Andrzej Walter

 

Intelektualisto – bądź zdrów i uwierz w PZPR

w odpowiedzi Piotrowi Wojciechowskiemu

 

Andrzej Walter   Pan Piotr Wojciechowski raczy nas tekstem – próbą, tekstem, zarzewiem (polemiki?), tekstem ponoć kontrowersyjnym ku wywołaniu dyskusji oraz podjęcia dialogu. Dość mętnie i zawile tłumaczy nam role społeczne: a to autorytetów, a to inteligencji, a to języka przestrzeni medialnej. Właściwie stawia tam kilka tez, choć jedna jest zasadnicza, powołana do istnienie w tytule (oraz nie dość dostatecznie dowiedziona) – inteligencja wciąż istnieje. Szkoda, że w banale tego stwierdzenia nie da się doszukać doprecyzowania właściwego stanowi świadomości – owszem, inteligencja istnieje, jednak wielce przerzedzona, zdewastowana, wykruszona i mocno okrojona. Gdyż nie ma inteligencji bez czytelnictwa, lektur oraz książki. Tę nieczytającą „inteligencję” nie możemy nazywać inteligencją – możemy jedynie nazwać ją (nikogo nie obrażając) „wykształconą klasą średnią”. I to jest ta „polska specyfika”.

   W materii dialogu – potrzebnego jak święta woda deszczowa w czasie suszy – polecam zaczerpnięcia raczej Tischnerowskie, a nie Łętowskie. Ja wiem, że każdy ma dziś autorytety na miarę potrzeb, na miarę mediów, z których czerpie wiedzę o świecie, na miarę środowiska, w którym egzystuje i ku któremu „się skłania”. Sądzę, że Tischnerowskie pojęcie dialogu jest najbardziej „obojętne” od „poprawności politycznej” wszystkich stron. Otóż – podstawą myśli tischnerowskiej w pojęciu dialogu w ogromnym uproszczeniu jest postawa elementarnie zezwalająca na choćby dopuszczenie myśli, że druga strona ma też swoje racje – innymi słowy – bez dobrej woli nie będzie dialogu, bez możliwości ustępstw, bez wizji kompromisów. W Polsce A.D. 2017 nie ma o żadnym dialogu mowy. Nie ma nań najmniejszych szans. Tu toczy się wojna – wojna na śmierć i życie. Nikt nie ustąpi. Na takiej wojnie nie ma dialogu, nie bierze się jeńców. Mamy dwie propagandy (TVN i TVP), dwie narracje, dwa wyznania. Niestety Pani Łętowska należy do jednego z nich. W zasadzie wszyscy należą, do któregoś z obozów. Ja już się z tej bajki wypisałem. Po prostu mam dość.

   W swoim Polskim kształcie dialogu, we Wstępie Tischner pisał: Od z górą trzydziestu pięciu lat dokonuje się u nas jedyne w swoim rodzaju spotkanie chrześcijaństwa z marksistowskim socjalizmem i światem przez ów socjalizm budowanym - spotkanie dwu przeciwstawnych sobie koncepcji uszczęśliwiania człowieka. Spotkanie to przybiera rozmaite formy i dokonuje się na rozmaitych poziomach. Niekiedy nazywa się je dialogiem, częściej jednak sporem, konfrontacją, walką - a to z uwagi na nutę, która aktualnie w nim dominuje.

 

Wybierając bliskie sobie słowo dialog, Tischner był świadom tego, że to słowo nie do końca oddawało rzeczywistość:

 

Patrzę raz jeszcze na dzieje naszego dialogu. Pytam: był dialog, czy go nie było? Niestety, według mego przekonania, dialogu nie było. Sytuacja chrześcijaństwa przypominała sytuację Sokratesa w więzieniu. Ten zasadniczy kontekst prowadzonych sporów zmieniał sens słów, polemik i wyjaśnień. Pozostała wielka nauczka: tam, gdzie spierające się strony nie mają pełnej wolności, dialog nie jest i nie może być dialogiem. Ludzie mówią, ale się nie słyszą.

