Dariusz Tomasz Lebioda - AXIS MUNDII

 

Rozmyślania o „Widzeniu” Adama Mickiewicza

 

 

 

 

            W latach 1835–1836 Adam Mickiewicz przebywał w Paryżu, gdzie pędził ubogie i zmienne w koleje losów życie emigranta. Dopiero co miały miejsce znaczące dla niego wydarzenia – napisanie i opublikowanie Pana Tadeusza, ostatniego wielkiego dzieła, oraz ślub z Celiną Szymanowską[1]. Zdawać by się mogło, że teraz zacznie się już stabilizacja, która zaowocuje nowymi wspaniałymi utworami. Tymczasem właśnie wtedy pojawił się zdumiewający bezdech liryczny autora Dziadów, który jest jedną z nierozwikłanych zagadek biograficznych w mickiewiczologii.[2] Różnorakie bywają tutaj interpretacje i pomysły, a najczęściej wskazuje się na kłopoty materialne, depesje i nieustające swary w kręgach emigracyjnych, ale też i na trudności związane z rosnącą sławą oraz chęcią jej sprostania. Spory rodaków, przebywających za granicą, boleśnie dotykały poetę i dał on temu wyraz w dwóch bajkach politycznych: Tchórz na wyborach[3] i Trójka koni[4], a potem podsumował to w liście do Hieronima Kajsiewicza: Co się dzieje w emigracji, lepiej zapewne wiecie ode mnie, tak mało widzę ludzi mających stosunki z publicznym życiem. Słychać tylko, że się ciągle kłócą.[5] Mickiewicz jest jednym z najbardziej wizyjnych poetów polskich, a ogrom i rozległość jego projekcji widać przede wszystkim w Dziadach i Sonetach krymskich oraz w wierszach okresu drezdeńskiego. Gdyby chcieć jednakże wybrać najbardziej ekscytujący w tym względzie utwór, to zapewne należałoby wskazać wiersz z okresu paryskiego pt. Widzenie. Jest w nim rozmach i zdumiewająca trafność określeń, blask ostatecznie powoływanego słowa, a do tego aura tajemnicy eschatologicznej i kosmogonicznej, przedwiecznego procesu, który rozegrał się u początku istnienia i stale się powtarza we wszechświecie i w personalistycznych kosmosach jednostek nadwrażliwych. Człowiek obcuje stale z tajemnicami, które przekraczają możliwości jego percepcji i dziewiętnaste stulecie było w tym względzie czasem odkryć, ale też i coraz większej świadomości, że dają one określoną wiedzę o strukturach świata. Natychmiast też mnożą nowe wątpliwości, odsłaniają jeszcze szerszy obszar rzeczywistości tajemnej, uświęconej magią barw i wymiarów, zdumiewających przestrzeni, które napierają na siebie i na obserwatora, budzą lęk i podziw dla ich majestatu. W poezji wprawdzie brzmi ta sama muzyka sfer od czasów Pitagorasa – pisze Marta Piwińska – ale po Koperniku inaczej wyobraźnia widzi centrum uniwersum i miejsce Ziemi, inaczej poeci chrześcijańscy dają wyraz fizycznym i metafizycznym uzasadnieniom swego bytu w obrazach kosmosu i nieba, zwykle nocnego. Boga w centrum systemu heliocentrycznego umieszczali matematycy, fizycy i astronomowie, za nimi poeci w wieku XVI i XVII; w XVIII stuleciu to się komplikowało między innymi ze względu na postęp techniczny w optyce, dzięki któremu można było szlifować lepsze szkła do teleskopów. Pozwoliło to dokonać wielu odkryć, które zakłócały piękny ład kosmosu, takich jak gwiazdy nowe i gwiazdy niestałe, oraz śledzić bieg komet, a komety zawsze były rodzajem skandalu w porządku kosmicznym, także dla astronomów. Ta wiedza z pewnym trudem poddawała się ogólnej interpretacji, niepokój budziło zwłaszcza odkrycie, że cały wszechświat biegnie w jedną stronę. W poezji związało to pięknie wizję kosmosu z romantyczna ideą Podróży oraz pytaniem o jej cel bądź brak celu, bo nauki przyrodnicze określały tylko kierunek. Idea życia, wprowadzona z nowej biologii do historii oraz do fizyki, geologii i astronomii, kazała z kolei pytać o narodziny, młodość, śmierć i sens bytu ogólnie wszystkiego, czyli o miejsce narodów, Ziemi oraz całego wszechświata, o jego początek i koniec.[6] Miało to też związek z szeregiem odgałęzień przestrzeni tajemniczych, zapadni i pułapek, groźnych zamczysk i cmentarzy, ledwie oświetlonych martwym światłem księżyca – łączyło się z wyczuciem kosmicznego oparu, snującego się pośród ziemskich zakamarków, jam, pieczar i pochłanianych przez ziemię monumentów, grobowców, nagrobków.

