukończył studium podyplomowe Nazizm-Totalitaryzm-Holocaust organizowane przez Akademię Pedagogiczną w Krakowie na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Od grudnia 2005 r. do czerwca 2009 przebywał na emigracji w Izraelu. Autor wierszy i opowiadań o tematyce żydowskiej.

BRACIE POLAKU

Bracie Polaku przystań, spójrz mi w oczy
To ja, Żyd, twój odwieczny towarzysz niedoli
Teraz gdy w niedzielne, słoneczne południe
Szczęśliwy wyszedłeś z sumy z Bogiem pojednany
Pomyśl, że ja także wczoraj się modliłem
Do naszego Boga, Boga jedynego


Przed wieloma wiekami twoi szlachetni przodkowie
Moim praojcom dali tu schronienie
Gdy na zachodzie Europy zapłonęły stosy
W Polsce przetrwał duch Aten, tu była Europa
Do której nareszcie pełne mamy prawo
Dlatego ja, jeden z nielicznych, którzy tu przeżyli
Dzisiaj Bogu dziękuję żem dożył tej chwili
W naszej wspólnej Ojczyźnie – POLSCE!


Kraków 1997 r.




BECZKA

Trzydzieści koi blisko pieca
Rozpalanego kilka razy w roku.
To położnicza sztuba w Birkenau.
W tym kręgu piekła, w zimnie, w smrodzie,
Nieszczęsne, chore, osłabione,
Rodziły piękne, zdrowe dzieci.
Młode matki o twarzach staruszek,
Uśmiechały się do maleństw bezzębnymi wargami,
Tuliły je do wyschniętych piersi, bez kropli mleka.
Skóra niemowląt stawała się cieńsza,
A oczy coraz większe – patrzyły z wyrzutem,
Zanim zamknęły się na zawsze.
Umierały z głodu!

Był problem.
I dlatego, do maja 1943, wszystkie dzieci
Mordowano natychmiast po urodzeniu.
Topiono je w BECZCE!
Schwester Klara, położna, Berufverbreherin,
Pozbawiona możliwości wykonywania zawodu,
Skazana na obóz za mordowanie noworodków
Była osobą jak najbardziej odpowiednią
Do wykonywania tej „pracy”.
Wraz z Prostituerte- Schwester Pfani
Topiły noworodki w beczce. Następnie,
Martwe już ciałka wyrzucały przed blok.
Zabierało je Asenterin Komando
Do krematorium.
Krótkie było życie noworodka w Birkenau!

Przyszła wiosna 1943 i nowe rozkazy:
Siostry Klara i Pfani musiały teraz
Sortować nowonarodzone dzieci.
Jak zawsze ślepy los dowcipnie
Powierzył rolę przeznaczenia
Zbrodniarce i ulicznej dziwce!
Niebieskookie, jasnowłose,
Odbierały matkom, a następnie
Wysyłały transportem do Nakła na zniemczenie.
Żydowskie i cygańskie – nadal topiły w beczce!
W ciągu dwóch lat pracy na sztubie położniczej
Więzień nr 41355, Polka- Stanisława Leszczyńska
Odebrała ponad trzy tysiące porodów!
Wszystkie dzieci urodziły się żywe
W obozie przeżyło-trzydzieści!


Brzezinka 1999 r.




PO BITWIE


Czerwona łuna wciąż nad miastem stoi
Wraki kamienic straszą niby duchy
Żydy wygrały! Mają to, co chciały
O co walczyły – o śmierć pełną chwały

Teraz już wiedzą, że nie wolno czekać
Że się nie podda nikt i nie ulęknie
Żaden Żyd nigdy i  przed żadnym wrogiem
Nie okaże trwogi, ani nie uklęknie

Stać będzie dumnie jak jego przodkowie
Co śmierć wybrali ponad upodlenie
A gdyby kiedyś o tym chciał zapomnieć
Przypomną o tym mu powstańców cienie.

