{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Bronek z Obidzy Kozieński

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Pienińskie reggae

 

Wracam z Przehyby, coś mi skręca oczy,

odciąga z drogi, kieruje w lewą stronę.

Znam ją na pamięć, więc czym mnie chce zaskoczyć,

sobotnią troską na twarzy trzykoronnej?

 

Pienińskim smutom nie czas na litowanie.

Mgła, Sokolico, jak łza oczyszcza duszę,

bursztynem płacz, podlewaj nim Dunajec.

Flisacki śpiew, pienińskie karaoke.

 

Siądę na Skałce, niech będzie, że podziwiam,

właśnie mnie mija dwoje młodych ceprów,

nagle mi wzrok ukradła twarz dziewczyny.

Wybaczcie szczyty, że ktoś wasz widok zepsuł.

 

Ahoj! Żeglarze i pokazuję ręką:

"ta z prawej strony, to właśnie Sokolica"

Dzięki patrzący - odpowiadają: "dzięki,

my nawet tutaj wciąż podziwiamy siebie"

 

Czystym bursztynem śmieją się oboje.

Bardziej ich lubię, bardziej niż smutom wierzę.

Wyciągam chleb i dzielę go na troje.

Inna muzyka, nowe ceperskie reggae.


 

Jak lubię jak kocham

 

lubię takie zachody kiedy wieczór się huśta na konarach

mrok nadciąga na skrzydłach sowich

a ta sama pohukuje zaraz zaraz

jeszcze chwila niech się wstrzyma niech przystanie

by wróciły dobre pszczoły ze spadzią do pasiek

niech się o deszcz upomną wszystkie kanie

niech pościeram tablice w sowiej klasie

gdy założę okulary niech się ruszy i nie stoi już jak jaśnie podkomorzy

niech przestraszy zdziwionych niech zaskoczy

 

kocham takie podchody kiedy noc zaskakuje wszystkich zdziwionych

wiadro w studni zapomina  nagle wody pocałuje

i jak motyl odlatuje szybko od niej

stary żuraw zasypia zmęczony nad kamieniem

baby we wsi cucą dzień zaciągnięty w krochmalone prześcieradła

a z nich cień wytrzepany się kładzie psu na budę

 

jak ja lubię takie zaćmienia jak lubię

tylko jedno mnie w nich drażni i nie zachwyca

kiedy kogut zapieje koń zarży wszystkie psy

zaczynają wyć do księżyca

 

 

Jutro pójdę inaczej się bać

 

Przestanę odliczać sztukę do trzech razy,

grać w klasy na lodzie, gdy zamarzał staw,

wypominać trójcy, że owca w niej czarna

i syn marnotrawny, a ojciec bez ojca.

 

Jutro zacznę inaczej się bać.

Nie będę się trudził wskrzeszaniem potwora,

 położę się tylko nie po to, by spać,

lecz bać się poważniej tamtego co wczoraj.


 

Elizjum

 

Papieros gaśnie mi, Jacqueline.
Przyrzekam ci, że to ostatni. Ostatni, jak i noc w Berlinie,
Holocaust-Mahnmal...
Wiedersehen!

Nie ma w nim ognia, tylko popiół w oczach
przełyku, w głębi płuc i na języku twój, Jacqueline,
z les Champs Élysées.
Au revoir! Adieu, Madame!

Wybacz, że byłem dziś z Juliette.
Ta wciąż smakuje Guernicą.
(Teraz nie mówię o języku)
Po prostu myślę tak, jak czuję.

Nie ma już dymu, nie ma ognia
i co mam zrobić z tym, Jacqueline?
Auf wiedersehen? Au revoir?
To również popiół.
Je suis désolé.

 

 

" To ja, złodziej"

 

Gdyby to, co w sercu przełożyć na język,
to powiem ci Panie, że lubię jak odchodzisz,
a ja za plecami, gdy nie patrzysz na mnie,
mogę głodnej Ewie podarować owoc.

Masz tyle jabłoni, tyle pięknych sadów,
więc nie dziw się głodnym. 
Słyszysz! To ja, złodziej.

Udajesz, że nie słyszysz, 
więc wszystko rozumiesz
i za to cię kocham Panie,
gdy odchodzisz.


 

Białe liście zabrali aniołowie

 

Kiedy stałem, a liście na mnie spadały, 
żółte, rude i wszystkie inne kolorowe. 
Pomyślałem: 
Czemu nie ma na drzewach tych białych, 
stałbym wtenczas, jak anioł nad grobem. 

Na ramionach, na plecach, na głowie, 
gdzie zgarbione dziś i posiwiałe, 
miałbym z liści piękny biały prochowiec 
i nie stałbym tak głupio, jak człowiek.

Bronek z Obidzy Kozieński

Urodzony w 1963, cieśla, stolarz z wykształcenia, pracownik budowlany (kontrakty w kilku krajach Europy)

„ Orły nad Sokolicą, Nie szkoda gadać, Strefa ciszy, Wiklinowe ptaki, czyli cztery wydane książeczki z tekstami. Publikacje prasowe, również w Niemczech, Wielkiej Brytanii, współautor kilku antologii, w tym międzynarodowych, laureat konkursów poetyckich, główna postać filmu dokumentalnego – Bronek z Obidzy.

Pierwsze teksty ukazały się w 2007 roku.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · R E K L A M A · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Pin It