Zygmunt Janikowski

 

 

O szkodliwości czytania historii Cesarstwa Rzymskiego

 

tomczyk sow
Ryszard Tomczyk
Działanie magicznej siły marketingu poznałem już w młodym wieku, kiedy to jeden z członków zarządu Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Krakowie, postanowił zwiększyć frekwencję widzów oraz, co za tym idzie, poprawić finanse kina. Wypożyczył na tę okazję jakiś nudnawy japoński film, a na trawniku przed kinem rozstawił olbrzymich rozmiarów plakat z zachęcającym napisem - ”Historia życia japońskiej kurtyzany”. Na godzinę przed seansem trudno się było dopchać do kasy. Wszystkie miesięczne karnety wysprzedano natychmiast. Publiczność dopisała, ale niestety nie do końca. Film istotnie opowiadał historię życia japońskiej gejszy, ale najwyraźniej nie spełniał oczekiwań żądnej pikantnych scen pornograficznych publiczności. W połowie filmu kino opustoszało i na sali pozostał tylko klubowy zarząd, który musiał wycierpieć te wszystkie przyjemności do zakończenia projekcji.

 

Wydarzenie to potwierdza fakt, że przy tego rodzaju kampanii reklamowej można sprzedać dosłownie wszystko. Słonia w karafce, kota w worku, wróbla w garści i kanarka na dachu. Dotyczy to również sprzedaży produktów piśmiennictwa: literatury klasycznej i współczesnej, literatury dobrej, złej, wyjątkowo złej i tej od siedmiu boleści. Nasuwa się pytanie jaką literaturę uznamy za godną przeczytania, a jaką za kiepską podróbkę twórczości pisarskiej. Oczywiście ocena będzie zawsze subiektywna, ale nie powinna być aż tak trudna do ustalenia, jak to przedstawiają niektórzy eksperci.  Skalę porównawczą wyznacza bowiem, przynajmniej dla mnie, zapomniana i poniewierana dziś literatura piękna (klasyczna). I nie ma tu nad czym dyskutować. Wystarczy przeczytać pierwszą część ”Don Kichota” Miguela de Cervantesa i zwrócić uwagę z jak dużym poczuciem humoru napisana jest scena palenia ksiąg rycerskich albo jak smutna i urzekająca jest opowieść o pasterzu Chryzostomie,  uwielbiającym  dziewczynę, która go nie kochała. Finezyjne poczucie humoru autora ocaliło książkę od zapomnienia i dzisiaj, po czterystu latach, wszystkie opisy przygód Rycerza Posępnego Oblicza (z powodu wybitych zębów), jak również i wszystkie jego rozmowy z wiernym giermkiem, czytamy z dużym zainteresowaniem.  O doskonałości języka nie będę się rozpisywał, bo to już było dawno dowiedzione. Idźmy więc dalej. Jestem przekonany, że po przeczytaniu ”Martwych dusz” Mikołaja Gogola, niejednemu pisarzowi może z zazdrości wypaść pióro z garści. Opisy majątków ziemskich oraz ich właścicieli należą do najlepszych w całej historii literatury. Trudno uwierzyć? Proszę jeszcze raz przeczytać. Jeżeli już nie całą książkę, to przynajmniej do połowy. Tekst potwierdzi genialność twórcy.

Podobnie ma się rzecz z ”Opowiadaniami odeskimi” Isaaka Babla. Po przeczytaniu, tak młodzi jak i doświadczeni pisarze, mogą nabawić się kompleksu niższości i stracić ochotę do pisania czegokolwiek. Wszystkie opowiadania Isaaka Babla, obok opowiadań Borgesa, Czechowa, Singera, Faulknera, Steinbecka, Manna, Maupassanta..itd..itd..itd., są dla mnie niedoścignionym wzorem literatury najwyższej klasy. W trakcie czytania opowiadań Jorge Luisa Borgesa, zacząłem zastanawiać się czy uda mi się kiedyś w przyszłości napisać chociaż jedno opowiadanie dorównujące jego twórczości. Jak dotychczas moje życzenie pozostaje w sferze marzeń ściętej głowy. To samo uczucie ogarnia mnie przy lekturze nowel Williama Faulknera.

Pisząc o literaturze nie sposób pominąć Fiodora Dostojewskiego i jego powszechnie znanej na całym świecie książki pt. ”Bracia Karamazow”. Nie mogę sobie odmówić przypomnienia sceny, w której zdesperowany Mitia Karamazow usiłuje pożyczyć od pani Chochłakow trzy tysiące rubli, a ta oferuje mu dużo większą sumę pieniędzy, ale w kopalni złota na Syberii. Pani Chochłakow jest w powieści postacią drugoplanową, lecz jakże świetnie przez autora naszkicowaną. Ileż kobiet o podobnych charakterach, a nawet o podobnym tonie wypowiedzi, każdy z nas spotkał w swoim życiu. A jest to przecież postać z drugiej połowy XIX wieku.

Lista najwybitniejszych dzieł literatury światowej jest bardzo długa. Ośmielam się zauważyć, że z tej obszernej listy wystarczy wybrać i  przeczytać niewiele ponad sto pozycji, żeby nabrać pewności siebie i mieć pełną skalę porównawczą w ocenie wartości literatury XXI wieku, bez potrzeby czytania plakatów o tragicznym życiu japońskiej kurtyzany. Oczywiście znajdą się osoby, które będą miały odmienne zdanie, ale każdy z nas ma prawo do wyrażania swojej opinii.

Jedna z moich dobrych znajomych, niestrudzony ”pożeracz” literatury ostatniego półwiecza, uparcie twierdzi, że szkoda czasu na czytanie staroci nie mających nic wspólnego ze współczesnym życiem. Literaturę klasyczną uznaje za nieużyteczne barachło, a nawet najmniejsze wzmianki o starożytności wzbudzają w niej niepohamowaną złość.

-Komu to potrzebne? - mówi poirytowana. - Zamiast rozejrzeć się wokół siebie i zająć się czymś naprawdę pożytecznym, to jakieś gryzipiórki studiują historię Cesarstwa Rzymskiego! Co mnie obchodzi, że cesarz Othon miał łysą pałę i nosił perukę, a umiłowany kochanek Hadriana utopił się w Nilu.

-Może historia Messaliny byłaby bardziej interesująca – nadmieniam nieśmiało przyciszonym głosem.

-No proszę, można się było tego po tobie spodziewać. Oto jakie tematy budzą zainteresowanie dzisiejszego społeczeństwa: seks, telefonik, narkotyki i rap music. Wszystko inne nie ma najmniejszego znaczenia. Nikt już nawet nie zastanawia się dlaczego tak się dzieje.

-Pewnie dlatego, że nikt już nie czyta historii Cesarstwa Rzymskiego – odpowiadam grzecznie i patrzę jak wzbiera w niej złość.

Nigdy nie myślałem, że historia starożytna może zawierać tak dużą dozę trucizny.

 

Pin It