Michał Piętniewicz

 

Bohumil Hrabal, „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał”

 

Pietniewicz Michal nUśpienie. Zmienność w niezmienności. Dynamika snu. Tam wiele się dzieje i wszystko jest zamrożone. To jest głęboka opowieść o śmierci. Ludzie tam to jakby widma zaklęte w życie, w zasadzie w ich istnieniu tylko śmierć jest realnością. A śmierć nie straszy. To życie jest rozpaczą.

No i ten głęboki, złożony hołd „tatusiowi”. Ja myślę, że Hrabal to pisarz rozpaczy obdarzony ogromnym poczuciem humoru, co w zasadzie często idzie w parze.

 

Fraza Hrabala jest dotykalna, zmysłowa, to jest patrzenie na świat przy pomocy języka. Język staje się światem, moja obserwacja rzeczywistości nie jest niewinna, zawsze towarzyszy jej nieodłączny cień-widzenie przy pomocy zapośredniczenia. Bo pisarz to człowiek, który jest nieustająco w pracy. Dodajmy, sprecyzujmy: pisarz, który tak jak Hrabal jest poetą. Maleńkie skrawki rzeczywistości, błahostki, drobiazgi, szczegóły, to wszystko składa się na materię świata przedstawionego w opowieści. Hrabal to poeta, który stale pisze, nie rozstaje się z piórem, dla niego każdy akt postrzegania jest równocześnie aktem pisania, aktem poetyckim.

Majtki kąpielowe, kąpiel w rzece, zabawy w słońcu, czy nawet okrutne przecież zarzynanie świni i wylewająca się z tej świni krew: te wszystkie motywy, czy też czynniki wyobraźni Hrabala wskazują na jego wybitną, plastyczną wrażliwość.

To jest też wrażliwość do wydarzeń, dodajmy wydarzeń zabawnych, jak choćby picie wódki przez „tatusia” i stryja Pepina, które dobrze „wpływa na wątrobę”.

Właściwie u Hrabala groza nigdy nie jest ujawniona na powierzchni. Ona jest anihilowana już w zarodku-nie może się wydostać, ponieważ oswajana jest przez największą potęgę Wszechświata: humor. To humor właśnie rozbija i zabija zarazki rozpaczy, to dzięki humorowi straszne przecież wydarzenia świata Hrabala nie są straszne, można powiedzieć: są w pewien sposób zabawne, przez to przyjemne, stają się częścią opowieści i w tej opowieści, w określonej poetyce już nie straszą.

Na uwagę zwraca tytuł: „Miasteczko, w którym czas zatrzymał się”. Przywodzi to na myśl klimat opuszczonej przez Boga i sukces prowincji, w którym ludzie są dla siebie jakby przeźroczyści, wszystko o sobie wiedzą. Universum kosmiczne, mit prowincjonalny, wszystko, co dzieje się w małym miasteczku, cały tam zatrzymany czas jest nieprzypadkowy, bo stanowi bardzo istotną część wszechświatowych rytmów kosmicznego czasu. Kiedy najmniejszy członek przestanie działać, cały organizm już nie jest tak sprawny. Podobnie jest z małymi mieścinami, którymi fascynują się między innymi pisarze tacy jak Stasiuk, wcześniej: Bruno Schulz. Tak jak na dobrze podlanym parapecie kwitnie metafora, poezja, mit. Rzeczywistość zostaje uwznioślona przez poezję, rzeczywistość, w której mógłby zamieszkać tylko poeta. Bo też poeta przecież ma dar uniezwyklania świata, to, co zwyczajne, z pozoru szare, nabiera pod dotykiem widzenia poety cech kryształu, bursztynu, cech świata magicznego. Cała przeszłość przecież, którą powołał Hrabal do życia jest magiczna. To jest widzenie zawsze wstecz i równocześnie zawsze w teraźniejszości.

Przy czym teraźniejszość pojmuję tutaj jako stan ducha, rodzaj furor poeticos, odpowiednie warunki zewnętrzne i wewnętrzne, w których opowieść zaczyna nabierać rozpędu, rozwidlać się nieprzewidzianie, opalizować znaczeniem, wszystkie te zakrętasy, chimery i wygibasy wyobraźni, które w sposób bezwarunkowo piękny deformują czas miniony.

Przecież w literaturze stwierdzeń, że tylko przeszłość jest naprawdę istotna i tylko ona żyje naprawdę, jest realna, wiele, czasem zbyt wiele.

Ale przecież, z drugiej strony, tylko takie bezwarunkowe, niewymuszone, czyli konieczne powroty do miejsca i czasu utraconego są cokolwiek literacko warte. Czemu? Dlatego, że utrwalają przed zapomnieniem, nicością, rozpaczą i niebytem. Literatura to sztuka utrwalania, jak fotografia i film, ale w literaturze chodzi o coś więcej: nieprzetłumaczalny idiom pisarsko-poetycki, który temu, co było, nadaje niepowtarzalny odcień teraźniejszości: w literaturze czas tak naprawdę stanowi jedność trzech faz: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Literatura bowiem jest świadectwem pogodzenia się z czasem, przemijaniem i śmiercią, zapisem tego, jak przed tym, co nieuchronne, uchronić się. Życia nie odzyskamy nigdy, życie jest darem jedynym i najcenniejszym, darem, który pochodzi od Jedynego i Najwyższego Boga. Ale artyści mogą Panu Bogu podobać się szczególnie, bo przez swój egoizm, śmiesznie i paradoksalnie, robią olbrzymią przysługę tym, którzy już nie mogą nic powiedzieć.

