Krystyna Habrat

 

COŚ DLA LUDZI, DLA LUDZI!

 

  Lubię oglądać w TV filmy o podróżach kulinarnych Roberta Makłowicza. Nie dlatego, że lubię gotować, bo kucharzę raczej z obowiązku w myśl zasady mojej mamy, że "Mus od niechcenia o trzy lata starszy!". Za to bardzo lubię poznawać inne kraje, inne krajobrazy, innych ludzi z ich obyczajami i codziennością przejawiającą się w tym, jak spędzają czas wolny,  co jedzą, jak się bawią, i tego w programach o podróżach szukam..

Jacek Bocheński - Widoki

 

Jacek BocheńskiOcalić prywatność, zachować tajemnicę domu, czynności osobistych, rozmów, kontaktów, nie mówiąc o danych osobowych, własności, dochodach, prawie do wizerunku oraz do żony, męża i skrytych romansów. To wszystko chcielibyście mieć zastrzeżone dla siebie, a liberalizm, prawa człowieka i autonomia należna każdej istocie ludzkiej miały wam to zapewnić.

Jacek Bocheński - Płeć

Jacek BocheńskiOgólnie biorąc, tradycja zwana małżeństwo radzi sobie jako tako z aktywnością zawodową i dążeniem do wciąż nieosiągalnego równouprawnienia ekonomicznego kobiet. Ich rewolucja trwa od dziewiętnastego wieku. Zmieniła w pewnym zakresie układy społeczne, obyczajowe i polityczno-prawne krajów Zachodu (zrazu dostęp do uniwersytetów, potem sufrażystki i tak dalej). Jednak nie wstrząsnęła posadami świata.

 

Zbigniew Niedźwiecki Ravicz

 

Za dużo sztukmistrzów, za mało artystów

 

niedzwiecki zbigniew      Przyznaję, nie lubię chodzić na spotkania autorskie – zwłaszcza gdy nie znam pisarza. Pewnie myślicie, że przemawia przeze mnie jadowita zawiść. Ale niejeden by się zdziwił. I to bardzo! To prawda, spora część  tak zwanych mistrzów słowa ma o sobie wyobrażenie, że świat nie był godzien chwili, w której łaskawie zaszczycili go swoją obecnością. Ale to nie jest główny powód. Jeszcze do niedawna sam o sobie myślałem w ten sposób. W ciągu ostatnich kilku lat zrozumiałem jednak parę  istotnych kwestii, z których przynajmniej jedną chciałbym teraz przedstawić. A że akurat wróciłem ze spotkania, które trwało grubo ponad dwie godziny, tym chętniej podejmuję się tematu.  Z góry jednak ostrzegam: może zaboleć! Ale cóż, czytanie felietonów pisanych „piórem przechery” wiąże się z pewnym ryzykiem. Umywam ręce!

 

Michał Piętniewicz

 

O „Fado” Stasiuka

 

PiętniewiczCzytam „Fado” Stasiuka. Szczególnie zapada w pamięć rozdział pt. „Pamięć”. Cytat z Marqueza jest genialny. Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym co i jak zapamiętał.
W końcu to prawda, że życie w gruncie rzeczy jest pamięcią. Nieważne jest co przeżyjemy, ważne jest jak to wspominamy. Im człowiek starszy, tym bogatsza staje się jego biografia i każde, nawet niewinne doświadczenie nabiera cech monumentalnych. Ale przede wszystkim dla pisarza, przede wszystkim dla artysty. Poranne picie kawy, palenie papierosa, odwożenie dziecka do szkoły to niewinne szczegóły tzw. szarej prozy życia, które pod wpływem odpowiedniego, artystycznego spojrzenia urastają do rangi mitu.
Czytam „Fado” Stasiuka, siedzę przy wielkiej ławie w schronisku i popijam piwo. Koło mnie, na tej samej ławie siedzą znajomi i grają w scrabble.
Kiedy nie mam niczego do roboty leżę na łóżku i wspominam najbardziej błahe wydarzenia z przeszłości, czuję, że moja pamięć pracuje i mnie nie zdradza.

 

Piotr Wojciechowski

 

KLOSZARD, PROROK, CWANIURA

 

wojciechowski    Dla potrzeb mojego laptopa z grubsza przetłumaczyłem parę nazw internetowych. Twitter to u mnie ćwierkun, Facebook to gęboksięga, a You Tube to Ty Rura. O  ćwierkunie i gęboksiędze nic nie powiem, bo nie ma kiedy ich używać, chęci też brak. Za to na Ty Rurze czasem się coś znajdzie. Ostatnio posłuchałem radiowych wiadomości o konferencji, jaka obradowała w Bydgoszczy, poszukałem na Ty Rurze i znalazłem. 9 godzin, 21 minut i 1 sekunda nagrania, można posłuchać i zobaczyć, jak twórcy, naukowcy, urzędnicy państwowi, prawnicy radzą razem nad statusem prawnym i społecznym artysty. Tytuł sympozjum, jednego z serii państwowo społecznych sympozjonów „Artysta profesjonalny na rynku pracy – definicje, narzędzia, uprawnienia.

  Krystyna Habrat

 

KARTOFLANE PLACKI W MAŁYM BARZE NAD RZEKĄ

 

  Jak to bywa  pod koniec listopada, z rana sobota zapowiadała się pogodnie. Świeciło słońce, wszystko wokół jaśniało. Jednak koło południa niebo zasnuło się chmurami. Zanim po skończeniu tygodniowych porządków w domu mogliśmy z mężem wyjść, już się ochłodziło. Ale  tak rzadko teraz wychodzimy. Zażyłam nawet tabletkę, żeby ból w plecach mi nie  dokuczał na spacerze.

  W parku jeszcze tu i tam żółciły się pojedyncze drzewa. Niektóre niczym cytryna, inne   jak przyrdzewiała pomarańcza. Tylko  młode sosny i cyprysy trwały niewzruszone w swej ciemnej zieleni.