Z Lotu Marka Jastrzębia

 

Łzawe gulgoty zgorzkniałego idioty


Józef MurzynSą ludzie żyjący bezrefleksyjnie. Starają się nie pamiętać o wstydliwej historii, unikać tematów wywodzących się ze spróchniałego czasu, nie poruszać zagadnień wartych dla mnie wywalenia na śmietnik, dla nich - tokowania. Przeszłość, do której powracają, jest dla nich stale ucieszna. Z entuzjazmem wspominają PRL. Mówią, że tam to dopiero były jaja! Tam to dopiero się działo!

Krystyna Habrat

 

ZACHMURZONE ŻYCIE PUBLICZNE

 

Foto. Paweł KęskaZrywam się rano szczęśliwa, bo zaraz napiję się z mężem kawy, potem czeka mnie kilka ciekawych spraw. Może uda mi się wreszcie napisać dobre opowiadanie, które jakoś mi nie wychodzi. Może znajdę na to czas w nadmiarze innych obowiązków.

 Krystyna Habrat

 

Z wyznań namiętnego czytelnika.

 

Zdzisław BeksińskiZnowu czytają w radio Sagę rodu Forsytów. W II programie o godzinie 9.30. A skończyli „Nostromo” Conrada.

       Conrad jest moją miłością bezwzględną. Czytelniczą miłością. Już od liceum. Mam 27 tomów jego dzieł, wszystkie przeczytane, wiele kilkakrotnie. Kiedyś stwierdziłam, ze rok, w którym nie przeczytałam nic Conrada jest stracony. Mam dwa i pół miesiąca, by ten rok zaliczyć do w pełni udanych. Jak przyjemność podejść do półki wypełnionej granatowymi tomami i wybrać coś miłego, przy czym poczuję się jakbym wstąpiła stopień wyżej w kierunku nieba. Dawno nie sięgałam po jego pierwszą powieść, jeszcze niedocenioną przez krytykę: ”Szaleństwo Almayera”. Ja ją bardzo lubię, a czytałam jeszcze w liceum, bo tam jest coś bliskiego dziewczętom – porzucenie domu dla miłości i   rozpacz ojca, co wyraża się symbolicznie zacieraniem śladu stóp córki na piasku. A wszystko w egzotycznej scenerii, odległej wyspy tropikalnej. Mnie to szczególnie ekscytowało, jako że mieszkałam wtedy w, mieście zbudowanym na skraju puszczy Sandomierskiej, Stalowej Woli, gdzie wszędzie wokół białych bloków mieszkalnych rosły szare sosny i unosił się lotny piasek. Ukochane miejsce, ale krajobraz cokolwiek monotonny: białe prostopadłościany bloków, proste , jak od linijki, ulice i te sosny oraz piach. Dlatego tak łapczywie chłonęłam egzotykę scenerii Conrada. No, nie tylko scenerię. Lord Jim, Smuga cienia, Nostromo... W tych książkach było coś zupełnie innego niż w moich lekturach. Co to było? Na pewno jakieś wyższe poczucie szlachetności... I to coś, co Conrad nazywał, jako pójście za marzeniem... Inne spojrzenie na świat, takie poprzez morza i oceany. Inna tematyka, inne idee. Oczywiście nie tylko.

Leszek Żuliński

 

Słowo – największy kreator

 

 

 

 

Filip WrocławskiNa początku było słowo...

 

Niestety, nie wiemy, co będzie na końcu, ale bardzo prawdopodobne, że jego ersatz.

 

Na razie droga do zagłady słowa – daleka. Wciąż żyjemy w kulturze, która swój początek wzięła w tamtym, starotestamentowym słowie. Tym słowie, które nas stworzyło, które w procesie ewolucji człowieka było jak woda, która karmi kwiat, aby rósł.

Z lotu Marka Jastrzębia

 

Labirynty i inne przedsięwzięcia

Magdalena AbakanowiczStanisław Grochowiak oświadczył, że bunt się ustatecznia. Poeta był człowiekiem niebywale kulturalnym, a więc nie dziwi mnie ten eufemizm. Ja nie należę do ludzi przesadnie subtelnych, toteż powiem, że bunt pierniczeje. Ale najprzód jest wściekle żwawy. I to dobrze, bo bunt jest przywilejem młodości. Powiem więcej: buntować się można tylko za młodu, albowiem buntuje się ten, co mało wie. Bo co to za bunt w wykonaniu zdziadziałego powściągliwca i czcigodniaka!

 Roman Śliwonik


Znad Wisły

                                      Pośród wartości

   Ryszard Tomczyk  O nagrodach literackich pisałem już przy różnych okazjach. A jednak napiszę jeszcze raz z innej strony rzecz ujmując. Napiszę jak się je dostaje. Nie zawsze, ale coraz częściej. Jeszcze niedawno w Polsce wszystko zależało od tzw. partii czyli PZPR – czy się do niej należało, albo czy się miało jej poparcie (nie bezinteresowne). Myliłby się ten, kto by pomyślał, że teraz rozstrzyga wysoka jakość literacka czy myślowa. Najwięcej zależy od ilości „przyjaciół” w jury. Faktycznie więc niewiele się zmieniło. „Partii” niby nie ma, są jednak formacje polityczne: rzekomo liberalna i rzekomo wobec niej opozycyjna. Są też stowarzyszenia twórcze literatów: w jednym pono straszą duchy komuny, w drugim zapanowały dobre duchy wszelakiej prawości i wolności. Tak czy siak, po którejś stronie trzeba mieć „przyjaciół”.

 Z lotu Marka Jastrzębia


Porozmawiajmy o internetowej przyszłości


Robert Dudek     W odległych czasach starożytnego Rzymu znalazł się człowiek, który w obliczu zagrożenia kraju stanął na jego czele. Uważany za wzór cnót obywatelskich, sprawował urząd konsula. Obrany dyktatorem na czas wojny z Ekwami, po wywiązaniu się z zadań, powrócił do pracy na roli. Zrzekł się wszelkich zaszczytów i korzyści. Do teraz dawany jest za przykład szlachetności, patriotyzmu i odwagi cywilnej. Zwał się CYNCYNAT, a żył w V w. p.n.e.