Mikołaj Melanowicz

 

Kurosawa po „RAN”. Sny i rapsodie

 

Mikołaj Melanowicz   Kurosawa, podobnie jak wielu innych japońskich twórców filmowych, nie oparł się magii „tajemnych mocy” burzących spokój życia w średniowieczu, w czasach zwanych sengoku jidai (epoka wojen), nie oparł się również egzotyce samurajskiej wizji świata epoki nowożytnej. Mimo jego niekwestionowanej zdolności penetracji życia współczesnych Japończyków, wiele energii poświęcił rekreacji fikcji historycznej i teatralnej gatunku jidaimono, poczynając od przeróbek dramatu kabuki Kanjinchō, opartego na sztuce nō – Ataka, w filmie Tora no o fumu otokotachi (Mężczyźni, którzy nadepnęli na tygrysi ogon, 1945, pokaz 1952), a kończąc na Ran (1985). A w tym czterdziestoleciu (1945-1985) tworzył raczej popularne w zamyśle obrazy samurajskie, m. in. Siedmiu samurajów (Shichinin no samurai, 1954), Straż przyboczna (Yōjinbō, 1961), Ukryta forteca (Kakushi toride no san akunin, 1958), jak również wielkie panoramy średniowiecznych wojen (Sobowtór, Ran).

 

W jednym i drugim przypadku wykorzystał wciąż żywe w Japonii stereotypy jidaimono („rzeczy historyczne”). Przetwarzał je na swój oryginalny sposób, nierzadko wbrew gustom i oczekiwaniom widzów japońskich. Wciąż powracał do tematu walki dobra ze złem i zagadki nieoczekiwanych zwrotów w historii.

Pisząc o sukcesach Kurosawy – w dwudziestolecie jego śmierci - nie można zapominać o aktorach grających główne role w jego filmach, ponieważ to często ich kreacjom wiele zawdzięczał. Mam na myśli zwłaszcza genialnego Mifune Toshirō (1920-1997), który w filmach Kurosawy głównych bohaterów grał w latach 1949-1965, tzn. poczynając od Pijanego anioła do Rudobrodego.

Po konflikcie i rozstaniu z Mifunem reżyser wybrał aktora Nakadai Tatsuyę (1932-), który już wcześniej występował obok Mifune w kilku głośnych filmach jako odtwórca ról samurajów i roninów. Ale wcześniej, po utracie Mifune, przez kilka lat Kurosawa nie reżyserował filmów historycznych, samurajskich. Stworzył wtedy Dodesukaden (‘stuku-puku’,1970) i Dersu Uzałę (1975), a do średniowiecznych wojen wrócił w latach osiemdziesiątych XX wieku w filmach Ran i Sobowtór, to znaczy wtedy gdy Nakadai osiągnął pełną gotowość do grania głównych bohaterów, samurajskich herosów…

Taką wielką rolę NakadaiTatsuya otrzymał w Ran (‘wojna’,’chaos’.1985), to znaczy w filmie opartym na strukturze fabularnej Króla Leara. Zagrał w nim rolę starzejącego się księcia Hidetory z rodu Ichimonji, który ma trzech synów (u Szekspira są córki), ale władzę decyduje się oddać – zgodnie z japońskim zwyczajem – najstarszemu Tarō, natomiast młodszym (Jirō i Saburō) przekazuje po jednym z pomniejszych zamków z przykazaniem, żeby młodsi bracia wspierali Tarō Wówczas najmłodszy syn skrytykował taki plan, ponieważ nie wierzył w jego powodzenie. W obronie Saburō wystąpił sługa Tango. Za nieposłuszeństwo Hidetora skazał obu na banicję. Ale wkrótce synowie pozbawili ojca władzy, więc Hidetora zmuszony został do tułaczki razem z Tango i błaznem Kyōami. W tym czasie Jirō pokonał Tarō, a potem został pokonany przez sąsiadującego feudała, który sprzymierzył się z Saburō. Jednak najmłodszy syn nie zapomniał o starym ojcu, odnalazł go, jednak nie mógł się nim zaopiekować, ponieważ zginął od zbłąkanej kuli, a jego ojciec Hidetora umarł w rozpaczy.