Widzenie Mickiewicza inicjuje gwałtowny dźwięk, który uderza, ma określoną dynamikę i siłę. Może to być okrzyk, jakiś wysoki ton instrumentu lub wyrazisty śpiew, każde brzmienie, które dramatycznie zakłóca ciszę. Poeta być może kontemplował ją, albo pogrążał się w filozoficznej zadumie, może doświadczał ekstazy, jakiegoś mistycznego zespolenia z naturą, a potem został gwałtownie wyrwany ze statyczności:

 

Dźwięk mię uderzył – nagle moje ciało,

Jak ów kwiat polny, otoczony puchem,

Prysło, zerwane anioła podmuchem,

I ziarno duszy nagie pozostało.[7]

 

Wysoki dźwięk zawsze coś w świecie ludzkim oznacza, bywa znakiem rozpoczęcia walki i przelewania krwi, inicjuje polowanie i dramaturgiczny szczyt oratorium, finał pieśni pogrzebowej lub symfonii. Może też być sygnałem oznaczającym zbliżanie się jakiegoś niebezpieczeństwa, informacją o bliskiej zmianie w   s y s t e m i e   i jej konsekwencjach. Za każdym razem mamy do czynienia z niespotykaną siłą słowa, o której tak pisze Czesław Zgorzelski: A cóż powiedzieć moglibyśmy o gospodarce słowem w sztuce lirycznej Mickiewicza, o wyzyskiwaniu takiego lub innego typu powiązań składniowych, o wygładzaniu lub spiętrzaniu przepływających przez utwór fal wiersza – mowy, wiązanej siłą zdania, siłą metrum i rytmu, siłą czynników intonacyjnych, podnoszeniem lub obniżaniem tonu? Cóż powiedzieć moglibyśmy o wykorzystaniu wzajemnych kolizji – czy zbieżności – tych różnie ukształtowanych fal; o wszystkich efektach, jakie artysta wygrywa z wewnętrznej dynamiki obranej przez się struktury językowej?[8] Pytania Zgorzelskiego są zarazem wskazaniami efektywności użytego przez poetę słowa, które dorównuje sile efektów dźwiękowych w kreowanym świecie. Wszelkie gwałtowne zmiany w przyrodzie, takie jak uderzeniu pioruna, nadejście sztormu, pękanie wielkich gładzi lodowych, wybuch wulkanu czy uderzenie meteorytu, związane są z intensywnym dźwiękiem. Tak jest też w tym wierszu, gdzie wszystko zaczyna się od ustalenia dualizmu zdarzeń i odczuć – jest podmiot utworu i jest zewnętrzność, która wdziera się nagle do jego świata, właśnie jak trzaśnięcie gromu, jak pojawienie się w mroku błyskawicy. Uderzenie tego dźwięku jest tak gwałtowne, że zmienia właściwości świata i natychmiast kosmizuje byt. Według Zbigniewa Sudolskiego, opierającego wywód na ustaleniach Juliusza Kleinera, „Widzenie” zawiera opis jakby ekstazy mistycznej, znacznie bardziej przejmującej od widzenia Ewy czy Księdza Piotra. Kleiner słusznie podkreślał, iż jesteśmy tutaj świadkami dematerializacji, jak w stanach mistycznych, oddanej za pomocą lotu i opisu doznania światłości najwyższej, symptomu boskości.[9] Ciało podmiotu pryska jak dmuchawiec i pozostaje nagie ziarno duszy. Ta śmierć powłoki cielesnej ma swoje umotywowanie w logice następujących po sobie zdarzeń i jest natychmiastowym przejściem w inny wymiar egzystencji. Poeta wpisał tutaj w utwór obraz dmuchawca i anioła, podkreślając lekkość i zwiewność przeistoczenia, choć pozostawił też lekkie rozmycie obrazu i jakby surrealistyczną metamorfozę rośliny. W realnym świecie nasiona dmuchawca, poruszone czy uderzone, unoszą się w powietrzu jako ów mickiewiczowski puch, a naga pozostaje łodyga z miejscem zaczepienia nasion. Nie mamy jednak pewności, że chodzi o tę roślinę, bo przecież na ziemi wiele jest takich, które są otoczone puchem i ogrom tych, w których otacza on nasienie. Z najbardziej pospolitych starczy przywołać topolę[10], a z mniej znanych, choć przy rozległości wiedzy Mickiewicza, mogących wchodzić tutaj w grę – bartsję alpejską (Bartsia alpina L.) – gatunek wieloletniej rośliny, występującej również w górach Europy. Jej otoczona puchem kielichowym, jajowata i zakończona dzióbkiem torebka, zawiera płaskie i oskrzydlone nasiona. Poeta przywołuje zatem kształt rośliny, ale tak rozmywa obraz, by czytelnik mógł wnieść do niego własne elementy, użyć własnej wiedzy botanicznej i uczestniczyć w rozgrywającej się metamorfozie. Jakże poetycki jest ów obraz ciała pryskającego i przypominającego kwiat polny, jak minimalizuje on rzeczywiste znaczenie słów, owo natychmiastowe rozerwanie ciała i uwolnienie ziarna duszy. Wszystko dokonuje się tutaj za sprawą anioła, który przelatuje z takim impetem, albo nadaje świadomie taką dynamikę zdarzeniom, by uwolnić duszę z ciała. To jest śmierć cielesna, ale narodziny duchowe, symbolizowane przez nagość, taką samą jak w świecie ludzkim, podczas narodzin dziecka.

