Ambar Past - wiersze w przekładzie Krystyny Rodowskiej

 

ambar-past-2
mbar Past z Krystyną



                                 Przychodzą kobiety opłakiwać poetę

                                Kobiety które długo nosiły żałobę po mnie

                                               Raul Garduño

 

 

 

   Przychodzą kobiety opłakiwać poetę. Ileż wdów pozostawił poeta! Ile anonimowych synowych odziedziczyła jego rodzina!

   Procesja podchodziła do trumny. Były chude , grube i kulawe, gospodynie domowe, gringas i śniadoskóre, młodziutkie dziewczyny. Przystawały, by pochylić się nad twarzą zmarłego, zostawić mu jakiś szczegół garderoby. Było także dużo pierścionków, ukrytych w fałdach całunu; tyle tego wszystkiego, że trzech mężczyzn musiało usiąść na trumnie, żeby się domknęła.

 

 

 

 

 

        Uciekam przed tym wierszem

                            Wiersze żyją we wnętrzu wulkanu.

                            Nocą się wymykają.

                           Jeżeli coś im się przytrafi,

                          ich pan cierpi na powierzchni ziemi.

                                           Munda Tostón[1]

 

 

Zmieniam imię,

zmieniam kraj zamieszkania,

nie poznaje mnie nawet lustro,

ale ten wiersz ma klucz do mojego domu.

 

Wchodzi kiedy chce

i robi ze mną co mu się podoba.

Zaciska mi dłonie na piersiach.

Są moje! – krzyczę.

Lecz moje piersi karmią go mlekiem,

chcę czy nie chcę,

wiersz trzepocze się jak ryba w moim brzuchu.

 

Roznamiętnia mnie

jego głos

zwierzęcy.

 

Mówi że do mnie należy.

Penetruje mnie jego język.

 

Wierszu,

już dochodzę

do twoich ust.

 

 

 

 

 

       Byliśmy z Micaelą

 

                        1

 W twoim pokoju znaleźliśmy ostatnie zdjęcia:

pierwsze kroki twojego syna,

dom świeżo odmalowany,

autoportret ze wschodzącym uśmiechem

 

Jesteś trochę mniej martwa niż przedtem.

 

                       2

Przyjdą po ciebie Lakandoni.

I już nie tak zimna

wstaniesz, by zaparzyć gościom kawę.

 

                      3

Włóż na siebie spódnicę tropikalną,

swój naszyjnik z kolorowej fasoli,

wepnij pióro tukana

we włosy.

 

               4

Teraz, gdy prawie nie jesteś nieboszczką,

wybierz się znowu do lasu.

Będziesz szła przez wieś

z tym co zawsze uśmiechem na ustach.

 

            5

Nie podobasz mi się umarła, Micaelo.

A tym bardziej twojemu synkowi.

( tak zimne są twoje piersi,

tak zmęczony jest zapach twego ciała).

Po trzech nocach sam na sam

z twoim ciałem,

czuje, że nie jesteś mu już matką.

 

             6

Podobało ci się velorio, Micaelo?

Były wesołe piosenki,

sztuczne ognie,

lilie, które cię otaczały,

i tylu przyjaciół, którzy cię kochają.

Jak pięknie cię ubrały Maité i Carmen.

Jak czule cię kładły do kołyski.

Teraz, gdy zdrowiejesz ze śmierci,

możemy znów porozmawiać,

posłuchać jak się śmiejesz.

Słyszeliście?

 

           7

Oh, jaki uparty był ten palacz zwłok!

Czy uwierzysz, Mica?

Powiedział, że wyłącznie rodzina

może być przy tym obecna.

Tłumaczyliśmy mu, że wszyscy

jesteśmy twoją najbliższą rodziną:

Antonio, Maité, Pancho, Celia,

Wymoczek, Ślepak i Ambar,

Ezechiel, Martel i Ricardo.

