Zimą obrodziło w poetki i poetów, osiemdziesiąt procent listów przychodzących do redakcji zawiera wiersze. Jedne mniej udane, inne lepsze, rzadko takie, które powodują nagły przypływ radości i zaciekawienia. Ale jeśli już się trafią… szkoda, że tak rzadko.


Zastanawiałem się, co powoduje, że tyle wierszy jest niesprawnych warsztatowo, autorzy wypisują wyświechtane metafory, brak indywidualnego dostrzegania świata, jakby wszystko obracało się wokół podłogi, ciągłe raczkowanie bez chęci wyprostowania siebie.


Moi drodzy, z całą pewnością w znacznym stopniu winić za to trzeba niechęć wielu piszących, próbujących pisać wiersze, do czytania dobrej, sprawdzonej poezji. To okrutne, co teraz napiszę, ale taka jest prawda, czytacie w internecie wiersze, które są pisane na poziomie dalekim od poprawności literackiej, porównujecie się z nimi, wyciągacie fałszywe wnioski, potem siadacie do pisania, piszecie bez krzty krytycyzmu i wysyłacie do mnie. A ja cóż, odwalam, często odpisuję indywidualnie, jeśli mi czas pozwoli. Czasami prowadzę z Wami prywatną korespondencję, często słucham, że jestem surowy. Nie, nie jestem surowy, jestem bezbronny wobec tego potoku złych, beznadziejnych wierszy i pretensji, że nie chcę ich publikować.

Wszystkim, którzy zaczynają pisać wiersze, proponuje zacząć kupowanie książek poetyckich dobrych, sprawdzonych poetów.


Krystyna W. – Pabianice. Pyta się mnie Pani kogo należy czytać, prosi o podanie kilku nazwisk współczesnych poetów, których mogę polecić. Proszę: Zbigniew Jerzyna, Stanisław Grochowiak, Roman Śliwonik, Krzysztof Gąsiorowski, Tadeusz Nowak, Tadeusz Kubiak, Marian Grześczak, Julian Przyboś, Janusz Żernicki, Mieczysław Czychowski, Andrzej Waśkiewicz, że wymienię tylko tych kilku nieżyjących.


Kiedy Pani uda się zdobyć książki tych poetów, poczytać ich wiersze, spojrzeć na swoje krytycznie, usiąść ponownie do pisania, proszę do mnie się odezwać ponownie.


Marcin J. Sopot. Panie Marcinie z Panem mam poważny kłopot, wysłać Pańskie wiersze na ulicę Kątową nr 1, źle, opublikować, jeszcze gorzej. Wiersze są nierówne, obok perełek, dwóch, trzech linijek pojawia się w następnych banał tak śliski, że nie można go przefiltrować przez mózg. Wydaje mi się, że Pan dokądś się spieszy pisząc wiersz, że chce Pan go jak najszybciej skończyć i przysłać do mnie. Zgoda, tyle tylko proszę, niech on poleży kilka dni, potem go Pan przeczyta na zasadzie do czego tu się doczepić. Zobaczy Pan, że będzie nad czym jeszcze popracować i to całkiem poważnie i porządnie.


Maria K. Przynależność do Związku Literatów Polskich, jak też Stowarzyszenia Pisarzy Polskich nie upoważnia do publikacji w naszym tygodniku. Zapewniam Panią, że wielu członków tych organizacji spotkało się odmową publikacji i Pani nie jest wyjątkiem. Pisanie zażalenia na mnie do prezesów tych czcigodnych gremiów, jak najbardziej wskazane. Tyle tylko, że mój szacunek do panów Sterny – Wachowiaka i Marka Wawrzkiewicza nie przekłada się kompletnie na wpływanie przez nich na redagowanie pisma. Ośmielam się nawet myśleć, że oni nigdy podobnych pomysłów w głowach nie będą mieli. Pisanie do nich polecam, a niech tam sobie poczytają, przynajmniej nie będzie im się nudzić w długie, zimowe wieczory.


Dorota B – Sandomierz. Napisała Pani dla mnie wiersz , ja go przeczytałem, pochwaliłem się rodzinie, a teraz chwalę się moim Czytelnikom, publikując go w tym miejscu.


Panie Bohdanie miły

Oby się Panu dobre sny śniły

Żeby Pan dla moich wierszy był łaskawy

Żeby nie było krytycznej sprawy

 

I jeszcze mam takie jedno życzenie

Takie małe swoje marzenie

Żeby wszyscy moje wiersze czytali

Dla mojej chwały i wielkiej sławy.

 

I to na tyle, Pani Doroto, publikujemy, jest Pani sławna. Sandomierz może być dumny z Pani wierszy. Ja zresztą też jestem, zwłaszcza od tego momentu ,kiedy przeczytałem Pani list do mnie mocno mnie komplementujący, w którym gorąco zaprasza mnie Pani do siebie do Sandomierza.

 

Wacław G. – Toruń. Panie Wacławie, pan jest niepoprawny, stale się Pan kogoś czepia, komuś przywala zupełnie niesłusznie. Zapewniam Pana, że dziesięcina była okrutną daniną wyniszczającą gospodarkę kraju i do tego nie będziemy już wracać. U Pan co wiersz - to atak. Tak nie można. Skoro jednak prosi mnie Pan tak ładnie o publikację, to nie pozostaję obojętny i publikuję. A co mi tam, no nie?

 

Kiedy przez dziurę w twojej kieszeni

Księżyc zaświeci sinym blaskiem

Kiedy zamieszkasz z kocem pod mostem

A wszystko wokół walnie się z trzaskiem

To zapamiętaj

Że tam na górze wciąż trwa karnawał

Chochoły krążą wokół koryta

Ale koryto ma to do siebie

Że kiedyś przecież także wysycha

 

Ale dziś słychać wielkie chrząkanie

Wielkie obżarstwo toczy się wokół

Świnie wciąż tyją się rozrastają

Aż przyjdzie rzeźnik i będzie spokój.

 

Antoni M. Wrocław, Adrian N. Tykociny, Barbara K. Myślenice, Wiesław W. Skierniewice, Marianna N. Białystok, Kazimierz K. Grójec, Dorota G – Łódź – proszę pozostawać z nami w kontakcie.

 

Z innych propozycji nie skorzystamy, a są zbyt liczne aby je wymieniać.

 

Pin It