Wiersze różnych poetów


wiersze-roznych-poetow-16-11-15



 

Karl Grenzler


O aniołach słów kilka

 

miliardy tak sobie

przelatujących fotonów

tworzą

moją postać i

spotykanych aniołów

które

znajdują mnie zawsze i

gdziekolwiek

 

przez najmniejsze zakamarki

któregoś z nich

ulatują uwięzione w

zakrzywionej przestrzeni

fotony

raz anioł jest

raz go nie ma

nawet o tym nie wie

 

niewiele czasu

pozostaje chmurom

żeby odpowiedzieć

na pytanie

ich kształtów

dokładnie tyle ile

mają anioły na

przybranie własnej postaci i

właściwych przypadłości

 

anioł powtórzeń

powiedział mi

że nie ma powrotów

 

anioł stróż

zdradził

jednemu chłopcu

że jest dziewczynką

bardzo piękną dziewczynką

 

zaraz po tym zagadnąłem

mojego anioła

dlaczego Bóg nie dał nam

zmysłów

które pozwoliłyby Go

dostrzegać

 

na odpowiedź czekam do dzisiaj

 

Zaklinaczka jesieni


ciągnie za sobą

tren suchych liści

 

odnajdujesz się otoczony

szpalerem uniesionych

w modlitwie gałęzi

 

w przestrzeni wypełnionej

pytaniami bez odpowiedzi

 

czujesz całkowite

zaćmienie chwili

w której jesteś

 

nadchodzi zima

wilgotnym zapachem

przedśniegu

 

szeroko otwartymi oczyma

przechodniów

 


Zagubiłem ciebie

 

po drugiej stronie

jednego z

krzywych luster

 

i nie odnalazłem

pochłonięty

zaprzeczaniem

prawu grawitacji

unosząc się

w krainę poznania

w noc wypełnioną

śpiewem i szeptami

 

kiedy się odnalazłem

zamiast owocu

trzymałem w ręku

kwiat maku

znaczek




Rafał Grzywnowicz


Piękny dzień


Byłem kiedyś małym Jasiem
Nie stałem się Janem
Zostałem samotnym wiatrem
Szukającym pluszowego misia.


Pamiętam ten dzień
Tata upadł w kuchni na podłogę
Mama później powtarzała, że zawsze mnie kochał
Ale jak to, nigdy go już nie zobaczę?


Jechaliśmy długo
Byliśmy głodni
Pan pokazał drogę na lewo
Mama pocałowała mnie w czoło.


Wszyscy płakali, a było tak pięknie
Czyste niebo i ta trawa
Po której żaba sobie skakała
Po chwili byliśmy już w nowym domku.


Cieszyłem się z tego domku
Ale po chwili z niego wyszedłem
Bez mamy, po omacku i bez celu
Nie czułem głodu, nie było mamy i misia.

Byłem zbyt mały, nie czułem już wiatru
Tata złapał mnie za rękę
Później się zorientowałem, że
W Treblince ciało zostawiłem…

znaczek

kartka

śmieszne są nekrologi w gazetach
klepsydry na ścianach budynków
i szepty z wyrazami współczucia

* * *

umarli tego nie przeczytają
bliscy nie mają do tego głowy
tylko ty czujesz się spełniony


motyle

nauczmy się kochać przestańmy się bać
nie bójmy się ciszy, postawmy się burzy
pokochajmy cierpienie!
a później rzućmy się w przepaść


kochał ją deszcz kochał ją wiatr
zapomniane sny we łzach
budziły ją o świcie aż cisza oniemiała


miłość poznałem w rozbiegu
zatrzymała mnie w drodze
nie miałem siły przepraszać
gdy tak kochałem
zapamiętałem


nie bałem się już ciszy
skała nadal trwała, była silna
wytrwała burza jej powiedziała
kamienie stają się Motylami
więc teraz
po prostu kochaj

 



Agnieszka Moroz


Marcowe zające

 

W marcu zawsze mam ochotę popełnić samobójstwo

pewnie to przez ten cholerny wiatr

czerwony pył znad Sahary

brak kremów brûlée na sklepowych półkach

i tysiąc innych wymówek

którymi naukowcy chcieliby tłumaczyć to uczucie

 