W tę strukturę fabularną wplecione są liczne wątki zdrad i potyczek obnażających próżność i fałsz życia rodów feudalnych w średniowiecznej Japonii. Z tego powodu film jest długi i skomplikowany, i w tym sensie może zbyt trudny dla widza. Jednak urzeka miłośników malarstwa, ponieważ jest wyjątkowo barwnym widowiskiem, na pewno malarskim arcydziełem, wyróżnionym Oscarem za kostiumy. Intrygująca jest również muzyka Takemitsu Tōru (1930-1996), wykonana przez orkiestrę symfoniczną w Sapporo.

   Natomiast w Sobowtórze Nakadai Tatsuya wystąpił w dwu rolach, a mianowicieTakedy Shingena (1521-1573) i jego sobowtóra, którzy przez 30 lat prowadzili wojny z Uesugim Kenshinem (1530-1578), księciem Echigo. Nakadai był lubianym i cenionym aktorem, który pracował z wielu reżyserami, ale sławą na świecie przewyższył go Mifune, choćby dlatego że Mifune wystąpił w roli Tokugawy Ieyasu w serialu Shōgun, pokazywanym również w TVP. Stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie Japończyków.  

 

daimyo

Zamek – siedziba daimyō (książę feudalny) - w Hikone, fot. M. Melanowicz

 

Kurosawa po RAN. Sny i rapsodie

   Pięć lat upłynęło od ukończenia filmu „RAN” w 1985 r. A gdy już wielu miłośników twórczości Kurosawy sądziło, że mistrz zakończył pracę reżysera, to w roku 1990 Kurosawa Akira przedstawił publiczności swój 29 film, a mianowicie „YUME”, czyli Sny. 121 minut tego filmu wypełnia osiem opowiadań – osiem snów: Deszcz gdy świeci słońce, Brzoskwiniowe pole, Zawieja śnieżna, Tunel, Wrony, Czerwona Fuji, Diabelski płacz i Wieś z kołem wodnym. Reżyser rozpoczyna relacje od wczesnych wspomnień z dzieciństwa, wczesnych niewinnych snów, i zbliża się do wizji końca świata, zamykając film kadencją pogrzebową, usytuowaną w urokliwym zakątku przyrody wiejskiej. Radosny to pogrzeb: 101 wieśniaków odprowadza człowieka, który „dobrze żył, dobrze pracował i umarł usłyszawszy ‘dziękuję’ za wysiłek”. „To wielkie szczęście” – mówi starzec z konduktu. Uważny widz rozpozna wielu aktorów z wcześniejszych filmów Kurosawy: i z Rudobrodego (1965), i z Nieba i piekła (1963), Dodesukaden (1970), czy nawet tak odległy jak Ikimono no kiroku (Kronika pewnego człowieka, 1956) czy Rashōmona (1950). Ta końcowa nowela zwodniczo sugerowała zamknięcie drogi twórcy. A jednak w następnym roku Kurosawa powiedział jeszcze jedno słowo o sobie w postaci obrazu pt. Sierpniowa rapsodia (Hachigatsu no rapusodei (=kyōshinkyoku, ze wskazówką, by japońskie znaki czytać ‘rapsodia’.

W maju 1991 r. film wszedł na ekrany kin japońskich i wywołał wiele kontrowersji. Jednych wzruszał, drugich denerwował. Ta drażliwa nuta – choć jakoby pojawiająca się bez zamierzenia reżyserskiego – jest sprawą odpowiedzialności za zrzucenie bomby atomowej na miasto Nagasaki.

Filmowi Kurosawy, w którym ponad osiemdziesięcioletnia staruszka wspomina męża, nauczyciela, zabitego wraz z dziećmi swej szkoły w Nagasaki, amerykańscy krytycy zarzucają jednostronność: babcia bowiem powinna wspomnieć, że także z winy Japończyków straciła męża w Nagasaki, ponieważ to Japończycy wywołali tę wojnę. Kurosawa wyjaśnia, że nie robił filmu o bombie atomowej i odpowiedzialności za nią, a raczej o pewnym epizodzie z życia rodziny pod Nagasaki.