Egzystencja istot żywych jawi się teraz poecie jako straszny sen, który go męczył i nie pozwalał dostrzec świata duchowego. Nagłe przebudzenie znowu kojarzy się mu z dynamiką rośliny, tym razem rozkwitającej gwałtownie z nasienia i odrzucającej jego pokrywę:

 

I zdało mi się, żem się nagle zbudził

Ze snu strasznego, co mię długo trudził.

I jak zbudzony ociera pot z czoła,

Tak ocierałem moje przeszłe czyny,

Które wisiały przy mnie, jak łupiny

Wokoło świeżo rozkwitłego zioła.[11]

           

Wybuch, który miał miejsce w przestrzeni za sprawą nagłego pojawienia się anioła, spowodował nową sytuację, w jakiej znalazł się byt. Odrzucił on natychmiast przeszłe, ludzkie zdarzenia, niczym łupiny nasienne, a uczynił to w taki sposób, jak nagle przebudzony człowiek ociera pot z czoła. Taki zamaszysty gest bywa ostatnim akordem jakiegoś dręczącego snu i zarazem znakiem powrotu do rzeczywistości. Mickiewicz odwraca całą sytuację, bo życie zdaje mu się pozbawione świadomości i złożone z luźnych, dręczących duszę obrazów, a dopiero przebudzenie duchowe pozwala spojrzeć na prawdziwą rzeczywistość. To jest wizja o charakterze planetarnym, bo poeta ogarnia wzrokiem całą Ziemię, a zarazem jest to ocena świata, w jakim dotąd żył podmiot, ale można się też doszukać w tej wizji elementów innego rodzaju. Julian Przyboś kieruje uwagę czytelników ku narkotykom: Oczywiście charakter wizji w stanie narkotycznym (i mistycznym) zależy od zakresu zainteresowań umysłowych, a w szczególności od jakości wyobraźni: mistyk–prostak i narkoman–prostak zobaczą niewiele więcej niż to, czego doznali w stanie normalnym. Stan mistyczny jest tylko (może należałoby powiedzieć: jest aż) podniesieniem radosnych spełnień i rozkoszy znanych z doświadczenia – do najwyższego stopnia, tak iż poczucie szczęścia, swobody i mocy daje pobudzonemu mistycznie lub narkotycznie złudzenie boskiej wszechwładzy; człowiek czuje się bogiem. System nerwowy podniecony działaniem narkotyku wyzwala największą, na jaką go stać, energię, czyniąc z byle jakiego wrażenia wzrokowego feerię najintensywniejszych kolorów i światła. Właśnie światło, jakim zdają się promieniować przedmioty, powtarza się jako najradośniejsze doznanie w spowiedziach mistyków i zażywających meskalinę. Widzenie raju w „Boskiej Komedii” jest opisem ekstazy mistycznej: najintensywniejszy jej składnik stanowi podobnie jak w widzeniu Mickiewiczowskim, zachwyt nad światłem, poczucie skąpania się w źródle światła, ześwietlenia, stania się światłem.[12] Nagle, w wizji Mickiewicza, zostają błyskawicznie wyjaśnione wszystkie zagadki i tajemnice – pojawia się owo światło pośród ciemnic i wiedza bytu wykracza poza sferę ziemskiego doświadczenia. Rozpacz zamienia się w euforię dostrzegania najintymniejszych mechanizmów, a mrok i czerń tajemniczej głębiny, zastępuje światło. Poeta przywołuje tutaj obraz toni, która strzeże swoich tajemnic, ale odsłania elementy dna, prześwietlona promieniem słońca. Jest to zatem widzenie dające określoną wiedzę, ale też wyraziście zaznaczające, iż jest to rzeczywistość oddzielona, podwodna, odległa, nie dająca się już dotknąć.      