Umawiam się z tobą w klubie Święci i grzesznicy

chociaż nie wiem kto reprezentuje którą stronę

taksówkarz jedzie jakby chciał nas zabić

z kieszeni wypadają mi tabletki bletki

i papierki po rozpuszczalnej gumie malinowej

 

W świetle stroboskopów masz trzy pary rąk

niczym buddyjskie posążki z Tybetu

nagle czuję że mógłbyś objąć mnie tak jak zawsze chciałam

Wtulić w zapach kadzideł orientalnych świątyń

płatków orchidei zrywanych gdzieś nad ranem

kiedy inni wciąż oddychają powietrzami snu

 

Zaraz potem zwykła żarówka prześwietla nas jak rentgen

co ujawnia zatopione w figurkach relikwie

Okazujesz się pusty

Błądzą w tobie echa porzuconych muszli

przybierasz kształt bursztynu bez owada

 

W marcu zawsze mam ochotę popełnić samobójstwo

Wyobrażam sobie wtedy jak płaczesz z papierosem w ręku

choć od dawna już nie palisz

w myślach liczę wiązanki telefony

wszystkie te niebieskie znicze

i czuję się lepsza

 

a później długo nie mogę przestać się śmiać




Stąpamy lekko

 

Czy zmarli mogą odwiedzać miejsca w których nigdy nie byli?

Moja babcia widywała duchy sąsiadów

na korytarzach piętrowego domu

zbudowanego w miejscu ich zburzonej parterowej chaty

Stary gospodarz ukazywał się jej od pasa w górę

brodząc w podłodze

jakby nadal stąpał po swym dywanie w brązowe kwiaty

kupionym przed laty od Cyganów

 

Najpierw sądziłam że to zabawne

jak porysowana płyta Floydów w naszym gramofonie

zacinająca się zawsze kiedy Barret śpiewa „shine”

komentarz „Ta czaszka ma zęby ładniejsze od moich”

usłyszany w Muzeum Historii Naturalnej

i tysiąc małych zgonów z księgi Najgłupszych śmierci świata

w której ktoś bez przerwy spada z mostu robiąc selfie

albo przewraca się na trzydziestocentymetrowych obcasach

(niesmaczne zdjęcia można zapić kawą)

 

Niedawno spotkałam na ulicy znajomego

„Czy zmarli mogą odwiedzać miejsca w których nigdy nie byli?

Pytam bo teraz śmierć tak chodzi po ludziach”

powiedział wyciągając z kieszeni skrawek materiału

„Wiesz ten zapach kogoś mi przypomina

i nadal trwa”

dodał

„Chyba się wyprowadzę”

a potem nagle złapał mnie za płaszcz

sycząc „Rozumiesz?! Powiedz że rozumiesz!”

 


 

 

Kazimierz Sopuch

 

Po górach dolinach

 

Po górach

płomień

rozpala skały

by zniknąć

na dolinach

x   x   x

Nie chodzę

po drzewo w las

żyję w dolinie

Cicho tu

Tylko morze przypomina

że za moimi plecami

jest żywioł

x   x   x

                  

Nie widzę aniołów

Czasami

śni mi się Postać

przyodziana w błękit -

oczyszcza mnie

z pyłu drogi

Gdy się podnoszę

by Jej podziękować

znika wśród aniołów

Upadam ponownie

chwytając w dłonie

nadmorski piach

Aniołowie śpiewają:

Upadłeś by powstać

Alleluja Alleluja

Ave ...

x   x   x                            

Jestem człowiekiem upadłym

i żaden anioł

mnie nie podniesie

ponad szczyty

Kiedyś

piąłem się na skały

szukając tam

ocalenia

Teraz

patrzę wysoko

Pozycja horyzontalna

sprzyja kontemplacji

Nocą

pojawiają się błyski

na niebie

Uczeni mówią       

że to spadające gwiazdy

Wierzę

że którejś sierpniowej nocy

chwycę za promień

i pofrunę śpiewając

Ave...

