STANISŁAW GRABOWSKI

 

O „Lokomotywie” i innych wierszach dla dzieci

Juliana Tuwima

 

Andrzej Hałajkiewicz
Andrzej Hałajkiewicz

 

Stanisław Jerzy Lec napisał: „Kiedy dotknąłem dna, od spodu usłyszałem cichutkie pukanie”.

I rzeczywiście, kiedy wydawało się, iż liryka dla dzieci z wielu powodów przestanie u nas istnieć, usłyszeliśmy „cichutkie pukanie”. Zaczęły się pojawiać nowe nazwiska i nowe książki poetyckie przeznaczone dla najmłodszych. Trudno mówić o wielkich osobowościach i wielkich talentach, ale jednak cieszy, że w XXI wieku nie odpuściliśmy czegoś tak kruchego i bezbronnego jak poezja dla dzieci. Nie chciałbym w tym miejscu wyliczać nowych nazwisk i nowych tytułów książek. Nie o to chodzi. Chcę zwrócić uwagę na coś ważniejszego, że i starzy, i młodzi, a nawet ci najmłodsi twórcy, na ogół nie potrafią się wyzwolić z przemożnego wpływu poezji dziecięcej autorstwa Juliana Tuwima. To oczywiste, że prędzej poznajemy Lokomotywę niż np. Pana Tadeusza, i że te pierwsze lektury w przedszkolu i w szkole podstawowej mocniej się w nas utrwalają niż późniejsze. Ale gdyby Lokomotywa, podobnie jak garść innych wierszy Tuwima, nie były arcydziełkami literatury, dawno podzieliłyby los tysięcy innych zapomnianych utworów lirycznych dla dzieci.

 

 

Dziecko jako temat

 

Jak to się stało, że Tuwim zaczął pisać dla najmłodszych, kiedy to miało miejsce? Co nim kierowało, poza adoptowaną córką, nie miał własnych dzieci.

    Dziecko i dzieciństwo jest właściwie od początku obecne w jego twórczości. I to być może jest jeden z tropów, który prowadzi do odpowiedzi na powyższe pytania. Przytoczmy tytuły kilku lepiej lub gorzej znanych jego utworów poetyckich: Melancholia, Wiersz wyszydzający dzieci, Dzieciństwo, Dziecko przed sklepem z zabawkami, O chorym synku, Skwar nędzarzy, Nędza, Kartofle, Gorące mleko, Podwórko... Jest ich więcej. W jego Wierszach (t.1, t.2, Warszawa 1986) brakuje np. utworu Dzieci w oknach, który należy do młodzieńczych wierszy Tuwima napisanych w latach 1911–1914 i dlatego warto go przytoczyć, gdyż „może być etykietą dla całego rozdziału tak charakterystycznej, tuwimowskiej powszedniości”:

 

                        Czasami dziwne dzieci, co od innych stronią,

                        Zadumaniem i smutkiem przedwczesnym bolesne,

                        Siadają koło okna, blade czółka dłonią

                        Wsparłszy – i patrzą długo w przestrzenie bezkresne.

 

                        I oczy na wędrówki wysyłają w dale,

                        Co przynoszą żal pierwszy i pierwszą tęsknotę,

                        I myśli mają smutne, jak wiosną szpitale,

                        I ze snów po raz pierwszy ścierają pozłotę...

 

                        Później na szyby okien chuchają bezwiednie

                        I wątłymi palcami dziwne piszą słowa,

                        Które są, jako przyszłych godzin przepowiednie...

 

                        I w zadumaniu cichem schyla im się głowa,

                        Łza padnie z oczu... druga... westchną kilka razy...

                        ...I szybko napisane ścierają wyrazy...1

 

Początki

 

Przykład wczesnego zainteresowania się poezją dla dzieci stanowi już utwór Le style c’est l’homme, czyli wierszyk o Andzi, co ukłuła się i płakała, w interpretacji różnych poetów. Parodystyczny ten wiersz Tuwim recytował 29.11.1918 r. na inauguracyjnym wieczorze w Kawiarni Poetów „Pod Pikadorem”. Pierwszy wiersz dla dzieci, bez tytułu, Julian Tuwim opublikował w czasopiśmie „W Słońcu” (1919, nr 10), w tomie Sokrates tańczący otrzymał on tytuł Ptak:

 

                        Na gałązce usiadł ptak:

                        Zaszczebiotał, zatrzepotał,

                        Ostry dzióbek w piórka otarł,

                        Rozkołysał cały krzak.

