Jacek Bocheński - Kwilenie

 

Jacek BocheńskiJeszcze się spotkamy. Mam na myśli tego licealistę, który kilka lat temu w Serocku zapytał mnie o transhumanizm, a ja zapytałem, co to jest. Mam na myśli studentów doktora Mizery siedzących w Zakopanem z plecakami, notesami i pospolitym uzbrojeniem elektronicznym, niektórych w pozycji lotosu lub kucznej. Wszyscy się jeszcze spotkamy. Przepraszam, że to tak długo trwa i nasza najważniejsza rozmowa o przyszłości świata ciągle się odwleka. Powiem więcej. Znów się odwlecze, i to poważnie, tym razem co najmniej do przyszłego blogu, może Blogu Trzeciego, bo Drugi właśnie się kończy i w nim już spotykać się nie zdążymy. Ale młodzież nie ma na ogół pretensji o takie nieporządki, o dowolność, nieregularność, chaos czasów i sposobów bycia. Liczę na młodzież.

 

SŁAWOMIR MAJEWSKI

CHOLERNIE PROSTA SPRAWA

czyli

Wszystkie nasze mroczne...

Fragmenty

wszystkie nasze

 

(...) Tak... takie wspominki mógłbym snuć do usranej śmierci... Wlecze się za mną to gówno peerelu jak niewidzialna pępowina która mnie łączy bardziej z wczoraj niż z tudej. Jasne, trzeba z żywymi naprzód ale nie każdemu się ta sztuka udaje, panie ładny. Mnie się nie udaje, zawsze jakieś coś mi przypomni albo po grani, po grani, naznaczeni, potępieni i sprzedani albo ten jego tekst z Kasandry, że są ludy co dojrzały do śmierci z rąk ludów niedojrzałych do życia... Jezu nazareński, jak to się stało że Jacek wydał Tunel akurat w Tower Press? Nie wiedział że Myszk był agentem? Kaczmar wydający swoje teksty u esbeka, czy to nie rechot losu? Mówią że to dlatego, że się kolegował z Antkiem który wtedy pracował u Myszka a poza tym ten rak przełyku, wiara czyni cuda a oni poza książkami handlowali vilcacorą, za niezłą kasę wciskając ludziom kit że zioło uzdrawia jak sam Jezus a wiadomo że człowiek w obliczu śmierci uwierzy w leczniczą moc nawet psiego gówna, nie? Kaczmar u Myszka... A kto wtedy na sto procent wiedział who is who? To nasz, pewny człowiek. He he, nasz, nasz. Albo ichni.

 

Krystyna Habrat

 

 JEDNO Z NOWOROCZNYCH ŻYCZEŃ

 

   Jak ten czas ucieka! Dopiero co składaliśmy sobie nawzajem życzenia przy łamaniu się opłatkiem, potem - noworoczne. A tu dzień coraz dłuższy, nadchodzi Tłusty Czwartek z pączkami, którymi wszyscy się wtedy ochoczo objadają, i… już koniec karnawału. Przyjdzie post, przedwiosenna szarość i roztopy, ale też wreszcie  wiosna.

   Będziemy znów cieszyć się   zielenią i pierwszymi kwiatami. Zapomnimy o składanych życzeniach i postanowieniach podejmowanych z Nowym Rokiem.  

 

Piotr Wojciechowski

 na Biesiadę Literacką 30 stycznia 2018

 

 WOLNOŚĆ W SOSIE TATARSKIM

 

wojciechowski       Aby móc pracować, trzeba umieć wyrzucać zbędne papiery. Ktoś, kto pisze, w naturalny sposób przyciąga do siebie książki, czasopisma, pliki komputerowych wydruków, listy, pamiątkowe zaproszenia. To wszystko grozi mu zaduszeniem, dlatego  trzeba przekopywać, selekcjonować i wyrzucać. W tym trudzie natrafiłem ostatnio na plik gazet sprzed dziesięciu lat. Chciałem wyrzucić i zatrzymałem się. To były przeważnie egzemplarze dodatku „Europa” wydawanego w cyklu tygodniowym przez gazetę o tytule „Dziennik”. Obszerne artykuły i wywiady wydały mi się nie tylko przedziwnie aktualne, miałem również wrażenie, że są głębsze od tych współczesnych, pisane spokojniej, na niezłym poziomie. Dużo o relacji między Polską a Europą, dużo o sprawach wewnętrznych.

