Jacek Bocheński - Zagadka

Jacek Bocheński- W czym mogę pomóc? - wita mnie podnosząc głowę z nad klawiatury profesjonalista w lokalu firmy specjalistycznej, która zajmuje się profesjonalnym odzyskiwaniem danych.

- Pomóc? Już wiem, że w niczym – odpowiadam.

- Aha, ten dysk! - domyśla się on. - Dziwna rzecz. Dysk jest kompletnie wyzerowany.

Ja już to wiem od mojego pana Pawła, który oddał tu dysk do zbadania i był w kontakcie z firmą. Nic nie da się odzyskać. Straciłem wszystko, co było na dysku zapisane: teksty gotowe do publikacji i niegotowe, stare szkice, notatki, fotografie, także wszystkie adresy, numery telefonów i kalendarz. Przyszedłem tylko odebrać pusty dysk.

- Sytuacja przykra dla nas – przyznaje otwarcie profesjonalista. Nie lubię mówić takich rzeczy. Nie możemy odzyskać danych i nie znamy przyczyny wyzerowania dysku. Mógł to być błąd człowieka, sabotaż albo jakieś niedające się zidentyfikować zachowanie samego urządzenia. Ale dysk technicznie jest sprawny.

Jeśli błąd człowieka, myślę, to tym człowiekiem mogłem być tylko ja, bo nikt inny nie miał dostępu do komputera. Jednak pan Paweł twierdzi, że musiałbym w komputerze mieć zainstalowany specjalny program, żeby tak wyzerować dysk, a przecież nie miałem programu do zerowania dysków.

Zerkam na ściany lokalu, do którego przyszedłem. Od góry do dołu obwieszone dokumentami oprawionymi w ramki. Certyfikat, certyfikat, certyfikat... Podziękowanie, dyplom, podziękowanie, certyfikat... Na mnie najlepsze wrażenie robi skonsternowany profesjonalista. Budzi zaufanie kapitulacją.

- Przypadek niezwykły - konkluduje. - To się nie zdarza.

A jeśli sabotaż, jak mówi? W takim razie wirus. Ale byłby to wirus-samobójca, jednorazowy zamachowiec, nasłany wyłącznie na mnie, bez możliwości rozpowszechniania się i zarażania następnych komputerów, bo z wyzerowaniem mojego dysku sam by musiał zginąć. Kto by takiego nasyłał i po co? Żeby tylko pozbawić gniazda mnie i Blog Trzeci? Przecież wiadomo, że uwijemy sobie nowe w innym komputerze.

- Ale ten dysk jest technicznie sprawny – powtarza profesjonalista . - Może go pan używać.

- Już wolę nie. Zabiorę go i schowam na wypadek, gdyby za kilka lat wynaleziono sposób, o jakim dziś nie mamy pojęcia, i dałoby się coś odczytać.

- A rzeczywiście, to jest możliwe. Nowe technologie szybko się rozwijają.

- No i cóż to za złośliwiec tak cię urządził, tato? - pyta mnie w domu Magda. - Zawiedziona kochanka czy wściekły polityk? 

 


Jacek Bocheński - Gniazdo

Wylęgać się w nieswoim gnieździe jest nieswojo. Tak właśnie się czuję. Nieswojo. Mam gniazdo gościnnie wypożyczone w komputerze córki, miłe, bliskie, lecz jednak nieznajome. Pisklę estońskiego orła ma lepiej. Jest u siebie. Właściwie to Blog Trzeci powinien się czuć nieswojo, nie ja, bo on się tu wylęga i powinno mu być wszystko jedno, gdzie. Nic innego przecież nie zna, wszystko mu pierwszyzna i oczywistość, na cokolwiek trafił w dwudziestym pierwszym wieku, Anno Domini 2018, podczas majówki. Nie obija się, co rusz, jak ja w pożyczonym komputerze o sprzeczne z moimi odruchami nowości systemu. Kursor nie lata mu na wszystkie strony i nie ucieka z ekranu, a co gdzie ma być, tam jest, nie zmienia miejsca, nazwy ani zachowania.

Otóż bloga (aha, stał się osobą, bloga więc, nie blogu) otóż bloga nic to nie obchodzi, on czuje się całkiem dobrze, tylko bloger, który go pisze, nieswojo. I to trzeba zapamiętać. Tak będzie nieraz jeszcze. Bloger sobie, blog sobie. Blogera pętają stare nawyki, blog , zwłaszcza rodzący się w pożyczonym gnieździe Blog Trzeci, żadnych nawyków nie ma, chłonie rzeczywistość, jaka jest, i okiem noworodka, a może jeszcze wcześniejszym, ogromnym okiem embrionu wpatruje się w jedną tylko teraźniejszość. Nie zna czasu. Pozna dopiero dzięki blogerowi, ale raz po raz będzie się z nim o czas kłócił.

 

Jacek Bocheński Blog III

 

Pin It