{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Ernest Bryll 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Modlitwa , co przysnęła…

 

Modlitwa , co przysnęła jak zmęczone dziecko

Ledwo narodzone na ziemi zdradzieckiej

Śni właśnie pierwszy sen. Ten niewiadomy

Jeszcze nikomu

 

Z góry odrzucone

Wszystkie marzenia. Nie do spełnienia

Ale ona rusza w te strony

Doliną w góry. Potem - ponad chmury

Na szczycie odpoczywa. Bardzo jest szczęśliwa

Widzi światy otwarte jak już nigdy potem

Do bólu na oścież. Lecz musi z powrotem

Do snów dziecka wracać.

Bo się zaraz zbudzi

Z wielkim płaczem

Jak to dziecko ludzi.

 

Harmoniście,  ten nożyk…

 

Harmoniście ten nożyk , co się komuś otworzył

Wbity jest pod lewą łopatkę

Jak pamiątka z odpustu. Ale wcale nie z musu

Tylko - darowana przypadkiem

 

Nie bolało za bardzo. Trzymały się twardo

I ostrze i rękojeść. Jak swoje

Jak od urodzenia. A nóż się przemieniał

W krwawe pióro. Skrzydło uderzenia

 

Oberek leciał cieniem. Tańczyli jak szaleni

Ludzie – w odwrotną stronę

Harmonia – też jak skrzydło trwała uniesione

A potem zagrało milczenie


Oto dom..

 

Oto dom, w którym jeszcze nigdy nie byliśmy

Ale tam wszystko- uwierz – jest po dobrej myśli

Przylega jak podłoga. No, od stóp do głowy

Więc się nabiegasz znowu; Posprawdzać czy ściany

Pod pion wymurowane? A za każdą framugę

Pilnie opukując będziesz badać długo

 

Stolarz co je zrobił nie był byle sobie

Ale czuł niepokoje wszystkich słojów w drewnie

I umiał łączyć pewnie deski z pieśnią borów

Jednym promieniem

Dlatego wieczorem

Na pożegnanie słońca szyby gorejące

Dzwonią pieśni zmierzchu

 

I co mogę jeszcze

Powiedzieć o tym domu – gdzie się sprowadzamy

Z mieszkań tak dobrze znanych. Ale wynajętych

Tak już nie będzie więcej

Choć w świecie czas leci

W niewiadomą stronę. Już są postawione

Ściany w których jeszcze nigdy nie byliśmy

W tym domu wszystko jest po dobrej myśli


Ano, coś siedzi w krzakach….

 

Ano, coś siedzi w krzakach naszych wspomnień

Zatroskane nieprzytomnie. Cos bredzi

O zapomnianym. Kiedy słabnie tętno

Coś gra w dawno nie grane: - Pokrętno

Uplątane jak w cierniach zając

Co gnał pięknie się wywijając

 

I z tej pogoni gdzie już nikt nie goni

W krzaki niebylejakie, pod serce tarninie

 

Wpadł, czy się wywinie?

 

Bo tu coraz zimniej

 

GRA

 

A czy ktoś jeszcze te mowę zrozumie

Którą Bóg z nami gadał? Czy już nikt nie umie

Przypomnieć nawet tego, co zostało w słowach

Modlitwy wyliczanki

Dziecinnej skakanki

 

Dalej skaczemy skocznie. Nieznana już mowa

Ale niezła piosenka i ma w sobie rytm

Jakiego tutaj nie wymyślił nikt

Dobry do skakania lecz nie do poznania

O czym opowiada o Kogo odsłania

 

Jasne był, mówił do nas i pewno ułożył

Słowa modlitw z wyliczanki bożek

Ale dziś tylko śnimy o wielkim spotkaniu

A on zawsze odchodzi w pół zdania

 

Wciąż bez Niego lecz do upadłego

Rysujemy kredą na asfalcie ciemnym

Nowe zasady gry. Bardziej tajemne

I znakomicie skacze się przez życie

Wyśpiewując niepojęte słowa

 

Zerwała się skakanka? Będzie linka nowa

 

A modlitwa? Ta sama, wciąż nie rozumiana

Kiedyś się – Może – otworzy

 

Z samego siebie wychodzę..

 

Z samego siebie wychodzę. Gdzie? Nie wiem

Ale wychodzę w gniewie

A jak gniew to drzwi się nie zamyka

Ostrożnie jak muzykę. Walisz z całą siłą

Przycinasz do framugi to, co nie zdążyło

Wyjść razem z tobą. – Płacze to?  - A nie wiesz

I nie chcesz nawet. Takie tam sprawy

Niech drą się jak poła płaszcza

Urwana. Więc już nie nasza

 

Idziemy. Połowa życia powiewa

Z pleców jak sztandar o porwanych brzegach

- A gdzie idziemy? – Do innych brzegów

Gdzie kołyszą się stłoczone okręty

Pieśni sławy – wyprawy

 

Tyle tam zamętu

Tyle nadziei co zapeklowane

W beczkach pod pokładami. Bandery nieznane

Nieznana droga. Tajemnicze mapy

 

Ale ludzie toczą beczki. Sapią

To jest życie od wschodu, bracie, do zachodu

To jest zapadanie w głębiny za słońcem

 

W rześkim wiatru smrodzie żagle strzelające

Wychodzą właśnie z siebie. A ląd jak twój płaszcz

Rozdarty jest

Chciałeś – No to masz 

Pin It