            Przywołanie wody rozszerza się w wyobraźni Mickiewicza w obraz wielkiego morza, wypływającego jak ze źródła z Boga, jako środka wszechrzeczy. Przestwór morski wypływa z centrum widzialności, ma zatem określony pęd i może symbolizować Stworzenie, owo nieustanne powoływanie bytów i nadawanie im kierunku. Bóg jest tutaj kreatorem, ale też jest rodzajem oceanu, w którym rozlana była światłość błoga. Podmiot to wszystko widzi, bo przecież jest to rodzaj wizji poetyckiej i teologicznej tego, który został wprowadzony w stan drżenia i stał się medium jakieś ukrytej rzeczywistości. Zyskał też niezwykłe właściwości lotne, mógł latać po

całym przestworze, a zarazem stał się rodzajem promienia, podążającego w dal przy boskim promieniu/ Mądrości bożej. Owo latanie wiąże się z inicjacją duchową, kiedy to dmuchawiec lub inna roślina, trącona anioła podmuchem rozsiała swoje zarodniki. To był początek owej lekkości i lotności, ale tutaj doszły jeszcze inne właściwości fizyczne. Poruszony byt stał się promieniem, podobnym do tego, który prześwietla głębiny czarnych wód i podąża przez wszechświat wraz ze lśniącą, i zapisaną w strukturze kosmosu, pierwotną założycielską mądrością:

 

Ziemię i cały świat, co mię otaczał,

Gdzie dawniej dla mnie tyle było ciemnic,

Tyle zagadek i tyle tajemnic,

I nad którymi jam dawniej rozpaczał, –

Teraz widziałem jako w wodzie na dnie,

Gdy na nią ciemną promień słońca padnie.

Teraz widziałem całe wielkie morze,

Płynące z środka, jak ze źródła, z Boga,

A w nim rozlana była światłość błoga.

I mogłem latać po całym przestworze,

Biegać, jak promień, przy boskim promieniu

Mądrości bożej; i w dziwnym widzeniu

I światłem byłem, i źrenicą razem.

I w pierwszym, jednym, rozlałem się błysku

Nad przyrodzenia całego obrazem;

W każdy punkt moje rzuciłem promienie,

A w środku siebie, jakoby w ognisku,

Czułem od razu całe przyrodzenie.[13]

 

Jakież ogromne przyspieszenie miało tutaj miejsce, gdy podmiot, zaczynając od energii kiełkującej rośliny, przeistoczył się w światło, w ów rodzaj energii najszybciej przemykającej między galaktykami i gwiazdami. Mickiewicz wskazuje tutaj jeszcze jedną istotną dla bytów kosmicznych właściwość – światło mknie w dal, ale też trafia do oka, które w takim momencie staje się źrenicą wszechświata. Nie byłoby wyodrębnienia tej siły, nie pozostałby ślad magnetyczny w świadomości, gdyby nie było lustra wzroku, o które każdy promień się odbija i do którego trafia. Mickiewicz mówi o tym z filozoficzną konsekwencją, którą tak określa Przyboś: W przeciwieństwie do zapisu snu w Dreźnie – „Widzenie” nie wnosi do zasobu środków poetyckich Mickiewicza obrazów wizyjnych. Najobszerniejszej swojej wizji nie przekazał Mickiewicz w sposób ujmujący ją w stawaniu się, w jej przemienności wizyjnej. Poeta tłumaczy to, co widział, porównaniami (porównanie nie jest z natury dynamiczne); o najszybszym, świetlnym locie wykłada ze spokojem profesora. I ten kontrast między nagłością widzeń i ich najwyższą lotnością przeżytą w mistycznym doznaniu a spokojem, jakby ciszą, o p o w i a d a n i a o nich robi wrażenie, jakiego nie daje Mickiewicz nigdzie indziej.[14] Światło w Widzeniu mknie, ale też jest postrzegane, towarzyszy mu świadomość Boska i świadomość poety–obserwatora, który widzi punkt początkowy, linie graniczne poszczególnych odcinków i może dostrzega punkt końcowy. Początek zlewa się tutaj z końcem, a zarazem jest wyraziście oddzielony przez rozumiejącą źrenicę. Byt uwolniony z ziemskich i cielesnych matni zyskał wiedzę eternalną i wrócił do chwili pierwszej, kiedy to błysk stworzenia określił ramy przyrodzenia i obrazu rzeczywistości. Zarazem wrócił do jednorodności kosmicznej, o której byt ziemski nie pamięta i tworzy sztuczną barierę, jakby sam siebie wyodrębnia z kosmosu. A przecież stale w nim jest, stale jest jego cząstką i nigdy nią być nie przestanie. Teraz, po uwolnieniu i po przebudzeniu, a dalej, po przeistoczeniu w światło, ów byt zaczyna znowu odczuwać pierwotną jedność wszystkich rzeczy. Mickiewicz wierzy, że jest jakiś byt wyższy, a zarazem – jak pisze Artur Górski – Głuche przeświadczenia wskazują mu, że istnieją źródła wieczyste, lejące wody życia w nieskończoność; on tam dojdzie, stamtąd przyniesie w sobie nowe i niezłomne potwierdzenia tego, o czym mu mówiło jego serce, tam wiara jego, na sobie tylko oparta, choćby wbrew całemu światu, zamieni się w boską pewność. A serce mówiło mu, że istnieje wyższy porządek świata, w którym prawdą jest tylko to, co jest najczystsze i najszlachetniejsze, że człowiek jest synem wieczności, a potęga jego nieskończona, że świętość jest mocą najwyższą, że nie ma śmierci, jest tylko przemiana (...).[15] Łączy się z Bogiem, a więc staje się centrum, które promieniuje na zewnętrzność kosmiczną, dociera każdą cząstką swego świetlanego jestestwa do wszystkich elementów przyrodzenia. Czuje jak płonie, jak trawi energie niewyobrażalne, a zarazem jak daleko i głęboko dociera do pierwotności kosmogonii.            

