Andrzej Warzecha rekomenduje wiersze Kazimierza Machowiny

 mach1



                 Medalik

 

                 wojna coraz grubsza

                 upita krwią tańcowała

                 dalej i dalej

                 za nią Stanisław

                 do ukraińskich sadów

                 pełnych grusz i jabłoni

                 zaszedł z wojskiem

                 późnym wieczorem

                 cicho było

                 i ciepło

                 porozpinali mundury

                 zasnęli

                 kiedy księżyc rozłożył

                 się na niebie

                 Stanisław otworzył oczy

                 żołnierze

                 poderżnięte gardła mieli

                 z pootwieranych gardzieli

                 rzężenie słychać było

                 przemieszane z dźwiękiem harmoszki

                 złapał się za gardło

                 całe

 

                wiszący na piersi Chrystus

                objął Stanisława

 

 

                  

 

 

               PEJZAŻ Z RYBOTYCZ

 

                   nad rozlana zielenią

                   w gęstwinie skrzydeł

                   Chrystus Pankrator

                   ogniem złotym

                   rozpala połoniny

                   wilczym echem kołysze

                   na wieczerzę zaprasza

                  

 

                   pędzą owce

                   za nimi pasterz

                   Carskie Wrota zamyka

   

 

 

 

                                                                     Henrykowi   Bezegowi

                                                                     legioniście

 

                       pestki

 

                       Brzemienna jesień

                       owoce składa

                       do zardzewiałej menażki

       

                       

                       wieczorami ułan zanosi

                       gdzie na krzyżu dróg

                       wśród drzew

                       Jezus

 

                       na zakurzone stopy

                       owoce sypie

                       dojrzałe

                       jak łzy

 

                      stukają pestki

                       w zardzewiałej menażce

                       weź je

 

 

 

 

                    pegaz

 

                  batem gnany

                  do rzeźni zaszedł

                  łeb położył

                  zęby pokazał

                  zaglądają

                  grzywę ogon ucinają

                  rzeźniczy hak

                  zakłada uzdę

                  wio siwy

                 

 

                 wyrastają mu skrzydła

                 wysoko

                 nad rzeźnią

 

 

 

                 skazka

 

 mach2

 

 

                        jest ranek zbudzony marszem tysięcy

                        ziemia drży

                        resztki śniegu wlewają się do głębokiego dołu

                        słońce czerwienią ocieka

                        na ręce sznurem związane

                        strzelają w tył głowy

                        prosto i miarowo

                        warstwami zwłoki układają

                        pod wieczór zasypują dół

                        równają kopytami piach

 

 

                        ziemia całunem się kładzie

 

 

 

                             szopka 1981

 

 

                           anioł wzlatuje

                           Maria w rękach

\                          dzieciątko chowa

                           biegnie ulica

                           wśród karabinowych kul

                           pod naszymi oknami

 

                           przedstawienie skończone

                           król Herod

                           przeszukuje mieszkania

 

 

 

                          do źródeł

 

                         wodo z rzeki dzieciństwa

                         przyjdę tam i jak kiedyś

                         przeglądać będziemy się sobie.

                         napiję się z ciebie

                         a ty wodnika pod poduchę włożysz

                         j a k   k i e d y ś.

                         głowę na włosów fali złożę

                          w dzień rosy

 

                         n i e   z a b i e r a j   l a t

 

 

 

 

                          Betlejem Polskie 1981

 

 

                         po śnieżnych piórach aniołów

                         dzieciątko schodzi

                         na zakratowane okno

                         piłuje więzienne kraty

                         wartownicze wieże drżą

                         z pilnika iskry lecą

                         ciepłe słodkie

                         kłębią się na piersi strażnika

                         opuszcza nisko karabin

                          z Jezusem siada na pryczy

                          pod chórami więźniów

 

 

 

                          wiatrak

 

 

                         słoneczną grzywę obraca

                          z gwiezdnych kłosów ziarno

                          wysypuje drgające

                          i sierpem księżyca ściera

                          na proch na mąkę

                          szeroko po ziemi

                          zapala bochen chleba

                          na drogę

 

 

 

 

 

                         Zdrowaś Mario

 

 

                        żywice złote w rozciętych ranach

                        zastygają w głębokie blizny

                        oczy z bólu się zwężają

                        we łzach dłoń uniosła

                        przyniesiesz mi różu

                        na policzek

 

                        z tła anioły wyszły

 

 

 mach3

 

                            wiosennym pędzlem

 

 

 

                           W pracowni w niebie schowanej anioły paletę

                           trzymaj. Schyla się Bóg Ojciec i w rękę malarza

                           sypie kwiaty. Cieszy się aż niebo pęka. Skocz do niej

                           mruga. Malarz oczy zakrył i skoczył.