 

Ale palacz się uparł, że według instrukcji

nie wolno składać kwiatów w krematorium.

 

Podobała ci się amfora,

w której przechowujemy twoje popioły?

 

 

              8

Wiedziałam, że nie umarłaś naprawdę.

Że powolutku

to wszystko ci przejdzie.

 

 

 

 

 Kobiety zaczynają szukać

                             

                  1

Kobiety zaczynają szukać

i w swoich łóżkach odkrywają

mężczyzn bez głosu.

Odnajdują nasienie i niemych mężczyzn.

Wychodzi z nich sperma, ale nie słowa.

 

Kobiety szukają

miłości i znajdują

tylko swoich synów.

 

Mężczyźni się nazywają synami

albo kochankami.

Biorą się do malowania jaskini,

której wnętrze rozświetli kobieta.

 

                     2

Mężczyzna nie sypia w łóżku.

Kiedyś spał w brzuchu matki

i teraz znów chciałby

tam się dostać.

 

Mężczyźni szukają

swych matek w nurtach rzecznych

które kobiety przepływają

podczas porodu.

 

          3

Jestem kurhanem.

Pęcznieją nasiona,

brzuchy kobiet,

księżyca w pełni.

Chowam się przed słońcem.

Mam nadzieję, że urodzą się same dziewczyny.

Coraz bardziej dymi moja twarz.

 

                                 4

I zawsze kobieta samotna

z mężczyzną który nie potrafi kochać

 

                                5

I zawsze kobieta

robi gorzkie pranie

prześcieradeł na których

rodziła jej matka.

Pająk utkał jej łoże

i nie ma w nim męża

ani miejsca na skowyt, bo przecież

ona nie jest zwierzęciem domowym.

 

 

             6

Pająki szukają

Rosy na prześcieradłach.

Mężczyzna szuka godzin potu

i wraca do jaskini.

 

             7

( Mam alkowę ukrytą w mym sercu

gdzie chowam dawną miłość

nieosiągalną)

 

             8

Nie wie nawet jak się nazywasz, ale cię wypełnia

swoim ciałem, jak przypływ morza zagarnia jaskinię.

Wdziera się w twoją pamięć

O poranku.

 

Lubi dawać ci rozkosz.

Rozkosz bez żadnej ambicji.

Anonimową.

 

Bywa, że całą noc spędzacie razem.

Często jednak

suszysz prześcieradła na słońcu i czekasz na niego.

Nigdy się wtedy nie zjawia.

 

           9

Ileż razy podróżowałam przez całą noc

pod osłoną wachlarza,

żeby spędzić z tobą dwadzieścia minut

w pokojach, które jeszcze na nas czekają.

 

 

                  10

W łóżku w którym nazywaliśmy rzeczy po imieniu

żeglują moje nogi.

Ciebie nie ma.

Słońce mnie głaszcze po udach.

Żaden pretekst nie powstrzyma  mej ręki.

 

 

               11

W moim ciele jest zapisane,

że tego a tego dnia cię poznałam,

że tego a tego wieczora pojechaliśmy

gdzieś autobusem,

żeby spędzić ze sobą noc.

 

W kajaku

i na żaglówce

coś ze sobą robiliśmy

i ani się nie spostrzegłam, kiedy już było po wszystkim.

 

Odpływa łódź.

Jestem na brzegu.

Twoje pożegnanie

         Zapisało się w moim ciele.

 

 

    12

Nie poświęciłam ci nigdy żadnego wiersza.

Raz tylko zrobiłam ci dobry masaż

w hotelu bez wody.

Nie poświęciłam ci nigdy niczego

ani przez chwilę.

Słuchaliśmy tylko śpiewu ptaków.

I kropka.

 

           13

Pod groźbą tortur zeznaję ,że już cię nie kocham.

Pod groźbą tortur, że mi się nie podobasz.

Pod groźbą tortur, że oto odchodzę

daleko od twoich ramion zamkniętych dla mnie.

