Piotr Wojciechowski

Biesiada Literacka w SPP, w maju 2017

 

KSIĘGA ŚWIATA czyli

MISTRZOWIE NASZEGO DIALOGU

 

Piotr Wojciechowski    Motto:     We współczesnej sztuce istotne staje się zachowanie tego, co oryginalne i artystyczne, a co integralnie łączy się z osobowością artysty. Głoszono już w dwudziestym wieku „śmierć autora” – na szczęście bezskutecznie. Kultura wysoka zawsze powinna podkreślać ów humanistyczny wymiar dzieła jako tekstu określonego autora, który odciska w nim swoje niepowtarzalne „ja”. Nawet jeśli sięga się po takie kluczowe tematy utrwalone w kulturze, jak pasja czy credo, jak temat przemijania czy śmierci, „sygnuje się” te tematy swoim imieniem i nazwiskiem. 

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich Ostatnia defilada (17)

 

smalewski2Z dzienno-nocnika: 22 września – sobota

Moimi obawami dotyczącymi Żydów podzieliłem się z dyrektorem Wydziału Spraw Obywatelskich UW. Spotkałem go przypadkowo, gdy podjechałem pod Wojewódzki Sztab Wojskowy, by zawieźć pułkownikowi Nawarze pocztę od naszego komendanta. Dyrektor sam sprowokował temat, bo od razu zapytał, czy jestem na bieżąco w tym, co pokazuje telewizja. Nawet nie spodziewałem się, że zareaguje tak nerwowo. – Wie pan, panie pułkowniku, jak nie lubię Żydów! Oczywiście. Ma się rozumieć, że ruszając Żydów, Wałęsa popełnił błąd. Na szczęście ktoś mu dobrze doradził i szybko się z tego wycofał. Przecież on nie musi prowadzić z nimi otwartej walki, to znaczy kampanii antyżydowskiej. Rozumie pan? – spojrzał mi w oczy. – Jeśli Wałęsa wygra wybory, zmieni rząd, a w nim, po prostu braknie miejsca dla Żydów.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (16)

 

smalewski2Z noco-dziennika: W poniedziałek 3 września (po 21.15)

Rozpoczął się rok szkolny. Nasza Oleńka po raz pierwszy była w przedszkolu. To blisko, zaraz za naszym przydomowym parkiem z topolami. Zaprowadziłem ją o 7.40, dzieląc obawy żony, że nie będzie chciała chodzić. Powędrowała tam jednak ochoczo. Była grzeczna i wróciła szczęśliwa.

Obawiając się o akceptację przedszkola przez dziecko, chyba przeżywałem to bardziej od niej, odświeżając w pamięci swoje niemiłe wspomnienia, gdy to ja byłem dzieckiem.

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (15)

smalewski2Z noco-dziennika: 29. 08. 1990 r. (21.45)

 

Po trzynastej dzwonię na plebanię, że mam gotowe zaproszenia. Prałat prosi o małą zwłokę, ma gości z kurii biskupiej. O 14.30 proszę komisarza Pisarskiego, by przysłał po mnie radiowóz. Ksiądz prałat odprowadza mnie do wyjścia. - A wie pan co? Jakbyśmy tak obaj złożyli wizytę wojewodzie i wręczyli mu zaproszenie? Radiowozu jeszcze nie ma. Zresztą przyjedzie, to parę minut zaczeka.

Krystyna Habrat

NASZE MAŁE, KOCHANE, SZCZĘŚCIE

Krystyna Habrat  Przeczytałam książkę, o której ostatnio głośno: "HYGGE. Klucz do szczęścia". Już na okładce jest informacja, że jej autor Meik Wiking jest dyrektorem Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze.

  Czy u nas słyszy się o podobnym instytucie? Może tak zdefiniowany już w nazwie to chyba dla przeciętnego zjadacza chleba raczej nieznany, ale słyszy się o różnych badaniach z tym związanych, o terapiach i mamy słynne dzieło filozoficzne Władysława Tatarkiewicza "O szczęściu" (nie wspominając już o różnych teoriach szczęścia w jego "Historii filozofii") . Ale na mojej półce stoi obok tej druga książka: "O szczęściu",  tylko  Andrzeja Banacha. Obie przestudiowałam kiedyś sumiennie, lecz od lat już rzadko do nich sięgam. Dlaczego? Zwykle miałam na głowie dużo ważniejszych spraw niż poświęcanie się pielęgnowaniu szczęścia.

Krystyna Habrat

 

KIEDY  SŁOWA ODWRACAJĄ SIĘ NA OPAK

 

Krystyna HabratTego dnia było jakoś inaczej.

Otworzyła mu jak zwykle  Irmina, uśmiechnięta, czarująca, ale na jego spoważniała. Nie  stała też za nią jej cała w uśmiechach mama. Zza  na wpół otwartych drzwi stołowego pokoju dobiegał  radosny gwar.  Spojrzał bezradnie na bukiety, jakimi był obładowany, dla Iny i jej mamy. Nie po jego myśli  było dziś to  zamieszanie.

- Mamy  brydża! -szepnęła, biorąc z  jego rąk żonkile.

Rozejrzał się bezradnie, gdzie powiesić kurtkę, bo  wieszak  był szczelnie zapchany. Wcisnął ją tam   byle jak, nie   dostrzegając, że  czapka spadała  na  podłogę.

Z kuchni wyjrzała mama Inki.  Uśmiechnięta, zaaferowana. 

Jan Stanisław Smalewski

 

Ich ostatnia defilada (14)

smalewski2Z noco-dziennika: 23. 08. 1990 r. (22.45)

Pogoda zepsuła się. Przez Legnicę przeszła burza z deszczem i rozpadało się; momentami obficie. Wieje też silny wiatr.

Dzisiaj powiadomiłem telefonicznie komisarza Pisarskiego o ustaleniach z księdzem prałatem, umówiliśmy się na piątek. List do kardynała Gulbinowicza napisałem dopiero teraz, po 22.00.

Niemal całe dopołudnie zeszło mi na stadionie i w klubie garnizonowym na Bielańskiej. Odbyliśmy z całym stanem osobowym Ośrodka próbę generalną do promocji. Dograłem szczegóły związane z dekoracją, nagłośnieniem i przygotowaniem klubu garnizonowego. Zredagowałem też dla komendanta treść wystąpienia otwierającego promocję i powitania gości.