Hrabal jest pisarzem historii pojedynczych ludzi. Tam pojawia oczywiście się Historia, w rozmowach u fryzjera na przykład czy w knajpie przy piwie. Ale jest to zawsze Historia widziana z dołu, poprzez oczy tej jej młodszej siostry, historii zwyczajnych ludzi, którzy na Historię nie mają wpływu. (Podobny zabieg zresztą stosuje Huelle w swoim zbiorze opowiadań „Byłem samotny i szczęśliwy”, kiedy pisze o relacjach polsko-niemieckich z punktu widzenia przeciętnej, gdańskiej rodziny).

O wiele chyba bardziej niż Historia Hrabala interesuje czas. I też nie czas wielkich filozofów, z rozpraw Kanta, Schopenhauera, Sartre'a czy Heideggera. Hrabala interesuje czas hic et nunc, chwila przyłapana na gorącym uczynku, dziecięca epifania, kolorowa, trochę naiwna, a trochę czuło okrutna fotografia, kiedy na plecach dziecka tatuuje się syrenkę czy wieloryba. Hrabala zawsze interesują rzeczy małe, tak samo jest z czasem, który w opowieści „Miasteczko, w którym czas zatrzymał się”, jest czasem mikro, czasem sprowadzonym do przeżywania zwyczajnych, choć nieprzeciętnych ludzi, którzy tym czasem, również zwyczajnie i na swój ludzki, bezpretensjonalny sposób, po prostu się cieszą. Czas ma u Hrabala, w „Miasteczku, w którym czas się zatrzymał”, wymiar karnawałowy. Mieszkańcy miasteczka lubią śmiać się i żartować, często w sposób dosadny i sprośny, wzorując się na nieśmiertelnym dziele Pana Batisty, w którym zawarta jest mądrość wszystkich pokoleń, esencja, filozoficzny kamień alchemików.

Najlepszą receptą na rozpacz i okrucieństwo życia jest humor. Trzeba się śmiać z Hrabalem, ale przez łzy, mając świadomość cienia, który jak śmierć i smutek towarzyszy żartom, śmiechom i zabawom.

Tym, co ratuje świat jest język opowieści poetyckiej, on czyni go lżejszym, znośniejszym, bardziej chłodnym i cienistym, jak kufel piwa pity w karczmie o poranku, w pełnym słońcu miasteczka, w którym zatrzymał się czas.

Bo też to miasteczko, cierpienie i ból mieszają się w nim w przedziwnym konglomeracie z zabawą, śmiechem. Ostatnia scena dajmy na to, świetnie, przepięknie poetycko zrobiona. „Tatuś” przychodzi odwiedzić w szpitalnym klasztorze swojego brata, stryja Pepina. Słońce wpada przez okna, stryj je okruszki chleba ze stołu, buja się na fotelu jak kukła, pyta „Co z tą miłością?” To są jego ostatnie słowa i ostatnie pytanie, zanim wody Łaby nie zabiorą jego czapki oficera żeglugi wielkiej w swój nieutulony nurt.

Tak. Życie jest zarazem śmieszne i straszne. Największym skandalem życia jest śmierć, którą można obłaskawić właściwie tylko humorem. Kto posiadł dar humoru, ten w zasadzie już, jeśli nie ze śmiercią wygrał, to jest z nią za pan brat i przygrywa jej do tańca na swoich bębenkach śmiechu, bębenkach rozpaczy.

Patrzy jak rzeka zabiera czapkę stryja Pepina, czapkę oficera żeglugi wielkiej. Patrzy jak płynie „rzeka czasu”, jak życie mija w okamgnieniu. Wczorajsze święto, zarzynanie świni, zabawy w karczmie, przekomarzania i błazeństwa gasną nagle jak świeczka czy zapałka zamieniając świat w krajobraz, który uległ przemianie. Łagodna melancholia przemijania, leniwy nurt rzeki Łaby, choroba, starzenie się, w końcu umieranie.

Na dziedzińcu klasztornym, na trzepaku, na którym siostry zakonne wieszają mokrą bieliznę do suszenia przysiadł biały gołąb. Światło pada na dziedziniec klasztorny. Zielone drzewa lekko kołyszą się pod łagodnym, delikatnym wiatrem. Gołąb rozpościera skrzydła. Leci do światła.

W tym samym momencie, w szpitalnej sali umiera stryj Pepin. Ostatni kadr. Film dobiegł końca. Opowieść osiągnęła swój kres. Można zacząć żyć.

 

Pin It