Mikołaj Melanowicz

 

 

Święto Ajnów. Przypomnienie sprzed półwiecza (4)

 

Ainu2   Lud Ajnów zajmował w średniowieczu znaczna część północnej Japonii. Jeszcze na początku XX wieku ich kulturę badał Bronisław Piłsudski nie tylko na Sachalinie lecz także na Hokkaido (zob. film Waldemara Czechowskiego pt. Bronisław Piłsudski: zesłaniec, etnograf bohater,2016), na wyspie znanej przede wszystkim jako odległa, niezagospodarowana prowincja, w której najdłużej zachowali swą tożsamość Ajnowie.

Warto wspomnieć, ze nawet obecna nazwa tej wyspy nie jest stara, ponieważ w bieżącym 2018 roku odbywa się wiele imprez i sprzedaje pamiątki z okazji 150-lecia nazwy Hokkaido, którą zaczęto stosować wraz z kolonizacją jej ziem w okresie Meiji. Wcześniej posługiwano się nazwą Ezo lub Emishi na określenie mieszkańców północnych prowincji, to znaczy ludu (ludów?) niepodporządkowanych centralnej władzy japońskiej. W czasach nowożytnych zaczęto – z pewnym uproszczeniem – twierdzić, że byli to Ajnowie. A przynajmniej, że mieszkali oni na Hokkaido, czyli w „prowincji nad północnym morzem” (hoku – północ, kai – morze, dō – droga; ta „droga” w podziale administracyjnym oznacza dziś „prowincję”).

 

     Na początku XX wieku Bronisław Piłsudski nagrywał eposy (yukara), opracowywał słownik języka Ajnów, więc w tym czasie rozwijała się jeszcze kultura tego ludu. Nawet w latach 60. XX w. można było spotykać starszych Ajnów w ludowych strojach podczas ich świątecznych zgromadzeń.

   Miałem okazję uczestniczyć w jednym z takich wyjątkowych zdarzeń, to znaczy w festiwalu kultury Ajnów, o którym pisałem w artykule publikowanym na lamach „Kontynentów” (nr 6, 1967).

   Ainu Matsuri – tak to zdarzenie wówczas nazywano – miało charakter festynu, jak również konferencji naukowej zorganizowanej przez Radę Miejską Asahikawy (nazwę tego miasta wymawia się też Asahigawa) podczas mojego pierwszego pobytu w Japonii, tzn. kilkanaście lat wcześniej, przed spotkaniem z pisarką Miurą Ayako (Pisarze.pl, Nr 16/18) .Wówczas zaprosił mnie Igarashi Kōzō (1926-2013), mer miasta Asahikawy na wniosek pierwszego mojego przyjaciela japońskiego, to znaczy Kasaia Mitsuru, który również zapewnił mi nocleg w domu licznej rodziny Aokiego Tsutomu w sierpniu 1964 roku

Ówczesny mer Igarashi Kōzō interesował się kulturą Ajnów, zabiegał o poprawę ich statusu jako członek parlamentu w latach 90.XX w. i pełnienia funkcji ministerialnych w gabinetach premierów Maruyamy Tomiichiego i Hosokawy Morihiro.

  1. Zachowuję towarzyszące esejowi podpisy do opublikowanych wówczas zdjęć, ponieważ wnoszą dodatkowe, ważne informacje.

 (Warszawa, 20.05.2018)

 

Ainu1

 

           ŚWIĘTO AJNÓW

     Zapada już zmierzch, gdy na miejsce Wielkiej Ofiary przybyli wierni w uroczystych strojach ludowych. Wszystko już było przygotowane. Zapalono święty ogień. Przedstawiciele z poszczególnych okręgów zaczęli wznosić modły do boga ognia (Apefucikamuinomi). Następnie wprowadzony został bohater dzisiejszego obrzędu — blisko dwuletni niedźwiedź. Mężczyźni uwiązali go sznurami do słupa w pobliżu ognia. Powinien się cieszyć, gdyż wkrótce powróci do nieba. Musi wyrażać swoją radość — biegać, podskakiwać. Jakoś nie ma na to ochoty, więc mężczyźni potrząsają świętymi kijami, do końca których uwiązane są wióry w kształcie miotełek. Na wpół oswojony niedźwiedź zdradza niepokój — biega w koło i wydaje groźne pomruki w stronę otaczających go wielkim kołem kobiet i mężczyzn, wyraźnie uradowanych zachowaniem niedźwiedzia. Napięcie wzrasta. Okrzyki (hoje! hoje!), rytmiczne poklaskiwanie w dłonie stojących kołem kobiet i brodatych mężczyzn nabiera siły. Wkraczają mężczyźni z łukami i rozpoczyna się punkt kulminacyjny obrzędu: zabijanie niedźwiedzia. Świszczą strzały z łuków — na razie niegroźne, bez grotów, ale to wystarczy, by wyprowadzić zwierzę z równowagi. Pomrukiwanie przechodzi w groźny ryk. Wszystkie menoko (kobiety) stojące dokoła tego niecodziennego widowiska śpiewają pieśni Ajnów — upopo i tańczą rimuse. Ceremonia niedługo już dobiegnie końca. Tym razem jednak nie będzie rytualnego uboju, więc nieszczęśliwy niedźwiedź nie będzie jeszcze mógł powrócić do nieba. Ale mimo to około dwustu przedstawicieli ludu Ajnu przezywa swoje wielkie święto. A zgromadzona na stadionie publiczność japońska (a także goście zagraniczni) przeżywa niemałe emocje.

