Krzysztof Kwasiżur

 

Odcinanie

 

kwasizur selfie4Myślę, że to jakiś symptom upływającego czasu, który wcale nie jest łaskawszy dla mnie, niż dla innych - że ostatnimi czasy ciągle się odcinam. Od emocji, pracując nad cudzymi, emocjonalnymi tekstami, od polityki - oglądając wiadomości (by usłyszane informacje móc analizować na chłodno), od rasizmu - analizując wydarzenia na arenie międzynarodowej.

 

Sam koniec i początek roku to specyficzny okres, kiedy wszyscy zajmują się swoją robotą ze wzmożoną siłą licząc na nadrobienie niedostatków, braków i deficytów
z reszty roku. Politycy jakby bardziej politykują, literaci intensywniej zajmują się literaturą, a zwykli ludzie... Jakby bardziej starają się być ludzcy.

Nie należy tego chyba (niestety) wiązać z chęcią naprawy swego życia, uczynienia go bardziej wartościowym, niż jest w rzeczywistości. Ale z mniej lub bardziej uświadomionym własnym przemijaniem - chyba tak.

Ta wzmożona, jakby nerwowa działalność w obrębie własnej dziedziny przyjmuje czasem przedziwne formy, gdy jest powierzchowna lub nieprzemyślana. Nie mam tu na myśli polskiej sceny politycznej, bo nie jestem politologiem, ani socjologicznym autorytetem, a jako obywatel próbuję wzbudzać w sobie to minimum zainteresowania polityką, które nie powoduje odrazy i nie niesie ze sobą niezdrowych emocji.

Po prawdzie to zainteresowanie stało się prostsze, kiedy przyjąłem założenie, że szukanie uczciwych ludzi w polityce przypomina trochę szukanie dziewic w burdelu. Mam jednak nadzieję, że to tylko moje odczucie.

Na szczęście moje ambicje leżą bardzo daleko od polityki, a zajęcie nakazuje mi bardziej zwracać uwagę na to jak piszą, niż co piszą.

Jednak w obliczu atakującej z każdej strony polityki przypominają mi się słowa Zbigniewa Bolesława Herberta, którego barwne życie obywatelskie jest znane: "Intelektualista jest po to, żeby myślał sam na własny rachunek, nawet przeciwko wszystkim, za to jest opłacany albo bity, wszystko jedno, to jest jego psi obowiązek klerka. Prawda obowiązuje zawsze"[1]

W tym miejscu ogarnia mnie zaduma - czy głównym zadaniem polskiego literata nie powinno stać się uświadamianie polityczne społeczeństwa. Broń Boże nawracanie! To skutecznie robią politycy, dbając o słupki poparcia.

Mam wrażenie, że Kowalski ogłupiany przez sprzeczne informacje, którymi zarzucają go zwalczające się obozy, zapomniał o najważniejszych cechach, którymi powinna charakteryzować się władza - roli służebnej. Bo, że władza o tym zapomniała nie ulega wątpliwości (mam na myśli polską władzę). Wydaje się, że poeta, eseista, publicysta polski przełomu 2017 i 2018 roku winien ten fakt przypomnieć Polakom, a ci - uzbrojeni w ową wiedzę - będą w stanie skuteczniej odnaleźć się na współczesnej scenie politycznej, czy dobrze wybrać podczas wyborów. Dobrze, to znaczy jak? Do tego dojdę.

Zaletą takiego ŚWIADOMEGO zachowania wyborców może być zmiana zachowań polityków, co w konsekwencji wpłynie na słupki poparcia. No właśnie, słupki poparcia... To powinno być "zdalne sterowanie" władzy demokratycznie wybranej. Taka władza powinna robić wiele (jeśli nie wszystko), aby zadowolić własnych obywateli. Teoretycznie tak być powinno. Jeśli tak nie jest to, przynajmniej jedna ze stron nie wywiązuje się ze swoich obowiązków w tej umowie społecznej. Tak uważa 53 procent Polaków (badania CBOS z 19 grudnia 2017) i jest średnio zadowolone z władzy.

