Krystyna Habrat

 

KIEDY  SŁOWA ODWRACAJĄ SIĘ NA OPAK

 

Krystyna HabratTego dnia było jakoś inaczej.

Otworzyła mu jak zwykle  Irmina, uśmiechnięta, czarująca, ale na jego spoważniała. Nie  stała też za nią jej cała w uśmiechach mama. Zza  na wpół otwartych drzwi stołowego pokoju dobiegał  radosny gwar.  Spojrzał bezradnie na bukiety, jakimi był obładowany, dla Iny i jej mamy. Nie po jego myśli  było dziś to  zamieszanie.

- Mamy  brydża! -szepnęła, biorąc z  jego rąk żonkile.

Rozejrzał się bezradnie, gdzie powiesić kurtkę, bo  wieszak  był szczelnie zapchany. Wcisnął ją tam   byle jak, nie   dostrzegając, że  czapka spadała  na  podłogę.

Z kuchni wyjrzała mama Inki.  Uśmiechnięta, zaaferowana. 

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (14)

smalewski2Z noco-dziennika: 23. 08. 1990 r. (22.45)

Pogoda zepsuła się. Przez Legnicę przeszła burza z deszczem i rozpadało się; momentami obficie. Wieje też silny wiatr.

Dzisiaj powiadomiłem telefonicznie komisarza Pisarskiego o ustaleniach z księdzem prałatem, umówiliśmy się na piątek. List do kardynała Gulbinowicza napisałem dopiero teraz, po 22.00.

Niemal całe dopołudnie zeszło mi na stadionie i w klubie garnizonowym na Bielańskiej. Odbyliśmy z całym stanem osobowym Ośrodka próbę generalną do promocji. Dograłem szczegóły związane z dekoracją, nagłośnieniem i przygotowaniem klubu garnizonowego. Zredagowałem też dla komendanta treść wystąpienia otwierającego promocję i powitania gości.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (13)

 

 

smalewski2Z noco-dziennika: 18. 08. 1990 r. – po 22.10

Kolejny niepowtarzalny dzień, na dodatek z ładną pogodą. Udało mi się wstrzymać wyjazd teściowej. Kobiety zaproponowały, żeby zaprosić prałata na obiad, przygotują coś dobrego. Mógłbym jednak go zapytać, czy nie ma jakichś życzeń; może czegoś nie je, lub odwrotnie: coś szczególnie lubi? Pytałem, ale ksiądz jest zbyt skromny, niczego nie zasugerował.

Tuż po trzynastej w szarej letniej sutannie bez ozdób podjechał pod Centralny Ośrodek Szkolenia Wojsk Łączności ksiądz prałat Bochnak. Czekałem na niego z córeczką Olą. Rozmawiając przeszliśmy wzdłuż bloku, do ostatniej klatki.

Krystyna Konecka

 

ŚLADAMI ISLANDZKIEGO NOBLISTY – HALLDÓRA LAXNESSA

 

Reykjavik Laugavegur 32. W tym domu urodził się Halldór Laxness. Fot. K. Konecka

 

     W marcowy dzień AD 2017 lecę z podlondyńskiego Heathrow do Islandii – bo kraj, i na Islandię - bo to przecież wyspa. Intrygujący kawałek lądu oparty o koło podbiegunowe, skąd najbliżej do wschodnich wybrzeży Grenlandii. „Wyspa ognia i lodu”, jak Islandię nazwała Anna Marciniakówna w swojej książce, wydanej w 1985 roku. Ultima Thule – „kraniec świata”, tak brzmi nazwa mityczna.

Andrzej Walter

 

Dzień z życia białego mężczyzny

 

Andrzej Walter   Kiedy po Świętach wracamy do pracy ciężko nam się w starej-nowej, codzienno-szarej oraz banalno-prozaicznej rzeczywistości zadomowić i zaaklimatyzować. Jeszcze gorzej jest jeśli mamy do załatwienia kilka spraw „na mieście”. Spotkamy się tam z bolesną gamą postaw współczesnego Polaka. Rzecz jest chyba warta opisania i próby refleksji. Otóż współczesny Polak (Polka) są: niegrzeczni, nieuprzejmi, nieżyczliwi, nieuczynni, niesmaczni, niedbali, niemyślący, bądź też myślący, ale tylko doraźnie i w danym momencie/ sytuacji … i do tego tylko o sobie, a idąc dalej tym tropem - niedostrzegający bliźniego swego, a siebie samego, pełnego kompleksów, uważają za bożka realiów i szczyt emancypacji, która nastąpiła wraz kolejnymi etapami rozwoju ewolucji.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (12)

Z noco-dziennika: 16 sierpnia - czwartek (po 22.30)

smalewski2Historyczny dzień dla policji. Wszyscy funkcjonariusze, którzy wyrazili chęć służenia nowej władzy, musieli jej złożyć ślubowanie. W ramach dobrej współpracy pomiędzy naszymi instytucjami kilkanaście dni temu zaproponowałem komendantowi policji skorzystanie z naszego klubu przy ulicy Bielańskiej. Zastanawiał się bowiem, czy wypada taką uroczystość przeprowadzić na placu apelowym i narzekał do mojego przełożonego, że legniccy policjanci dotychczas nie doczekali się porządnej sali widowiskowej w swoim obiekcie. Obecny przy rozmowie Andrzej Gil zażartował wówczas: – A nie mogliście wcześniej coś zabrać ruskim? W każdym obiekcie mają i kino i porządną salę widowiskową.

Piotr Wojciechowski

 

POLSZCZYZNA I JEJ TRESERZY

 

Piotr Wojciechowski      Język jest jak koń – można z niego zrobić zwierzę pociągowe, można go wytresować do cyrkowej woltyżerki, można go puścić a plener, w las, czy na połoninę – da sobie radę, zdziczeje.

    Polszczyzna, jaką zaprzęgnięto do masowych mediów, kojarzy mi się z nowelą Morcinka „Łysek z pokładu Idy”. Marnieje w oczach i ślepnie, prawdy nie widzi, brudem obrasta.