Piotr Wojciechowski

 

TRZY WIZYTY W ARKADII DZIECIŃSTWA

 

Piotr Wojciechowski      Najmocniej przepraszam osoby, które uczestniczyły Biesiadzie Literackiej  w czerwcu 2013 roku – bo będą  musiały usłyszeć ponownie coś sprzed czterech lat. Oczywiście nie powtarzam całego tekstu, kradnę przeszłości tylko sześć linijek, jakie zamykały tamten felieton. Potrzeba mi ich, aby otworzyć nimi coś całkiem nowego. Oto autocytat:

   Literatura jest krwiobiegiem kultury, nic też dziwnego, że dzieli losy kultury współczesnej. Malarstwu potrzebne są książki o malarstwie, teatrowi książki o teatrze, muzyce książki o muzyce. Gdy odpływa krew, odpływa życie. Kultura bez książek może żyć o tyle, o ile żyje wypchany orzeł. Wygląda dekoracyjnie przez pewien czas, ale nie zerwie się do lotu. A potem mole zrobią swoje.

Bohdan Wrocławski

 

Z notatnika szarego obywatela (Gdzie giną pieniądze w kulturze?)

 

foto: Andrzej Walter

Do pewnych rzeczy, zdarzeń należy pochodzić  z proletariacką wściekłością, zapalczywością charakteryzującą barykadowych rewolucjonistów albo z chłopskim rozsądkiem, broń Boże z inteligenckim wyważaniem, roztrząsaniem, budowaniem struktur i wątpliwości. Mówiąc krótko bez dzielenia włosa na cztery.

Zacznijmy od początku, od teatru w Wrocławiu. Ferment wywołany przez grupę aktorów i byłego już dyrektora Krzysztofa Mieszkowskiego, zresztą posła, przez wiele tygodni wstrząsał opinią publiczną. Te liczne demonstracje, pozowanie na Rejtanów, fascynujące dla pisarza jako element dramaturgiczny, już w odbiorze społecznym takimi nie są, a to z tej prostej przyczyny, że nadal w opinii obiegowej funkcjonuje  powiedzenie Kazimierza Dejmka od czego jest d… i od czego jest aktor, zwieszając to ozdobną ornamentyką znaczeniową.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (7)

Z noco-dziennika: 30 kwietnia 1990 r. – w poniedziałek (po 22.25)

 

 

smalewski2Byłem na działce; żal serce ściska. Wczoraj nad ranem było –4, a dzisiejsza noc jeszcze zimniejsza, –5 stopni Celsjusza. Klęska dla sadowników i działkowców; obmarzły wszystkie kwiaty. Nie będzie w naszym regionie w tym roku owoców. A tak się cieszyłem z obfitego kwitnienia drzew, zwłaszcza brzoskwini.

Od 20–go do 25 kwietnia odbyła się w COSWŁ inspekcja Sił Zbrojnych; Centralny Ośrodek Szkolenia Wojsk Łączności otrzymał ogólną ocenę 4,12 (w tym dodatkowo 0,25 pkt premii za ocenę dobrą). Mój pion oceniono również wysoko, na 3,92 - bez premii. – Oceny powyżej średniej 4.00 praktycznie się zdarzają wyjątkowo i bardzo rzadko.

Jacek Bocheński - Piekło

bochenski2

Można o przyszłości świata zacząć od drugiego końca, od ludzi, nie drzew. Obrać ludzki punkt widzenia i liczyć przyszłość, jak wszyscy, od najbliższego jutra. I z miejsca chwycić byka za rogi, a to znaczy zacząć z całą determinacją od piekła, ma się rozumieć, piekła polityki. Bo jeśli coś dotyczy wszystkich i z wyprzedzeniem stanowi o względnie bliskiej przyszłości wszystkich, to chyba piekielna polityka, nie nasze zamówienia z karty dań, jaką wydaje się teraźniejszość, zwłaszcza gdy siedzimy przy stole i myślimy, że zawsze będziemy tak siedzieć. 

Jan Stanisław Smalewski

Ich ostatnia defilada (5)

1 kwietnia – po południu w niedzielę.

 

smalewski2            Sobotnie popołudnie spędziłem w klubie garnizonowym, uczestnicząc w podsumowaniu Okręgowego Przeglądu Zespołów Dziecięcych. Jury postanowiło mój „puchar szefa wydziału wychowawczego CSWŁ” przyznać zespołowi z WOSW Zmech z Wrocławia. Gdy na koncercie finałowym wręczałem go laureatom, na sali była obecna moja żona z dziećmi. Przyszła obejrzeć zwycięskie „Biedronki” z Brzegu i porozmawiać ze swoją byłą koleżanką Jadwigą Siomą. I wtedy to, gdy po ogłoszeniu werdyktu, na sali wypełnionej po brzegi ludźmi zapanowało milczenie, a ja wyszedłem zza kurtyny z pucharem, ze środkowego rzędu w głębi tłumu rozległo się głośne „O, mój tato!” mojej córki, Oli. Sala ożywiła się; zapanowało rozbawienie.

 Piotr Wojciechowski

biesiadny styczeń 2017

 

MIĘDZYEPOKA czyli – RY, RU, RI, RE

 

Piotr Wojciechowski     Najpierw dygresja: Pojechałem do Wrocławia odwiedzić przyjaciół - dawnych grotołazów. Niespodziewanie jednak okoliczności towarzyskie, którym ulegam z ufnością, wrzuciły mnie w towarzystwo Bractwa Kurkowego obchodzącego uroczystości i rocznicę Powstania Styczniowego. Poczty sztandarowe szkół, Bactwa, Piłsudczyków, obnażone szable, kwiaty, salwy honorowe, orkiestra wojskowa. Z obiadu w knajpie „U Fredry” w kompleksie gmachów ratuszowych wyszliśmy z Królem Kurkowym prosto w jakieś niewielkie zbiegowisko na Rynku. Anim się obejrzał, stałem z mikrofonem pośrodku tłumu i czytałem wiersz Bolesława Leśmiana. Nieznany mi dotąd piękny wiersz. Obok mnie Król Kurkowy w błękitnej pelerynie i czerwonym kapeluchu z bażancim piórem.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (5)

Z noco–dziennika: 17 marca 1990 r. (w sobotę po 21.38)

 

 

smalewski2

            Klamka zapadła; rozwiązują Zarząd Polityczny SOW. Zaraz po ósmej zadzwoniłem do szefa. W jego gabinecie pełnił dyżur jeden z moich kolegów, Wiesiek.

Cześć Wiesiu! Co ciebie?

Pozytywnie.

– Szefa nie ma dzisiaj?

Szef chyba leczy kaca.  – Mówiąc szczerze, gdybym nie miał dyżuru, sam bym się upił. Wszystko się zawaliło. Po co ja jeździłem do tej Moskwy?/* – wyjaśnił.

            Ale... studia w Moskwie odbyli tylko nieliczni oficerowie ZP SOW. I nie dlatego podjęto decyzję o likwidacji instytucji. Podjęto ją z powodów proceduralnych; wdrażania zasady apolityczności armii.