Jan Stanisław Kiczor - Zaduszki 2015 (wiersze)

mnich na cmentarzu 2

A kiedy…

 

A kiedy własny zgubię cień, ciało przestanie być posłuszne,

zaś nekrologi porwie wiatr – te nad Iłżanką, te nad Plusznem

i obojętne będą mi zmiany klimatu, ocieplenie;

czy zechcesz  wtedy objąć mnie, chociażby krótkim przypomnieniem?

 

Czy mnie przygarniesz w barwny sen (którego za nic nie chcę spłoszyć),

aby odtworzyć z dawnych chwil cząstkę czułości i rozkoszy,

(które się działy, przecież wiesz, naprzeciw wszystkim porom roku),

gdy deszcz obmywał ścieżki złe, a w domu witał ciepły spokój?

 

Czy zapamiętasz  krótki wiersz, wspólne zakręty, krawężniki,

które szły z nami w każdy dzień, a później już nie poszły z nikim?

Albo wieczorny nieba czas, co się migotem gwiazd okraszał,

a my szukaliśmy wśród nich tej jednej, która będzie nasza?

 

Jeżeli tak, wystarczą mi twoje wspomnienia. Nie chcę więcej.

Więc nie fatyguj się w ten tłum. Zbędne są znicze, zbędne wieńce..

 

 

 

 

Rozterka

 

Najtrudniej dojrzeć do tej chwili,

tak pełnej lęków i bojaźni,

gdy nie ma komu się przymilić,

by nam w zaświatach było raźniej.

 

A zauważcie (bardzo proszę),

gdy ktoś się znajdzie w takich trwogach,

choćby za życia Go nie szukał,

teraz gorliwie wzywa Boga.

 

Jakby mu jednak lepiej było

skrawek nadziei wpisać w lico

i zaprzyjaźnić się z mogiłą

z wiarą, że może to nie nicość.

 

Jakby chciał nowych szukać znaczeń;

(rozum przesiewa myśli natłok).

Bo może wszystko jest inaczej,

bo może jednak jest tam światło.

 

 

 

 

 

Zaduszki

 

Na bogato, proszę państwa, na bogato,

Niech się nurza w blaskach światła każdy wieniec,

Wcześniej marmur pucowano świeżą szmatą

I tabliczki, te z nazwiskiem i imieniem.

 

Byle drożej, byle więcej niż ten obok,

Wszak niech wiedzą, tu nie biedny złożył kości;

Ależ na cóż umarłemu? – padnie słowo,

O, widzicie? – głupio gada – pozazdrościł.

 

Jeszcze trzeba zrobić focię na komórkę,

Na fejsbuku trzeba przecież się pokazać,

Dzieciom kupić na straganie „pańską skórkę”,

Wszak okazja raz na rok się tylko zdarza.

 

Później można już spokojnie iść do domu,

W wir codziennych zawirowań i opętań;

A myśl jakaś, czy westchnienie – „wieczny spokój”?

Nie ma czasu, by o wszystkim tak pamiętać.

 

 

 

 

 

Umarłym poetom

 

Dusze zmarłych poetów przesiadują w wierszach,

Bawiąc się ulotnością dopieszczonej frazy,

Lub czegoś wypatrują w poszczególnych wersach,

Jakby chciały zasadność metafor rozważyć.

 

Duchy zmarłych poetów są tuż obok ciebie,

Tęsknotą, której nijak nie możesz poskromić,

I choć nie oczekują zachwytów i schlebień,

Cieszą się, kiedy sięgasz po kolejny tomik.

 

Duchy zmarłych poetów nadal tworzą strofy

O zmęczonych wieczorach, przepłakanych świtach

I  tkwi w nich wciąż, ten ludzki, zwyczajny niedosyt

I nadzieja, że Stwórca coś zechce przeczytać.

 

Duchy zmarłych poetów znają słowo: przemiń!

Lecz tworzą wciąż diamenty – z popiołu i ziemi.


 

 

Odchodzimy, zostajemy

 

Wszyscy odchodzą – raz wcześniej, raz później

i według starych, niesprawdzonych bajań,

to nawiedzają Hefajstosa kuźnie,

to się po różnych zabawiają rajach.

 

Wszyscy odchodzą. W ciągi niewiadome,

przeobrażenie materii i ducha,

w chłodną bezradność, przytulenia Chloe,

szorstkość kamieni, czy sen w miękkopuchach.

 

Wszyscy zostają. Na dłużej, na krócej

wtopieni w pamięć i zasług, i grzechów,

w listach, wspomnieniach różnorakich włóczęg,

butach zszarganych nadmiarem pośpiechu.

 

Wszyscy zostają w przeróżnych archiwach,

Wytartych kurtkach, zbędnej już odzieży,

W rechocie z różnych przywar czy też dziwactw,

W które za życia nie chcieli uwierzyć.

 

Więc odchodzimy, chociaż zostajemy;

Migoczą lampki – płomieniem czerwieni.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · R E K L A M A · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

 


Pin It