Jan Stanisław Smalewski



Ich ostatnia defilada (1) (z dziennika prywatnego pułkownika WP)



Odcinek 2

Z nocodziennika: 22 lutego 1990 r. – w czwartek (po 22.10)

 

smalewski-kompOd dzisiaj mieszkamy w Legnicy! Najważniejsze sprawy domowe; przygotowanie mieszkania i przeprowadzka, załatwione. Ostatnie dni to koszmar. Pośpiech i wciąż na wysokich obrotach. Głównie z powodu przeprowadzki.

W mieszkaniu, do którego się przeprowadziłem, trzeba było najpierw położyć kafle w przedpokoju, kuchni, WC i łazience. Tylko jeden pokój miał podłogę; drewniany parkiet. Zresztą też należało go wycyklinować i pociągnąć lakierem. A w pozostałych pokoikach na PCV położyć jakieś wykładziny dywanowe (kupić i przyciąć). Najpierw jednak wymalować ściany.

Jan Stanisław Smalewski



Ich ostatnia defilada (1) (z dziennika prywatnego pułkownika WP)

 


smalewski-kompPierwsze spostrzeżenia

    Centralny Ośrodek Szkolenia Wojsk Łączności w Legnicy, gdzie od dwóch tygodni pełnię dalszą służbę zawodową, mieści się przy ulicy Świerczewskiego. Graniczy po sąsiedzku z sowieckim lotniskiem i funkcjonującymi tam jednostkami Armii Radzieckiej – pułkiem lotniczym i batalionami zabezpieczenia.

    Rozdziela nas wysoki betonowy płot zwieńczony drutem kolczastym. Przechodzenie na drugą stronę jest niemożliwe. Po stronie sowieckiej chodzi wartownik. Obejrzałem przyległy teren z okien Szkoły Chorążych. Stoją tam wśród drzew budynki podobne do naszych. W niektórych mieszkają osoby cywilne: pracownicy wojska. W jednym jest nawet przedszkole. W pasie baraków od strony jezdni (przy ulicy Świerczewskiego) są pawilony handlowe, do których można dostać się przechodząc przez biuro przepustek, z zastrzeżeniem, że poza teren placówek handlowych kupujący przemieszczać się nie będzie. Dotyczy to zarówno wojskowych, jak i osób cywilnych z przyległego terenu, a spowodowane częściowo zostało tym, że po polskiej stronie, poza murami obiektu radzieckiego lotniska, tuż obok Szkoły Podstawowej nr 19 stoją dwa czteropiętrowe bloki zamieszkałe przez rodziny oficerów Armii Radzieckiej. Bloki powstały w latach pięćdziesiątych. Przeniesiono do nich wówczas Rosjan mieszkających od czasu wojny nieco dalej, przy ulicy Kwiatkowskiego.

Andrzej Walter


 

Donald z krainy czarów

 

 

walter   Wybory w Ameryce wywołały medialną burzę na całym świecie oraz lawinę komentarzy praktycznie w każdym środowisku. Uważa się bowiem Prezydenta USA za władcę świata, a z pewnością jego wybór charakteryzuje się później wpływem na to, kto i jakie podejmuje decyzje, a biorąc pod uwagę siłę militarną i potencjał gospodarczy USA, opinie te nie są pozbawione uzasadnienia.

Jan Stanisław Smalewski



Uzależnienia A.D. 2016 (vel: Czy koniec demokracji klasycznej?)


 

smalewski-kompWiększość Czytelników na dźwięk słowa uzależnienie zapewne wzdraga się i zaraz myśli o czymś z pogranicza naszych złych przyzwyczajeń. Z odrazą myśli o nałogowych alkoholikach, palaczach tytoniu i ćpunach. Po krótkim zastanowieniu się może jeszcze do tego dorzucić rozmaitych hazardzistów, seksoholików i tych, którzy nadużywają leków, zwłaszcza suplementów diety.

            No, o czym jeszcze lub o kim można powiedzieć, używając słowa uzależnienie? Od czasów, gdy zapanowała moda na powszechną komputeryzację i telefonię komórkową, coraz częściej narzekamy na uzależnianie się od tego rodzaju środków przekazu, które – jak pamiętamy – wcześniej wyparły telewizję.

  Krystyna HABRAT



ROZMYŚLANIA O SZCZĘŚCIU W CZAS JESIENNEJ SZARUGI.

 

Jacek Durski  Nastała paskudna jesień. Czasem cały, króciutki już dzień  skrywa się  w mgłach i szarości. Ale dziś świeci słońce. Zacina wprawdzie coraz to ostry wiatr, ale w domu jest przytulnie. Pozałatwiawszy co trzeba poza domem i uporawszy się z codziennymi obowiązkami w domu, będzie można spokojnie zasiąść w fotelu i czytać sobie rozkosznie książkę. Czasem tak niewiele  potrzeba do dobrego  samopoczucia.

Piotr Wojciechowski


EROTYCZNA PODSZEWKA POLITYKI


piotr-wojciechowski   Komputerowa poczta sprawiła, że listów papierowych przychodzi bardzo mało. Dlatego są lepiej traktowane, do wielu chcę wracać. Listy od przyjaciół rozmaicie lądują po przeczytaniu. Są błahe lub niesympatyczne – do kosza. Są znakiem czasu, papierkiem bliskim sercu – idą w otchłań archiwum. Są wyjątkowe – zostaję na biurku na kwarantannę, bywa, że trwa ona latami.

Krystyna Habrat


 

NOWA  ZARAZA



Roland Topor  Za czasów Zygmunta Freuda rozpowszechniła się histeria. Całe rzesze kobiet, oczywiście bogatych i nie mających nic do roboty, poszukiwały psychiatry, by leczyć swe nerwowe  cierpienia. Kładły się na kozetce i, patrząc w sufit, opowiadały o swych wydumanych dolegliwościach, o snach i wszystkim innym. A psychiatra milczał. Pozwalał się każdej wygadać.    

  Podobno ta terapia była skuteczna i, o dziwo, coraz więcej pań poszukiwało pomocy znanego psychiatry, bo odkrywało o siebie te dolegliwości. Wiele pacjentek potrafiło nawet wygiąć się w charakterystyczny dla histerii łuk, co wszystkich utwierdzało, jak bardzo cierpią i potrzebują pomocy takiego lekarza.