                           Wargami kwiaty zgarniają.

                           Nad nimi dwa pierścienie dzikich gęsi.

 

 

 

 

 

 

                                                                               pamięci

                                                                               Aleksandra Morańskiego

 

                      

                                        xxx

 

                          srebrną w radości

                          noszona głowę zabrał

                                             czas

                          urodziny twoje teraz

                          pierwszego listopada

                          życzenia idę złożyć

                          porozmawiam chwilę

                          nie wstawaj – modlitwę zacząłem

                                              po stukaniu twej laski

                                               przesuwam palce

                         niedokończony obraz z lalką niosę

                         uśmiechasz się i ja się uśmiecham

                         przyjdź powiedz

                         poduszkę pod głową poprawię

                         A l e k s a n d r z e

                         powiem ptakom aby

                         do następnych urodzin

                         nie budziły

 

 

 

                      Wierzbno

         

                    drzewa różaniec gwiazd

                    na klamce wieszają

                    puszczyk chichocze

                    jak dzieciątko madonny

                    a w stawie żabim skrzekiem

                    pocierają smyczki

                    na Anioł Pański

                    dwa siwki wiozą

                    Gospodarz kubkiem mleka częstuje

 



KAZIMIERZ MACHOWINA

(1938-2015)

 

           Kazimierz Machowina to przede wszystkim malarz. Nawet mało ze sztuką obyty odbiorca nie miewał specjalnych kłopotów z rozpoznaniem stylu krakowskiego artysty. Z całą pewnością należał do charakterystycznych postaci podwaleskiego grodu. Pisywał także wiersze, bo też duszę miał poetycką. Zaświadczają o tym jego miniaturowe obrazy i rysunki oraz trzy zbiorki wierszy:"Cyrk"(1986),"Ptasi Chrystus"(2000)"Malarstwo i poezja"(2008) oraz ostatni zbiorek "Skazka", który nosi datę roku 2014-tego, ale tak naprawdę ukazał się na kilka tydoni przed jego śmiercią.

       Skazka tłumaczy się z języka rosyjskiego na polski, jako bajka. To prawda. W wierszach i malarstwie krakowskiego artysty znajdziemy wiele bajkowych zauroczeń. Sam zresztą (wydaje się przekornie) sygnalizował je w tytule pierwszego zbiorku "Cyrk". Dzięki tym, między innymi, zauroczeniom sztuka mistrza Machowiny ma tak wielu zwolenników i pomieszkuje w licznych, nie tylko krakowskich, domach, bowiem w tych  coraz bardziej odartych z arystycznej wrażliwości, uczuć i wzruszeń czasach wielu z nas ceni sobie sztukę, która potrafi wywołać ciepły uśmiech i liryczną zadumę.

       We wstepie do albumu "Malarstwo i poezja" wydanego przy okazji świętowania siedemdziesiątych urodzin poety i malarza Tadeusz Nyczek pisał między innymi :".. . Machowina ma duszę świętego Franciszka i rad by nasz targany bólem i rozpaczą świat  przycisnąć do serca i natchnąć otuchą..."  Tym słowom nie sposób zaprzeczyć, a jednak wydaje się, że poeta czytając je odczuwał niedosyt potrzebnej przy okazji takich omówień głębi.

          W swoim ostatnim zbiorku wierszy – wyraźnie już poirytowany – sygnalizuje czytelnikom jeszcze jeden niezwykle ważny dla swej poezji aspekt. Symbolem tej irytacji oraz sygnałem do bardziej wnikliwego wsłuchania się w jego poetyckie przesłanie jest właśnie tytułowy wiersz "Skazka" odnoszący się wprost do tragedii katyńskiej. Machowina nie tylko więc przypomina katyńską zbrodnię, ale dając utworowi tytuł "Bajka" stara się przeciwstawić niektórym stereotypom i uproszczeniom dotyczącym swoich wierszowanych wypowiedzi.

         W ostatnim tomiku  wiele jest wierszy o wydźwięku patriotycznym, łączy się on czasami z boską ingerencją, z wiarą, ale nie uplataną w teologiczne szarady i nakazy kościelnych włodarzy. Cuda - a takie w utworach poety się zdarzają, jak choćby w wierszu "Medalik" – przytrafiają się podobnie jak w Dobrej Nowinie prostym ludziom wielkiej wiary, która, dyktując rytmikę szczergo serca skryta jest niczym medalik przed faryzejskiem okiem.

 

                           Andrzej Warzecha


Pin It