Ale czy aby na pewno nasza władza jest tą jedyną stroną, która się nie wywiązuje?

Pomyślmy chwilę; jeśli tak mało skomplikowany mechanizm "zdalnego sterowania" politykami nie działa, to komuś nie chce się sięgnąć po tego pilota lub naciska guziki bez namysłu.

Dlaczego poruszam niniejszy temat teraz, gdy większość Polaków zajmuje się wszystkim innym poza polityką?

Bo gdy już minął czas ciszy politycznej, związanej ze świętami, Sylwestrem - jeden, dwa dni później wszystko wraca do starej "normy". Normy napastliwej, pełnej impertynencji, napięć. Normy, która nie pamięta jednej z najważniejszych prawd demokracji: że wolność jednostki kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej jednostki. Po co piszę o politykach w tygodniku literackim i to tam, gdzie odrobinę wyżej znajduje się moja własna konkluzja, iż polityką jesteśmy wszyscy zmęczeni?

Bo w czasie Wojen Światowych nie trzeba było przekonywać Polaków do tworzenia tajnych teatrów, nauki na "tajnych kompletach", by Polszczyznę i polską inteligencję uchronić od eksterminacji. Dlaczego? Bo walczący o wolność mieli świadomość, że narodowi bez inteligencji grozi zapomnienie. Przedstawiciele inteligencji (bardziej tu idzie o bystrość umysłu, niż dyplom) są niezbędni społeczeństwu, choć z definicji stanowią zdecydowaną mniejszość. Tłumaczą reszcie rzeczywistość, interpretują ją, są pierwszymi, którzy reagują w jedyny poprawny sposób na wydarzenia, kiedy inni nie reagują, zastanawiają się jak zareagować lub reagują instynktownie. Do tego głównie służy narodowi inteligencja. Do tego została ukształtowana przez wieki, nie do wytwarzania obrazów, wierszy, oper! Do INTERPRETOWANIA RZECZYWISTOŚCI  za pomocą wytworów kultury, czy to w czasach okupacji hitlerowskiej (zakazane piosenki, nielegalne spektakle), czy w socjalizmie (walka z cenzurą), czy po 89-tym, gdy możemy mieć podejrzenie, że w Polsce są marnotrawione zdobycze demokracji.

Niestety obserwuję, że po krótkim okresie sprzeciwu, polska inteligencja zamilkła jakby przyczajona.

Zauważmy, że w socjalizmie (mam tu na myśli rozdział historii Polski nazywany potocznie "za komuny"), kiedy władzy najbardziej zależało na wygaszaniu niekontrolowanej inicjatywy i wszelkich przejawów samodzielności, bardzo mocny nacisk kładziono na cenzurę w sztuce.

Dziś na sposób myślenia Kowalskiego ma mocny wpływ reklama, papka informacyjna podawana w mediach i moda, ale i (na szczęście także) każdy rodzaj sztuki, który pozwala na przekaz.

Zatem pisarz, poeta i każdy inny rodzaj literata powinien mieć świadomość, że to od niego zależy przynajmniej jedna czwarta świadomości obywatelskiej (reklama, moda, informacja i jego własny przekaz). Jeśli z jakiegoś powodu uzna, że od tematyki się odcina, powinien mieć świadomość, że Pegazowi patriotyzmu nie podcina skrzydeł - on mu jedną z czterech nóg łamie!

    To właściwie mogła by być puenta moich dzisiejszych wywodów, gdyby w głowie mi nie dzwoniły słowa Władysława Bartoszewskiego, które wypowiedział, śledząc poczynania polityków:

"Patriotyzm polski nie polega na mówieniu o patriotyzmie - to domena Amerykanów. Patriotyzm polski polega na służbie".

 

[1] http://w.dzieje.pl/artykulyhistoryczne/poeta-czyli-polityczne-zwierze (stan na dzień: 04.04.2018)

 

Pin It