Krystyna Habrat.

 

PATRZĄC W OBŁOKI

 

Krystyna Habrat  Właśnie wróciłam z letniska.

  Kiedyś tak się nazywało  spędzanie lata w miejscowości wypoczynkowej.

  Wyjeżdżało się z pościelą i prowiantem. Znałam to ze zdjęć w starym albumie. Kąpano się w pobliskiej rzece, zbierano grzyby w lesie nieopodal, a wieczorami panowie zasiadali do kart na wolnym powietrzu. Kostiumy kąpielowe pań zakrywały więcej niż te teraz na ulicy. Panie pozowały w nich do zdjęć, stojąc onieśmielone rzędem z rękami na ramionach poprzedniczki. Oblegano rozłożyste drzewo, na którego konarach można było siedzieć i leżeć a nawet poromansować. Tamta miejscowość nazywała się: Irena. Jak później poznana przez mojego tatę  mama. Ale to on tam jeździł jako chłopak, potem kawaler, z rodziną.  Chciałam odnaleźć to miejsce po latach. Nic nie przypominało obrazów z tamtych zdjęć. Może dlatego, że nie wysiadłam nawet z samochodu. Może tylko las sosnowy, może rzeka, ale te wszędzie podobne.

Krystyna Habrat

 

NIEDOSYT

 

Krystyna Habrat  Czytam  grubą książkę z wywiadami ze sławnymi ludźmi. W tym wypadku, a chodzi o nasz kraj, są to najczęściej aktorki i aktorzy. Nie, żeby autor takich uważał za tych najsławniejszych, ale on pośród takich się obracał. Jego nazwiska ani tytułu książki nie podaję, bo to nie recenzja, a luźne refleksje na jej marginesie i choć jestem nastawiona pozytywnie, nie chciałabym przypadkiem kogoś może urazić.

  Książkę otrzymałam od autora, ale trochę zwlekałam z czytaniem. Prawie nie czytuję wywiadów z gwiazdami odkąd przed laty w popularnym tygodniku znalazłam pytanie: "A jaki kolor pani lubi?" Tu podobnych banałów na szczęście nie ma, a  w miarę czytania ludzie i świat  przedstawiony coraz bardziej mnie wciągał.

Piotr Wojciechowski  

 

Wczoraj, we wtorek 27 czerwca przeczytałem na Biesiadzie Literackiej w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich tekst kolejnego felietonu. Wśród słuchaczy byli i tacy, którzy mieli zastrzeżenia co do treści. Chciałbym, aby wywiązała się jakaś rozmowa wokół tego tekstu, dlatego będę go jeszcze przypominał gdzie mogę w czerwcu i lipcu 2017. Potem przyjdą sprawy następne.

 

INTELIGENCJA WCIĄŻ ISTNIEJE

 

Piotr Wojciechowski  Jakie bywają źródła autorytetu?

Doświadczenie przeżytych lat, zdobyta wiedza i mistrzostwo w jakimś kunszcie to prastare i powszechne źródła. Zgodnie z tradycją miejsce w hierarchii społecznej także daje autorytet, istnieje też tradycja sprzeciwu wobec autorytetów hierarchicznych.

   A ponadto w całym obszarze chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego fenomen autorytetu wiąże się z aktem ofiary -   dokonanym lub potencjalnym. Identyczność Boga Wszechmogącego z Bogiem cierpiącym i solidarnym tworzy kulturową przestrzeń, w której ojciec, wódz, kapłan, lider, wieszcz, są wysłuchiwani nie tylko ze względu na to, co głoszą – również dlatego, że w imię głoszonych argumentów cierpieli, ryzykowali, albo można o nich domniemać, że gotowi są cierpieć, ryzykować, ginąć.

Andrzej Walter

 

Intelektualisto – bądź zdrów i uwierz w PZPR

w odpowiedzi Piotrowi Wojciechowskiemu

 

Andrzej Walter   Pan Piotr Wojciechowski raczy nas tekstem – próbą, tekstem, zarzewiem (polemiki?), tekstem ponoć kontrowersyjnym ku wywołaniu dyskusji oraz podjęcia dialogu. Dość mętnie i zawile tłumaczy nam role społeczne: a to autorytetów, a to inteligencji, a to języka przestrzeni medialnej. Właściwie stawia tam kilka tez, choć jedna jest zasadnicza, powołana do istnienie w tytule (oraz nie dość dostatecznie dowiedziona) – inteligencja wciąż istnieje. Szkoda, że w banale tego stwierdzenia nie da się doszukać doprecyzowania właściwego stanowi świadomości – owszem, inteligencja istnieje, jednak wielce przerzedzona, zdewastowana, wykruszona i mocno okrojona. Gdyż nie ma inteligencji bez czytelnictwa, lektur oraz książki. Tę nieczytającą „inteligencję” nie możemy nazywać inteligencją – możemy jedynie nazwać ją (nikogo nie obrażając) „wykształconą klasą średnią”. I to jest ta „polska specyfika”.

STANISŁAW GRABOWSKI

 

STOLICZEK I POLNE MYSZY

 

grabowski stanislaw2            Czterdziestolecie istnienia obchodzi w tym roku wielka dzielnica warszawska – Ursynów. To dzielnica, która najbardziej zmieniła się w ostatnich dziesiątkach lat, najwięcej włożono w jej infrastrukturę, w instytucje kulturalne i inne, doprawdy, ogrom pracy dziesiątków tysięcy ludzi musiał dać efekty. Dziś to dzielnica prestiżowa, wielu chciałoby tu zamieszkać, a nęci nie tylko metro, którym można bez trudu dojechać w każde miejsce na Ursynowie. Warto także pamiętać, że patronem Ursynowa jest pisarz, poeta, adiutant Tadeusza Kościuszki, więzień Katarzyny Wielkiej, poseł na Sejm Czteroletni czyli Julian Ursyn Niemcewicz. Od jego imienia dzielnica wzięła nazwę. Pisarz patronem dzielnicy czy miasta to rzadkość.

            Pierwszy mieszkaniec zamieszkał na Ursynowie w styczniu 1977 roku, podobno, choć są tacy, którzy twierdzą, że kilka lat wcześniej. W każdym razie ja w czerwcu 1977 roku później zdecydowałem się na przeprowadzkę z Grochowa do dzielnicy, której nie znałem. Bo było to raczej niemożliwe.

Jan Stanisław Smalewski

Ich Ostatnia defilada (18)

 

smalewski2Z dziennika: 9. 10. - wtorek (po 21.45)

Około południa znalazłem czas, by zadzwonić do księdza prałata. Należała mu się informacja o moim powrocie z urlopu i gratulacje z tytułu wyznaczenia go przez kardynała na duszpasterza wojskowego. Umówiliśmy się na plebanii o 16.00.

Przekonsultowałem z komendantem treść pisma gratulacyjnego i po jego wykonaniu, zaniosłem mu do parafowania.

Krystyna Habrat

 

SZKODA MI TAMTYCH KSIĄŻEK

 

Krystyna Habrat    W wydanej w maju 2004 roku książce autobiograficznej Jana Pawła II, przeczytałam, że  kiedy otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa, był akurat z młodzieżą na spływie kajakowym.

Jeszcze nie wiedział, po co został wezwany, ale  od razu  wyruszył stawić się na wezwanie. Połączenie miał kiepskie, więc spędził w podróży  całą noc. Ale w pociągu czytał sobie "Starego człowieka i morze" - Hemingwaya.