Ryszard Tomczyk

Z frustracji środowiskowego felietonisty literackiego


Czego oczekuje się dziś od felietonisty, powiedzmy, literackiego? Pytanie ledwie postawione a już roi się od wątpliwości i pytań dodatkowych. Cóż na przykład znaczy "oczekuje się"? Kto oczekuje i co to znaczy "się"? Czy chodzi tu o jakiegoś statystycznego odbiorcę, określonego przy pomocy rankingu? Zali o media, doskonale zorientowane w gustach swych odbiorców a przez to samo bardziej "miarodajne" i lepiej wiedzące, jak ma być?

Ryszard Tomczyk

Podczytując prasowe starocie

 

Odrabiam zaległości czytelnicze. Nie sprzyjały najlepszym lekturom miesiące żaru lejącego się z nieba, choć były i inne okoliczności. Teraz też można by oszczędzić sobie "mitręgi" czytelniczej, wziąwszy pilotem od telewizora do dłoni albo i  trzynastkę kart brydżowych. Tak się jednak złożyło, że od lat pozostaję obłożony książkami. Mimo daru złożonego niedawno miejscowej bibliotece w postaci tysiąca wolumenów, książek w mieszkaniu nie ubywa. W większości to darowizny honorowo złożone mi jako recenzentowi przez miejscowych wydawców, tudzież autorów. Sporo ich zawdzięczam łaskawcom szperającym po strychach i piwnicach oraz wśród składnic makulatury.