     Ta cała ceremonia na cześć niedźwiedzia odbywała się w mieście Asahigawa w centralnej części Hokkaido w sierpniu 1964 r., w ramach tzw. Ainu-matsuri, tj. Festiwalu Ajnów. Festiwal kultury i konferencja naukowa poświęcona problemom wymierającego ludu Ajnu trwały cztery pełne dni. Organizatorzy (Rada Miejska Asahigawy) zaprosili ponad dwustu Ajnów czystej krwi zamieszkujących różne zakątki wyspy Hokkaido. Podobno (wg informacji prasowych) na wyspie tej pozostało jeszcze około 15 tys. przedstawicieli tego ludu, z czego tylko 20 proc. to Ajnowie czystej krwi. Większość zasymilowała się już z Japończykami, przystosowała się do nowych warunków życia. Odeszły więc w zapomnienie dawne obyczaje i ustnie przekazywana tradycja kulturalna. Przywiązanie do tradycji pozostało jeszcze silne w nielicznych tylko rodzinach.

   Także ze strony Japończyków — zwłaszcza badaczy kultury tego ludu — odzywały się juz od szeregu lat glosy o zabezpieczenie zabytków, które jeszcze się zachowały. Wspomniany festiwal był taką ambitną próbą zwrócenia uwagi opinii publicznej na Ajnów i ich dość ciężkie warunki życia, oraz próbą rozbudzenia zainteresowań samych Ajnów ich własnymi tradycjami kulturalnymi. W każdym bądź razie, była to rzadka okazja wzajemnego poznania się Ajnów z różnych okolic różniących się pod względem językowym oraz obyczajowym. Dla badaczy zaś — szansa nawiązania bezpośrednich kontaktów, wysłuchania szeregu pieśni ludowych, obejrzenia tańców i najważniejszych obrzędów tego ludu. Ajnu — znaczy w języku tego ludu po prostu „ludzie”. W kronikach japońskich nazywano ich także Emisi lub Edzo-dzin, tj. ludzie z Edzo, przy czym Edzo — to stara nazwa wyspy Hokkaido.

   Jeszcze w początkach czasów historycznych, znanych z japońskich kronik, lud ten zamieszkiwał poważną część obecnej Japonii. Uległ jednak w zażartej walce z ludem Jamato, który opanowywał Archipelag Japoński posuwając się od strony południowego zachodu. Ajnowie po przegranych bitwach odrzucani byli coraz bardziej na północ, aż wreszcie pozostała im tylko wyspa Hokkaido. Z czasem, gdy i Hokkaido uległa całkowitej kolonizacji przez Japończyków, coraz trudniejsze stawało się ich życie. Nie znali rolnictwa, zajmowali się łowiectwem i rybołówstwem. Żywili się i przyodziewali się tym, co im w stanie surowym dostarczała przyroda. Rolnictwem zaczęli zajmować się pod wpływem Japończyków.

   Dziś, gdy tereny łowieckie zmalały do minimum, pewne drobne skupiska, które nie uległy japonizacji i nie zdobyły zawodów — cierpią nędzę. Oprócz rolnictwa i rybołówstwa zajmują się chałupniczym rzemiosłem wyrabiając przedmioty, cieszące się powodzeniem wśród turystów (m.in. rzeźbione w drzewie niedźwiedzie). Większość z nich jednak uległa asymilacji, ubiera się, mieszka, odżywia się, wychowuje dzieci tak, jak wszyscy inni obywatele Japonii. Swym własnym językiem Ajnu posługują się nieliczne rodziny i to tylko w domu.

   Ajnowie nie posiadają własnego pisma, nie mają więc literatury pisanej. Pieśni ludowe i religijne przekazywano z ust do ust; Ajnowie odznaczali się doskonałą pamięcią, co szczególnie mocno podkreślał prof. Kindaichi Kyosuke podczas odczytu w Asahigawie. Duża część dorobku twórczości ustnej została zebrana przez badaczy — głównie japońskich — i zanotowana w języku japońskim. I tu szczególną wagę posiadają tzw. ukara, coś w rodzaju pierwotnej szczątkowej formy eposu ludowego i pieśni zbiorowe upopo („śpiewać razem”).

