Jacek Bocheński – Melancholia, Multitasking

 bochenski2

 

MELANCHOLIA

- Wie pani, ja się cieszę, że już jestem stara. Już nikt mnie głupio nie podrywa, nikomu się nie podobam. Nie muszę się podobać. Nic nie muszę. Nawet myśleć, co inni o mnie myślą. Nie muszę się bać, że się w kimś zakocham. Czuję, że pani chyba też jest melancholiczką, prawda? No, to pani wie - powiedziała do Justyny osoba oznaczona literą E. , ostatnia, która tego dnia zasięgała u niej porady psychologicznej. Ale ta starsza pani postawiła mimochodem diagnozę Justynie. Postawiła i wyszła. A Justyna wróciła do domu "jak w transie".

To było jeszcze przed Charkowem, kiedyś w Chełmie. Ale dawno po ucieczce Justyny z wirtualnej kozetki i już po naszym lubelskim realu, pięknym, czerwcowym, nigdy nie powtórzonym mimo pożegnania, zdawało się, tylko na chwilę.

Krystyna Habrat

RADUJMY SIĘ!

  Jak to dobrze zaczynać Nowy Rok od koncertu Wiedeńskich Filharmoników. Słuchać przez dwie godziny walców Straussów, patrząc na pałacowy wystrój sali, na występy baletu oraz popisy jazdy konnej. Uśmiechnięty, młody dyrygent był uroczy!

  A w przeddzień w TV Rozrywka oglądałam koncert Andre Rieu i jego orkiestry. Jakże się  widzowie radowali! Śpiewali razem znane utwory. Tańczyli, nie bacząc, czy dobrze się prezentują, bo już figura nie ta i strój niedbały.

  I nam, widzom, się to udziela. Zapominamy o troskach, kłopotach, chorobach, terminach do lekarzy, polityce.

Piotr Wojciechowski - O demografii urojonej 

Piotr Wojciechowski    Wspomina się jeszcze czasem o misyjnej stronie aktywności społecznych środków masowego przekazu. Każdy pisarz gotów jest głośno wołać o tym, że Telewizja, którą włada naród, powinna przypominać narodowi o konieczności  czytania książek, bo to jest dla człowieka cywilizowanego równie ważne jak mycie uszu. Nie ma ważniejszej misji niż takie wołanie. A po cichu każdy pisarz marzy, aby przy okazji panowie i panie z telewizora pokazali narodowi książkę, którą pisarz właśnie wydał.

   Patrzę na sprawy realnie i widzę, że chociaż jestem suwerenem, nie mam wpływu na narodową czy jakąkolwiek telewizję. Ale przecież ja, pisarz, też mogę mieć swoją misję. Mam ją, to oczywiste. A jaka jest moja misja poza pokazywaniem narodowi moich książek? To ostatnio robiłem jak potrafiłem. Myślę,  że jest moją misją, abym sam czytał książki, a szczególnie te książki, których już nikt nie czyta.

Zbigniew Ikona - Kresowaty - „Pyta mnie Sybilka o Boga” 

Zbigniew Joachimiak

        O wydanym w 2011 roku tomiku poezji (i małej prozy) pt. Sezon lotów trwa już pisano - Zapewne temu nie będzie końca, ale ja chcę powiedzieć całkiem inaczej o tym zbiorze poetyckim. Tom poezji wyszedł przecież bez fanfar „ochów i achów” – ale mówi się o nim – ale też mówi się w środowiskach „gada” o wyjątkowości poety... Dlatego trzeba powiedzieć, że poezja w książce Zbigniewa Joachimiaka wydana w Fundacji Światło Literatury w Gdańsku jest przede wszystkim świeża i taka na pewno jak domniemam pozostanie: zbiór ten jest otwarty, dostateczny w bardzo treściwe analogie, jakby podsumowuje dotychczasowy dorobek i drogę twórczą autora, który nieuchronnie, jak wielu z okresu „Nowej prywatności”, znalazł się już w „próbie cienia” – czując intuicyjnie, że następuje czas tajemnicy największej, nieokreślonej - nadchodzi  dla niego to Coś.

Bohdan Wrocławski

 

Z notatnika szarego obywatela (Mrok i milczenie)

 

wroclawski mikrofonWspomnienie jest jak brama, naciskasz, otwiera się szerzej i szerzej, słyszysz skrzypienie rdzewiejących zawiasów, których nie oszczędził czas, często nie odgadujesz prawidłowo, szukasz niczym niewidomy błądzący palcami po literach alfabetu Braille’a, przecież pamięć jest taka zwodnicza…

Czuję przepływ powietrza, odległe światła sceny, niewybrzmiałe dźwięki muzyki, głosy dobiegające do kulis…

Jest dwunasty grudnia, Dom kultury w Ursusie, właśnie kończymy trzeci tego dnia koncert Kabaretu Literackiego Ostatnia Zmiana.

Od blisko roku gramy dzień w dzień po kilka koncertów na zlecenie Zarządów Regionów Solidarności. Wczoraj wróciliśmy z Torunia, gdzie byliśmy przez kilkanaście dni, dziś w Ursusie rozpoczynamy „trasę warszawską”, przed nami kilkadziesiąt koncertów, które będziemy realizować na scenie kina Świat znajdującego się przy Nowym Świecie. Dziś już nie ma tego kina.

Jan Stanisław Smalewski


Ich ostatnia defilada (3)

Z noco-dziennika: 4 marca 1990 r. - niedziela (po 22.25)



smalewski-kompImieniny mojego ojca Kazimierza. – Nie mogłem w takim dniu mimo nawału zajęć go nie odwiedzić.

W związku z planowanym wyjazdem, musiałem się wczoraj „oszczędzać”. W sobotnim spotkaniu w klubie garnizonowym wzięło udział całe dowództwo radzieckiej brygady łączności z ulicy Poznańskiej. Z pośród wszystkich jednostek radzieckiego garnizonu Centralny Ośrodek Szkolenia Wojsk Łączności utrzymuje kontakty jedynie z nimi. To zrozumiałe. Nie dziwi także, że dotyczą głównie dwóch służb: kwatermistrzowskiej i technicznej. Kontakty w obszarze politycznym, to wiadomo „ukreplanie drużby” (umacnianie przyjaźni) – pic na wodę, foto-montaż.

Jan Stanisław Smalewski



Ich ostatnia defilada (1) (z dziennika prywatnego pułkownika WP)



Odcinek 2

Z nocodziennika: 22 lutego 1990 r. – w czwartek (po 22.10)

 

smalewski-kompOd dzisiaj mieszkamy w Legnicy! Najważniejsze sprawy domowe; przygotowanie mieszkania i przeprowadzka, załatwione. Ostatnie dni to koszmar. Pośpiech i wciąż na wysokich obrotach. Głównie z powodu przeprowadzki.

W mieszkaniu, do którego się przeprowadziłem, trzeba było najpierw położyć kafle w przedpokoju, kuchni, WC i łazience. Tylko jeden pokój miał podłogę; drewniany parkiet. Zresztą też należało go wycyklinować i pociągnąć lakierem. A w pozostałych pokoikach na PCV położyć jakieś wykładziny dywanowe (kupić i przyciąć). Najpierw jednak wymalować ściany.