 

Nawet pod groźbą tortur nie mów, że mnie kochasz.

 

            14

Mieszka we mnie żmija.

Ukrywa się w cieniu palmy

która rośnie na patio w moim domu.

Słońce jest w moim ciele.

Mam w sobie ziemię, mech i porosty.

Jestem żmiją.

Pełznę przez las.

Jakaś kobieta chodzi pod drzewami.

Jestem także nią.

Pilnuję zarośli, w których żyje żmija.

Żmija szuka ciemności w mych ramionach.

Wtula mi się pod pachy.

Szepczę jej czułe słowa.

Jestem żmiją.

 

         15

Przez moje ciało jedni wchodzą,

drudzy wychodzą.

Jestem tunelem

Kopalnią ciała.

 

        16

Pewien obraz utrwalił się we mnie.

Zieleni się wzgórze w moim śnie..

Chcę powiedzieć: to był dom mojej babki,

jej ognisko domowe, gdzie nas usypiano,

podczas gdy  w piecu piekł się chleb na rano.

 

Tam były kamienie.

Gąszcz brzoskwiniowych drzewek po którym

                                          wspinały się chayotes[2]

Tutaj była huśtawka.

A tam studnia.

 

I ten zapach ulewy.

 

 17

Razem ze mną śpią rozmaite ciała.

Jest ciało, które pokazuję lekarzowi

i to, które przechowuję

w moim lustrze.

Czy pamiętasz ciało, któreś obejmował?

Nie jestem wierna tamtej nagości.

Została w łóżku, gdy ja z niego wyszłam,

inne ciała ją wyrzeźbiły,

wzięły nad nią górę.

 

Dzisiaj umyłam ciało. Rozpostarłam

jak białe prześcieradło.

 

        18

Kobiety szukają w swych łóżkach

czegoś, co nie jest mężczyzną,

ani kobietą,

 

czego mężczyźni także nie znajdują.

 

                              

 

                      

             Dedykacje

 

 

Dedykuję ten wiersz mężczyznom  którzy  nigdy się ze mną nie przespali,

dzieciom, których nigdy nie miałam

wierszom których nikt nie napisał

 

Dedykuję ten wiersz matkom które nie kochały swych dzieci

Tym co pomarły samotnie w hotelu

 

Dedykuję ten wiersz autorowi graffiti na murach

Mężczyźnie i kobiecie

Bezimiennemu na torturach

Temu co nawet swego nie zdradził imienia

 

Dedykuję ten wiersz tym co krzyczą z bólu

Także położnicom

I krzykaczom na dworcu autobusowym

 

Przy portalach bramy wejściowej na targowisko

 

Dedykuję ten wiersz samobójcom

i zapomnianym poetom

pokutującym w jakiejś antologii

 

Temu co myje trupy w kostnicy

Kobietom ktore sypiają ze wszystkimi

Tym co zawsze kładą się do łóżka samotnie

Dedykuję ten wiersz kumom i kumplom

ktorzy uprawiają miłość jakby byli z kamienia

Tym ktorzy obmywają się wodą z filiżanki

W Wielki Piątek i zamieniają się w ryby

Czlowiekowi ktory chciał  stać się krukiem

I tym wszystkim ktorym się śni że potrafią latać

 

Dedykuję ten wiersz Panu Gwiaździstej Nocy

I Ognistemu Ptakowi

Szlochającym Muchom

i Zielonym Deszczom

Strażnikowi Miodu

Wspólnocie Braci Mniejszych

Człowiekowi w Masce która płacze

Chropowatemu Ślimakowi Ziemi

Wodzie Tryskającej z Czterech Stron Świata

Zbieraczowi Kory Drzewnej na Wino Ceremonialne

 