   Religia Ajnów opiera się przede wszystkim na kulcie przyrody. Czczą ogień, słońce, wiatr, gwiazdy, morze, niektóre zwierzęta. Szczególnie uprzywilejowane miejsce, jak zresztą wśród innych ludów Północy, zajmuje niedźwiedź. Zwierzę to dostarczało Ajnom pożywienia (mięso) i ubioru (skóry), nic więc dziwnego, że otaczano je nabożnym kultem. Podobnie jak ogień i inne zjawiska przyrody był to dla ludu Ajnu — kamui, bóstwo (po japońsku: kami), które przybierało postać niedźwiedzia i przychodziło do Ajnów, by im pomóc. Ale Ajnowie są dobrzy, więc od czasu do czasu odsyłali niedźwiadka do nieba, by mógł on tam mieszkać i żyć tak, jak żyją Ajnowie. Takie jest kultowe uzasadnienie iomante czyli „wysyłania niedźwiedzia do nieba”. W praktyce był to rytualny ubój młodego zwierzęcia. Obrzęd ten, przedstawiony fragmentarycznie na początku artykułu — stał się najbardziej okazałą formą religijno-obyczjową, a jednocześnie rodzajem uroczystego festynu.

     Przed rozpoczęciem takiego rytuału przygotowywano specjalne potrawy, np. ciasto ofiarne z mąki prosianej — większe „kluski” dla bogów i duchów przodków, mniejsze dla gości; najmniejsze rozrzucano jak confetti. Na dzień przed główną ceremonią, cała wioska zbierała się w domu gospodarza najczęściej miejscowego patriarchy. Składano ofiary bogom, przygotowywano się do obrzędu, śpiewano i tańczono. Dopiero następnego dnia odbywała się wielka ceremonia. Po zabiciu schwytanego przed miesiącami, karmionego, traktowanego jak bóstwo i oswojonego niedźwiedzia, rozpoczynał się dalszy etap radosnej uczty. Rytualne picie krwi niedźwiedzia, tańce kobiet, śpiew, zabawy dzieci. Na koniec przenoszono się do wielkiego domu, w którym — przy świętym oknie wychodzącym na wschód — leżała już głowa zabitego niedźwiedzia. Tu rozdzielało się święte mięso i wino. Mężczyźni zaczynali taniec, a po chwili przyłączały się kobiety.

     Obrzęd i'omante odbywał się przypuszczalnie raz na kilka lat, zazwyczaj pod koniec zimy przed wiosennym sezonem polowań. Udało mi się wprawdzie oglądać i'omante latem, lecz była to wyjątkowa okazja. Praktycznie to rzecz teraz bardzo rzadka. Odbywa się jeszcze w niektórych skupiskach Ajnów, np. w takich szeroko rozreklamowanych i tłumnie przez turystów odwiedzanych wsiach, jak Cikabumi kolo Asahigawy i Siraoi koło Noboribetsu, gdzie zainteresowanie turystów zachęciło miejscową ludność do pielęgnowania starych obyczajów, zachowywania egzotycznych strojów i wyglądu. Tak więc Ajnowie na Hokkaido stają się coraz bardziej ciekawostką turystyczną, jedną z atrakcji północnej wyspy Archipelagu Japońskiego. To komercjalizowanie ginącej kultury budzi pewne sprzeciwy, m.in. ze strony organizacji, które stawiają sobie za cel ochronę kultury Ajnów — bez większych jednak rezultatów, zwłaszcza, że dla wielu rodzin jest to jeden z ważnych sposobów zabezpieczenia bytu materialnego. Młodzież chętnie opuszcza takie „staroświeckie” domy i udaje się do wielkich skupisk miejskich. Odejście jednak z rodzinnych wiosek oznacza zerwanie z — i tak już wątłą — własną tradycją. Prymitywne formy obyczajowe stają się zabytkiem sztucznie ożywianym przez samych Japończyków z różnych pobudek. Obserwując Festiwal Kultury Ajnów w Asahigawie nie mogłem oprzeć się myśli, że to są tylko sztucznie pozbierane szczątki pierwotnej kultury Ajnów, która odchodzi bezpowrotnie w przeszłość.

-------------------

1 W CZASIE UROCZYSTOŚCI I’OMANTE ZA CHWILĘ ROZPOCZNIE SIĘ ZBIOROWY TANIEC (RIMUSE) I ZABRZMIĄ AJNOWSKIE PIEŚNI (UPOPO)

2 Cl MŁODZI AJNOWIE UCZESTNICZĄ W „FESTIWALU NIEDŹWIEDZIA” ZAPEWNE PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU

3 TRADYCYJNE ŁODZIE „MARUKIBUNE”, KTÓRYCH ZACHOWAŁO SIĘ NIEWIELE, WZIĘŁY UDZIAŁ W ZAWODACH ZORGANIZOWANYCH Z OKAZJI FESTIWALU

4 FESTIWAL KULTURY AJNÓW ROZPOCZĄŁ SIĘ OD KONFERENCJI NAUKOWEJ Z UDZIAŁEM WIELU WYBITNYCH SPECJALISTÓW

5 NA TLE SYMBOLI AJNOWSKICH BOGÓW — INAU MISTRZ CEREMONII CELEBRUJE OSTATNIE PRZYGOTOWANIA DO WIELKIEJ OFIARY

   („Kontynenty”)          

 

 

Pin It