                        [...]

 

Drugi wiersz nosił tytuł Mowa ptaków („W Słońcu” 1920, nr 6):

 

                        Kto z was mowę ptaków zna?

                        Nikt – i tylko jeden ja.

                        Chrzęst i szelest, szepty cisz,

                        W szmerach trzciny cicho śnisz.

                        Ćwir-ćwir-ćwir i tiju­-fit,

                        A to znaczy: zaraz świt,

                        Zaraz drgną różowe zorze,

                        Bo i cóż to znaczyć może?

                        Cóż, cóż,

                        Jak nie świt wiosennych zórz?

                        Ćwir-ćwir-ćwir i tiju-fit,

                        Cyt...

                        [...]

 

W tym wierszu (powstałym ok. 1913 r.) jest już cały Tuwim, jego zauroczenie ptasią mową, brzmieniem zestawień głoskowych, bogactwo onomatopei, dynamizm języka, czyli to, co zjednywało mu wysokie oceny krytyków. Szkoda, że poeta tego wiersza nie włączył do żadnego z wydań książkowych dla dzieci. Ba, nie znalazł się, za jego życia, w żadnym ze zbiorów poezji. W 1920 r. 26-letni Tuwim mieszkał w Warszawie, miał za sobą kilka lat studiów na Uniwersytecie Warszawskim, liczne wieczory autorskie, dwa tomy wierszy lirycznych (Czyhanie na Boga i Sokrates tańczący), rozgłos przyniosła mu publikacja wiersza Wiosna w „Pro Arte et Studio”, należał do założycieli kawiarni poetów „Pod Picadorem”, nadto wchodził w skład redakcji miesięcznika poetyckiego „Skamander”.

Pismo „W Słońcu” ukazywało się od 1916 r., i było dokładnie „dwutygodnikiem ilustrowanym dla dzieci i wychowawców”. Stanowiło przedłużenie tygodnika „Z Bliska i z Daleka” (1913–1914) z dodatkiem dla dzieci „W Słońcu”. Wybuch I wojny światowej przekreślił istnienie tego czasopisma. Jednak jego redaktorki: Stefania Sempołowska, znana powszechnie jako panna Stefania, i Janina Mortkowiczowa, nie mogły się z tym pogodzić i po dwóch latach zaczęły wydawać właśnie „W Słońcu”, w którym ogłaszali swoje utwory m.in. tacy poeci jak: Franciszka Arnsztajnowa, Bronisława Ostrowska, Leopold Staff, Józef Mączka, Tadeusz Miciński, Kazimierz Wierzyński, Emil Zegadłowicz. Julianowi Tuwimowi zdarzyło się to dwa razy. Sporo opublikował też tam Janusz Korczak. Pismo wydawane prywatnym sumptem, nie subsydiowane i nie wspomagane przez państwo mimo heroicznych wysiłków redaktorek przestało wychodzić w 1927 roku.2  Należy podkreślić, iż było to pierwsze i chyba jedyne spotkanie Tuwima z prasą dziecięcą. Tuwim, choć zawołany szperacz i znawca wszelakiej prasy, w tym czasopiśmiennictwa dziecięcego, takoż literatury dziecięcej, specjalnie jej nie cenił, a nawet, jeśli była okazja, szydził z niej, parodiował ją, o czym powyżej, obcy też był mu wciąż obecny na jej łamach model jachowiczowskiej poezji (dowodem także jego sławna Skakanka). Nadto skoro wypominał Stanisławowi Młodożeńcowi współpracę „z bolszewickim »Płomykiem«” (J. Wilmański) sam najwyraźniej nie miał na nią ochoty.

Dopiero po sześciu latach ukazuje się kolejny wiersz dla dzieci Tuwima pt. Kapuśniaczek, przedrukowywany później wielokrotnie. Jego pierwodruk miał miejsce w podręczniku Kraj lat dziecinnych. Pierwszy rok nauki języka polskiego w szkołach średnich ogólnokształcących J. Balickiego i St. Maykowskiego (Lwów 1926, wyd. nast. 1927, 1931, 1932). To był początek włączenia jego wierszy do kanonu lektur szkolnych. Ale musiało minąć jeszcze kilka lat by, by po spotkaniu z dr. Marianem Falskim, Tuwim znów zaczął pisać dla dzieci. Falski, twórca doskonale znanego wszystkim Elementarza (dobrze znał nie tylko ich wspólną znajomą Stefanię Sempołowską), przypomniał w Okruchach wspomnień („Studia Pedagogiczne”, t. 31, 1974), iż poeta żartował, że dla dzieci nie potrafi wymyślić niż lepszego niż „to kura i to kura, a ta kura daje nura”, ale w końcu dostarczył mu utwory: Tańcowały dwa Michały, Rzeczka, Wszyscy dla wszystkich, Bambo, Figielek, Abecadło.