            Jego rola w tym momencie nieomal równa jest roli Stwórcy, w jednej chwili stał się fundamentem i punktem zawieszenia dziejowego mechanizmu. Stał się osią w nieskończonym kole, a więc samą istotą kosmicznego ruchu. Ta axis mundii znana z wielu opowieści kulturowych i mitów stanowi punkt dojścia dla rozumiejących bytów.[16] Wtedy stają się immanentną cząstką przedwiecznej struktury i unieruchomione, mogą wpływać na stabilność ruchu kołowego całych galaktyk, wszystkich bytów w nim krążących. To jest zarazem pierwotny tygiel, w którym mieszają

się podstawowe żywioły, tak jak w tym widzeniu, w którym ziemia rodząca roślinę i ognistą lawę, woda wzburzonych oceanów i przestwór powietrzny, w którym latają anioły i unoszą się przyobleczone w puch nasiona, mieszają się jak materia w pierwotnym wszechświecie. To z tego miejsca musiały kierować się ku rzeczywistości ziemskiej wszystkie duchy, rozumiane nie osobowo, ale jako siły Świat ruszające, same nieruchome. Poecie kojarzy się to ze słońcem, na które nie można długo patrzeć, bo ludzki wzrok tego nie wytrzymuje. Można promienie słoneczne postrzegać w świecie realnym, ale dłuższe wpatrywanie się w źródło światła, rodzi ślepotę. Tak też jest z siłami duchowymi, które można zauważyć w świecie ludzkim, można dostrzec efekty ich działań, ale samego źródła, promieniującego Boga, zobaczyć nie można. Przebudzony byt duchowy jest osią świata, ale też przenika ten świat w każdej cząstce, jest w środku i na jego obrzeżu, jest w bezruchu środka i na okręgu ruchomego koła:

 

Stałem się osią w nieskończonym kole,

Sam nieruchomy, czułem jego ruchy;

Byłem w pierwotnym żywiołów żywiole,

W miejscu, skąd wszystkie rozchodzą się duchy,

Świat ruszające, same nieruchome:

Jako promienie, co ze środka słońca

Leją potoki blasku i gorąca,

A słońce w środku stoi niewidome.

I byłem razem na okręgu koła,

Które się wiecznie rozszerza bez końca

I nigdy bóstwa ogarnąć nie zdoła.[17]

 

Czuje też to, że okrąg nieustannie się rozszerza, tak jak rozszerza swoje oddziaływanie bóstwo, czyli świętość. Jego świetlista i stale podążająca przez wymiary dusza wiecznie będzie się rozżarzać,/ I wiecznie będzie ognia jej przybywać, bo taka jest właściwość bytów duchowych. Ona doświadczy tego, czego zaznała materia, gdy pojawił się pośród niej d u c h , a więc Będzie się wiecznie rozwijać, rozpływać,/ Rosnąć, rozjaśniać, rozlewać się – stwarzać. W jakże zdumiewający sposób Mickiewicz miesza tutaj żywioły, jak woda staje się światłem, a to w jakże naturalny sposób zastyga w kształt przedwieczny i dynamicznie przemierzający dzieje stworzenia:

 

I dusza moja, krąg napełniająca,

Czułem, że wiecznie będzie się rozżarzać,

I wiecznie będzie ognia jej przybywać;

Będzie się wiecznie rozwijać, rozpływać,

Rosnąć, rozjaśniać, rozlewać się – stwarzać,

I coraz mocniej kochać swe stworzenie,

I tym powiększać coraz swe zbawienie.[18]

