Piotr Wojciechowski

 

BUG PŁYNIE PRZEZ HORODŁO

 

Piotr Wojciechowski    Człowiekowi w pewnym wieku trudno przyznać się do tego, że się zakochał. Kto węszy tu smakowity skandal – zawiódł się. Nie chodzi tym razem o kobietę. Zakochałem się w rzece Bug.

  Wyjazdy w stronę Kresów Ocalonych są dla mnie tak istotną potrzebą jak dla innych pobyty w Paryżu czy Rzymie.    W początku września udało mi się znowu ruszyć w tamte strony, które nie są wprawdzie moją „małą Ojczyzną”, ale są ziemią zakorzenienia moich myśli i moich opowieści. Spotkaniu trzech starych przyjaciół towarzyszyła wspaniała pogoda – i jeszcze raz okazało się, jak dobrym pomysłem  jest wspólna podróż. W drodze, na miejscach postoju,  przy wspólnym oglądaniu świata i przy wspólnych posiłkach jest czas nagadać się, odrobić zaległości paru lat.

Jacek Bocheński

 

Jutrzenka

 

bochenski2Pod lasem, hej tam pod lasem... Widzę. Coś błyszczy z dala. Tego się już nie śpiewa. Ale widzę. Błyszczy. Banda Cyganów ogień rozpala? Rozpalała pewnie sto lat temu albo dawniej. A teraz? Cóż może dziś błyszczeć z dala? Światełko w tunelu? Chcielibyście!

Kwestia, oczywiście, kto na jakie światełko czeka, bo różni na różne. Ot, na przykład Cyganie. Zostali już, co prawda, do pewnego stopnia uznani za Romów, jednak tylko do pewnego stopnia, a tunel ich powszedni wciąż ciemny, oj, ciemny, i swojego światełka na próżno w nim wypatrują.

Andrzej Wołosewicz

 

Znowu juroruję

 

wolosewicz            Nie, nie podam gdzie, nie o to chodzi. Chcę tylko podzielić się - po raz kolejny i na świeżo – doświadczeniem z tego słodko-gorzkiego przeżycia. Słodkie przeżycie, bo kibicując poezji kibicuję tym, którzy ją piszą. A gorzkie, bo nie wszyscy, którzy to robią, powinni to robić. Ponieważ właściwie nie ma szkół pisania wierszy traktuję ten tekst trochę dydaktycznie, nie żebym się mądrzył, że wiem jak pisać, raczej, że wiem, jak nie pisać, jakie są ewidentne błędy. Wiem, wiem, można tu i tam przeczytać jakieś recepty, zdaje się też, że gdzieniegdzie organizowane są warsztaty. Opowiadał mi ostatnio Zbyszek Mysłowiecki, gdy mu się pożaliłem wymieniając pisanie Katarzyny Z., notorycznej konkursowiczki i częstej laureatki, że to takie pisanie na jedno kopyto, więc Zbyszek –że to efekt warsztatów. Dalej nie dociekałem.

Jacek Bocheński

 

Piwo

 

bochenski2Polska. Wieś jest komórką macierzystą Polski. My wszyscy z tej komórki, koniec końców lub raczej początek początków. Usiadłem ze wszystkimi nami-Polakami tam, gdzie siadają we wsi mężczyźni po pracy i powrocie z miasta. Bo pracują przeważnie w mieście, we wsi mieszkają. W mieście nachodzili się po rusztowaniach i dachach. W dół lepiej nie patrzeć. Ci, którzy wyjątkowo pracują na wsi, dorywczo tylko, nawozili się ciągnikami i nawrzucali widłami siana. Z pola do przyczepy, z przyczepy do dmuchawy. Upierdolił się człowiek, kurwa. Ale szuka się takich. Robota jest. Ludzi do roboty, kurwa, nie ma.

Krystyna Habrat

 

BŁĘKITNE POŃCZOSZKI

 

Krystyna Habrat

   Sezon ogórkowy, ale nie będzie to chwytliwy felieton o damskiej bieliźnie czy innych fatałaszkach, choć piękne i tajemnicze dziewczyny tu wystąpią.  Ale od początku.

  Zniechęcona i trochę przerażona współczesnością, zapragnęłam na chwilę wrócić do dawnych czasów. Zabrałam się więc do czytania "Powieści poetyckich" Jerzego Byrona. Tak na wyrywki - jeden utwór, kiedy indziej drugi.  Jest tu między innymi: Giaur; Narzeczona z Abydos; Korsarz; Lara; oblężenie Koryntu, Żale Tassa  - w tłumaczeniu A. Mickiewicza, A. E. Odyńca, J. Korsaka i innych.

  Egzemplarz tej książki ma blisko 100 lat, a poeta pisał i wydał te utwory w czasach romantyzmu -   200 lat temu.  

Krystyna Habrat

 

SEZON OGÓRKOWY, CZYLI ROZKOSZE I POŻYTKI NICNIEROBIENIA

 

 

Krystyna Habrat Upał straszny. Nawet jeść się nie chce. Poznaję zatem rozkosze nicnierobienia. Nawet to miłe!

  Napisałam tak kilka dni temu na Facebooku, nagabywana  stałym pytaniem: "O czym teraz myślisz?"   I wtedy moja  znajoma napisała mi: "Byle nie za długo".

  To  Jadzia, coraz bardziej serdeczna koleżanka, choć znamy się tylko z internetu i przesyłanych sobie, pisanych przez nas książek. Wiem, o co jej chodzi. Przypomina, że powinnam coś pisać. Ona mnie motywuje. Wierzy we mnie. A mnie się nic nie chce. Może już wszystko napisałam?

Jacek Bocheński

 

Sielanka

 

bochenski2Na łąkę wybiegają radosnym galopem dwie wypuszczone ze stajni klacze. Są maści gniadej, mają czarne grzywy i czarne ogony, ale białe, zalotne pręgi na łbach, co dodaje łbom smukłości i urody. Takie pręgi nazywają się u koniarzy "latarnie". 

 

Łąka pachnie ziołową mieszanką z nieskończenie wielu roślin. Łąkowy zapach wypełnia całe powietrze, jak oddechem sięgnąć. Bardziej panuje nad łąką tylko słońce, które mocno pali. Ale słoneczne gorąco i ziołowy aromat współpracują, aby łąka była tym, czym powinna. Łąki mają być wygrzane, pachnące i należeć do wolnych zwierząt.