Michał Piętniewicz


Żabno jak świat.

Kilka uwag o pisarstwie Adama Tomczyka.


Pietniewicz Michal n     Adam Tomczyk to pisarz z Żabna i o Żabnie piszący, autor takich mi.in książek jak „Przed świtem”, „Zaraza” czy „Miejsce”.
Język tego autora jest sprężysty, barwny, czasem dosadny i krwisty.
Tomczyk przywiązuje dużą wagę do historycznego konkretu, jak np. w opowieści o zarazie cholery w Żabnie w XIX wieku, pt. „Zaraza”, do której to książki ciekawą przedmowę napisał Franciszek Ziejka (pochodzący z pobliskiego Radłowa).
     Tomczyk to swoisty kronikarz dziejów swojej małej ojczyzny i utrwalacz żywotów poszczególnych jej mieszkańców, których barwnie portretuje np. w zbiorze opowieści „Przed świtem”.


   Pisarz ma sporo do przekazania nie tylko o sobie, jako o ciekawym człowieku, który dużo przeżył i przemyślał, ale również o opisywanych przez niego bohaterach.
Wnika w ich sylwetkę psychologiczną, czasem prostą, czasem skomplikowaną, zgrabnie cieniuje ich charaktery, przedstawia ich wybory moralne na tle określonej wspólnoty mieszkańców, którym zawsze, jak się zdaje, jest wierny.
   Wybór moralny Tomczyka zdaje się bowiem jasny: opowiada się on za tym, co proste, lecz przez to prawdziwe i w swojej małości również wielkie – jak np. dzieje lokalnego rzeźbiarza z Żabna, który odnosi sukces komercyjny, odchodząc od rzeźbienia świątków frasobliwych, na rzecz rzeźbienia odważnych scen erotycznych.
Dzięki temu zaczyna istnieć w większym ośrodku kulturalnym, jakim jest Kraków, a ponadto zaczyna zdobywać coraz to nowe terytoria miłosne, erotyczne, choć przedtem był nieśmiałym kawalerem, dobiegającym czterdziestki, któremu jego dziadek (nawet pośmiertnie), nie omieszkał czynić z tego powodu wyrzutów. Po sukcesie jego rzeźb natomiast miał spore trudności z „odpędzeniem się” od kobiet. To opowiadanie, pomieszczone w zbiorze opowiadań, „Przed świtem” jest z jednej strony zabawne, lecz z drugiej ponure, kiedy sztuka uczciwa i szczera, sztuka Boża, zawsze przegra (w tym świecie przynajmniej), z lucyferycznym światem reklamy, marketingu, łatwego efektu i blichtru, zapewniającego szybki sukces oraz efemeryczną sławę.
     Jest w tej prozie pewien element zadziorności, jakby pisarz przedstawiał nam swój świat, pokazując jednocześnie „właściwe”
centrum Kosmosu, z dala od Krakowa, Warszawy, Nowego Jorku czy Rzymu.
     Autor jednak stara się pokazać, że w terenach i okolicach swojego miejsca na ziemi, mieszka wiele tajemniczych oraz skomplikowanych zagadek, jakby były rodzajem szyfru metafizycznego, który trzeba rozwikłać na przestrzeni swojego życia, aby zrozumieć naprawdę, kim się jest.
     Bo żeby zrozumieć, kim się jest, tak zdaje się mówić Tomczyk, trzeba wpierw zrozumieć, gdzie się żyje, poznać ludzi, z którymi dzieli się wspólną przestrzeń i los.
I nie uciekać od tego losu, od tego życia, od tej przestrzeni i od jej mieszkańców, choćby było to trudne w sensie psychologicznym, ponieważ nasza, mała ojczyzna, zawsze przyniesie ze sobą jakiś skarb prawdziwy, ale i rodzaj klątwy, która tego skarbu strzeże.
   Choćby w sensie poznania jej dziejów, skomplikowanych zagadek i tajemnic.
