Krystyna HABRAT



Z TAJNIKÓW TWORZENIA


tomczyk2a1


Najczęściej mamy do czynienia z gotowym dziełem twórczym: wydrukowanym wierszem, książką zawierającą opowiadania, powieść czy opracowanie naukowe, ze skończonym utworem muzycznym. Kiedy takie dzieło wywoła w nas zachwyt, podziw, rozbudza wyobraźnię, zaciekawia tematycznie, zapytujemy nieraz: skąd się to wzięło? Jak zrodził się pomysł w głowie autora? Czym wyróżnia się osoba, która potrafi takie dzieło stworzyć? Jakich do tego potrzeba predyspozycji umysłowych i psychicznych? Jak tworzy? Łatwe to czy trudne?

Przy rosnącej ostatnio tendencji do wydawania dzienników twórców i nasycania ich utworów - nawet nie kamuflowaną - autobiografią, częściej mamy dostęp do sekretów  pracy twórczej.

Andrzej Walter



Wencel – Niebo – 9,90


 

tomczyk lud


   Wizyty w księgarni bywają pouczające. Pal licho. Wejdźmy choćby do sieciówki Matras, skoro inne księgarnie łaskawe były upaść. W stepie szerokim widzimy jak na dłoni zarówno cały rynek księgarski w Polsce jak i kondycję konglomeratu literatury w połączeniu z poziomem czytelnictwa. Ach nie. To nie będzie felieton ani o literaturze, ani o czytelnictwie, ani też o rynku księgarskim. To będzie kilka słów o nas – polskich konsumentach książki. No, bo skoro książka stała się produktem, to my, siłą bezwładu, staliśmy się jej konsumentami.

Piotr Wojciechowski


Rozwód z kulturą                              

 

 

piotr-wojciechowski    Popatrzyłem ostatnio na telewizyjne programy informacyjne i zauważyłem, że rozdwoił im się świat. Referują widzom dwie podobne do siebie, ale jednak rozchodzące się w wielu szczegółach rzeczywistości. A więc jest czas do powrotu do pytań, które już kiedyś były stawiane.

 Czy telewizja kłamie?

 Czy media kłamią? To były pytania z innych epok. Z  epoki politycznej, z epoki społecznej, z epoki ekonomicznej. Jak nazwać tę międzyepokę, jaką wybrali sobie Polacy na teraz? Może to epoka nieszczerego zdziwienia?

Bohdan Wrocławski - Z notatnika przeciętnego obywatela


Następny list do wicepremiera ministra profesora Piotra Glińskiego dotyczący buczenia.

 


bwroclawski2016Przyznam się szczerze Panie Profesorze, że byłbym rozbawiony tymi moimi rozmowami z Panem, gdyby nie to, że mają one charakter monologu. Potrafię zrozumieć, że nie ma Pan czasu, nie ma czasu gabinet ministra, nawet zatrudniony w nim urzędnik czwartej kategorii, aby napisać do mnie, że uwagi, którymi staram się dzielić z Pańskim ministerstwem, dotarły do Was, że je rozważycie i że są one ważnym przyczynkiem do dyskusji politycznej i społecznej w kraju. Oczywiście możecie uważać zupełnie odwrotnie; tak, jak uważały poprzednie gabinety, nie mające dyskursu z dołami – artystami nienależącymi do mainstream’u. Zapewne tamte gabinety jak i Pański uważają, że wiedzą lepiej niż my, co w polskiej kulturze jest potrzebne, a co zbędne; służące jeno wyrzucaniu społecznych pieniędzy. Zarówno tamte jak i ten nie wiedzą, że odpisanie na list dziennikarza (obywatela) należy do postępowań, które określamy dobrym tonem, a w polityce demokratycznego państwa mieści się w konieczności poprawnej relacji miedzy państwem i obywatelem. To właśnie w ten sposób, Drogi Panie Ministrze, zalicza się punkty u obywateli, które potem przekładają się na głosy wrzucone do urny wyborczej. Oczywiście, można uważać inaczej, mamy tego świeży przykład w ostatnich wyborach, gdzie obywatele pokazali, co sądzą o tych, którym było nie po drodze z głosami społecznymi.

Bohdan Wrocławski


Z notatnika szarego obywatela

 

 bwroclawski2016      Powiedzenie, że ktoś jest uparty jak osioł, ma swoje silne umocowanie w rzeczywistości, w tej codziennej i w tej od wielkiego dzwonu. Dotyczy ono każdego obywatela: robotnika na budowie, dziennikarza, pisarza i profesora na wyższej uczelni. Nie dotyczy aktorów i piosenkarzy, a to z tego powodu, iż ich zadowolenie z samych siebie wypełnia wszystko to, co udało im się w swoim życiu poznać.  I o ile robotnikowi, ze względu na ogromną tolerancję i miłość do tego szanowanego zawodu, mogę wybaczyć o każdej porze roku, o tyle gorzej jest już z profesorem i z samym sobą. Boć muszę się szczerze przyznać, że owo przysłowie pasuje do mnie jak ulał. Kiedy sobie wbiję coś do głowy – nie odpuszczam, będę truł, chodził koło tego, wypchnięty przez drzwi, pcham się oknem, alb kominem przebrany za Świętego Mikołaja. Kiedyś jeden decydent, powiedział do mnie, że jestem właśnie uparty jak osioł. I tak mi pozostało. Skoro tak mówią i myślą o mnie, to mogę dorzucić jeszcze jedno powiedzonko, że jestem natrętny jak mucha. Mi się to podoba, ale nie bardzo wiem, co o tym sądzi gabinet naszego ukochanego ministra Pana Profesora Piotra Glińskiego, oby żył wiecznie i sprawował rząd dusz dla dobra naszej kultury i naszego dziedzictwa. To oświadczywszy, czyli wypełniając zakres delikatnego podlizywania obywatelskiego, wszak bez tego ani rusz w naszym ukochanym kraju, muszę, Pan mi wybaczy Panie Ministrze, zacząć wrzucać trochę dziegciu do tej kanki miodu.

Władysław Panasiuk


List z Chicago (Karawana jedzie dalej)

 

panasiuk-donoŻaden pojazd tak szybko nie pędzi jak czas dany każdemu człowiekowi. W młodości jeszcze tego nie wiemy, ale kiedy zbliżamy się do połowy uświadamiamy sobie, że tak niewiele go pozostało. Mało kto potrafi dobrze wykorzystać ten dar. Minął kolejny rok: jednym dał wiele, innym zabrał wszystko. Nie pamiętam takiego czasu, który byłby łaskawy dla wszystkich  ludzi.


Co znaczył miniony rok dla Polaków?  Nad Wisłą zanotowano małe trzęsienie ziemi. Zmienił się rząd. Odchodzący nie mogą się pogodzić z przegranym losem i wyją niczym wataha wilków. Nie powinno to nikogo dziwić, bo kiedy wilk traci siły staje się pośmiewiskiem psów. Jest więc nad czym rozpaczać, choć zdobyty majątek wystarczy do końca życia. Zmiana rządu  jeszcze bardziej podzieliła naród, bo wielu wraz z odejściem starego utraci swoje przywileje i wszystko co z tym związane.

Andrzej Wołosewicz



Każdy ma swoje Himalaje



 julian-falat-pod-babia-gora- 1029

 

Byłem w górach. Od lat przez dwa tygodnie ferii aplikuję je sobie zimą. Góry mają dla mnie moc, której wcale nie staram się nazwać, uważam bowiem, że przekracza ona słowa. Raz tylko, wiele lat temu, zdobyłem się na wiersz o górach: