Jacek Bocheński - Skajp

 

Jacek BocheńskiKomentuje Dorota na Facebooku, ale nie epizod Tadeusza Nowakowskiego z Frӓulein . Komentuje swoją rozmowę z ojcem w moim ujęciu. „Tylko chuchnięcie w słuchawkę się nie zgadza: myśmy rozmawiali przez coś w rodzaju skajpa, a więc nie tylko słysząc, ale i widząc się codziennie. I przesyłaliśmy sobie całuski chuchnięciem w ekran komputera".

Oczywiście, nie trzymali nic przy uchu. Mówiły do nich laptopy. Słuchawka to anachronizm. Jeszcze jedno pomieszanie czasów, które muszę skorygować. A czytelników bardzo proszę o współpracę. Musimy skorygować, chciałem powiedzieć, ja i czytelnicy, opis i pamięć wieczornej rozmowy ojca z córką. Inne wymiary, inna sytuacja obojga w przestrzeni, inna w ogóle obecność. Inne ciepło i przede wszystkim widok. Kto nigdy nie widział profesora, ma teraz okazję zobaczyć, co widzi Dorota na ekranie. Starszy człowiek z brodą. To widzi każdy już na pierwszy rzut oka, ale nawet Dorota, dla której ta broda musi być dobrą znajomą, patrzy na nią przez sekundę jak na niespodziankę. Broda ma związek z oczami profesora. Są inteligentne i figlarne, trochę jak ta broda. Ktoś mi już dawno powiedział: profesor Pisarek to profesor Filutek. Profesora Filutka wymyślił i rysował przez wiele lat humorysta Zbigniew Lengren w „Przekroju".

 

- Wiesz – mówi na ekranie ojciec do córki – okazuje się, że ten mój pisarz stworzył słowa do „Rudego rydza". Pamiętasz?

I ojciec z córką nucą trzy albo pięć taktów starego szlagieru, a profesor się śmieje.


 

FRÄULEIN

Tadeusz Nowakowski opowiedział mi kiedyś w Monachium anegdotkę o sobie, nie wiem czy prawdziwą. Skończyliśmy już zwykłą rozmowę o polityce i literaturze, uprzejma pani domu, której uroda rzucała się w oczy, postawiła przede mną jakiś smakołyk, a Tadeusz zaczął opowiadać.

Jedzie z żoną do domu jakimś ówczesnym środkiem lokomocji miejskiej, zapewne autobusem, bo metra chyba jeszcze w Monachium nie było. Jest po godzinach pracy. Mają miejsca naprzeciw siebie, ale w pewnej odległości. Nie rozmawiają. Jazda trwa dość długo, tymczasem pasażerowie dokoła w większości się zmienili, tylko oni dwoje wciąż tak siedzą. Wyglądają na nieznajomych.

- Fräulein - odzywa się Tadeusz po niemiecku - czy panienka jest dziś wieczorem wolna?

Ściąga na siebie spojrzenia kilku osób. Żona z obojętną twarzą milczy. Nie odpowiada na seksistowskie popisy męża, choć nie zna takiego określenia, które jeszcze nie istnieje. Ale wyczuciem problemu i wzgardą wyprzedzi o pół wieku epokę.

Na razie autobus zatrzymuje się na kolejnym przystanku, Tadeusz mruga do panienki i razem, budząc poruszenie świadków, oboje wychodzą. Koniec anegdotki.

Po iluś latach samotny, oporzucony przez żonę Tadeusz będzie w szpitalu warszawskim umierał. Przyjdę tam i zapytam, czy mogę mu jakoś pomóc.

- Pomódl się za mnie - powie.

Ale to już raz napisałem. Nie wiem, dlaczego się powtarzam. Co tu ze mną czas wyprawia?

 

 

Pin It