 

Rozumienie tych praw, zgoda na takie metamorfozy, otwiera duszę na coraz większą miłość i powiększa zakres zbawienia – przybliża uświęcone byty do Boga. Widać tutaj, że ów wiersz, który

nie zyskał na tyle akceptacji Mickiewicza, by znaleźć się w kolejnym jego zbiorze, miał w sobie elementy jakiejś nowoczesności, brulionowego postrzępienia, później dopiero obecnego w poezji polskiej i zapewne trudnego do zaakceptowania w czasach romantyzmu. Jest to dobry przykład szczególnej cechy Mickiewiczowskich ineditów – pisze Zofia Stefanowska – ich brulionowość ma niezwykły walor poetycki. Nieskładności, anakoluty, załamania rytmu, urwane zdania, te przejawy niewykończenia dzisiejszy czytelnik odczytuje jako nośniki funkcji poetyckiej, więcej: jako przejaw przełamywania uporządkowanej, gładkiej dykcji romantycznej, znamiona nowoczesności. Przypomnieć trzeba, że większość wierszy z emigracyjnego okresu Mickiewicza pozostała w rękopisach. Ile ich poeta napisał, tego się nie dowiemy. Nie ma żadnego napomknienia, które pozwoliłoby się domyślać, że komukolwiek te wiersze pokazywał. Wiadomo, że przed wyjazdem do Konstantynopola palił papiery. Czy spalił też jakieś wiersze? Ale przecież tych właśnie, które poznaliśmy po jego śmierci z rękopisów, nie spalił. Dlaczego? I przede wszystkim: dlaczego ich nie publikował?[19] Fraza Mickiewiczowska zawsze była „ostra”, ale tutaj wręcz wyrywa się ona ku górze, ociera się o krzyk, brzmi niczym utwór muzyczny; w wysokich tonach, w gwałtownych przyspieszeniach i myślowych nawrotach.        

            Uruchomiona gwałtownie i naga dusza zawisła w kosmosie, pojawiła się punkcie centralnym wielkiego koła historii, ale też przemknęła przez ludzkie ciała i pozostawiła w nich niepokój, poruszenie i nieziemską czystość, jakby odwieczny poblask świętości. Poecie owo przejście przez ciała skojarzyło się raz jeszcze z przejściem promienia świetlnego przez wodę:

 

Przeszedłem ludzkie ciała, jak przebiega

Promień przez wodę, ale nie przylega

Do żadnej kropli: wszystkie na wskroś zmaca,

I wiecznie czysty przybywa i wraca,

I uczy wodę, skąd się światło leje.

I słońcu mówi, co się w wodzie dzieje.[20]

 

To rodzaj poślizgu, błyskawicznego przemknięcia przez każdą kroplę i nasączenia jej słonecznością, a na zasadzie odbicia i odwołania do działania oka, informacji o wodzie zaniesionej słońcu. To jest odwieczny ruch wahadłowy światła, lecącego z centrum układu na ziemię i odbijającego się od jej powierzchni, a ze szczególną mocą od wód. Możliwość przebiegnięcia ciał spowodowała, że podmiot mógł się zapoznać z osobnymi ludzkimi wnętrzami, symbolizowanymi tutaj przez serca i czaszki. Poeta porównuje zaglądanie do czaszek, czyli w myśli ludzkie, do spoglądania alchemika w słoje:

 

Stały otworem ludzkich serc podwoje,

Patrzyłem w czaszki, jak alchymik w słoje.

Widziałem. jakie człek żądze zapalał,

Jakiej i kiedy myśli sobie nalał,

Jakie lekarstwa. jakie trucizn wary

Gotował skrycie. (...)[21]

 

W literaturze romantycznej można wskazać wiele dzieł, gdzie pojawiają się postaci alchemików i ich tajemna nauka. Starczy przywołać Fausta Goethego czy dzieła ważnych dla Mickiewicza pisarzy, takich jak Jakob Boehme[22], Anioł Ślązak[23] czy Swedenborg[24]. W Dziadach pojawi się ukryty system alchemiczny, w którym znajdą swoje miejsce także mity apollińskie, wierzenia, różokrzyżowców i figury kulturowe, bohaterowie mitów bohaterskich i inicjacyjnych, a nawet konkretne postaci, mające związki z alchemicznymi studiami i zainteresowaniami największego polskiego romantyka.[25] Tutaj moc lotnego ducha jest tak wielka, że widzi on ludzkie żądze i myśli, dostrzega to, co koi i to, co jątrzy. Widzi wspaniałość ludzkiego jestestwa i jego podłość, przebiega na wskroś uczucia i zamyślenia, dostrzega głębię i płytkość zamierzeń:

