Hubert Czarnocki - wiersze

henri-de-toulouse-lautrec 8148
Henri de Toulouse-Lautrec



*** 

Prawie cały należał do obłoków

tylko stopami dotykał ziemi.

Nic stąd nie mieściło się w nim

i on w niczym się nie mieścił.

 

Wzywał go błękit, ojczyzna wyprostowanych.

Niebo słało mu długie i krótkie błyski, pocałunki.

Pisało coś czule na obłokach,

oddechach nieskończoności,

do których drzewa wyciągały ręce

i szumiały z tęsknoty rzeki.

 

***

 

Nie jesteśmy stąd, ciążymy do góry.

Wszystkimi tkankami, kroplami krwi.

Mamy w oczach nieskończoność.

Nosi nas i nigdzie na dłużej

nie umiemy się zatrzymać.

 

Nie meldowali nas tu,

nasze domy stoją gdzie indziej.

Gdzie indziej jesteśmy zapisani,

w księgach blasku.

 

***

Umarł Franz B. więc biel

odpłynie z kartek

i odjadą wielkie okręty.

 

Poluzują się wiązania,

puszczą liny, wiersze wyfruną

przez okno.

 

Będzie stroszyć się

po nim cisza.

Stół, szafa i książki

ogłoszą żałobę,

przykryją się płótnem.

Odsuną się

wszystkie przebłyski.

 

Będą ciszyć się wiatry,

cofną się deszcze,

bo nie ma Franza B.

I  nie ma odległych mgławic,

które szumiały w jego oczach.

 

***

 

I idę, pojedynczą kreską

siebie oznaczam przecinki

między światłem,

które jest i jeszcze jest.

 

 

***

 

Próba świateł

 

O co tu chodzi, a o co tu idzie,

o jaką stawkę i jaki najwyższy wyrok,

co znaczy ta krzątanina,

tamte postacie pochylone

pracowicie nad kartkami

piszące tylko puch i kurz

przekonane, że tworzą nieśmiertelne?

 

Jakim znakiem opisać oddech,

jak po Śnieg wyciągać rękę

i jak stawiać kroki, żeby

ze swoich śladów ułożyć jakiś napis,

jak oddychać, żeby przełamywać się

oddechem z kimś, kto usiadł obok.

 

Jak zasnąć za niego,

kiedy tak bardzo

chciałoby się jeszcze nie.

 

***

Samochody wieczorem na chodniku

jak wyrzucone na brzeg wieloryby.

Krzyki dzieci pod blokami,

strzępy czyjejś rozmowy.

 

Ty kiedyś też taki byłeś,

tak samo krzyczałeś i biegałeś.

To było w czasach, kiedy ważyło się

niewiele albo zupełnie nic.

 

To tylko tak, bo po co

o tym pisać. Więc samochody

jak wieloryby na chodniku.

Autobusy mknące po niebie

i rozwożące ludzi do snów

i bajek.

 

Gwar rozmów w knajpianych

ogródkach, ziewanie.

Dlaczego tak się

kończysz dniu.

 

***

Tamten bilet przed chwilą

tak ważny teraz lekką ręką

wrzucił do kosza.

 

Będzie tu chwilę tysiąc lat.

Będą jakieś twarze, dźwięki

i serca, które jak łódki z kory

zginą za zakrętem rzeki.

 

Wśród wielu czynności

między innymi puszczanie latawców,

ale któregoś dnia nigdy już

nie wróci do tej zabawy

i nikt nie będzie wiedział dlaczego.

 

Potem zstąpią się mgły,

on wyjdzie do przodu.

Zaczną błyskać, będzie się

kłaniał, klaskać.

 

Zapiszą to gdzieś,

później spalą.

 

***

 

Pierwszego grudnia w nocy

z przebitego boku nieba

płynęły łzy i krew.

 

Mieszały się z błyskami fleszy,

światłami dyskotek,

dźwiękami muzyki.

 

Obmywały twarze, ręce,

stopy ludzi, którzy

nie widzieli ich,

nie czuli.

 

Najczulsze biło dla nich

i płonęło. Rozdawało siebie.

 

***

 

Być dzieciakiem i z innymi

dzieciakami biec przez powietrze.

Być dzieciakiem i głosić wyższość wiatru

o smaku poziomkowym

nad wiatrem o smaku wiśni.

 

Albo na łódce z kory płynąć

za ocean. Nie wiedzieć, ile

waży oddech ani zupełnie nic

o przezroczystych skrzydłach.

 

Podnieść w całym kraju podatek

od szumu liści i wypuścić

na wolność wszystkich bajkopisarzy.

 

W sąsiednich królestwach

wywołać powstania miłości

i zamieszki spowodowane czułością.

 

Spać na puchu i dmuchawcach,

a samemu ważyć niewiele albo nic.

***


znaczek

Hubert Czarnocki – urodził się w 1980 roku w Radzyniu Podlaskim. Ukończył polonistykę na KUL-u i Akademię Fotografii. Wiersze publikował m.in. w ,,Toposie”, ,,artPapierze”, ,,Kresach”,  ,,Portrecie”, ,,Arkadii”, Frazie”, ,,Wyspie”, na stronie internetowej ,,Odry” i w ,,Dwutygodniku”. Autor tomików ,,Wołania”, ,,Opowieść” i ,,Tropy”.  Współpracuje z Radiem Wnet. Pracuje w Radiu Niepokalanów.

Pin It