 

Jolanta Zarębska

 

Radosna miesięcznica – jak to z Wirtajkami było

 

w    Dawno, dawno temu – a właśnie że nie! Bardzo niedawno, bo 15 listopada 2017 roku niejaka Alen Dagam odzywa się na forum dyskusyjnym do społeczności Portalu Pisarskiego tymi słowami:

 Drodzy mistrzowie słowa.

Gwiazdka się zbliża i myśląc o prezencie dla mojego siostrzeńca, wpadłam na pomysł napisania dla niego czegoś bajecznego (ma prawie 5 lat i ostatnio lubi baśnie o księżniczkach itp.). Ponieważ jednak pisać dopiero się uczę, a bajek dla dzieci nigdy nie pisałam, mój pomysł ewoluował. Może by tak poprosić o pomoc pisarzy z portalu, albo wyszukać coś stosownego w dziale "Dla dzieci i młodzieży"? Dzisiaj zastanawiałam się jednak trochę więcej i pomysł znowu się troszkę rozwinął.

 

Mikołaj Melanowicz

 

Kompleks koreański

 

melanowicz  Kompleks koreański (The Korean Complex) – to tytuł referatu poświęconego japońskim pisarzom pochodzenia koreańskiego, wygłoszonego podczas konferencji w Seulu w 1982 roku. Taki wieloznaczny tytuł eseju przyszedł mi na myśl w czasie czytania powieści Koreańczyków mieszkających w Japonii i  piszących po japońsku. Wówczas spostrzegłem, że zarówno Ri Kaisei (koreańskie czytanie nazwiska: Li  Hoe-song, ur. 1935 ) czy Kim Dalsu (1920-1997), jak i wielu innych Koreańczyków w Japonii nie potrafi myśleć i pisać o czymkolwiek innym niż o sprawach związanych z ich dawnym krajem rodzinnym, to znaczy z Koreą. Mieszkając w Japonii, często od urodzenia, jedni każą swoim powieściowym bohaterom myśleć o Korei Południowej, a drudzy - o Korei Północnej. Ich intelekt i wyobraźnia wciąż znajdują się pod silnym wpływem zwyczajów związanych z pojęciem „Korea”. W ich podświadomości najwięcej przestrzeni wciąż zajmują żale i urazy spowodowane poczuciem niesprawiedliwości losu. I nawet jeśli bohaterom nieźle się powodzi pośród Japończyków, pragną jednak być wśród „swoich”, wśród ziomków. I to ustawiczne pragnienie powrotu do ich starej ziemi sprawia im ból, Jedni opuszczają Japonię i udają się do Seulu w okresie okupacji  (Kim Dalsu w   Kōei no machi – Miasto potomka, 1948, czy w Genkainada – nazwa zatoki w pobliżu Fukuoki, 1954), a drudzy próbują związać się ze „swoimi”, z  ziomkami myślącymi o ziemi przodków i trafiają do organizacji „pro-północnej”, czyli infiltrowanej przez komunistów z KRLD, i tracą niezależność (Ri Kaisei w Yakusoku no tochi – Ziemia obiecana, 1973). Jedni i drudzy, tzn. spoglądający w stronę stolic symbolizujących podzielony kraj, tzn. Seulu lub Pjongjangu, żyją w emocjonalnej niestabilności, Cierpią na kompleks niższej wartości, w poczuciu niepewności i lęków, jak również nieokreślonych nadziei, które stały się źródłem siły ich literackiej ekspresji. Przeżywają stan ducha, który może mieć cechy zbiorowego poczucia opresji i osamotnienia, zwanego HAN (zapisywanego znakiem chińskim恨) w kulturoznawstwie koreańskim。

 

  Krystyna Habrat

 

COŚ DLA LUDZI, DLA LUDZI!

 

  Lubię oglądać w TV filmy o podróżach kulinarnych Roberta Makłowicza. Nie dlatego, że lubię gotować, bo kucharzę raczej z obowiązku w myśl zasady mojej mamy, że "Mus od niechcenia o trzy lata starszy!". Za to bardzo lubię poznawać inne kraje, inne krajobrazy, innych ludzi z ich obyczajami i codziennością przejawiającą się w tym, jak spędzają czas wolny,  co jedzą, jak się bawią, i tego w programach o podróżach szukam..