Nie trzeba daleko szukać, zdaje się mówić autor, żeby zrozumieć swoje życie i nadać mu wartość prawdziwą oraz głęboką.
     Życie bowiem to rodzaj szyfru, który wielkich rzeczy dowodzi poprzez badanie spraw najmniejszych i z pozoru nieważnych, jak z pozoru nieważne jest miejsce, w którym przyszliśmy na świat i któremu z wyboru bądź konieczności życiowej, pozostaliśmy wierni do końca.
     Życie jest genialną zagadką, którą rozwiązuje myślenie w kategoriach małej ojczyzny, ukochanej prowincji.
     Tomczyk jest pisarzem mocno obiektywizującym, interesują go głównie zewnętrzne zdarzenia.
     Ale poprzez zewnętrzną warstwą, dociera równocześnie do bogatych złóż psychicznych, kształtujących się w ramach małej ojczyzny żabieńskiej.
Wewnętrzność tego pisarstwa jest równocześnie jego zewnętrznością i vice versa.
W pokazywanych pejzażach i postaciach, Tomczyk pokazuje jednocześnie świat – swój świat i w ogóle świat, który ciekawy jest i wart poznania przez czytelnika, który o nim niewiele wie.
   Stąd mocny jest walor poznawczy prozy Tomczyka, jego historyczność, jego, powiedziałbym nawet „naukowość”, choć to słowo nie jest do końca trafione w przypadku artysty, nawet tak mocno obiektywizującego jak Adam Tomczyk.
   Ciekawym aspektem tego pisarstwa jest jego świeżość, pisanie swoim stylem i swoim językiem, uchylanie się wszelkim modom oraz izmom, pisanie o tym, co, jak się zdaje, jest naprawdę ważne oraz istotne, to znaczy o historycznych źródłach tożsamości poszczególnych mieszkańców Żabna, jak np. w prozie historycznej pt. „Z pamięci”.
   Pisarstwo Tomczyka dzieli się bowiem moim zdaniem na dwie kategorie: prozy historycznej, bądź przywołującej legendy i klechdy znad Dunajeckiej krainy („Legendy. Szepce srebrzysty Dunajec”), bądź prozy również obiektywizującej, ale jednak o sporym nachyleniu subiektywnym, jak owe trzy tomy opowieści, swoista trylogia żabieńska, „Zaraza”, „Przed świtem” oraz „Miejsce”.
     Wydaje mi się, że najmocniejszy jest Tomczyk, kiedy trochę „pisze sobą”, jak w przypadku trzech omawianych dzieł.
     Kiedy dochodzi do głosu jego subiektywny język, nieco malarski czasem, pejzażowy, zadziorny przy tym oraz specyficzne widzenie świata, które przejawia się choćby w trafnej i celnej obserwacji charakterów mieszkańców małego Żabna o proweniencji lumpenproletariackiej, bądź wykonującej zawody proste w sensie oczywistej przynależności do naszej codzienności, jak szewc, zegarmistrz, stolarz, sklepowa czy kucharz.
Tomczyk pokazuje ich życie sprawnie, jak również z pewnym, literackim smakiem, wyrafinowaniem, oraz celnością psychologiczną.
     Tomczyk nie ocenia ani nie wartościuje tego świata, ale mam wrażenie, że świat, który opisuje to nie jest do końca w sensie mentalnym oraz intelektualnym jego świat.
     Jakby była w tym opisie pewna wyrwa, dysonans, zgrzyt, czasami nawet przepaść w wygłosie tej prozy, opisującej świat żabieński.
   Być może właśnie owa, nazwijmy to umownie, „rana”, jest w prozie Tomczyka najciekawsza.
   Z tej rany właśnie, z jej wnętrza bowiem, czerpie owa proza swoje życiodajne oraz zapładniające soki do opisu świata zewnętrznego, świata, który jest.
Nie jest to świat miły, łatwy i przyjemny, świat sielankowy.