Á propos Abecadła Tuwima. Kiedy dziennik „ABC” zaatakował Czytankę do II klasy (Lwów 1934), w której Falski zamieścił wiersz Abecadło, nazywało się to „obroną kultury polskiej przed zalewem nalewkowskiej tandety”, Antoni Słonimski w „Wiadomościach Literackich” napisał: „A może chodzi nie tyle o formę, co o miazmaty? Może Tuwim pisząc o tym, jak Abecadło z pieca spadło miał na myśli »ABC«? Miazmaty to rzecz względna i wszędzie przy odrobinie dobrej woli można je znaleźć. Wyobraźmy sobie, że to nie panowie Tync, Gołąbek i Duszyński, ale Tuwim pomieścił taką historyjkę: »Józek ma ołówek. Rysuje tym ołówkiem. Narysował stół i ławę. Potem narysował wóz i konia. Potem narysował wóz i chatę. Zaczął rysować kościół. I trach, ołówek się złamał«. Hm. Ciekawe. Czemuż to ołóweczek się złamał, właśnie gdy Józio zaczął rysować kościół? »ABC« nie dostrzegło tej osobliwej bajeczki, bo nie było po co. Przecież panowie Tync, Gołąbek i Duszyński, autorzy »Pierwsza klasa pracuje«, byli krzewicielami ducha narodowego, a Falski tego ducha trucicielem” 3.

W Czytance dla II klasy (Lwów 1934) autorstwa Mariana Falskiego ukazał się też wiersz Tuwima Wieczór zimowy w mieście:

 

                        Barwne litery na domach płoną,

                        Tutaj czerwono, a tam zielono,

                        Auta błyskają, wystawy świecą

                        I śnieżne płatki jak iskry lecą.

 

                        Miasto się mieni blaskami pstremi,

                        Aż księżyc srebrny zazdrości ziemi,

                        Że taka jasna i kolorowa,

                        I zagniewany w chmurach się chowa.

 

Chciałoby się napisać, iż poeta jest ciągle daleko od Lokomotywy i innych swoich arcydzieł dla dzieci, ale nie byłaby to prawda. Po śmierci poety odnalazł się zaginiony egzemplarz tuwimowskiej przeróbki Ptaków Arystofanesa (premiera w Teatrze Polskim w Warszawie 1933), a w nim jakże smakowite kąski, cytuję:

 

DUDEK

                        Pójdź, pójdź, pójdź!

 

                        SŁOWIK

                        Za chwilę!

                        Tam się śni – mile, mile, mile!

                        Potem pisklętom

                        Gniazdko muszę uwić.

                        Potem ze słowiczką pomówić:

                        Że świt, że świt, że świt!

                        Cyt!

                        Czemu mnie budzisz, dudku?

                        Wstyd! Wstyd!

                        Tak ci to kwilę czulę, czule,

                        W rośne liście się tulę, tulę,

                        Słyszysz w mym głosie

                        Lutni ton,

                        Dźwięki lir? Struny cytr,

                        Tio-tio-tio-tio-ćwir

                        I wiolo

                        I trio

                        [...]

 

Co nam to przypomina? Jaki wiersz wielkiego poety?

Inspiracji do pisania dla dzieci Tuwim szukał w różnych lekturach i u różnych autorów. Znalazł ją np. u Samuela Marszaka i Kornieja Czukowskiego. Poeta, jako tłumacz z języka rosyjskiego, rozczytany zarówno w klasyce rosyjskiej, jak i w literaturze mu współczesnej, nie mógł nie znać ich utworów. Choćby z trudem, to jakieś strzępy informacji musiały się przedostawać do Polski, że obaj pisarze to nowatorzy literatury dziecięcej. W owym czasie Czukowski, wybitny znawca języka dziecięcego, był już autorem pracy Od dwóch do pięciu (1925) i paru interesujących tomików wierszy, które docenił inny tłumacz literatury rosyjskiej i poeta, Władysław Broniewski. To dzięki niemu Wydawnictwo J. Przeworskiego opublikowało w 1936 r. Bajki K. Czukowskiego, gdzie znalazły się: Limpopo, Czarny Piotr, Myjdodziur, Telefon, Karaluszysko, Strapienie Małgorzaty, Skradzione słońce i Muszka Złotobrzuszka, które zyskały entuzjastyczne recenzje np. Tadeusza Brezy. Informacje o nich ogłoszone były na łamach „Wiadomości Literackich”.

