Mikołaj Melanowicz,

 

W pogoni za tajnikami Wschodu. Przypomnienie przeszłości

 

Mikołaj Melanowicz   W kwietniu 2018 roku w japońskiej telewizji publicznej NHK obejrzałem film dokumentalny pt. Ieyasu daikōkai jidai ni deau! Igirisu no samurai Anjin no daibōken (Ieyasu spotyka w epoce wielkich podróży! Wielka przygoda angielskiego samuraja Anjina) z cyklu Rekishi hiwa hisutoria (Tajemne opowiadania historyczne HISTORIA). Tytułowy Ieyasu to pierwszy siogun dynastii Tokugawów, którego doradcą zostaje Anglik.

   Najpierw oglądamy w Tower of London japońską zbroję, którą królowi Anglii podarował właśnie Ieyasu. Mimo że nie wiadomo dokładnie w jakich okolicznościach to uczynił, to jednak można wyciągnąć wniosek, że miało to jakiś związek z. angielskim samurajem, Williamem Adamsem, znanym również pod imieniem Anjin.

   Oto gdy w marcu 1600 r. Ieyasu przebywał w zamku w Osace, otrzymał wiadomość, że do Usuki na Kiusiu przypłynął obcy statek. Po trzech tygodniach przed oblicze Ieyasu zostaje doprowadzony Adams, Anglik, nawigator statku „Liefde”, a jego tłumaczem był misjonarz, który powiedział, że to wróg i należy go skazać na śmierć.

   Następnie dowiadujemy się, że był to czas rywalizacji o kolonie między katolicką Portugalią i Hiszpanią, a ewangelicką Holandią i Anglią. To prawda, że do Japonii najpierw dotarli żeglarze Portugalczycy, a następnie misjonarze i kupcy z półwyspu Iberyjskiego. Dla nich Anglik był więc wrogiem. Jednak Ieyasu odrzucił żądanie tłumacza. Przejął ładunek z „Liefde” (m.in. ok. 500 sztuk broni) i zaopiekował się Adamsem.

   Pól roku później, w bitwie pod Sekigaharą Ieyasu podobno wykorzystał broń rozbitków i skorzystał ze wskazówek Adamsa, który chętnie wykonywał żądania Ieyasu, m.in. zbudował statek na wzór „Liefde”, i za to został dobrze wynagrodzony: otrzymał samurajskie nazwisko i imię Miura Aanjin oraz ziemię w wiosce Hemi, w obecnym mieście Yokosuka.

   Adams poślubił Japonkę, miał z nią dwoje dzieci, nauczył sąsiadów piec chleb i robić wino, ale przede wszystkim służył swemu panu jako bliski doradca (sokkin) nawet w czasie gdy Ieyasu został siogunem, to znaczy ówczesnym władcą Japonii. Anjin odegrał ważną rolę w nawiązaniu stosunków Japonii z Anglią. Ale nim do tego doszło, Ieyasu starał się – za pośrednictwem Anjina - nawiązać stosunki handlowe z Hiszpanią, a przede wszystkim uzyskać nowoczesną technologię ekstrakcji złota z rudy na wyspie Sado. Jednak Adams ostrzegł Ieyasu przed Hiszpanami, którzy – w zamian za pomoc w wydobyciu złota - żądali zgody na szerzenie chrześcijaństwa w Japonii i połowę zysku z wydobywanego złota. W ten sposób chcieli skolonizować Japonię. Dlatego Ieyasu przerwał pertraktacje, podtrzymując stosunki z Anglią i Holandią.

 

 

   Adams (Anjin) po trzynastu latach pobytu na japońskiej ziemi poprosił Ieyasu o zgodę na powrót do kraju, ale jej nie otrzymał. Po kolejnych czterech latach, gdy przypłynął statek angielski (list Adamsa wysłany do Anglii dotarł widocznie do władz), Ieyasu wyraził zgodę na wyjazd swego wiernego sługi Anjina. Tym razem Anglicy nie przyjęli go na statek, ponieważ zachowywał się jak Japończyk, więc mu nie ufali. Zakończył życie jako Miura Anjin w Japonii. I stał się postacią legendarną, o której nawet śpiewają pieśń, nuconą również w filmie.