Dedykuję mój wiersz tym co grają na flecie i biją w bęben

 przed praniem bielizny w oczku wodnym

Tej co pluszcze się w górskim wodospadzie a włosy płucze wywarem z lilii

Tej co karmi piersią swe dziecko podczas zbiorów trzciny cukrowej

Tym co szukają tęczy w oleistej kałuży

Wioślarzom których ramiona śpiewają

Tym co podstawiają napój z kukurydzy pod deszcz żeby wypłukać z niego wapno

Tym co wodą napełniają dzbany

i przemierzają autostrady

Dziewczynce ktora zobaczyła świetliki

Dziewczynce z latarką w ręku

Dzieciom  które skaczą po tlącym się ściernisku

Tym co biegają po ogniu

Tym co chowają swych zmarłych pod podłogą w kuchni

I śpiewają pośród szczątków

Temu co chce oszukać swą śmierć w łóżkach nieboszczyków

Temu co schodzi z gór aby nie poparzyly go gwiazdy

Temu co chwyta śmierć za rękę i prosi ją do tańca

Tym co mają wiele synowych i noszą iguany we włosach

Czarnoskórym sprzedawcom lodów na ziemi gorącej

Poławiaczom krewetek witającym o świcie kometę

Temu co podwija koszulę i woła o siekierę

Tej co sprzedaje tamales z rozmaitym farszem

Tym co zrywają  kukurydzę żeby zjadać ją na surowo

i uwiązują za ogon psa – złodzieja kurczaków

Tym co potrząsają kastanietami

i zabijają z miłości

Tym co chowają się w mysią dziurę na pogrzebie przyjaciela

Poecie który nie potrafi zejść z dachu bo jest za bardzo zakochany

Temu co robi ile może

Dedykuję ten wiersz tym co nie chodzą do kawiarni

ani na basen  nie umieją rozmawiać przez telefon

Tym co nie przestępują progu banków

i nie pokazują się w telewizji

Tym co chodzą do wieczorowej podstawówki

Tym co otrzymują listy miłosne z błędami ortograficznymi

Poetom którzy nie napiszą żadnego wiersza

Kelnerom przełykającym swoje poczucie godności

Staruszkom piorącym cudze ubrania

Tym co nie mają odwagi powiedzieć tego co myślą

ani podnieść głosu

Tym co nie odważą się być szczęśliwe bez zgody mężczyzny

Tym co śpią gdzie popadnie a w tłumie nie pisną ani słowa

Kobietom które kładą się spać w fartuchach

z myślą o robocie podczas gdy ich mężowie mają przedwczesny wytrysk

Tym co wstają po ciemku pod palmowym dachem bez ścian

Tym co pieką tortille w lepiankach

Tej co spaliła sobie włosy

i sadzą poplamiła spódnicę

Tym co na słonecznym dachu uprawiają chilacayotes

i nie mają gdzie usiąść bodaj na chwilę

 

Tym co śpiewają dzieciom kołysanki w języku tzotzil

I mają brud za paznokciami

Zbieraczom bawełny i kawy

Tym co koszą trawę

Sadzą nopales i żywią się posoloną tortillą

Nocnemu stróżowi który także i w dzień pracuje

Kobiecie w dziurawych pantoflach która ściele co rano setkę łóżek

Bezzębnemu starcowi który handluje gumą do żucia na plaży

Tym co podróżują na stojąco do ziemi kakaowców

Tym którym od smutku poczerniały twarze

I bliznę płaczu skrywają w głuchocie

 

