Krystyna Habrat 

 

PAMIĘTAJMY O WRAŻLIWYCH!

 

Zbieram się i zbieram, aby po raz kolejny napisać o ludziach wrażliwych. O tych, którzy są, jak się to mówi, solą ziemi, bo z takich wywodzi się najwięcej artystów, poetów, prozaików ale i idealistów oraz ... Tu urywam, bo każdy sobie dopowie, ile każdy wrażliwy obywatel wnosi do naszej kultury i życia społecznego.

Rzecz tylko w stopniu wrażliwości. Niektórzy są tak wysoce uwrażliwieni, że aż trudno im żyć. Czytam akurat (z przerwami) blisko tysiąc stron liczącą i prawie 2-kilogramową (1.880 g) księgę "1001 książek które musisz przeczytać" Petera Boxalla, a tam często jakiś autor zapada w końcu na chorobę psychiczną. Nie będę wymieniać tych, o który powszechnie się wie ani o tych mniej znanych. Przypomnę tylko, że geniusz artystyczny, literacki, naukowy opiera się na wzmożonej wrażliwości. Ta nadwrażliwość pozwala na znajdywanie pomysłów twórczych i rozwiązań zadaniowych częściej i to tam, gdzie przeciętni obywatele tego nie dostrzegają. Ale równocześnie nadwrażliwość graniczy czasem z psychozą. Dlatego tyle ostatnio wyznań znanych osób o ich depresji czy chorobie dwubiegunowej.

Jacek Bocheński - Odmienności


Jacek BocheńskiŚmierć z odtworzenia nie jest już taka jak ta, która przychodzi, kiedy przychodzi. Jest poprzedzona sobą. Ale tylko taka poprzedzona sobą może być w odtworzeniu prawdziwa, każda inna byłaby fałszem. Chcę w blogu uniknąć falsyfikatu.

Otóż w tamtym czasie autentycznym, nie odtworzonym, profesor Pisarek żył i pisał laudację. Były jeszcze trzy dni, kiedy oddychając, myśląc, kaszląc i nie dosypiając poświęcał się mnie. Ja tymczasem skupiałem się na pielęgnowaniu siebie, a właściwie na ostrożności w posługiwaniu się zagipsowaną ręką. Bo nie jest tak, żeby dłoni w gipsie nie można było do niczego użyć. Nie można nią zapiąć guzika ani chwycić łyżki czy widelca, ale da się wsunąć taką dłoń do rękawa, wciągnąć z pomocą drugiej koszulę przez głowę i da się nawet zrobić jajecznicę, i ustawić talerz przed sobą jak lis przed bocianem, i jeszcze potem nacisnąć klamkę i pchnąć drzwi. I wyjść z domu. To wszystko można. Częściowo to robiłem.

 

Piotr Wojciechowski

 

MORAWY ŚRODKOWE I ŚWIAT

 

wojciechowski Upojenie niemożnością ogarnięcia. Tak, powtarzam – upojenie niemożnością ogarnięcia, a co więcej – zachwyt nad nadmiarem połączony z zachwytem nad samą możliwością takiego zachwycania się, którego nie dotyka żadna wątpliwość, żaden sceptyczny uśmieszek. Przez kilka dni żyłem takimi uczuciami. Wrocławscy przyjaciele z lat dawnych zaprosili mnie na kameralny wypad na Środkowe Morawy. Po zeszłorocznej wspólnej wyprawie nad Bug ruszyliśmy w tym samym składzie. Woził nas elektronik zajmujący się antropologią i teorią ewolucji, na tylnym siedzeniu matematyk zajmujący się socjologią nauki i teorią negocjacji – ja, jako ten trzeci – obok kierowcy. Był zresztą i czwarty – Teodor Parnicki przemawiający głosami swojej powieści „I u możnych dziwny”. Książkę musiałem mieć jakąś ze sobą, bo do Wrocławia miałem dojechać pociągiem, także pociągiem wracać – jakże więc bez lektury. Wybór był trafny. Ta powieść Parnickiego jest światem przełomu szesnastego i siedemnastego wieku, światem fikcyjnym, a więc odsłaniającym podszewkę epoki. Parnicki interpretuje w niej domniemany sens historii prześwitujący przez zasłony chaosu i absurdu. Mam tu czas kontrreformacji, czas rozkwitu zakonu jezuitów opowiedziany przez jezuitów stworzonych przez Parnickiego. Listy, dialogi, intryga, która każe czytelnikowi iść przez ciemność po linie trzymanej z jednej strony przez sienkiewiczowskiego Jana Onufrego Zagłobę, a z drugiej przez schizmatyckiego patriarchę Konstantynopola. Już sama ta powieść dawała mi poczucie nadmiaru nie do ogarnięcia – dziesiątki ukrytych za inicjałami postaci, a każda zaprzecza swojej tożsamości, albo w beznadziejnym trudzie próbuje tę tożsamość odnaleźć. Świat misji jezuickich od Ameryki po Japonię, jezuici wśród kozaków dońskich szarpiących posiadłości tureckie nad Bosforem, jezuici konkurujący z kapucynami i posługujący się w tym celu Trzema Muszkieterami Aleksandra Dumasa. To wszystko w wielowarstwowej, chybotliwej konstrukcji kwestionującej literaturę, odsłaniającej granice literackości.