Z kolei Marszak wydał dla dzieci kilkanaście pozycji książkowych, z których część była u nas znana w 1935 r., z innymi zainteresowani mogli zapoznać się w oryginale. Tuwim o tym wszystkim wiedział, ale chyba dopiero przekłady Broniewskiego na tyle mu zaimponowały (znali się dobrze, w jednym z wierszy Tuwima czytamy: „Ostro urżnęliśmy się czystą – Władek i ja...”), że zabrał się solidnie do pisania dla dzieci, a nawet przetłumaczył jedną z bajek Czukowskiego pt. Telefon. Tłumaczenia tego utworu podjął się także Władysław Broniewski. Warto byłoby porównać przekłady obu mistrzów, zaglądając do tekstu Andrzeja Kempy („Odgłosy” 1978, nr 52–53), który o tym przypomniał po latach.

Jan Brzechwa, którego autorytet literacki trudno podważyć, po śmierci Marszaka o jego poezji dla dzieci tak pisał: „Zapoczątkował on w tej trudnej dziedzinie nowy styl, nowy kierunek, który wywarł wpływ również na polskich poetów piszących dla dzieci, poczynając od Juliana Tuwima, a kończąc na Wandzie Chotomskiej”. 4  Czy był to wpływ dobry, czy zły nie będziemy teraz tego rozstrzygać.

 

Wiersze dla dzieci w „Wiadomościach Literackich”

 

Tak czy siak, już niedługo zdarzyło się coś, co dla uważnych czytelników nie mogło być jednak zaskoczeniem. Tuwim na pierwszej stronie „Wiadomości Literackich” (1935, nr 5), pisma bądź co bądź dla dorosłych, ogłosił utwory poetyckie dla dzieci: Warzywa, Ptasie plotki, Warszawa, Rzeczka, Gabryś, Taniec, Kotek, Mróz i Stół. Kilka z nich  opublikowano wcześniej w czytankach. Wiersze przyniosły pełny przegląd poetyki i tematyki mistrza; odwołanie się do folkloru i miłość do przyrody, wielką znajomość dziecięcej psychiki, zabawę słowem, humor i dowcip. W ten sposób, w tamtym numerze tygodnika redagowanym przez Mieczysława Grydzewskiego, Tuwim „otworzył nową erę w twórczości poetyckiej dla dzieci” (Jerzy Cieślikowski). W dość krótkim odstępie czasu, poeta publikuje kolejne wiersze dla dzieci. Dowodem Dżońcio (tak wabił się ulubiony piesek Tuwima – S.G.) w Elementarzu Falskiego (pod tytułem Dla dzieci o Dżońciu, 1936, obecny też w tamtym roku w piśmie „Przyjaciel psa”) i nowa porcja małych arcydzieł w numerze 16 z 1936 r. „Wiadomości Literackich”: Lokomotywa, Ptasie radio, W aeroplanie, Trudny rachunek. W dalszym ciągu poeta pisze dla Falskiego, a ponadto w „Wiadomościach...” ukazuje się Słoń Trąbalski (1937, nr 34), a rok później (nr 17): Zosia Samosia, Spóźniony słowik, O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci, O panu Tralalińskim, Słowa i słufka, czyli właściwie gros jego liryk dla dzieci, w których poeta „nie tylko nie pozwolił sobie na żadną »taryfę ulgową«, ale – przeciwnie – zastosował w nich wobec siebie jako artysty najsurowsze wymogi maksymalnej, językowej i pojęciowej prostoty, rezygnacji z fałszywego upoetycznienia stylu, bezpośredniości, która trafia do dziecięcych wyobrażeń”5.

W 1937 r., ukazały się dzięki Wydawnictwu J. Przeworskiego trzy poetyckie książki dla dzieci Juliana Tuwima. Wszystkie trzy są postdatowane (1938), co nie jest niczym szczególnym ani wówczas, ani dziś, gdyż pojawiły się przed świętami Bożego Narodzenia, czyli stanowić miały prezent dla dzieci pod choinkę.