 

(...) A dokoła stali

Duchowie czarni, aniołowie biali,

Skrzydłami studząc albo niecąc żary,

Nieprzyjaciele i obrońcy duszni,

Śmiejąc się, płacząc – a zawsze posłuszni

Temu, którego trzymali w objęciu,

Jak jest posłuszna piastunka dziecięciu

Które jej ojciec, pan wielki, poruczy,

Choć ta na dobre, a ta na złe uczy.[26]

 

Ale też widzi, że przy ludziach pojawiają się duchy dobre i złe, owi Duchowie czarni, aniołowie biali, którzy bronią przed złem, albo do niego popychają, osłaniają skrzydłami lub niecą czary. Oni przeżywają dramatycznie wybory ludzkie i jak oni śmieją się lub płaczą, albo zachowują się jak piastunka, która ma opiekować się dzieckiem, a raz uczy je dobrego, a innym razem złego postępowania. Tutaj zapewne symbolizuje ona Boga, który posyła swoich aniołów i przygląda się ludzkim zachowaniom. Jedni skłaniają się ku dobru, a innych pociąga zło. Liryk Widzenie jest niezwykle wyrazistym przykładem niespotykanych umiejętności poetyckich Mickiewicza, a zarazem jest prezentacją jego poglądów na stworzenie, na los dusz po śmierci i na wagę, jaką poeta przykładał do tych spraw. W utworze tym spróbował on stworzyć wykładnię bytów migrujących, która mogła mieć związek z jego fascynacjami towianizmem i teorią transmigracji dusz (metempsychozą). Jest to jeden z niewielu utworów w historii wiersza polskiego, w którym tak wyraziście widać pasję poety, by rozwikłać zagadkę istnienia, by powiedzieć coś ogólnego o bytach. Widać też gwałtowność, z jaką utwór powstawał – warto tutaj przywołać uwagi Pigonia na temat Mickiewiczowskiego procesu tworzenia: Pomysł dzieła powstawał u Mickiewicza z nagła, w jednym krótkim spięciu, i między poczęciem a wykonaniem, jak między błyskawicą i gromem, nie było tam przeważnie rozdziału. O swoich sonetach powiedział on, że wiele z nich powstało jednym rzutem, z pierwszego odlewu, i że te są najlepsze: nic tam ani dodać, ani ująć. (...) Niejedno więc z jego dzieł powstawało jakby nieoczekiwanie dla samego twórcy, nierzadko tam „muzyk jakby sam swojej dziwił się piosence”. O jednym z tajemniczych ustępów swego tworu poetyckiego, kiedy go przyjaciel pytał, co on znaczy – odpowiedział: „Kiedym pisał, wiedziałem, a teraz już nie wiem”.[27] Jego wizja zawsze jest plastyczna i pełna dynamiki, tak charakterystycznej dla mitów kosmogonicznych i opowieści o wyławianiu światów z nicości. Zamiast konkretnego bohatera mamy tutaj poetę i jego duszę, albo czytelnika i jego duszę, bo przecież Mickiewicz wprowadza tutaj analitykę obustronną, godzi się na dynamiczne uczestnictwo czytelnika w rekonstrukcji istnienia po pojawieniu się anioła. To jest wizja nieco heretycka, bliższa duchom powrotnikom, przybywającym na obrzęd Dziadów, niż wizji duszy wstrzelonej przez Boga w jeden z trzech obszarów pośmiertnych: nieba, czyśćca lub piekła. Ale też jest to wizja niezwykle pociągająca i głęboko zakorzeniona w tradycji kulturowej, w obrzędach szamanistycznych i przekonaniu ludów na całym świecie, że po śmierci, po odrzuceniu ciała byty gdzieś wędrują, czegoś dokonują, są poddawane jakimś próbom, a nade wszystko doświadczają mądrości Bożej i stają się cząstka przedwiecznej siły, pierwszego niech stanie się światłość...  

 

 



[1] Por. Z. S u d o l s k i, Mickiewicz. Opowieść biograficzna, s. 395–421.

[2] Por. W. W e i n t r a u b, Dlaczego Mickiewicz przestał pisać? [w:] tegoż, Mickiewicz – mistyczny polityk, Warszawa 1998, s. 100–107; S. K a w y n, Milczenie Mickiewicza – poety w okresie towianizmu [w:] tegoż, Mickiewicz w oczach swoich współczesnych. Studia i szkice, Warszawa 2001, s. 340–341.

[3] Por. mój artykuł: Tchórz nie tchórz. O bajce politycznej Adama Mickiewicza [w:] Mickiewicz jako bajkopisarz, Słupsk 2000.