 

Krystyna Habrat

 

ZGRZYT BRAMY PIEKIEŁ

miniatura

 

  Wiedziała, że to potrafi. Byle tylko czasu starczyło. Trzy tygodnie na zebranie materiału i napisanie referatu to  niewiele.

  Musi napisać  logicznie, z   akcentem na  sprawy istotne, z mądrymi wnioskami i znakami zapytania dla dalszych badań. Długimi zdaniami z długich terminów naukowych. Byle nie nudno. Najgorsze, iż musi pisać ręcznie, a ma nie najładniejsze pismo i lubi   po napisaniu wciąż coś zmieniać. Ma to być takie, żeby przyjęto ją na ambitny etat. Tak jej obiecał. Zaproponował sam. Całkiem niespodzianie. Nie przypuszczała, że to jeszcze możliwe.

Jacek Bocheński - Zastępstwo

 

Jacek BocheńskiWróciłem z manifestacji do przerwanego swojego (każdy z każdej manifestacji wraca prędzej czy później do swojego, nawet super matka) i znów jestem w tamtej chwili: jeśli dobrze liczę, na trzy dni przed Galą. Ręka w gipsie. Przewodniczący Rady, profesor Markowski, zawiadomiony. Niestety, nie przyjadę, będzie tekst. Poproszę, żeby Magda odczytała. Tak to sobie ułożyłem w głowie. Nie do blogu. Do wykonania. Od biedy nawet uszłoby w blogu, ale nie będę w ogóle pisał o gali na własną cześć. Pominę ten temat. Mam ważniejsze w projekcie.

Jacek Bocheński - Gala

 

Jacek BocheńskiProfesor Walery Pisarek, językoznawca, miał mnie pochwalić w imieniu Rady i swoim, bo chciał. Sam się ofiarował. Wiem. Jeszcze o drugiej nad ranem dopracowywał laudację, jak świadczy zapis w jego komputerze. Wiem to teraz. Wtedy nie wiedziałem nic. Bo to nie dzieje się teraz, gdy piszę w pożyczonym od Magdy laptopie. To jest reminiscencja z poprzedniego roku. Usiłuję odtworzyć tekst już raz napisany i utracony na wyzerowanym zagadkowo dysku. Teraz dzieje się odtwarzanie.

 

Piotr Wojciechowski

 

 

ZAPOMINANE SPRAWY I KSIĘGI

 

wojciechowski    Zastanawiam się nieraz, jak mają się do siebie literatura i zwyczajna towarzyska rozmowa, przygodna opowieść. Jakaś relacja zasłyszana w pociągu, w kawiarni, za stołem rodzinnego przyjęcia- bywa dla twórcy bezcennym materiałem, ponieważ uzupełnia jego własne przeżycia, rzuca światło z innej strony, wydobywa nowe rysy ludzkiego losu. Wchodząc w towarzyskie obyczaj „bycia razem” pisarz chce zbliżyć się do czytelników tak, jakby był ich rozmówcą, w ich imieniu przetwarza to, co własne i to, co zasłyszane, opowiada, stawia pytania, szuka sensu.