Dedykuję ten wiersz  zakutemu w kajdanki

Dzieciom bitym przez pijanych rodziców

Kobietom pilnującym cudzych dzieci a swoje własne oglądającym

                                                               co dwa tygodnie

Tej co zmywa podłogi w szkole i nie potrafi się nawet podpisać

Tym co jadają w przytułku

Kalekom skulonym wokół  pieca w jakiejś piekarni

Tym co obsługują łaźnie publiczne

i zamiatają o świcie ulice

Tym co tańczą w kabaretach

i mają już tego dosyć

Dedykuję ten wiersz murarzowi umierającemu w domu ktory zbudował

                                                                             dla kogoś innego

Poecie podczas czuwania przy jego zwłokach z ustami zamkniętymi na wieki

Tym co uciekli nocą gdy lawa wulkanu wdzierała się do ich kościoła

Sąsiadom którzy zdążyli pochować swe dzieci

jedno po drugim rok po roku

Tym zmuszonym sprzedawać swe dzieci swą krew i swoje ciało

Tym co nic nie mają do stracenia

Dedykuję ten wiersz  zdesperowanym chłopom którzy wdarli się na ziemię

                                                                           właściciela

Tym co kopią tunele pod twierdzą pieniądza

Tym co podkładają ogień pod rafinerie cukru

Tym którzy nie rzucają cienia i w noc bezksiężycową patrzą z mostu

Trzynastolatkom ruszającym do partyzantki

ktorzy zadają się po raz pierwszy z kobietą w górach

Ten wiersz jest dla dwóch rannych

Dla Kostuchy albo Łysej

Dla małej Olgi w obozowisku guerilleros

Dla  bezdomnych brudasów przeganianych przez wszystkich

 

Dedykuję ten wiersz dzieciom z krajów w których prawda jest prawnie zabroniona

Tym co przybrali inne nazwisko

i przez całe lata nie kontaktują się z rodziną

Tym co nigdy ze sobą nie dzielili łoża

a pochowano ich w zbiorowej mogile

 

Dedykuję ten wiersz matce szukającej syna w amfiteatrze

wśród innych wierszy z odciętą głową

Tej która nie może rozpoznać swego nieboszczyka

i każdego żegna uściskiem

 

 

 

 

              Wiara

                                    Słyszę ulotną wibrację materii

                                   i kroki Wiary w zaułkach tęsknoty

                                  Schrab Sepetiri

 

Każdy pająk słyszy tajemnicę gdy schroni się w szczelinie

by tkać swoje sieci.

 

 

Powietrze jest świątynią Wiary.

 

Jego skrzydło podrywa nas do lotu.

 

Jego fale nas niosą na drugi brzeg nocy.

 

Nić światła.

 

Osnowa muzyki.

 

Ziemia intonuje śpiew

 

przy dźwiękach tamburynu Wiary.

 

Sznur błysków w kolorze indygo.

 

Obraz z gwiazdami.

 

Życie jest księżycem oświetlonym echami śmierci.

 

 

                                  [ ]

 

 

W spojrzeniu nowego przyjaciela mieszka Wiara.

 

Dym kadzideł tak słodki

jak pot kochanka

w ciemności bez twarzy.

 

                       

                            [ ]

 

 

Dziewczynka wypuszcza z rąk kolibra.

 

 

Jej spojrzenie napina

nową strunę

między pępkiem

a Wiarą.

 

 

Z antologii Umocz wargi w kamieniu, 2011. Buro Literackie. Wybór wierszy, przekłady, opracowanie krytyczne Krystyny Rodowskiej.

 

 

Nota.

 

