Andrzej Walter

 

 

Osiem sekund.

 

  

walter   Podstawowe pytanie naszego świata powinno brzmieć: na ile w świecie tym: w świecie tak zagęszczonych i rozwiniętych form komunikacji i tak intensywnym, aby nie powiedzieć chaotycznym obiegu informacji oraz tak zatłoczonej przestrzeni globalnej – wizualnością i przekazem danych – na ile w takim świecie jakikolwiek człowiek (rozumiany jako jednostka wobec masy) – na ile taki człowiek może mieć, posiadać, dysponować – własnym poglądem czy, aby na sprawę spojrzeć jak najszerzej, własnymi poglądami?

Andrzej Walter

 

 

Wojna

 

 

walter   Na horyzoncie naszej egzystencji widzę wojnę i pokój. Te dwa żywioły jakby rozpięte pomiędzy ograniczeniami naszego losu towarzyszą nam nieustannie od wieków. I odważmy się tu podkreślić, że i pokój może być trudnym do ogarnięcia żywiołem, którym targają podskórne konflikty oraz spory.

 

   Należę do pokolenia, które przyszło na świat ćwierć wieku po wielkiej wojnie. Po wielkiej wojnie światowej, która unicestwiła ów stary świat wytwarzając świat nowy. Świat żelaznej kurtyny. Świat fałszywych ideologii, zniekształconej wiary w społeczny ład, świat złudzeń porządku totalnego w opozycji do wolności jednostki. Był to świat kontrastu bogacącego się Zachodu naprzeciw siermiężnej rzeczywistości ludowego nadania niby ujednoliconych mas.

Jacek Bocheński

Arab


bochenskiZapoznałem się jako tako z Khailem Gidranem. 
Pisarz arabski, również malarz, urodzony w Libanie, ale jeszcze pod panowaniem tureckim w roku 1883, można powiedzieć, uchodźca, chrześcijanin, miałby drobną szansę nawet w Polsce, od dzieciństwa w Stanach Zjednoczonych. Z czasem zaczął pisać także po angielsku. W roku 1931 zmarł. 

Jacek Bocheński

Uchodźcy

bochenskiCzytam, że liczbę polskich emigrantów zarobkowych, przebywających poza krajem w roku 2015, oceniano na dwa miliony. Zarazem w Polsce było ponad milion "zdecydowanych" na wyjazd. Według innego źródła, więcej niż trzy miliony "rozważało możliwość" emigracji. Gdyby tylko kilkaset tysięcy spośród tych rozważających dołączyło do już przybyłych za granicę lub "zdecydowanych", można by przyjąć, że z grubsza od trzech i pół do czterech milionów osób, czyli mniej więcej co dziesiąty Polak bądź Polka to faktyczni albo potencjalni emigranci ekonomiczni. Bo nie uchodźcy wojenni ani polityczni, jak w czasie drugiej wojny światowej lub za Polski Ludowej. Emigracja polska pozostaje nadal formą ucieczki od złych warunków w rodzimym kraju, chociaż współczesne złe warunki są obiektywnie mało podobne do historycznych złych. Jednak subiektywnie mogą się wydawać dzisiejszym emigrantom nie mniej rozpaczliwe. Rzecz ludzka. Każdy mierzy nieszczęście skalą własnego bólu. 

Andrzej Walter

 

 

Demokracja analfabetów

 

 

celnikier judith 


  Coraz częściej odnoszę wrażenie, że cały, tak zwany świat literacki, zajmuje się głównie biciem piany. Ubija tę pianę konsekwentnie, wytrwale i namiętnie. Toczy pianę z ust niedobitków krytyków, tłoczy pianę w zdeformowanej realności degradacji pisarzy i pisarstwa, zalewa pianą resztki nieczytanych czasopism, które zajmują się literaturą. Piana słowotoku wystaje mu z każdej dziurawej kieszeni i wbrew prawu ciężkości pęcznieje na potęgę przykrywając nas w zasadzie w całości.

Jacek Bocheński



Metro i Czas letni


bochenskiPociągu jeszcze nie widać. Zapowiada, że nadjeżdża, odgłosami podobnymi do kaszlnięć. Zaraz potem wydaje z siebie najpierw szmer, który jednak szybko zamienia w coś bliższego trąbieniu, w przeciągłe, potężniejące, jakby zachrapanie metalowego smoka. Bardzo długie. A smok już błysnął w głębi tunelu jednym ślepiem, rozjaśnił tam z lekka ciemność żółtawą poświatą. Niepostrzeżenie kończy swoje smocze zachrapanie, przekształca je w ryk, i już wtacza się z reflektorami, hukiem i grzmotem na peron, gdzie stoję. Wsiadam do drżącego jeszcze wagonu, bo to jest moje metro warszawskie. I jadę. Cały czas wśród łomotu i właściwych metru warszawskiemu stuków, przez które z trudem przebija się tylko głos męski, wywołujący raz po raz nazwy kolejnych stacji. Brzmi to trochę tak, jak brzmiał kiedyś głos herolda, gdy musiał z obwieszczeniem zwrócić się do tłumu. Ale ja w metrze jestem zadowolony, bo mimo huku słyszę. A drugiego metra nie mam do dyspozycji . I żaden Kowalski nigdzie w Polsce nie ma.

Piotr Wojciechowski

                

 

O kiczu i innych surogatach raju

 

piotr-wojciechowski   Te dwie książki od zawsze stoją obok siebie, a po każdej przeprowadzce odnajdują się  jak rozłączeni bohaterowie melodramatu.

    Pierwsza to – Artur  Międzyrzecki; Rimbaud, Apollinaire i inni. Czytelnik rok 1988.

    Druga – Lirycy francuscy; wybór poezyj od XII do XX wieku; wydał i przypisami opatrzył Leopold Staff.  Warszawa 1924; Instytut Wydawniczy „Biblioteka Polska”.

    Myślę sobie o trwaniu literatury, o potrzebie piękna w czasach zamętu i przemian. Lata osiemdziesiąte wieku XX były burzliwe i niedobre. W początkach lat dwudziestych Polska powstawała z ruin, biedy, pobojowisk.

    W sytuacji zamętu i przemian tłumaczyło się i wydawało francuskich poetów, w tych czasach mimo niedostatku kupowało się i czytało książki z francuską poezją. Czytać poezję, to poddać się przemianie, a to czasem znaczy – stanąć na progu przestrzeni Przemienienia.