   Warto wspomnieć o dwu wspomnianych faktach, związanych z Adamsem, a mianowicie o przechowywanej w Muzeum Narodowym w Tokio rzeźbie pochodzącej z „Liefde”, na której odczytano datę 1598 i nazwę portu Rotterdam, z którego statek ze 100-osobową załogą opłynął południowy cypel Ameryki Południowej, a następnie pędzony wichrami przez Pacyfik dotarł do Japonii już z nieliczną załogą.

   Wspomnieć też warto o liście Adamsa, odnalezionym w bibliotece w Londynie, o liście, w którym Anglik-samuraj pisał o tęsknocie za krajem,.

   Film o czasach wielkich podróżników na przełomie XVI i XVII w. i o spotkaniu Ieyasu z Anglikiem Williamem Adamsem przypomniał mi serial pt. Shogun, w którym wystąpili legendarni już aktorzy: Richard Chamberlain. Mifune Toshirō, Frankie Sakai. Ten krótki serial, emitowany w Polsce w 1985 r., nie tylko zwiększył liczbę kandydatów na japonistykę, lecz także skłonił mnie do napisania eseju. dla miesięcznika „Kontynenty” (nr 7 (254) lipiec 1985).

 

Na marginesie „Sioguna”

W pogoni za tajnikami Wschodu

 

   W powieści Jamesa Clavella nazywa się on John Blackthorne, stoi samotnie na pokładzie i myśli o tym, że jeśli w ciągu trzech dni nie trafią na ląd, wszyscy zginą. Szaleje burza. Większość ludzi zmarła w czasie podróży. Z pięciu statków pozostał tylko jeden, a na nim dwudziestu ośmiu żeglarzy spośród stusiedmioosobowej załogi, w dodatku zaledwie dziesięciu mogło się poruszać, pozostali walczyli ze śmiercią, również kapitan. Brakowało żywności, prawie nie mieli wody, pozostałe resztki były słone i cuchnące.

 

Pierwszy Anglik w Japonii

   Płynęli z Rotterdamu na „Erasmusie”, dwustusześćdziesięciotonowym trójmasztowym, handlowo-wojennym statku, uzbrojonym w dwadzieścia dział. Tylko „Erasmus” ocalał z całej flotylli wysłanej z Niderlandów w celu poskromienia nieprzyjaciela w Nowym Świecie. Był to pierwszy holenderski statek, który rozpoznał szlak żeglowny przez Cieśninę Magellana. Czterystu dziewięćdziesięciu ludzi, wszyscy ochotnicy, Holendrzy, z wyjątkiem trzech Anglików – dwu sterników-nawigatorów i jednego oficera. Otrzymali rozkaz plądrowania hiszpańskich i portugalskich posiadłości w Nowym Świecie, otworzenia stałych koncesji handlowych, odkrywania nowych wysp na Pacyfiku, które mogłyby służyć jako stałe bazy, i zajmowania terytoriów dla Holandii, a po trzech latach mieli wrócić do kraju.

    Protestancka Holandia prowadziła wojnę z katolicką Hiszpanią. Anglia, jej jedyny sojusznik, pierwszy kraj w świecie chrześcijańskim, który zerwał stosunki z dworem papieskim i stał się protestancki, a przez ostatnie kilkanaście lat prowadził wojnę z Hiszpanią, otwarcie współdziałała z Holandią.

   „Przed nimi jeszcze groźniejsza burza – powiedział Blackthorne do siebie – więcej tam skał i mielizn. I nieznane morze. W porządku. Na morze postawiłem całe swoje życie i dotąd zawsze wygrywałem. I teraz też wygram”. – Tak się zaczyna ta opowieść, u progu lata i u brzegów Japonii, do których wkrótce bohater dodryfuje w roku 1600, w dwa lata od wypłynięcia z Rotterdamu. Właśnie Blackthorne, czyli historyczny Will Adams (1564–1629) i grupa jego współtowarzyszy z „Erasmusa”, czyli faktycznie z galeonu „Liefde”, dobiła do brzegów Japonii.

   Po burzy Anglik ocknął się w schludnym pokoju z krzyżem na ścianie. Nie wiedział, gdzie jest: w Chinach, czy w Japonii? Od tego pytania rozpoczyna się jego japońska przygoda.

