Krystyna Habrat 

 

PAMIĘTAJMY O WRAŻLIWYCH!

 

Zbieram się i zbieram, aby po raz kolejny napisać o ludziach wrażliwych. O tych, którzy są, jak się to mówi, solą ziemi, bo z takich wywodzi się najwięcej artystów, poetów, prozaików ale i idealistów oraz ... Tu urywam, bo każdy sobie dopowie, ile każdy wrażliwy obywatel wnosi do naszej kultury i życia społecznego.

Rzecz tylko w stopniu wrażliwości. Niektórzy są tak wysoce uwrażliwieni, że aż trudno im żyć. Czytam akurat (z przerwami) blisko tysiąc stron liczącą i prawie 2-kilogramową (1.880 g) księgę "1001 książek które musisz przeczytać" Petera Boxalla, a tam często jakiś autor zapada w końcu na chorobę psychiczną. Nie będę wymieniać tych, o który powszechnie się wie ani o tych mniej znanych. Przypomnę tylko, że geniusz artystyczny, literacki, naukowy opiera się na wzmożonej wrażliwości. Ta nadwrażliwość pozwala na znajdywanie pomysłów twórczych i rozwiązań zadaniowych częściej i to tam, gdzie przeciętni obywatele tego nie dostrzegają. Ale równocześnie nadwrażliwość graniczy czasem z psychozą. Dlatego tyle ostatnio wyznań znanych osób o ich depresji czy chorobie dwubiegunowej.

 

Ale nadwrażliwość dotyczy też wielu żyjących pośród nas. Tu sięgnę do starych zapisków.  

Kilka lat temu przeszła przez nasz kraj fala samobójstw nastolatków. Raz nie wytrzymała psychicznie uczennica, której koledzy zrobili nieprzyzwoite zdjęcia i puścili w internecie, potem ktoś podobnie nękany.

 

Zapisałam:

 

Miesiąc po tragedii w Gdańsku, znowu piętnastolatek targnął się na swe życie. Nie sielskie bywa życie dziecka.

I znowu jest to dziecko spokojne, zamknięte w sobie. Tacy nie sprawiają kłopotów nauczycielom czy rodziców, ale bywają przedmiotem ataków agresywnych kolegów i cierpią w milczeniu. Nie odparują ataku, nie poskarżą się dorosłym -cierpią w milczeniu i zaszczuci psychicznie mogą popełnić samobójstwo. Wśród dorosłych panuje podobny mechanizm. W niejednej grupie, Np. w pracy, silniejsi znęcają się nad osobą słabszą psychicznie, bardziej wrażliwą. Często bez żadnej przyczyny.

Po prostu osobnikom prymitywnym, osiłkom bez krzty kultury, sprawia wielką radochę dokuczanie komuś, kto nie potrafi się bronić. Przypuszczam, że nauczyciel, któremu uczniowie założyli kosz na głowę też był zaszczuty w gronie nauczycielskim i bał się poskarżyć, bał się walczyć z uczniami, bo groziło mu za to niższa ocena jego pracy, opinia, że sobie nie radzi i śmiech zadowolonych z siebie kolegów. Po fakcie ktoś zresztą napomknął, że się w szkole nie sprawdził. Kto zaprzecza, że sam nigdy nie rzucił kamieniem na takiego- chyba kłamie.

Wniosek jest jeden: chrońmy ludzi wrażliwych, bo bywają bardziej wartościowi od nas (dlatego im dokuczamy, bo zazdrościmy, że ten "niedojda" może być jednak od nas lepszy) i uczmy ich jak sobie radzić z nadmierną wrażliwością!! To cały sens działań pedagogicznych przeciwdziałających przemocy w szkole: wyprowadźmy tych nadwrażliwych z ich zamknięcia się w cierpieniu. Tymczasem system szkolny promuje zawsze tych lepiej sobie radzących, tych cwanych, zaradnych, a tych co zostają w tyle - gubi się.

