Jacek Bocheński - Kwilenie

Jacek BocheńskiJeszcze się spotkamy. Mam na myśli tego licealistę, który kilka lat temu w Serocku zapytał mnie o transhumanizm, a ja zapytałem, co to jest. Mam na myśli studentów doktora Mizery siedzących w Zakopanem z plecakami, notesami i pospolitym uzbrojeniem elektronicznym, niektórych w pozycji lotosu lub kucznej. Wszyscy się jeszcze spotkamy. Przepraszam, że to tak długo trwa i nasza najważniejsza rozmowa o przyszłości świata ciągle się odwleka. Powiem więcej. Znów się odwlecze, i to poważnie, tym razem co najmniej do przyszłego blogu, może Blogu Trzeciego, bo Drugi właśnie się kończy i w nim już spotykać się nie zdążymy. Ale młodzież nie ma na ogół pretensji o takie nieporządki, o dowolność, nieregularność, chaos czasów i sposobów bycia. Liczę na młodzież.

 

 

 

Krystyna Habrat

 TO COŚ, CO UŁATWIA  NAM  ŻYCIE

 

Kiedyś wykwintne maniery miały wskazywać  na  przynależność jakiejś osoby do  wyższej sfery. Wszyscy starali znać się na  niuansach dobrego wychowania i bali się jak ognia popełnić gafy. Od małego wpajano dziecku rozmaite  wyróżniki, mogące świadczyć, że jest kimś lepszym od innych, że pochodzi z...

 Nie szkodzi, że hrabina za nic miała tych niżej urodzonych, co łaskawie odkupywała filantropią, że bywała nieszczera i zakłamana w kontaktach towarzyskich ...  Widać to w opisach gierek salonowych w starych powieściach np. "Lalce", czy "W poszukiwaniu straconego czasu”.  

 

Jerzy Stasiewicz - dwa felietony

 

Nienawykły jestem do czeskiego spokoju

Stasiewicz Jerzy          Nienawykły jestem do czeskiego spokoju. W Broumovie czas płynie wolniej. Spacer z Krinic do drewnianego kościoła tego przykładem. Ludzie idą środkiem ulicy. Samochód potrafi się zatrzymać, poczekać .Nikt nie używa klaksonu. Nie tak jak w Polsce. Mógłbym mieszkać w Czechach.

            Stary przewodnik na cmentarzu, oparty o balustradę wyczekał na ostatniego poetę. Dał czas na skonsolidowanie grupy. I dopiero rozpoczął opowieść o historii miasta , posiłkując się gotyckimi tablicami na drewnianych ścianach świątyni.

Jacek Bocheński - Artykuł

 

Jacek BocheńskiCoś niesłychanego! Tak jak było na początku. Napisała Justyna E. Dąbrowska! Jednak nie do mnie, jak wtedy, wiosną, w roku 2015. Napisała o mnie. Teraz dopiero odkryłem, gdy przypadkiem trafiłem na informację bibliograficzną i wydawnictwo uniwersyteckie: ANNALES UNIVERSITATIS MARIAE CURIE-SKIŁODOWSKA - LUBLIN - POLONIA. VOL.XXXIII, SECTIO FF, 2015. Pod nazwiskiem Justyna E. Dąbrowska na trzynastu stronach praca: "Szkic o kobiecości w trylogii antycznej Jacka Bocheńskiego". Napisała zatem o mnie i kobietach. Też wtedy, na początku. Bo jest data. 2015.