   W hrabstwie Kent, w Anglii, została jego żona i dwie córki, z którymi rozstał się przed kilku laty i których nie miał już nigdy ujrzeć. W rodzinnej Anglii nauczył się sztuki nawigacyjnej, otrzymał kwalifikacje sternika, poznał tajniki budowy statków, dobrze przyswoił sobie matematykę i geometrię, i należał do młodych, zdolnych ludzi wypływających coraz częściej z Anglii na szersze wody, dotąd opanowane głównie przez Portugalczyków i Hiszpanów. Adams zaciągnął się następnie na holenderski statek włączony w skład flotylli skierowanej na wielce ryzykowną wyprawę. Ekspedycja ta dla większości uczestników skończyła się tragicznie. Po czterech statkach i ich załodze zaginał wszelki ślad, jedynie wiadomo coś o „Lietde”, na którym Will Adams wylądował jednak z garstką współtowarzyszy w południowej Japonii, między Kiusiu i Sikoku, na brzegach dawnej prowincji Bungo. Anglika zawieziono do Osaki i przedstawiono Tokugawie Iejasu, wówczas jednemu z kandydatów na przywódcę Japonii, mającemu odegrać historyczną rolę i zjednoczyć podzielony kraj. Od spotkania z Iejasu, występującego w powieści jako Toranaga, rozpoczyna się japoński rozdział życia pierwszego w Japonii Anglika, który później otrzymał nazwisko Miura i imię-przydomek Andzin, czyli Sternik. Z zapisków historycznych wiadomo, że został doradcą Iejasu w sprawach zagranicznych, był jego informatorem i po trosze nauczycielem. Iejasu interesował się światem, zwłaszcza stosunkami między państwami zachodnimi, techniką i nauką, między innymi budową statków. Japończycy nie potrafili wtedy budować statków oceanicznych. Pod kierownictwem Adamsa zbudowano kilka szkunerów, a jeden z nich, w roku 1610, dotarł nawet do Meksyku, zwanego wówczas Nową Hiszpanią. Dzięki staraniom Andzin-san, czyli „pana Andzina”, założono nawet faktorię angielską w Hirado. Nie przetrwała ona długo, a jedynymi partnerami Japonii w handlu po roku 1638 zostali Holendrzy i Chińczycy. Anglik nie otrzymał zgody na powrót do kraju, ożenił się z Japonką, miał z nią syna i córkę. Mieszkał w przekazanym mu majątku w Hemi, koło dzisiejszej Jokosuki, ciesząc się względami Tokugawy.

 

   Clavell i inni

   Niezwykłe dzieje Anglika mogły zainteresować, nawet zafascynować Jamesa Clavella, urodzonego w Australii pół-Irlandczyka, pół-Anglika. Clavell kształcił się w Anglii, dosłużył się rangi kapitana w Królewskiej Artylerii w czasie II wojny światowej i zamieszkał ostatecznie w USA.

   Wspomniana przygoda Anglika sprzed trzech i pół stulecia miała jednak mniejsze znaczenie w kształtowaniu zainteresowań Clavella niż jego przeżycia wojenne. To one zadecydowały o wyborze samurajskiej Japonii jako tematu powieści. W roku 1942 James Clavell został pojmany przez żołnierzy japońskich i zamknięty w singapurskim obozie Czangi. Przeżył tam głód i upokorzenie, poznał też postawy Japończyków, ich okrucieństwo wobec pokonanych, pogardę dla poddających się przeciwników. Te doświadczenia znamy z powieści pt. „Król szczurów” i filmu opartego na tym utworze. W okresie powojennym Clavell współpracował z producentami filmów, pisał scenariusze, na przykład do głośnego filmu „Wielka ucieczka”. Jest też autorem kilku scenariuszy i reżyserem filmowym. Rozgłos przyniosła mu 700-stronicowa powieść Tai-Pan, przez rok nie schodząca z list bestsellerów w USA, podobnie jak po roku 1975 jeszcze popularniejszy Siogun.