 

KULTURA W ODWROCIE. TAKT I EMPATIA W ODWROCIE

Na dobre, a raczej na złe, zadomowiła się w telewizji maniera, by juror wyśmiewał w obrzydliwy sposób kandydatów na piosenkarzy, tancerzy itd., startujących w konkursie. Najpierw zachęca się biednych marzycieli, by stratowali w konkursie, choć szansę ma niewielu, a potem publicznie na oczach milionów telewidzów ktoś z jury się na nich wyżywa, odreagowuje swoje kompleksy, własne porażki, kłopoty domowe. Zaczął tak pewien chudy "machacz" długimi kończynami górnymi, który na tym zrobił karierę. Niestety ma naśladowców. Brutalność chamstwa bywa bardziej widowiskowa? Dlaczego takt, empatia, elegancja zachowania, kultura osobista wychodzą z mody?

 

ZABIĆ NEUROTYKA?

Neurotyk - człowiek cierpiący wewnętrznie więcej od innych i bez szczególnego powodu. Taki nadwrażliwy. Neurotycy w wyścigu szczurów przegrywają. Choć czasem lepsi od tych co na przedzie, ale zostają w tyle. Nie są w stanie wykorzystać swych uzdolnień, pasji, możliwości, bo czują się zbyt słabi - psychicznie, by walczyć, ubiegać się...żreć z bliźnimi... Bo nie wierzą w siebie. Łatwo ich byle czym zranić i cierpią z tego powodu w nieskończoność. Analizują siebie nieustannie, rozszczepiają włos na czworo, mają trudności z podejmowaniem decyzji. Uciekają od ludzi, by unikać zranienia.

Niedawno pewien prezenter muzyczny nieco odsłonił swą neurotyczną duszę, że nadwrażliwy, niezadowolony z siebie i że marzy zaszyć się z dala od ludzi i uprawiać ogródek, to w anonimowych komentarzach internetowych obrzydliwie go wyśmiano, wyszydzono. Tacy komentatorzy niszcząc kogoś sami ujawniają swe kompleksy niższości oraz zawiść. Próbują się leczyć ściągając w dół kogoś innego, a najbardziej do tego nadaje się neurotyk.

Tak można zabić neurotyka.

Kiedyś w programie o dużej oglądalności wystąpiła wystraszona i bardzo nieśmiała kobieta, typowa neurotyczka, co nie potrafi walczyć o swoje. Skarżyła się, że własna siostra odbiła jej męża. Potem zabrała dzieci. I ta prymitywna, pyskata siostra jeszcze w tym programie na nią krzyczała, potępiając ją, że źle prowadziła dom, źle gotowała. Pokrzywdzona i tak oczerniana milczała. Nie potrafiła się obronić. Nikt nie podał jej ręki. A widownia owczym pędem poszła za krzykliwą siostrą (zasada psychologii tłumu) i też ją potępiła. Najgłośniej krytykowali nieszczęsną ci, co przed chwilą sami nie dawali sobie rady z własnymi problemami. I odeszła ta nieszczęśliwa neurotyczka, pozbawiona męża, dzieci, z powiększonym brzemieniem smutku i jeszcze głębszym poczuciem winy. Tym ją dodatkowo w tym programie obarczono. Tak zabija się neurotyków.

Ale bywają jeszcze neurotycy trudni do wytrzymania. Taki każde nasze w pośpiechu rzucone słowo, zdanie, przeżuwa długo i zwykle kończy się to naburmuszeniem nawet obrazą, bo wychodzi mu, iż ten ktoś powiedział coś przeciwko niemu, że go obraził, że mu dokuczył. Na próżno ten pierwszy się tłumaczy, że wcale nie to miał na myśli, bo neurotyk wie swoje. On w każdym najniewinniejszym zdanku wyczuwa inną, podskórną treść, czyli to o czym niby tamten na pewno myślał. Neurotyk to mistrz w wyłapywaniu nie tego, co mówimy wprost. On sam też boi się mówić wprost, a zwykle daje coś do zrozumienia, sugeruje. Potem rozpacza, że nikt go nie rozumie, bo przecież mówił o… a nikt go nie słucha.