 

Piotr Wojciechowski

na Biesiadę Literacką 27 lutego

 

PIĘTRO, NA KTÓRYM JEST POSPRZĄTANE

 

wojciechowski      Czytam wieczorami mojej żonie powieść Karola Dickensa „Samotnia” (Bleak House). Nie jest to najlepsza jego powieść, chwilami daje się wyczuć, że goni za wierszówką. Nam te rozwlekłości nie szkodzą, a lektura dobrze robi. Dickens pozwala nam spojrzeć z perspektywy pierwszej połowy XIX wieku w Anglii na sprawy polskie początku XXI wieku. Osobliwą, pogłębiającą aktualność cechą tej prozy, jest odsłonięcie kulis brytyjskich sądów i światka adwokatury. Tak więc, to jest dla nas ucieczka w lektury, ale bez ucieczki od rzeczywistości. Nawet jeśli kapitalizm dawny i dzisiejszy różnią się – natura ludzka pozostaje tak sama. W tamtej Anglii kapitalizm osiągnął już dojrzałość, przeniknął w głąb feudalnych struktur, przemienił prawa i obyczaje. W dzisiejszej Polsce mamy kapitalizm naznaczony potęgą organizacji finansowych, wszechobecnością mediów. Rządzą w nim korporacje o światowym zasięgu, ale to jest ten sam kapitalizm. Nadal ma środki, aby promować swoje wartości – sukces, bogactwo, karierę, skuteczność, prestiż przedsiębiorstwa. Dlatego żyjącym w kapitalizmie trzeba odwagi i wysiłku, aby rozpoznać, czy nawet praktykować inne wartości, kierować się ku pięknu, prawdzie, wolności, pokojowi. Na płaszczyźnie osobistych wyborów moralnych w podobnej sytuacji jawią się wartościami cnoty ewangeliczne ukazywane przez chrześcijaństwo. Niejednemu jeszcze trudniej uznać za wartość także naród. Dla wielu przestraszonych aktualnym zgiełkiem medialnym naród stał się antywartością.

Jacek Bocheński - Kwilenie

 

Jacek BocheńskiJeszcze się spotkamy. Mam na myśli tego licealistę, który kilka lat temu w Serocku zapytał mnie o transhumanizm, a ja zapytałem, co to jest. Mam na myśli studentów doktora Mizery siedzących w Zakopanem z plecakami, notesami i pospolitym uzbrojeniem elektronicznym, niektórych w pozycji lotosu lub kucznej. Wszyscy się jeszcze spotkamy. Przepraszam, że to tak długo trwa i nasza najważniejsza rozmowa o przyszłości świata ciągle się odwleka. Powiem więcej. Znów się odwlecze, i to poważnie, tym razem co najmniej do przyszłego blogu, może Blogu Trzeciego, bo Drugi właśnie się kończy i w nim już spotykać się nie zdążymy. Ale młodzież nie ma na ogół pretensji o takie nieporządki, o dowolność, nieregularność, chaos czasów i sposobów bycia. Liczę na młodzież.

 

SŁAWOMIR MAJEWSKI

CHOLERNIE PROSTA SPRAWA

czyli

Wszystkie nasze mroczne...

Fragmenty

wszystkie nasze

 

(...) Tak... takie wspominki mógłbym snuć do usranej śmierci... Wlecze się za mną to gówno peerelu jak niewidzialna pępowina która mnie łączy bardziej z wczoraj niż z tudej. Jasne, trzeba z żywymi naprzód ale nie każdemu się ta sztuka udaje, panie ładny. Mnie się nie udaje, zawsze jakieś coś mi przypomni albo po grani, po grani, naznaczeni, potępieni i sprzedani albo ten jego tekst z Kasandry, że są ludy co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia... Jezu nazareński, jak to się stało że Jacek wydał Tunel akurat w Tower Press? Nie wiedział że Myszk był agentem? Kaczmar wydający swoje teksty u esbeka, czy to nie rechot losu? Mówią że to dlatego, że się kolegował z Antkiem który wtedy pracował u Myszka a poza tym ten rak przełyku, wiara czyni cuda a oni poza książkami handlowali vilcacorą, za niezłą kasę wciskając ludziom kit że zioło uzdrawia jak sam Jezus a wiadomo że człowiek w obliczu śmierci uwierzy w leczniczą moc nawet psiego gówna, nie? Kaczmar u Myszka... A kto wtedy na sto procent wiedział who is who? To nasz, pewny człowiek. He he, nasz, nasz. Albo ichni.