Jacek Bocheński - Wodewil

bochenskiI oto ten teatr. Festiwal Zakopiańskie Prezentacje Artystyczne "Pępek świata" odbywa się w Teatrze im. St. I. Witkiewicza, o którym nikt nie mówi inaczej niż Teatr Witkacego. Ale zanim usiądę na scenie do rozmowy z Michałem Mizerą, proponują, żebym położył się na leżaku, jeśli chcę, i obejrzał widowisko "Wodewil warszawski" w wykonaniu teatru Pijana Sypialnia z Warszawy, który gra w plenerze i przybiera również nazwę "Teatr na leżakach". Pierwszy rząd widowni stanowią leżaki. Można także siedzieć na ławach, w kucki przed leżakami, a nawet zająć dowolną pozycję leżącą wprost na ziemi. Stanowczo za zimno, żebym się na coś takiego zdecydował. Wybieram drugi rząd i tradycyjny sposób siedzenia na ławie.

Krystyna Habrat

 

OBY POWRÓCILI ZACNI OBYWATELE

 

Marian Bogusz  W jednym z ostatnich numerów kwartalnika MIGOTANIA w arcyciekawym artykule o matce Schopenhauera znalazłam dawno nie używany zwrot: "zacni mieszczanie" i rozmarzyłam się.

  Określenie to dotyczy czasów dość odległych, ale przecież  jego zawartość treściowa  jeszcze do niedawna  była obowiązująca. Powszechnie starano się być osobą kulturalną, dobrze wychowaną, znającą savoir-vivre, i to tak, że nieumyślne złamanie zasad, nawet drobna gafa, było czymś mocno zawstydzającym. Do przesady kładziono nacisk na znajomość form w środowiskach, sferach, które chciały nad innymi górować. Ich dobre wychowanie miało być wyznacznikiem przynależności klasowej. Osobami nie znającymi niuansów  owych zasad pogardzano. Mawiano, że  słoma im z butów wyłazi.

Wacław Oszajca SJ 


 

Ziemia i niebo


Bramy piekła, czy nieba?

 

oszajca2014Wbrew pozorom łatwo je pomylić, jak łatwo wziąć anioła za diabła i odwrotnie. Auguste Rodin nad swoimi Wrotami piekieł umieścił Myśliciela. Jest nad czym myśleć, patrząc jak wysuszone na wiór ludzkie szkielety przeplatają się z pełnymi życia ludzkimi ciałami. A ponieważ stoją one na własnych nogach i własnymi rękoma obejmują żywych, można wnioskować, że zmarli w zetknięciu z żywymi ożywają. Owszem, zmierzają do piekła, ale skoro to piekło zachwyca, to czy jest jeszcze piekłem?

Władysław Panasiuk



…Pomiędzy dwoma rzekami


Ryszard Tomczyk„Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem” i jak mało które młodzieńcze marzenia całkowicie się spełniły. Ubrany w białą bluzę i szerokie spodnie zamiatałem pokład, nad którym łopotała biało – czerwona bandera. Zgrana lecz surowa załoga nauczyła mnie wszystkiego, co niezbędne do poruszania się po zdradliwej i groźnej wodzie. Wrosła we mnie dyscyplina w tym i punktualność. Z czasem stałem się jednym z nich i mogłem dzielić się wiedzą z tymi, którzy przychodzili po mnie. Pływałem po morzach i rozsławiałem polskie imię, które miało zawsze dla mnie szczególne znaczenie. Jeszcze dzisiaj słyszę łomot rozbijających się fal o burtę mojego okrętu. Wystarczyło mi czasu, by w pełni zrozumieć morze i ludzi z nim związanych. Ich stalowe nerwy nie przerywają się z błahych powodów, choć rozwścieczona woda potrafi złamać każdego. Sztorm jest potrzebny człowiekowi, by mógł pojąć wiele rzeczy, obok których dotychczas przechodził obojętnie. Podczas sztormu prędkość myśli może być zadziwiająca.

Andrzej Walter

 

Komu jest potrzebna

 

walter   Jako autor tekstu zatytułowanego „Komu potrzebna jest dziś poezja”, opublikowanego na naszym portalu 18 lipca bieżącego roku, z niekłamanym zainteresowaniem przeczytałem kontr-tekst Jana Stanisława Smalewskiego z poprzedniego numeru naszego tygodnika. Początkowo niezmiernie się ucieszyłem, że tak ciekawy autor „wdał się” w ów temat. Jednakże z biegiem lektury narastała we mnie irytacja świadomego niedostrzegania aspektu socjologicznego przez Pana Jana. Określam go mianem świadomości, i to do tego pełnej świadomości, gdyż Pan Jan jako autor książek prozatorskich, czyli również literat, doskonale zdaje sobie sprawę z obecnego poziomu czytelnictwa w ogóle, a już poezji w szczególności. Zdaje sobie również Pan doskonale sprawę, że – nie owijajmy w bawełnę – przyszło nam żyć i tworzyć w świecie, w którym głównym nurtem społecznym jest po prostu kultura chama. I właśnie postawię dramatyczną tezę, że takimi tekstami – my, intelektualiści, prowadząc skądinąd niegłupie dywagacje – tego chama i do tego taką retoryką najzwyczajniej w świecie po prostu rozgrzeszamy. Owijamy rzeczy w bawełną, kluczymy językiem i nakładając okłady warstw znieczulających udowadniamy – no, nie jest tak źle, a parafrazując na coraz modniejszy sport możemy wręcz zakrzyknąć – nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało.

ACH, TA PROZA!

 

czyli zbożne rozważania nad książką

Mirosława Grzegorza Majewskiego

pt. „Wpływ Księżyca”

 

Sławomir Majewski

 

 

 sterta-ksiazek

 

 

2016-07-04 19:50

 

Andrzej Wołosewicz

Właśnie na wakacjach będąc też czytam "Wpływ księżyca" i mniejszy mój "zachwyt" niż Majewskiego (nie autora), ale podzielę się swoimi uwagami po powrocie tj. po 15 lipca.”

Jacek Bocheński

Wirtual

bochenskiReal prysł, jego odwrotność, twardy wirtual wrócił, żeby pokazać, kto tu naprawdę rządzi Justyną i mną. Z początku ona jeszcze nie chciała się zgodzić. Przecież real był. Przynajmniej wydawało się, że był w Lublinie. I wydawało się, że w pewnym sensie nadal jest. Teraz ona, co prawda, jedzie do Torunia, ma tam konferencję, przygotowała referat, ale jedzie z rzeczywistą torbą na kółkach, taką, ma się rozumieć, jak moja walizka, będzie ją za sobą ciągnąć, szarą w ciemne łatki. Wszystko to mi napisała, żebym widział, co jest. Real. Szary w ciemne łatki, już trochę ciemniejący real.