Jacek Bocheński

 

Przyjaźń

 

Jacek Bocheński Czy mogę być pana przyjacielem? - zapytał mnie przy stole trzynastoletni Aleks przekrzykując grupę chłopców i dziewczynek. Siedział wśród nich i jadł obiad. Rodzice, którzy dzieci nie biją, zafundowali im w celach wychowawczych dziesięciodniowe warsztaty teatralne na wsi pod kierunkiem doświadczonej instruktorki. Ona też ich nie bije, ale odbiera wszystkim smartfony i telefony komórkowe, po czym przez dziesięć dni pracuje z grupą nad przedstawieniem. Ostatniego dnia grają i wyjeżdżają ze wsi. 

Krystyna Habrat

 

CZŁOWIEKU, WZLATUJ WYŻEJ

 

Gdyby mógł, drogę od tramwaju  pokonałby biegiem, żeby jak najszybciej schronić się w domu przed deszczem i porywistym wiatrem. Pan Henda był jednak człowiekiem niemłodym, do tego poważnym pedagogiem, więc wypadało iść dostojnie. I nawet bardziej zmoknąć. W domu się rozgrzeje.

Ominął rozległą kałużę, przechylił parasol pod wiatr i pomaszerował, marząc o gorącej herbacie i książce, jaką za chwilę będzie sobie czytał, siedząc wygodnie w fotelu pod stojącą lampą.

Zygmunt Janikowski

 

 

O szkodliwości czytania historii Cesarstwa Rzymskiego

 

tomczyk sowDziałanie magicznej siły marketingu poznałem już w młodym wieku, kiedy to jeden z członków zarządu Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Krakowie, postanowił zwiększyć frekwencję widzów oraz, co za tym idzie, poprawić finanse kina. Wypożyczył na tę okazję jakiś nudnawy japoński film, a na trawniku przed kinem rozstawił olbrzymich rozmiarów plakat z zachęcającym napisem - ”Historia życia japońskiej kurtyzany”. Na godzinę przed seansem trudno się było dopchać do kasy. Wszystkie miesięczne karnety wysprzedano natychmiast. Publiczność dopisała, ale niestety nie do końca. Film istotnie opowiadał historię życia japońskiej gejszy, ale najwyraźniej nie spełniał oczekiwań żądnej pikantnych scen pornograficznych publiczności. W połowie filmu kino opustoszało i na sali pozostał tylko klubowy zarząd, który musiał wycierpieć te wszystkie przyjemności do zakończenia projekcji.

Piotr Wojciechowski

 

BUG PŁYNIE PRZEZ HORODŁO

 

Piotr Wojciechowski    Człowiekowi w pewnym wieku trudno przyznać się do tego, że się zakochał. Kto węszy tu smakowity skandal – zawiódł się. Nie chodzi tym razem o kobietę. Zakochałem się w rzece Bug.

  Wyjazdy w stronę Kresów Ocalonych są dla mnie tak istotną potrzebą jak dla innych pobyty w Paryżu czy Rzymie.    W początku września udało mi się znowu ruszyć w tamte strony, które nie są wprawdzie moją „małą Ojczyzną”, ale są ziemią zakorzenienia moich myśli i moich opowieści. Spotkaniu trzech starych przyjaciół towarzyszyła wspaniała pogoda – i jeszcze raz okazało się, jak dobrym pomysłem  jest wspólna podróż. W drodze, na miejscach postoju,  przy wspólnym oglądaniu świata i przy wspólnych posiłkach jest czas nagadać się, odrobić zaległości paru lat.

Jacek Bocheński

 

Jutrzenka

 

bochenski2Pod lasem, hej tam pod lasem... Widzę. Coś błyszczy z dala. Tego się już nie śpiewa. Ale widzę. Błyszczy. Banda Cyganów ogień rozpala? Rozpalała pewnie sto lat temu albo dawniej. A teraz? Cóż może dziś błyszczeć z dala? Światełko w tunelu? Chcielibyście!

Kwestia, oczywiście, kto na jakie światełko czeka, bo różni na różne. Ot, na przykład Cyganie. Zostali już, co prawda, do pewnego stopnia uznani za Romów, jednak tylko do pewnego stopnia, a tunel ich powszedni wciąż ciemny, oj, ciemny, i swojego światełka na próżno w nim wypatrują.

Andrzej Wołosewicz

 

Znowu juroruję

 

wolosewicz            Nie, nie podam gdzie, nie o to chodzi. Chcę tylko podzielić się - po raz kolejny i na świeżo – doświadczeniem z tego słodko-gorzkiego przeżycia. Słodkie przeżycie, bo kibicując poezji kibicuję tym, którzy ją piszą. A gorzkie, bo nie wszyscy, którzy to robią, powinni to robić. Ponieważ właściwie nie ma szkół pisania wierszy traktuję ten tekst trochę dydaktycznie, nie żebym się mądrzył, że wiem jak pisać, raczej, że wiem, jak nie pisać, jakie są ewidentne błędy. Wiem, wiem, można tu i tam przeczytać jakieś recepty, zdaje się też, że gdzieniegdzie organizowane są warsztaty. Opowiadał mi ostatnio Zbyszek Mysłowiecki, gdy mu się pożaliłem wymieniając pisanie Katarzyny Z., notorycznej konkursowiczki i częstej laureatki, że to takie pisanie na jedno kopyto, więc Zbyszek –że to efekt warsztatów. Dalej nie dociekałem.

Jacek Bocheński

 

Piwo

 

bochenski2Polska. Wieś jest komórką macierzystą Polski. My wszyscy z tej komórki, koniec końców lub raczej początek początków. Usiadłem ze wszystkimi nami-Polakami tam, gdzie siadają we wsi mężczyźni po pracy i powrocie z miasta. Bo pracują przeważnie w mieście, we wsi mieszkają. W mieście nachodzili się po rusztowaniach i dachach. W dół lepiej nie patrzeć. Ci, którzy wyjątkowo pracują na wsi, dorywczo tylko, nawozili się ciągnikami i nawrzucali widłami siana. Z pola do przyczepy, z przyczepy do dmuchawy. Upierdolił się człowiek, kurwa. Ale szuka się takich. Robota jest. Ludzi do roboty, kurwa, nie ma.