Andrzej Wołosewicz

 

Znowu juroruję

 

wolosewicz            Nie, nie podam gdzie, nie o to chodzi. Chcę tylko podzielić się - po raz kolejny i na świeżo – doświadczeniem z tego słodko-gorzkiego przeżycia. Słodkie przeżycie, bo kibicując poezji kibicuję tym, którzy ją piszą. A gorzkie, bo nie wszyscy, którzy to robią, powinni to robić. Ponieważ właściwie nie ma szkół pisania wierszy traktuję ten tekst trochę dydaktycznie, nie żebym się mądrzył, że wiem jak pisać, raczej, że wiem, jak nie pisać, jakie są ewidentne błędy. Wiem, wiem, można tu i tam przeczytać jakieś recepty, zdaje się też, że gdzieniegdzie organizowane są warsztaty. Opowiadał mi ostatnio Zbyszek Mysłowiecki, gdy mu się pożaliłem wymieniając pisanie Katarzyny Z., notorycznej konkursowiczki i częstej laureatki, że to takie pisanie na jedno kopyto, więc Zbyszek –że to efekt warsztatów. Dalej nie dociekałem.

Jacek Bocheński

 

Piwo

 

bochenski2Polska. Wieś jest komórką macierzystą Polski. My wszyscy z tej komórki, koniec końców lub raczej początek początków. Usiadłem ze wszystkimi nami-Polakami tam, gdzie siadają we wsi mężczyźni po pracy i powrocie z miasta. Bo pracują przeważnie w mieście, we wsi mieszkają. W mieście nachodzili się po rusztowaniach i dachach. W dół lepiej nie patrzeć. Ci, którzy wyjątkowo pracują na wsi, dorywczo tylko, nawozili się ciągnikami i nawrzucali widłami siana. Z pola do przyczepy, z przyczepy do dmuchawy. Upierdolił się człowiek, kurwa. Ale szuka się takich. Robota jest. Ludzi do roboty, kurwa, nie ma.

Krystyna Habrat

 

BŁĘKITNE POŃCZOSZKI

 

Krystyna Habrat

   Sezon ogórkowy, ale nie będzie to chwytliwy felieton o damskiej bieliźnie czy innych fatałaszkach, choć piękne i tajemnicze dziewczyny tu wystąpią.  Ale od początku.

  Zniechęcona i trochę przerażona współczesnością, zapragnęłam na chwilę wrócić do dawnych czasów. Zabrałam się więc do czytania "Powieści poetyckich" Jerzego Byrona. Tak na wyrywki - jeden utwór, kiedy indziej drugi.  Jest tu między innymi: Giaur; Narzeczona z Abydos; Korsarz; Lara; oblężenie Koryntu, Żale Tassa  - w tłumaczeniu A. Mickiewicza, A. E. Odyńca, J. Korsaka i innych.

  Egzemplarz tej książki ma blisko 100 lat, a poeta pisał i wydał te utwory w czasach romantyzmu -   200 lat temu.  

Krystyna Habrat

 

SEZON OGÓRKOWY, CZYLI ROZKOSZE I POŻYTKI NICNIEROBIENIA

 

 

Krystyna Habrat Upał straszny. Nawet jeść się nie chce. Poznaję zatem rozkosze nicnierobienia. Nawet to miłe!

  Napisałam tak kilka dni temu na Facebooku, nagabywana  stałym pytaniem: "O czym teraz myślisz?"   I wtedy moja  znajoma napisała mi: "Byle nie za długo".

  To  Jadzia, coraz bardziej serdeczna koleżanka, choć znamy się tylko z internetu i przesyłanych sobie, pisanych przez nas książek. Wiem, o co jej chodzi. Przypomina, że powinnam coś pisać. Ona mnie motywuje. Wierzy we mnie. A mnie się nic nie chce. Może już wszystko napisałam?

Jacek Bocheński

 

Sielanka

 

bochenski2Na łąkę wybiegają radosnym galopem dwie wypuszczone ze stajni klacze. Są maści gniadej, mają czarne grzywy i czarne ogony, ale białe, zalotne pręgi na łbach, co dodaje łbom smukłości i urody. Takie pręgi nazywają się u koniarzy "latarnie". 

 

Łąka pachnie ziołową mieszanką z nieskończenie wielu roślin. Łąkowy zapach wypełnia całe powietrze, jak oddechem sięgnąć. Bardziej panuje nad łąką tylko słońce, które mocno pali. Ale słoneczne gorąco i ziołowy aromat współpracują, aby łąka była tym, czym powinna. Łąki mają być wygrzane, pachnące i należeć do wolnych zwierząt. 

Jacek Bocheński

 

Nauka
 
 

bochenski2A więc dobrze. Nazwijmy gatunek przyszłych ludzi w tradycyjny sposób po łacinie: homo futurus. Czy ten gatunek wyżyje, czy nie, o tym zdecyduje wyścig. Pierwsze będzie jedno z dwojga: albo nasze zachowanie na planecie, którego zapewne nic nie zmieni, doprowadzi nas do zagłady, albo szybsza okaże się nasza nauka i odkryje nieprzewidziane możliwości utrzymania się przy życiu ponad stan. Dzisiejszy stan, oczywiście.

Nauka, a właściwie myśl wynalazcza człowieka zawsze to robiła. Zawsze przekraczała dostępne w jej czasach możliwości i nie ma powodu sądzić, że przestanie. Dlatego z naszym światem nie musi być tylko źle, mówię wam ja, wieszczek-pocieszyciel.

Krystyna Habrat.

 

PATRZĄC W OBŁOKI

 

Krystyna Habrat  Właśnie wróciłam z letniska.

  Kiedyś tak się nazywało  spędzanie lata w miejscowości wypoczynkowej.

  Wyjeżdżało się z pościelą i prowiantem. Znałam to ze zdjęć w starym albumie. Kąpano się w pobliskiej rzece, zbierano grzyby w lesie nieopodal, a wieczorami panowie zasiadali do kart na wolnym powietrzu. Kostiumy kąpielowe pań zakrywały więcej niż te teraz na ulicy. Panie pozowały w nich do zdjęć, stojąc onieśmielone rzędem z rękami na ramionach poprzedniczki. Oblegano rozłożyste drzewo, na którego konarach można było siedzieć i leżeć a nawet poromansować. Tamta miejscowość nazywała się: Irena. Jak później poznana przez mojego tatę  mama. Ale to on tam jeździł jako chłopak, potem kawaler, z rodziną.  Chciałam odnaleźć to miejsce po latach. Nic nie przypominało obrazów z tamtych zdjęć. Może dlatego, że nie wysiadłam nawet z samochodu. Może tylko las sosnowy, może rzeka, ale te wszędzie podobne.