Ambar Past (ur. 1949) – poetka, malarka, graficzka, ilustratorka książek, tłumaczka z języków Majów na hiszpański, wydawca, inicjatorka pionierskich działań kulturowych w stanie Chiapas, działaczka w obronie praw Majów. Amerykanka polsko-irokezkiego pochodzenia; wyemigrowała ze Stanówdo Meksyku w roku 1974. Po dłuższym peregrynowaniu przez wioski i miasteczka stanu Chiapas osiedliła się w mieście San Cristobal de las Casas. W 1985 roku w uznaniu dla jej wielorakich zasług artystycznych i kulturotwórczych uzyskała obywatelstwo meksykańskie. Ambar Past opanowała biegle przynajmniej dwa języki z kręgu językowego Majów; w jednym z nich, tsotsil, napisała swoją pierwszą książkę poetycką. Kolejne zbiory wierszy powstały w języku hiszpańskim: Yayamé(1981), Mar inclinada (1988, Pochylone morze), Nocturno para Leñateros (1989, Nokturn dla Drzewiarzy), Caracol de tierra (1994, Ziemski ślimak), Cuando era hombre (2004, Gdy byłam mężczyzną), Huracana (2005, Nawałnica.Ambar Past uprawia także poezję i esej w języku angielskim. Niezwykła osobowość artystyczna oraz charyzma autorki sprawiły, że jej twórczość poetycka zdobyła rozgłos w Meksyku i daleko poza jego granicami. Wiersze Past przetłumaczono na język angielski, francuski, włoski portugalski, serbo-chorwacki i japoński. W roku 2009 Klub Poetów Japońskich zaprosił oficjalnie Ambar Past na spotkania autorskie i wykłady o poezji meksykańskiej na uniwersytetach w Tokio i Yokohama, przyznając jej tytuł Honorowego Gościa Japonii i zamieszczając przekłady jej wierszy w pierwszej wydanej w tym kraju antologii poezji meksykańskiej.

Uznanie, jakim się cieszy Ambar Past, nie ogranicza się jednak wyłącznie do jej ekspresyjnej poezji, z wyraźnym zacięciem feministycznym, która przy całym swoim zindywidualizowaniu, chce przemawiać w imieniu i na rzecz wspólnoty. Ta poetka o temperamencie działaczki i wychowawcy stworzyła w San Cristobal de las Casas zespół tzw. Leñateros (drzewiarzy), złożony z miejscowych kobiet i mężczyzn, zajmujących się pod jej kierownictwem ręcznym produkowaniem papieru ze zmiksowanych elementów naturalnych, takich jak kora drzewna, płatki kwiatów, ziarna kukurydzy, łupiny owoców, wskrzeszając starodawne metody i procesy, znane jeszcze w czasach prekortezjańskich. Powstające z takich materiałów książki-przedmioty sztuki, a także rysunki i grafiki Leñateros zasłynęły na całym świecie, kupowane są przez największe muzea i wystawiane m.in. w Rzymie, Barcelonie, Oslo, Montrealu, Wiedniu, Tokio, Wenecji i Nowym Jorku.

Owocem współżycia i współpracy Ambar Past ze wspólnotami autochtonicznymi w Chiapas jest także wydanie niezwykłej książki-artefaktu Conjuros y Ebriedades. Cantos de las mujeres mayas (1998, wyd. II 2007, Zaklęcia i Upojenia. Śpiewy rytualne kobiet maya), w której poetka zebrała nagraną przez siebie lub spisaną anonimową twórczość rdzennych mieszkanek tego zakątka Meksyku: stop poezji z prastarą magią. Książka została przetłumaczona i opublikowana w wielu językach: hiszpańskim, włoskim, angielskim, francuskim i japońskim, a jej egzemplarze znajdują się w wielu najgłośniejszych muzeach na świecie. W roku 2010, z okazji 35-lecia działalności, Leñateros zostali uhonorowani nagrodą meksykańskiego PEN-clubu. W tym samym roku Ambar Past wraz z szamanką Maruch Mendes Peres, jedną z autorek Conjuros y Ebriedades, udały się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zaprezentowały nową, angielską wersję książki. Dużym sukcesem zespołu i eksperymentalnego wydawnictwa „drzewiarzy” jest zaproszenie do Paryża dwunastu szamanek – autochtonek, współautorek tekstów śpiewów rytualnych „Zaklęcia i Upojenia” – które wzięły udział w odbywającym się tutaj we wrześniu 2011 roku Festival d’Automne (Festiwalu Jesiennym).

”.

 

 



[1] pseudonim samej poetki, wymyślony przez nią dla jej działań artystycznych( przyp. tłum.)

[2] Popularne w Meksyku warzywo.

https://www.youtube.com/watch?v=DJsKKH3DApQ


Pin It