Jan Stanisław Smalewski

Ich ostatnia defilada (10)

 

smalewski210 sierpnia – w pociągu z Warszawy do Wrocławia (od 16.38)

 

Dochodziła osiemnasta, gdy przekraczałem próg kawiarni WZ. Pan mecenas sprawujący funkcję dyrektora Wydziału Spraw Obywatelskich w Urzędzie Wojewódzkim siedział już przy stoliku nad szklanką parującej herbaty. Spojrzałem na zegarek: – Czyżbym się spóźnił?

– Nie, obaj jesteśmy przed czasem. – Wstał, podał mi rękę, jego okrągłą twarz opromienił łagodny uśmiech. – Jak minął dzień?, bo mój bardzo pracowicie – dopowiedział.

Krystyna Habrat

 

 

CO  W CZŁOWIEKU CENIĘ NAJBARDZIEJ

Krystyna Habrat  W czasach szkolnych, studenckich  i jeszcze długo potem  wiedziałam to doskonale.   Co  w człowieku cenię najbardziej? Kto mi może zaimponować? Jaką cechę należy w sobie najusilniej pielęgnować? Moim kryterium oceniania ludzi była mądrość. No, inteligencja, ale też rozumowanie intuicyjne, tak zwana chłopska mądrość.

  Już na I roku studiów usłyszałam na wykładzie dr Strzembosza, że w starożytności wielu filozofów było wcześniej pasterzami. Kiedy nocami pilnowali stada owiec i patrzyli w niebo z gwiazdami, snuli  rozważania nad światem, bytem człowieka, prawami natury. Z tego snuli potem różne teorie filozoficzne. 

Jan Stanisław Smalewski

Ich ostatnia defilada (9)

 

 

smalewski2

4 sierpnia 1990 r. - sobota (po 22.15)

 

W wiadomościach wieczornych TV podano, że jeden ze znanych braci Kaczyńskich zwrócił się z oficjalnym apelem do prezydenta Jaruzelskiego o złożenie przez niego urzędu. Twierdził, że jest za w pełni demokratycznymi wyborami prezydenta przez zgromadzenie narodowe (sejm i senat). Na razie na kilka miesięcy; tymczasowo, do wejścia w życie nowej ustawy konstytucyjnej o wyborze powszechnym na okres pięciu lat. Tłumaczył, że tak do końca trudno przewidzieć, chociaż sądzi, że przyszłe wybory powinien wygrać Wałęsa.

Krystyna Habrat

 

MOJA UPRAGNIONA   KSIĄŻKA O KOBIECIE 

 

Pablo Ruiz Picasso  Chciałabym znaleźć książkę o kobiecie, którą tak bym polubiła, jak w dzieciństwie "Anię z Zielonego Wzgórza".

  Jako osoba dorosła mam wiele ulubionych książek, do wielu powracam, wiele bohaterek lubię, ale żadna nie jest tak do końca moją ulubioną postacią, żebym się mogła z nią utożsamiać.

Jan Stanisław Smalewski

…ale za to niedziela będzie dla nas

smalewski2            Kto z nas jeszcze pamięta czasy, gdy o wolnych sobotach można było tylko pomarzyć, gdy hasła (żądania) wolnych sobót wypisywano na sztandarach „Solidarności”, gdy walczono o nie jako o przywileje robotnicze, prawa demokracji? Weekend nie kojarzył się jeszcze z dwoma wolnymi dniami w tygodniu, a tak naprawdę był w kraju pojęciem nieznanym.

            Niedziela to był dzień, który wieńczył ciężki i zapracowany tydzień. Tydzień, który także w szkolnictwie (tak w podstawówce jak i na studiach) nie miał żadnych wolnych sobót. Sobota w ogóle nie należała do jakichś uprzywilejowanych dni, nie nosiła charakteru świątecznego, jak na przykład wielki piątek, czy poniedziałek wielkanocny, lub środa popielcowa. Sobota była normalnym i o tyle różnym od pozostałych dni pracy, że w niektórych przypadkach zmniejszano nieznacznie jej godzinowy charakter zajęć; nauki, pracy (do 6-ciu godzin).

Władysław Panasiuk

Poeta  nie umiera

Baldassarre Tommaso Peruzzi

 

Gasnące gwiazdy świecą najjaśniej, ich niesamowita energia kumuluje się w blasku, który ma swój początek i koniec. Podobnie jest  z człowiekiem, który przez całe  życie na swój sposób błyszczy. Nikt nie chce byle jak przeżyć, ale życie samo w sobie posiada wiele tajemnic. Z  dniem urodzin otrzymujemy od samego Boga talenty choć nie zawsze staramy się je w odpowiedni sposób odczytać. Każdy z nas jest do czegoś stworzony i swoim życiem wypełnia jakąś pustkę. Nie zawsze są to rzeczy wielkie choć i z tą wielkością bywa różnie.

Andrzej Walter

 

Łaźnia klątwy

 

Toulouse Lautrec

 

   Polski teatr ma się świetnie. Jakkolwiek by to zabrzmiało po wojence medialnej wywołanej warszawską „Klątwą”, do której za chwilę powrócę. Nie, nie będę się znęcał. Zakpię. Tylko kpina nam bowiem zostaje w obliczu „odwagi” demontażu kultury judeochrześcijańskiej. Wszyscy ci „odważni” powinni się teraz zabrać za demontaż „Koranu”. Szczerze polecam. Przyjadę w razie czego na pogrzeb. Kwiatki położę. Kondolencje złożę. Obiecuję. A ileż to media będą miały lodów do skręcenia przy tej okazji. Iście nęcące.