   Zapewne powodzenie powieści o Dirku Struanie, władcy Tai-Pan – najpotężniejszego towarzystwa handlowego na Dalekim Wschodzie w latach 40-tych XIX wieku – i późniejsze, powojenne wizyty Clavella w Japonii skłoniły go do tropienia historycznych źródeł tych cech Japończyków, z którymi zetknął się w czasie obozowej gehenny. W Tai-Panie tło historyczne jest burzliwe, bohater jest również niezwykle barwny – jest handlarzem opium, piratem, kochankiem, po prostu wielkim graczem w okresie zakładania miasta Hongkong na pustej jeszcze wyspie.

   Do Sioguna bywa też porównywana długa powieść M. M. Kaye pt. The Far Pavilions (Dalekie pawilony, 1978), o Indiach. Podobnie jak w Siogunie, Anglik, dzięki miłości do indyjskiej księżniczki, wkracza w obszar kultury tego kraju, poznaje niedostępne i niezrozumiałe dotąd obyczaje i zasady życia. Można by takich powieści przywołać więcej na potwierdzenie pewnego zjawiska, a mianowicie dużej poczytności opowieści o tajnikach ludzi Wschodu, budzących zaciekawienie i nadzieje zmęczonego cywilizacyjnym rozmachem białego człowieka.

   Tajemnice czy tajemniczość Dalekiego Wschodu w powieściach popularnych mają już prawie stuletnią tradycję. Dawniej w Polsce znany był Lafcadio Hearn (1850–1904), który popularyzował w Europie wielce pozytywne cechy Japończyków: pracowitość, poczucie honoru, łagodność i piękno kobiet, fascynującą kulturę. Wyobrażenia Amerykanów i Europejczyków o Japonii ukształtowały się w XIX i XX wieku najpierw dzięki książkom Hearna (niedawno ukazał się polski przekład opowieści niesamowitych „Kwaidan”). Hearn również (podobnie jak wcześniej Andzin-san) poślubił Japonkę, przyjął zresztą japońskie nazwisko. Przez kilkanaście lat pisał o Japonii i stworzył pewien wzorzec myślenia, wyobrażenia o tym kraju tak dla nas egzotycznym, różniącym się od Zachodu głównie w sferze duchowej, a także osiągnięć kulturalnych. Zwłaszcza Japonka Hearna była istotą pełną wdzięku, delikatną, niezwykle uprzejmą i uległą, jakże odmienną od wyemancypowanych Amerykanek. Dostrzegł Hearn również duchowe zalety Japończyków, wywodzące się z buddyzmu i sintoizmu. Poczucie więzi z sąsiadami, całą wspólnotą, głębokie powiązania emocjonalne i obyczajowe z przodkami, odporność na ból i cierpienie w codziennym życiu i w sytuacjach krańcowych, myślenie kategoriami nadrzędnego interesu społecznego stały się cechami typowymi w obrazie hearnowskiego Japończyka.

   Do tej tradycji nawiązał po II wojnie światowej James Michener w „Opowieściach Południowego Pacyfiku” (1947) i w Sayonara (Do widzenia, 1953). W odróżnieniu od Hearna jednak, nie ma u Michenera samurajów bądź ducha busido, ale pozostaje wciąż żywy obraz pięknej kobiety, krajobrazu i kultury tego kraju, uległego wobec zachcianek amerykańskich żołnierzy, przechodzących proces przemiany od nienawiści wobec przeciwnika do zainteresowania i fascynacji Japonią po wojnie koreańskiej. Michener daje swoim czytelnikom okazję do poznania wielu – często elementarnych – faktów z historii kultury, zapoznaje z teatrem lalek bunraku, z drzeworytem, cechami języka i religią. Najwięcej uwagi poświęca jednak kobiecie, u której uroda fizyczna harmonizuje z pięknem moralnym.

 

   Samuraje i busido

   James Clavell, choć nie pogardził atrakcyjnością Japonek, przypomniał czytelnikom sprawę samurajów i ich kodeksu etycznego zwanego „drogą rycerzy”, czyli busido, utożsamianego niekiedy z zasadami zachowania się Japończyków w ogóle. „Ducha japońskiego” – jak wspomnieliśmy – Clavell zaczął poznawać od brutalności doznanej w obozie jenieckim.