[4] Por. D. M. L e b i o d a, Trójka koni, „Temat” 2005, nr 3–5, s. 26–28.

[5] A. M i c k i e w i c z, List do Hieronima Kajsiewicza z drugiej połowy listopada 1833 roku (?) [w:] tegoż, Dzieła, t. XV, Listy, cz. 2, 1830–1841, s. 245–246.

[6] M. P i w i ń s k a, Mickiewicza jazdy gwiazd [w:] tejże, Wolny myśliwy. Osiem prób czytania Mickiewicza, Gdańsk 2003, s. 15–16.

[7] A. M i c k i e w i c z, Widzenie, tekst podaję za tegoż, Dzieła, t. I, Wiersze, Warszawa 1993, s. 407–409, w. 1–4.

[8] Cz. Z g o r z e l s k i, O sztuce lirycznej Mickiewicza [w:] tegoż, O sztuce poetyckiej Mickiewicza. Próby przybliżeń i uogólnień, Warszawa 2001, s. 568.

[9] Z. S u d o l s k i, dz. cyt., s. 420.

[10] Por. A. J. C o o m b e s, Drzewa, przeł. I. Krężelewska i B. Sudnik–Wójcikowska, Warszawa 2001, s. 288–289. Mickiewicz mówi o kwiecie polnym, więc przywołanie topoli ma tutaj jedynie charakter ilustracyjny, wskazujący na powszechność takich roślin. J–Ch. G i l l e – M a i s a n i widzi tutaj pod powierzchnią słów, na początku wiersza, kwiat cykorii. Por. tenże, Adam Mickiewicz człowiek. Studium psychologiczne, Warszawa 1987, s. 269.

[11] Widzenie, w. 5–10.

[12] J. P r z y b o ś, Trzy wizje [w:] tegoż, Czytając Mickiewicza, Warszawa 1998, s. 238.

[13] Widzenie, w. 11–28.

[14] J. P r z y b o ś, dz. cyt., s. 241.

[15] A. G ó r s k i, Korona geniuszu [w:] tegoż, Monsalwat. Rzecz o Adamie Mickiewiczu, Warszawa 1998, s. 29.

[16] Eliade zwraca uwagę, że łączność między Ziemią, Piekłem i Niebem dokonuje się poprzez wertykalną Oś, axis mundi. Pośmiertne zstępowanie do Piekieł, z przejściem przez most i labiryntycznym przechodzeniem przez dziewięć kręgów, zachowuje jeszcze schemat inicjacyjny: nikt nie może dotrzeć do Nieba bez uprzedniego zstąpienia do Piekieł. Szaman odgrywa zarówno rolę przewodnika dusz, jak też mistrza inicjacji post mortem. M. E l i a d e, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, tłum. K. Kocjan, Warszawa 1994, s. 25.

[17] Widzenie, w. 29–39.

[18] Widzenie, w. 40–46.

[19] Z. S t e f a n o w s k a, Mickiewicz – tradycja i nowatorstwo [w:] tejże, Próba zdrowego rozumu. Studia o Mickiewiczu, Warszawa 2001, s. 347.

[20] Widzenie, w. 47–52.

[21] Tamże, w. 53–58.

[22] O związkach Mickiewicza z myślą Boehmego por. np. J. M. R y m k i e w i c z, D. S i w i c k a, A. W i t k o w s k a, M. Z i e l i ń s k a, Mickiewicz ecyklopedia, Warszawa 2001.

[23] O związkach z Aniołem Ślązakiem por. tamże, s. 621–623.

[24]W przywołanej wyżej pracy czytamy: Wprawdzie zachowała się tylko jedna wypowiedź Mickiewicza na temat skandynawskiego wizjonera, wiemy jednak, że poeta wyznaczył mu miejsce w panteonie największych mistyków. Podczas rozmowy z Aleksandrem Chodźką w roku 1852 wymienił go wśród pisarzy rozumiejących świat ducha i zdolnych do natchnienia. Pierwszeństwo przyznał Jakobowi Boehmemu: – „Drugim po Boehmem jest Swedenborg – mówił – ale ten ani tak czysto, ani tak głęboko wpuszczon w świat ducha. Ma widzenia czasem wielkie, częściej mniej ważne. Za trzeciego w kolejności proroka uznał wówczas Louis–Claude’a Saint–Martina. Tamże, s. 516.

[25] Wiele cennych informacji na ten temat przynosi książka Z. K ę p i ń s k i e g o pt. Mickiewicz hermetyczny, Warszawa 1980.

[26] Widzenie, w. 58 – 66.

[27] S. P i g o ń, Jak Mickiewicz tworzył [w:] tegoż, Zawsze o Nim. Studia i odczyty o Mickiewiczu, Warszawa 1998, s. 556.

Pin It