        

Być może

spłonę w locie

15.06.15 


znaczek

 

 


 

 

Maria Włodno

 

BAZAR PRÓŻNOŚCI

 

Prawda ? Wierność? Uczciwość ?

 

Bezużyteczne cnoty .

 

Zrozumienie i akceptacja

dla normalnych ,

z którymi wypijesz ,

za umiejętne kłamstwa ,

zręczną kradzież .

 

Elita uprawia czary ,

oddycha okultyzmem .

 

Osiągnęła bowiem profesjonalizm

w czerpaniu zysków z nierządu .

 

Tworzy fascynujące osobowości

przy pomocy

brudnych banknotów .

 

 

 

PROŚBA

 

 Wybacz nam ten obłąkany dom

res publica

produkujący ludzi ze złamanym sercem

i przetrąconym kręgosłupem .

 

Cuchnących pokorą ,

mieszaniną poniżenia i niekompetencji .

 

Latwy  łup  dla hien , sępów i szakali .

 

Nie patrz na agresywne opętanie ,

fałszywą odpowiedzialnością .

 

Nieustanny bulgot rozdrażnienia .

 

Wybacz czynienie zamętu ,

sianie niepokoju

i nazywanie złego dobrym .

 

Uczono nas , że cudze fanaberie

są ważniejsze niż nasze własne życie .

 

Wybacz

traktowanie mężczyzn

jak niepoczytalne monstra

oraz

histeryczny wstręt do kobiet .

 

Wybacz dumę

z powodu śmierdzącej biedy

podniesionej do rangi duchowości .

 

Zarzuć zasłonę miłosierdzia

na wszystkie czary

i gusła diabelskie ,

którym oddawaliśmy się

potajemnie .

 

Rozwesel nas

w zamian za dni

gdyś nas utrapił ,

za lata ,w których oglądaliśmy niedolę . *

 

Pozwól żeglować bezpiecznie

przez ten Ocean Strachu .

 

*Psalm 90
 

znaczek

ZNAKI CZASU

 

Zamek Krzyżtopór w Ujeździe

widziany z lotu ptaka -

kosmiczna pieczęć

odciśnięta

w ziemi opatowskiej .

 

Trzysta sześćdziesiąt pięć okien

podobnych dniom otwartym

na perspektywy przyszłości .

 

Pięćdziesiąt dwa pokoje -

i tyleż miejsc świętowania

minionych niedziel .

 

Dwanaście sal ,dwanaście sezonów -

liczba przeobrażeń świata .

Nowe dekoracje ,zmiany czasu ,odzieży i uciech ,

fortuny toczącej się kołem .

 

Cztery wieże ,cztery wysokie klimaty

wiosny , lata , jesieni i zimy .

 

Czas mrozów i czas ociepleń  .

Czas siania i czas zbierania .

Czas pieszczot i czas

wstrzymywania się od pieszczot .

Czas sadzenia i czas wyrywania ,

 

terminy pokoju i niepokoju .

 

W tych murach tkwi zasobność wielkiej myśli

zrodzonej w rytmie  codzienności .

Ta myśl przetrwa wieki .

 

 

 

 

ZAUFANIE

 

Szczęśliwi są szczęśliwi

i zadowoleni ich najbliżsi .

 

Szczęśliwi ,bo uporządkowali

szafy z ubraniami ,

wyrzucili stare rzeczy .

 

Zrobili miejsce na nowe .

 

Szczęśliwi ,

bo przyszedł list od przyjaciela ,

dziecko postawiło  pierwszy krok

i była pogoda na pranie !

 

Nie posiadają się z radości ,

ponieważ idzie wiosna

i  przedwiośnie jest pełne obietnic ,

choć jeszcze pachnie mrozem .

 

Dni są cudownie piękne ,

niestety – przemijają .

Ale przecież idą następne ,

mamy też księżyc w pełni .

 

Szczęśliwi lubią pracować ,

bo noszą w sobie

stalową moc sprężystości

i elastyczności .

 

Wypływają na nieznane wody

i tylko patrzą ,

jak dorwać się do steru .

 

A my się zastanawiamy ,

o czym oni myślą ,

że wymyślają sobie

takie szczęście .

 

Pin It