Jest tam bowiem miejsce na ból, zazdrość, zawiść, małostkowość, ogrom ludzkich słabości,
a przy tym dyskretne ukazanie również tej i polskiej słabości, jak np. pewnych, znanych powszechnie przywar narodowych – np. alkoholizmu albo złodziejstwa, cwaniactwa.
     Tajemnica pisarstwa Tomczyka tkwi moim zdaniem również w jego bezpretensjonalności, w nie sileniu się na nic, nie udawaniu, nie zgrywaniu się, byciu sobą.
Choćby w tym się to przejawia, jak opisuje, z jaką pasją, przejęciem i pieczołowitością, rzeźbę św. Jana Nepomucena w swoim zbiorze prozy pt. „Miejsce”.
Pod piórem Tomczyka, czytelnik zaczyna zaprzyjaźniać się ze świętym, zaczyna czuć do niego sympatię, pewne poczucie braterstwa i familiarności wytwarza się w kontakcie z rzeźbą świętego Jana Nepomucena.
Dzięki temu pisarz jakby „oswaja” to, co dobre, piękne i święte, pokazuje ich wielką dla odbiorcy atrakcyjność – to duża sztuka pisarska, ponieważ przez wiele lat odbiorcy kultury byli przyzwyczajani do tego, że to, co brzydkie i złe, jest bardziej atrakcyjne od tego, co dobre i piękne, nawet święte.
     Ma zatem wiele talentów ten pisarz. Ma talent do historii, do historii sztuki, a przede wszystkim posiada talent literacki, przejawiający się, jak już wspomniałem, w trafnej, celnej i bardzo szybkiej, sprawnej obserwacji ludzi.
     Poza tym proza Tomczyka jest prozą określonego miejsca, przywołuje topos loci communes, miejsca pamięci.
   Tym miejscem pamięci jest dla pisarza Żabno, w którym wybudował dom, do którego w końcu powrócił po emigracyjnej tułaczce w Stanach i w Niemczech, imając się różnych, całkiem zwyczajnych zawodów, jak choćby np. zawodu rzeźnika.
   W książce „Miejsce” jest owa emigracyjna tułaczka bardzo ładnie opisana, z dużą wrażliwością, jak również znajomością przemian politycznych w Polsce, związanych z rokiem 1989 oraz wieloma rozczarowaniami z tych przemian wynikającymi – jak choćby emigracją za chlebem.
     Każdy ma swój kosmos na ziemi, niektórzy, by powrócić do swojego kosmosu, muszą najpierw zwiedzić cały świat, by potem z radością i wzruszeniem skonstatować, że od początku przynależeli do tego dębu, do tej ławki, do tego stołu kuchennego, gdzie niegdyś zasiadała cała rodzina.
   Wybitny poeta Józef Baran, z niedalekiego od Żabna, Borzęcina, pisał kiedyś: Można być w kropli wody światów odkrywcą, można zwiedzić cały świat i przeoczyć wszystko.
     Jest pewnym rodzajem dobroci i szlachetności, aby miłować to, co najmniejsze.
Jest pewnym rodzajem dobroci i szlachetności, aby umiłować ponad wszystko swoje miejsce na ziemi, choćby wiązało się ono z ranami, które kiedyś zostały zadane i nadal są zadawane i nadal się otwierają w pewnych, niesprzyjających okolicznościach.
     Adam Tomczyk pokochał Żabno, a czytelnik, czytający jego książki, chce nie dość, że do Żabna pojechać, to jeszcze ukochać to miejsce tak mocno, jak umiłował je autor.
   Choćby z tych, kilku powodów, warto sięgnąć po to pisarstwo, szczerze do tego zachęcam – nie tylko miłośników Żabna i małych ojczyzn,
ale w ogóle, „miłośników”, czyli tych ludzi, którzy mocno kochają życie (i dobrą literaturę).
Bo Żabno jest jak świat…


 

 

Pin It