Oto do babci na wieś przyjeżdżają wnukowie, kiedy ich rodzice są w podroży. Jej syn z synową odwiedzają ich wzbogaconego krewniaka na Hawajach, brata babci, która zresztą nie może go sobie przypomnieć. Miała bardzo liczne rodzeństwo, a zapraszający ją brat opuścił Japonię jeszcze przed wojną. Nim umrze, chce zobaczyć siostrę, której tak dawno nie widział. Babcia jednak nie może się zdecydować na wyjazd. W końcu godzi się na podróż, ale dopiero po zakończeniu uroczystości żałobnych poświęconych pamięci jej męża i innych sąsiadów, którzy zginęli tego pamiętnego dnia 9 sierpnia 1945 r. Wnukowie nie czekają, prowadzą własne działania, bo chcą wyjechać na Hawaje. Między innymi wspominają w liście o śmierci ich dziadka. Ich odruchy są bardziej ludzkie niż rodziców, którzy przed bogatymi krewnymi, już Amerykanami, przemilczeli fakt, że brat matki zginął w Nagasaki. Dzięki tej wiadomości przesłanej przez dzieci, syn umierającego na Hawajach potentata ananasów dowiaduje się prawdy i natychmiast przylatuje, by powiedzieć „sumimasen” (przepraszam). Tu krytycy nie mogą darować tych słów aktorowi, Richardowi Gere – w rysach jego twarzy nie ma nic japońskiego. Gere jest stuprocentowym Amerykaninem z wyglądu i zachowania.

W czasie wspomnień i przywoływania obrazów tragedii, przychodzi wiadomość, że umarł ojciec gościa z Ameryki. Przybysz odlatuje do kraju, a planowana podroż babci i wnucząt staje się nieistotna, tym bardziej że babcia dostaje halucynacji, traci kontakt z rzeczywistością na widok chmury, która jej przypomina grzyb atomowy. W ulewny deszcz wyrusza w stronę Nagasaki ratować bliskich. Jej zmagania z deszczem i wichurą, a także pogoń rodziny za nią przypomina sceny z teatru kabuki. Zresztą, prócz przepięknych, malowniczych kadrów, jest w tym filmie wiele sytuacji, które przypominają stereotypowe ujęcia wzięte wprost ze scenografii mieszczańskiego teatru kabuki.

   Sierpniowa rapsodia chwilami jest bardzo wzruszająca, ale też nie pozbawiona naiwnych ujęć. Film jest może dzięki temu bardzo ciepły, ludzki. Zwłaszcza konfrontacja średniego pokolenia z młodzieżą jest na pewno uproszczona i wypada zdecydowanie na niekorzyść starszych Japończyków, pracujących i myślących o zysku, np. o tym, jak dobry mogą zrobić interes, wchodząc w spółkę z amerykańskim krewnym. Średnie pokolenie w tym filmie jest wyjątkowo mało sympatyczne, jakby pozbawione głębszych ludzkich uczuć.

   Sierpniowa rapsodia – to film, który trzeba zobaczyć, choćby dlatego, że w ostatnim czasie Japończycy chyba nic ciekawszego nie stworzyli. Nie trzeba jednak oczekiwać od 80-letniego Kurosawy, by przewyższył artystycznie Rashomona lub Siedmiu samurajów, albo Ran. Warto dodać, że po raz pierwszy od 20 lat Kurosawa pracował teraz dla wytwórni Shōchiku. Przedtem jego wielkie filmy Dersu Uzała (1975), Sobowtór (1980), Ran i Yume (Sny) powstały dzięki poważnemu wsparciu zagranicznych producentów. W Japonii nie było dość pieniędzy na sfinansowanie artystycznych poszukiwań Kurosawy wymagającego dużo od siebie, i od innych. W Sierpniowej rapsodii wyczuwa się jednak ustępstwa na rzecz japońskiego sponsora.

   Jeszcze więcej wątpliwości budził ostatni film 82-letniego Kurosawy, a mianowicie Mada-da-yo (Jeszcze nie gotów) z 1992 r., oparty na epizodach z życia pisarza-eseisty Uchidy Hyakkena (1889-1971). Kurosawa podjął w nim ważny temat w tradycyjnej, dawniejszej Japonii, a mianowicie zależności między uczniem i mistrzem. Wiernopoddańczość ucznia wobec mistrza na pewno budzi sprzeciw Europejczyka i wpływa na ocenę filmu. Nie udało się bowiem Kurosawie stworzyć dostatecznego dystansu wobec świata przedstawionego – reżyser zaangażował się tutaj jeszcze bardziej niż w Sierpniowej rapsodii i w rezultacie nie uniknął taniego sentymentalizmu i naiwności.

                                                                                                

(Kioto, czerwiec 1991, Tokio, styczeń 1993)    

(„Japonica”, nr 1, 1993)  

 

 

Pin It