Jacek Bocheński - Płeć

Jacek BocheńskiOgólnie biorąc, tradycja zwana małżeństwo radzi sobie jako tako z aktywnością zawodową i dążeniem do wciąż nieosiągalnego równouprawnienia ekonomicznego kobiet. Ich rewolucja trwa od dziewiętnastego wieku. Zmieniła w pewnym zakresie układy społeczne, obyczajowe i polityczno-prawne krajów Zachodu (zrazu dostęp do uniwersytetów, potem sufrażystki i tak dalej). Jednak nie wstrząsnęła posadami świata.

Są dwa główne powody.

Przede wszystkim rewolucja ta, raczej ewolucja, miała w istocie zasięg regionalny, bo do rozległych obszarów globu nigdy nie dotarła. Po drugie, nawet tam, gdzie dotarła, pociągnęła tylko część stosunkowo lepiej sytuowanych kobiet z wyższymi aspiracjami. Dla większości nie była ofertą jasną ani szczególnie zachęcającą. Dotyczyła siłą rzeczy elit. Żeby się o niej sto lat temu w ogóle dowiedzieć, trzeba było czytać gazety i jeszcze wybrać odpowiednie. Do dziś feminizm ze swym doktrynalnym językiem gender wymaga od zainteresowanych osób pewnego umysłowego przygotowania . Rewolucje tworzą swoje teorie w specjalistycznych językach, ale wybuchają pod wpływem innych, zawsze prostych bodźców.

Dotychczas więc feminizm nie wstrząsnął posadami świata. Teraz jednak nie odmówiłbym szansy na to ruchowi Me Too. Spełnia on wszystkie konieczne warunki atrakcyjności i prostoty, których feminizmowi dotąd brakowało. Obywa się bez trudnych wywodów antropologicznych, sztucznej lingwistyki poprawnościowej i abstrakcyjnych statystyk. Pobudza emocję w najczulszym i najintymniejszym punkcie wrażliwości ludzkiej, mianowicie w polu doznań seksualnych. Apeluje do wszystkich kobiet na świecie w sposób zrozumiały dla każdej, proponując każdej osobiście życiowo zadośćuczynienie, niezależnie od jej statusu społecznego, cech fizycznych, kultury, wieku oraz miejsca i momentu doznanej krzywdy.

Poczucie molestowania przez mężczyznę może każda odtworzyć w pamięci, a może je też wręcz stworzyć w podnieconej wyobraźni, co wcale nie musi być aktem oszukańczym, wyrachowanym i perfidnym. Łatwość psychologiczna takiego aktu samego przez się, podobnie jak z drugiej strony olbrzymia trudność wyjawienia rzeczy przez ofiarę, związana z koniecznością przełamania traumy, bierze się stąd, że pojęcie sexual harrassment jest niezmiernie pojemne. W tym worku mieszczą się zbrodnie i bestialstwa, wymuszenia i szantaże, a zarazem głupawe zaczepki, żarty i przekomarzanki. Byłe przyjemności i zabawy mogą z perspektywy czasu i Me Too nabierać odrażających znaczeń.

Mężczyzna staje się uniwersalnym prześladowcą kobiet, którego one spektakularnie pokonują. Każda jest w tym równa każdej. Nie ma różnicy między celebrytką z milionami odsłon w Internecie i szarą myszką z kasy w supermarkecie. She too.

To jest rewolucja. Do takiego ruchu warto przystać dla tej jednej chwili zadośćuczynienia za los płci. Ruch jest, oczywiście, antysystemowy, spontaniczny, momentalny i porywający, jak wszystkie najnowsze ruchy. Nie będzie tworzył struktur, bo nie ufa niczemu stałemu. Ale z faktu istnienia dwóch płci wyciąga głębokie wnioski.

Feminizm w swojej interpretacji świata zamienił już dawno walkę klasową marksistów na płciową. Fronty są ustawione: kobiety przeciw mężczyznom. Jednak Me Too dodaje do ich konfrontacji coś nowego. Sięga po raz pierwszy w głąb przeżyciową człowieka, i to nie tylko kobiety. Również mężczyzny. Me Too nadaje ich zderzeniu aspekt moralny. Nie chodzi o pieniądze, stanowiska i przepisy. Pojawia się problem winy, odpowiedzialności, osądu i kary nie tyle w znaczeniu prawnym, ile etycznym. Także mężczyźni mają co przeżyć. Powiedziałbym, że wobec współczesnego (i zapewne przyszłego) zlaicyzowanego świata sprawa Me Too nabiera wymiaru quasi religijnego. Jest w niej element objawienia. Jest obietnica zbawienia dla kobiet, jest też jakby możliwość pokuty i odkupienia dla mężczyzn.

To prawda, że ta dwudziestopierwszowieczna dobra nowina nie zmieni raczej położenia muzułmanek, ale może dzięki Internetowi i telefonii komórkowej dowiedzą się dziś o niej chociaż niektóre, inaczej niż w czasach klasycznego feminizmu.

Me Too może wstrząsnąć posadami świata.

 

Jacek Bocheński blog II

 

Pin It