Trudni bywają tacy wiecznie obrażeni, najeżeni, wyczuwający wszędzie złe intencje wobec siebie. Ale oni cierpią. Cierpią najczęściej przez swe wyobrażenia i uprzedzenia.

Co zrobić?

Jeśli nie piszą wierszy, gdzie ich nadwrażliwość znajdzie szlachetny upust, nie uprawiają innej gałęzi sztuki, to powinni swą przesadną wrażliwość ociosywać, bo to ich zabija. A co najmniej utrudnia im bardzo życie.

 

NIECHĘCI MIĘDZYLUDZKIE

Kiedyś dużo mówiło się o stosunkach międzyludzkich w zakładach pracy i ich kształtowaniu, o stylu kierowaniu ludźmi, np demokratycznym czy autokratycznym,  itd. Niewiele to chyba pomogło, bo teraz mówi się, że często w zakładzie pracy panuje mobing. Szef znęca się nad słabym psychicznie pracownikiem i nastawia innych by go wykańczali, choć czyni to nie wprost, a poprzez niewinną sugestię. W razie czego wyrzuca słabego na bruk.

Obserwowałam kiedyś bezsilnie młodą matkę, której dziecko dużo chorowało i często dostawała zwolnienia lekarskie. Zbyt często - uważała szefowa. Przytakiwały jej gorliwie koleżanki owej matki. Moja początkowo nieśmiała próba obrony matki skończyła się od razu atakiem na mnie. Młoda matka odeszła z pracy smutna - w niewiadome.

Byłam wtedy bezsilna, bo wcześniej w innej pracy też mi zarzucano, że moje dzieci za dużo chorują, a przecież to nie poczta, gdzie łatwo kogoś zastąpić, a studium na poziomie ponad maturalnym i mojego przedmiotu nikt inny nie nauczy. Sama się zwolniłam. Potem pani dyrektor dopytywała, czy naprawdę chcę odejść. Nie wiem, żałowała?

Zauważyłam, że grona sfeminizowane są bardziej krytyczne wobec młodych matek niż te męskie. Tam - w burze projektów - przysłali do mnie   sekretarkę, czy pomimo L4 na chore dziecko, zgodzę się wygłosić po południu zaplanowaną ze mną prelekcję przy pieczonym kurczaku, gdy mąż wróci już z pracy, by zaopiekować się dzieckiem? Potem przyjechał po mnie samochód, a po prelekcji mnie odwieźli. Dotąd to mile wspominam. Ale tam pracowali uśmiechnięci zawsze inżynierowie, którzy dobrze zarabiali i nie bawili się w kompleksy niższości czy depresje, a przynajmniej tego nie okazywali. Bywali na szczęście oczytani i o książkach nieraz sobie pogadaliśmy. Ale wierszy żaden chyba nie pisywał.

 Obecnie wygląda na to, że staliśmy się jakby gorsi. Może taki niszczony pracownik bywa za dobry, czyli objawia coś, co Nietzsche określa, że "najbardziej bywamy karani za nasze cnoty"?

  Według mnie dużą rolę w kreowaniu coraz silniejszych "niechęci międzyludzkich" odgrywają media, bo bez przerwy nastawiają na siebie poszczególne grupy społeczne, partie, polityków. Wciąż nam pokazują zacietrzewionych dyskutantów skaczących sobie do oczu i wygłaszających półprawdy, uzależnione od punktu siedzenia. Niektórzy dyżurują w TV, aby co dzień wygłosić coś złego o partii, której nie lubi, bo stanowi dla tej jego konkurencję. Plotą androny wciąż te same, jakby odbijane przez kalkę.

  Na taki widok zaciska się w widzu pięść i serce.

 

CZYŻBY TAKI BYŁ PODSTAWOWY INSTYNKT SPOŁECZNY?