   Te negatywne strony obrazu samuraja wykorzystuje m.in. Eric van Lustbader w głośnej powieści pt. Nindzia (Niewidzialni, 1980), której akcja toczy się w powojennej Japonii i we współczesnym Nowym Jorku. Gwałt, terror, seks przeplatają się z elementami podręcznikowych wiadomości o japońskich sztukach obronnych i wojennych. W najnowszej powieści tego autora pt. The Miko (Mniszka) również są samurajskie miecze, jest mowa o harakiri, a także o tajemnicach miłości i seksu „po japońsku”. Wyjaśnienia na temat pisma japońskiego niemal sąsiadują z wulgarnymi scenami szpiegowskiego czytadła. Japońskie imiona i nazwy wykorzystywane są z całą nonszalancją kpiarza, który kobiecie nadaje imię typowo męskie, a hotel w Tokio nazywa Shiko-Plaza, aby skojarzyć z sikko (osikko), czyli „siusianiem”. W odróżnieniu od lat 50-tych i 60-tych, kiedy ukazywały się powieści raczej realistyczne o Japonii i Dalekim Wschodzie, w latach 70-tych i 80-tych wykorzystuje się niepowtarzalne, często marginesowe cechy i zjawiska, wyolbrzymia się je w celu zafrapowania czytelnika tajemniczością, niepoznawalnością, mistyką Wschodu. Trudno przetłumaczalne nazwy japońskie kategorii estetycznych awansowały do rangi tytułów grubych powieści, jak np. sibumi (smak powściągliwy, wyszukanie skromny, gorzki) w powieści pt. Sibumi z roku 1979. Typowe japońskie tytuły czy umiejętności służą również sygnowaniu powieści, jak na przykład nindzia (niewidzialni, doskonale wyćwiczeni w sztuce zakradania się i szpiegowania za Tokugawów XVII-XIX w.) w powieści Lustbadera. Przypomnijmy tu Sayonara (do widzenia) w tytule powieści Michenera i wreszcie Sioguna (generał, namiestnik wojskowy cesarza, hetman, generalissimus) u Clavella.

   Siogun ma wszystkie cechy popularnej powieści przygodowej, świetnie zresztą napisanej. Bohater powieści jest odważny, zahartowany, dobrze przygotowany do pełnienia powierzonych mu funkcji, jest też twardym ryzykantem o duszy wrażliwej na piękno, o sercu skłonnym do kochania i podbijania urodziwych Japonek. Zatem miłość i seks również sprzyja popularności tej powieści, chociaż wątek ten nie jest zbyt natrętnie eksponowany; jest raczej owiany tajemniczością odmiennej koncepcji miłości, w którą wprowadza bohatera jego przewodniczka-tłumaczka i kochanka. Jest w tej powieści również wątek okrucieństwa. Można powiedzieć więcej – okrucieństwo stało się swoistą obsesją Clavella, zapewne z powodu jego jenieckich doświadczeń. Autor zresztą świadomie wydobywa na plan pierwszy sprawy busido i samurajów, którym Europejczycy przypisali wiele cech niemal mistycznych. To prawda, że w historii Japonii bywali różni samurajowie i różnie się zachowywali W każdym razie Clavell wyeksponował okrucieństwo samurajów, uczynił zeń niemal swoistą cechę Japończyków. Europejski czytelnik odbiera najmocniej jako okrutne to, co właściwie jest skierowane przeciw sobie samemu, a nie przeciw drugiej osobie. Popełnianie harakiri (seppuku) sprawia wrażenie okrucieństwa najwyższego stopnia, chociaż jest to forma honorowej śmierci samobójczej.

   Są w Siogunie fascynujące intrygi polityczne, zresztą nie odbiegające zbyt daleko od faktów historycznych. Konflikty, ambicje, pożądania, walka o władzę należą od dawna do podstawowych chwytów w powieści przygodowej. Egzotyczna sceneria późnośredniowiecznej, czy raczej wczesnonowożytnej Japonii uzupełnia atrakcyjność tej szczególnej przygody czytelniczej, jaką stanowi Siogun Clavella, pokazywany również w kinach i telewizji w znacznej części świata. I w związku z tym, co powiedziałem o przygodowym, awanturniczym charakterze utworu, nie możemy traktować Sioguna jak powieści historycznej; choć główne postacie książki nie całkowicie są zmyślone, stosunki między nimi mają wiele cech układów potwierdzonych przez historię.