Warszawa, kwiecień 2003


Kazimierz Pawlak
Kazimierz Pawlak

ROZMOWA Z BOGIEM

Panie mój i tamtych, co ponieśli
Śmierć okrutną z rozkazu szaleńca
Co uwierzył, że jest Tobą. Powiedz!
Czym zawinił Twój naród wybrany
Co modlitwy słał do ciebie lat tysiące
I zapalał świece na znak wiary i nadziei?

Ja nie modlę się do Ciebie, ja Cię pytam
Czym tak zgrzeszył drobny kupiec, jego żona
Dzieci, wnuki, bracia, siostry i znajomi
Że musieli nagle zginąć bez pochówku?

Czy Ty byłeś tam, czy Ty widziałeś
Martwe matki, martwe dzieci  ich piersi
Nagie ciała w śmiertelnym splecione uścisku?
I tych co pomarli z głodu lub od kuli
Co w komorze gazowej i co w rowie
Cadyków, rabinów i zwyczajnych ludzi?

Ja ocalony zbłąkany wędrowiec
Czekam na Twoje przyjście
By zadać to jedno pytanie  
DLACZEGO?


Bielsko – Biała 1994 r.



PRZEBUDZENIE


Mojemu kochanemu ojcu,
który milczał do końca


Od dziecka naznaczony piętnem Śmierci,
Gdy wśród nocy
Przebudzony zaglądasz w puste oczodoły
Nie lękaj się! Ona tylko sprawdza
Czy czekasz na nią ze strachu spocony
I zadowolona mamrocze: On jest mój!
Ten mały Żydek już dawno nie żyje
Choć jeszcze o tym nie wie

Do świtu daleko, oczy więc zamykam

Widzę twarze najbliższych, dalekie miasteczko
Mą zastrzeloną matkę, ojca który przeżył
I jeszcze pół wieku zrywał się nocami
A umierając szeptał – cicho, cicho ...


Bielsko – Biała 1994 r.



CZOŁG

Bohaterom Powstania w Warszawskim Getcie w 60 rocznicę

Znów miałem sen – dlaczego Panie
Sny takie piękne zsyłasz z nieba?
Nam  teraz żadnych snów nie trzeba!
Daj  Ty nam lepiej Panie garść naboi
Bo jak ich braknie biedny Gudłaj stoi
I myśli co ma robić, k...
Gdy zza zakrętu wyjdą takie syny
A on jak głupi rzuci się z bagnetem
Lecz nie dobiegnie – oni wcześniej go ustrzelą.

O daj nam Panie tylko dziesięć karabinów
By kilku chłopców co rzucają butelkami
Mogło nareszcie zagrać marsza Szwabom
Horst Wessel Lied zagrają im karabinami

O daj nam Panie czołg! Bo takim czołgiem
Wdepczemy w bruk przeklętą bandę drani
Armata plunie ogniem w gestapowskie mordy
Będziemy jeździć całym gettem, jak pijani

Po co się modlę? Pewnie nic nam nie dasz
Trudno! Zginiemy tak, jak zginąć mamy
Ale pamiętaj! Tym, co po nas przyjdą
Daj wszystko, o co teraz my błagamy
Aby gasnące oczy braci – Żydów
W ostatnim błysku zobaczyły – RAJU BRAMY!


AMCHU *

Amchu – bracie mój, Amchu – siostro moja,

Czemu samotnie tułam się po świecie?
Ludzie, tylu was, czy o nich nie wiecie?
Gdzie wszyscy zniknęli, gdzie moja rodzina?

Mamo, tato, co z wami, czy jeszcze żyjecie?
Z nadzieją patrząc w nieznane mi twarze
Cichutko pytam: Amchu? A oni nie wiedzą,
Co znaczy to słowo, więc odchodzę milcząc ...

To nic, jeszcze przyjdzie dzień gdy ich odnajdę
Nielicznych, co przeżyli, miliony pod głazem.
I zaśpiewamy Panu i świat nas usłyszy,
Na wieczność szczęśliwi – znów będziemy razem.

Bielsko – Biała 1996 r.



*
Amchu – w gwarze żydowskich dzieci „swój”.
Tym słowem rozpoznawały się w czasie okupacji
i po wyzwoleniu żydowskie dzieci – sieroty.

Pin It