  Nie mogę oprzeć się przekonaniu, że najbardziej pierwotnym instynktem, jaki łączy ludzi, to chęć wykorzystania jeden drugiego. Ktoś kogoś poznaje (pomijając układy chłopak - dziewczyna) i zaraz bada na ile ta osoba może mu się przydać, czy   opłaca się, angażować w tę znajomość. Jeśli  poznana osoba jest kimś ważnym, wpływowym, sławnym, dysponuje czymś godnym pożądania, pracuje w ważnej instytucji, to warto się do niej przymilić, pokręcić koło niej, poprosić o telefon, zaprosić do siebie. Natomiast osobie, która niczego specjalnego nie prezentuje, pokazuje się twarz wyniosłą i szybko ją spławia.  A w pracy, co cwańszy zwala swe zadania na innych, ale podlizuje się szefowi i daje do zrozumienia, że to on wszystko robi wielkim nakładem sił, poświęcenia i taki zaraz wypina pierś do orderu. Tak niejeden robi karierę. Nawet w układzie mąż-żona  zdarza się rywalizacja, kto będzie gotował, kto pozmywa, posprząta.

  Wyłamują się z tego schematu ludzie idei,  cisi, bezkompromisowi, którzy dla  innych poświęcają zdrowie i życie.

 

MAŁŻEŃSTWO, PRZYJAŹŃ, ROZMOWY - WEDŁUG NIETZCHEGO

Znowu muszę się posłużyć cytatami:

  1. "Najlepszy przyjaciel dostanie prawdopodobnie najlepszą małżonkę, ponieważ dobre małżeństwo opiera się na talencie do przyjaźni."
  2. "Gdyby małżonkowie nie mieszkali razem, dobre małżeństwa byłyby częstsze."
  3. "Wstępując w związki małżeńskie należy postawić sobie pytanie: czy sądzisz, że będziesz mógł z tą kobietą do późnego wieku z przyjemnością prowadzić rozmowy? Wszystko inne jest w małżeństwie przejściowe, ale przeważna część obcowania przypada na rozmowę."

Kto to mówi? Friedrich Nietzsche.

Zadziwia mnie, że właśnie ten filozof, o którym i jego życiu (choroba psychiczna) mamy zupełnie inne wyobrażenie, tak jasno podsumowuje problemy małżeńskie i trafia w sedno.

 

NIENAWIŚĆ I POGARDA

 Znowu podeprę się cytatem z Nietzschego, by z nim polemizować:

  "Winniście mieć takich tylko wrogów, których nienawidzić można, nie zaś którymi gardzić należy: winniście być dumni z wroga swego."

 

  Jak to dobrze, że obecnie zgodnie z zasadami psychoterapii a w szczególności: myślenia pozytywnego, należy wystrzegać się emocji negatywnych, takich jak nienawiść, złość, zazdrość, zawiść, pogarda, itd., gdyż one szkodzą nie tylko w życiu społecznym, ale są szkodliwe dla samego przeżywającego to. W uproszczeniu: kiedy człowiek się ich wyzbędzie, czuje się lepiej.

  Dziwne tylko, że nasza telewizja i wszelkie media o tym zapominają i bez przerwy jesteśmy bombardowani atakami nienawiści do polityków, których dziennikarze nie lubią, a wiadomości jeżą się od zbrodni na niewinnych, tragedii dzieci, wszelkiego okropieństwa, aż odżywają emocje negatywne, inaczej: otwiera się w kieszeni nóż.

- - -

Pora kończyć te nie zawsze pogodne rozważania, choć są one zawsze potrzebne. Teraz mamy pełnię słonecznego lata, Przekwitły wprawdzie akacje, nawet lipy, ale wszędzie pełno kwiatów, co rozbudza radość życia. A u mnie wieczorami pachnie na balkonie maciejka. Świat od razu wydaje się lepszy.

 

Krystyna Habrat

lipiec 2018 r.

 

 

Pin It