   Oj warto się nad słowami Tischnera zastanowić. Tu jest geneza „polskiej specyfiki” przemielonej przez 45 lat PRL-u i doprawionej „Nowym Wspaniałym Światem” z brukselskich salonów. Socjalizm 4,0 w technikolorze i HD święci triumfy na ulicach Malmo i innych Sztokholmów, gdzie strach wyjść na ulicę po 20.00 gdyż wyznawcy Allaha mogą was zdżihadować... Zresztą powoli dotarło to do: Berlina, Paryża, Brukseli, nawet Londynu. Socjalistyczne multi-kulti plus walka z chrześcijaństwem.

   No to bierzmy z tego „socjalizmu oświeconego” w myśl zasady „Kościół tak, wypaczenia nie”... ale my wolimy wolność – znaczy wolną swawolę. Tu nie będzie ani rewolucji, ani wojny domowej, ani dialogu. Tu będzie „polska specyfika” wałkowania tematu do znudzenia i zatrzymania się wpół drogi. Dlaczego? Poprzez upadek inteligencji właśnie. Jednak Pan Piotr Wojciechowski unika tematu. Tego tematu – chce On (z całym szacunkiem dla Pana Profesora) gładkimi słowami skłonić do dialogu. Kogo? Jak? Dlaczego? Tego już jakby nie mówi, ukrywa za zasłoną „szczytnych ideałów”. Ideał dziś jednak ... sięgnął bruku. Jak i cała duchowość, cały świat wewnętrzny i cały intelektualizm.

   Dziś bowiem inteligencja nie równa się – intelektualizm. Gros wykształconej tak zwanej inteligencji powiela wzorce popkulturowe i ... ginie w tej plastikowej papce – nie czytając, nie konfrontując, nie dociekając, nie sprawdzając, nie rozważając, a jedynie kopiując – swoje media, swoją narrację – środowiska, znajomych, swojego klanu i kręgu kulturowego. To do niczego nie prowadzi. Jedynie do uwiądu stetryczałych szarych komórek, które kalkują stereotypy. Gdzie tu miejsce na dialog?

Na rewolucję, ba, nawet na ewolucję?

   To prawda. Inteligencja wciąż istnieje. Tylko jaka. Gdzie i z kim? Tylko jaka jest jej tożsamość, jakie są jej pryncypia, jaka jest jej hierarchia postaw, wartości, zasad? To tysiące pytań i wątpliwości. Mam już dość obydwu narracji. Jednym „odebrano demokrację”, a drugim rozum. A może rozum odebrano obydwu stronom. Wizje demokracji natomiast są różne. Nikt się nie zastanawia, że ta cała demokracja – w świecie jaki zmienił nam się za oknem na właśnie aktualny, to taki ustrój, w którym mniejszość – demokratycznie – może narzucić wszystko większości stosując zasadę wyborów i władzę mediów. Dziś już nikt nie myśli sobą – jedynie kalkuje hasła. Jak w takim świecie dzielić ludzi na lepszych i gorszych? Jak żyć w takim świecie? Żyć prawdziwie. Można jedynie „funkcjonować”. A i to nie do końca.

   Wegetujemy zatem, ale tego Pan Piotr Wojciechowski już nie opisuje. Chce zgłębić „inteligencję i jej autorytety” – i jedno i drugie rozproszyło się w chaosie współczesności, w popkulturze masowej, massmedialnej i postmodernistycznej, cokolwiek to znaczy. Niedobitki są wyszydzane – jak Pan Profesor, jak ja, jak wielu moich Kolegów, Przyjaciół – zwłaszcza w środowisku artystycznym. A za wszystkim stoi rynek, to znaczy pieniądze, władza i ... no, normalnie mantra – media.

   A ja? Ja mam to w ... miejscu gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Drodzy Państwo, chcąc ocalić w sobie wrażliwość, chcąc nadal kroczyć ścieżką Sztuki, chcą uratować w sobie dobry smak, poczucie godności, piękna i pewnych odwiecznych zasad ewakuuję się z tego dictum. Proponuję powołanie Polskiej Zdroworozsądkowej Partii Rozumu – w skrócie PZPR. Będzie to POPiSowa partia ludzi wolnych i niezależnych – myślących samodzielnie. Tyle, że nie za bardzo wierzę, że to realne. Może tylko śmiechu warte. Śmiejmy się zatem, nikt nie woła...

Andrzej Walter

Pin It