 

Bokiem do historii

   Oto tytułowy, przyszły siogun Toranaga odpowiada postaci Tokugawy Iejasu (1542–1616) w okresie, który można by nazwać „ciszą historii”, to znaczy bez znaczniejszych wydarzeń: rebelii, bitew, zmian rządów. A jednak w niecałe dwa lata od śmierci Taikō. byłego kanclerza Hidejosiego, w roku 1598, w pierwszych tygodniach pobytu Anglika w Japonii dojrzewały sojusze, coraz wyraźnie] zarysowywała się linia podziału między blokami, których konfrontacja nastąpiła już po zakończeniu akcji powieści. Jedynie w epilogu jest wzmianka o wielkiej bitwie pod Sekigaharą tego samego 1600 roku, jesienią Tokugawa Iejasu, grany w filmie przez Mifune Tosiro, jest człowiekiem przebiegłym, bezpardonowym. Niezwykle umiejętnie organizował on układy sojusznicze i wykorzystywał zależności wasalne. Dał się poznać w bitwie pod Nagasino (1574), którą pamiętamy z filmu Kurosawy pt. Sobowtór: stał wtedy po stronie Nobunagi. Wygląda na to, że zawsze wiedział, po której stronie stanąć, poczynając od wsparcia Nobunagi i następnie Hidejosiego, jakby przewidywał kierunek rozwoju historycznego.

   Za najpotężniejszego feudała po śmierci Hidejosiego (tzn. Taikō) uchodził Isida Mitsunari, w powieści występujący jako Isida. Właśnie Isida chciał wykorzystać atuty, jakimi dysponował jako zarządca zamku w Osace, będącym siedzibą rodu Tojotomi, tzn. nieletniego syna Hidejosiego. Szukał więc pretekstu, aby obnażyć zamysły Iejasu i rozprawić się z najgroźniejszym przeciwnikiem, stojącym mu na drodze do opanowania Japonii. Isida jednak się przeliczył, nie docenił przebiegłości Iejasu.

Na kartach powieści pojawia się kilka innych, historycznych postaci, jak na przykład Mariko, wzorowana na córce Akeci Mitsuhide i jednocześnie żonie księcia Hosokawa, Tadaoki. Los dla Manko, czyli dla Gracji Hosokawy, nie był łaskawy. Gdy Isida zażądał sprowadzenia do zamku żon i dzieci książąt sprzyjających Iejasu, Gracja wolała zginąć niż oddać się w ręce Isidy. Jako chrześcijanka nie mogła popełnić samobójstwa, kazała się po prostu przebić włócznią, jak szczegółowo tę scenę odtwarza Miura Ajako w popularnej powieści pt. Hosokawa Garasiafudzin (Pani Gracja Hosokawa, 1975). Oczywiście, ten model w powieści i w filmie został potraktowany dość swobodnie, i nie ma wątpliwości, że nie należy uczyć się historii Japonii na Clavellu.

   Mimo wszystko powieść Clavella rozreklamowała Japonię, podobnie jak „Przeminęło z wiatrem” amerykańskie Południe. Powieść, a następnie filmy przykuły uwagę milionów, zwróciły uwagę na wiele cech Japończyków i ich kultury jako szczególnie frapujących, nawet jeśli nie całkowicie odpowiadających rzeczywistości. Podobnie jak Clavell w powieści o XVII-wiecznej Japonii, czy raczej samurajskiej części Japonii, tak miliony czytelników i widzów próbowało sobie na swój sposób odpowiedzieć na pytania o źródła cech narodowych i sukcesów gospodarczych Japończyków. Wiele ciekawych filmów przygodowych mieliśmy okazję oglądać na ekranie telewizyjnym lub kinowym, ale od dawna tak nie pustoszały ulice, jak w godzinie emisji Sioguna. A więc nie tylko dobra robota reżysera i producenta, barwność scenerii itp. przyciągały widza.

 

   Samurajscy supermeni

   Clavell wprowadza Europejczyka w środowisko japońskie, pozwala mu podpatrywać je i poznawać. Bohaterowie szybko się uczą, zwłaszcza ze w tajniki „japońskości” wprowadzają ich kobiety. Sprzeciw i podejrzliwość zamienia się w zrozumienie i fascynację. Anglik Clavella w ciągu kilku miesięcy przekształca się w samuraja, który dostrzega nawet wyższość kulturową tych, których na początku traktował jak barbarzyńców. Kobiety uczą go tajników miłości „po japońsku”, a także zapoznają z meandrami japońskiego myślenia i sposobu działania. Pamiętamy, jak w filmie Mariko wprowadzała Anglika we wschodnią filozofię życia, mówiąc mu, że życie i śmierć to jedno, że istnieje tylko dziś, bo jest tylko ta chwila i nic więcej. Pamiętamy też, jak Andzin-san poznawał terapeutyczną rolę „miłości”, jak docenił wyższość typowo japońskiego posiłku nad europejskim. Clavell, który z jednej strony przyprawia czytelnika o dreszcz scenami okrutnymi, z drugiej strony dowodzi wyższości kultury japońskiej nad amerykańską bądź europejską. Niewątpliwie fascynuje Clavella estetyczny aspekt kultury, dlatego nie waha się szczegółowo opisywać ceremonii picia herbaty. Pod tym względem Clavell, podobnie jak Michener, nie odbiegł zbyt daleko od obrazu Japonii stworzonego przez Lafcadio Hearna. Dodał jednak wiele „dowodów” brutalności Japończyków, co prawda w uzasadnionej sytuacji historycznej. Już na początku pierwszego rozdziału spada ścięta mieczem głowa chłopa, który za wcześnie podniósł się z klęczek w obecności samuraja.

   „Oni lubią zabijać, Angliku – mówi Rodrigues. Mają zwyczaj nawet spać z mieczami. To wielki kraj, lecz samuraj jest niebezpieczny jak żmija... Oczywiście, wszyscy są inni od nas – nie czują bólu czy zimna jak my – lecz samuraje są jeszcze gorsi. Nie boją się niczego, a najmniej śmierci. Dlaczego? Bóg jeden wie, lecz to prawda. Jeśli ich przełożony powie „zabij”, to zabijają, „umrzyj” – rzucą się na własne miecze lub rozprują brzuchy. Zabijają i umierają z taką łatwością, z jaką my oddajemy mocz”.

   Tenże Rodrigues mówi, że Japończycy „mają sześć twarzy i trzy serca” To prawda, że akcja powieści toczy się w czasach, w których tworzeniu nowych sojuszy towarzyszyły zdrady, bywało więc tak, że nikt nikomu nie mógł ufać. Niemniej jednak, w kraju tym lojalność i wierność należały do najwyższych wartości we współżyciu ludzi ze sobą, a tym bardziej w etyce samurajskiej, z której wiele się upowszechniło i odgrywa dość dużą rolę we współczesnych stosunkach międzyludzkich. Clavell pisząc o XVII-wiecznej Japonii, miał bardzo często na myśli Japonię dzisiejszą. Nic więc dziwnego, że wielu postaciom niekiedy każe zachowywać się inaczej niż powinny były postępować w określonych warunkach na początku XVII wieku. A w usta Portugalczyka wkłada słowa pod adresem współczesnych Amerykanów, jakby chciał ostrzec, żeby nie wierzyli w to, że współcześni Japończycy są tak bardzo zamerykanizowani. Clavell zwraca tu uwagę na coś bardzo istotnego na przykładzie Józefa, japońskiego chrześcijanina, który z własnej woli wyrzekł się chrześcijaństwa na skutek błędów popełnionych przez jezuitów.

   Samuraje Clavella, na czele z jego siogunem, są więc po trosze supermenami, mogą imponować dumą, siłą ducha i ciała. Skłaniają nas do przypuszczenia, że muszą oni znać jakąś inną niż my tajemnicę życia, którą chcielibyśmy poznać, choć trudno uwierzyć, że jest to możliwe. Ulegamy iluzjom, z którymi żal się rozstawać. Prawda o Japonii jest jednak znacznie trudniej dostępna, jest też bardziej skomplikowana niż u Clavella.

 

Pin It