W książce O panu Tralalińskim, z ilustracjami Franciszki Themerson, znajdujemy wiersze: O panu Tralalińskim (dedykowany Elżbiecie Wittlinównie – S.G.), Trudny rachunek, Cuda i dziwy, Kotek, Dżońcio, Dyzio marzyciel, Idzie Grześ, Stół.

W Słoniu Trąbalskim, z ilustracjami Janiny Jankowskiej, autor opublikował utwory poetyckie: Słoń Trąbalski, Skakanka, Figielek, Gabryś, Bambo, Abecadło, Taniec, Wszyscy dla wszystkich, Spóźniony słowik, O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci. W tym tomie mamy też krótki liścik poety do małych czytelników: „Bardzo was proszę, żebyście napisały, które wiersze Wam się podobały, a które nie i dlaczego?” z prośbą o kierowanie uwag na adres: Warszawa, ul. Mazowiecka 7. Był to przed wojną ostatni adres poety w stolicy. A list do dzieci zatytułowany Wielka prośba nie był przypadkowy. Już wówczas, z przyczyn rodzinnych i z powodu napaści w prawicowej prasie, u poety pogłębiły się stany lękowe – agorafobiczne, które, z przerwami, nie opuściły go do końca życia. Od 1935 r. bywały okresy, że poeta całymi tygodniami nie wychodził z domu. Listy od dzieci z pewnością ożywiały domową monotonię.

W trzecim zbiorku pt. Zosia Samosia i inne wierszyki, który ilustrował Edward Manteuffel, znalazły się natomiast: Zosia Samosia, Warzywa, Rok i Bieda, Ptasie plotki, Warszawa, List do wszystkich dzieci w pewnej bardzo ważnej sprawie (ilustrowany karykaturą Tuwima – S.G.), Pstryk, Rzeczka, Rycerz Krzykalski i Okulary.

Ostatnia książka Tuwima dla dzieci, która ukazała się w styczniu 1938 roku to Lokomotywa, Rzepka (według starej bajki) Ptasie radio (taki pełny tytuł na okładce), ilustrowała ją spółka Levitt i Him.

            Cztery kolorowe tomiki, w sporych nakładach, dobrze się sprzedające zwłaszcza w okresie przedświątecznym, nie mogły nie spotkać się z „zainteresowaniem” prasy prawicowej. Wszystkich krytycznych głosów przytaczać nie warto, ale np. po lekturze Słonia Trąbalskiego Wanda Miłaszewska (Życie ułatwione dla milusińskich, „Kultura” 1939, nr 7) dowodziła na przykładzie Skakanki, że jest ona „wykładem programowego nieposłuszeństwa”. I że niestety nie na kozie „kończy się pedagogiczna działalność bajeczkopisarza [...] wzorową lekcją kłamstwa jest Grześ”, który „z wprawą recydywisty łże do cioci o wybitnie semickim typie, co uwydatnia jej kolorowa podobizna”. Pana Tralalińskiego nazywa Miłaszewska „podręcznikiem przedrzeźniania” i „dziecięcą Ferdydurką”, a o Tuwimie pisze, że „próbuje wyhodować półświatek dziecięcy”, „zaleca, aby dzieci z nim korespondowały bez wiedzy starszego pokolenia”, że on sam zajmuje się „przemytem narkotyków literackich, korzystając z przywileju bezkarności”. 6

            Były i głosy rozsądne. Zofia Klingerowa pisała: „Doskonałe są tegoroczne zbiory wierszy dla dzieci Juliana Tuwima. Lokomotywa (Przeworski), zawierająca oprócz tytułowego wiersz o rzepce i urocze Ptasie radio, stoi zarówno pod względem wyboru tematów, jak i poetyckiego opracowania na wysokim poziomie [...] Słoń Trąbalski zawierający dziesięć miłych i dowcipnych wierszyków jest bliski dziecięcym sercom i bardzo odpowiada gustowi najmłodszego czytelnika [...] Świetnie dobrane tematy zawiera zbiór O panu Tralalińskim [...] Zosia Samosia wypadła w zestawieniu z tamtymi perłami o wiele słabiej”.7

 

Źródło wyschło

 

Jak poeta odczuwał endeckie ataki, do których był zresztą przyzwyczajony? Jeden z najdowcipniejszych ludzi w Polsce zwykle umiał znaleźć na nie odpowiedź. Jednak ataków na swoje wiersze dla dzieci po prostu nie „zauważył”. Ale przed wojną ukazał się jeszcze tylko ukochany przez dzieci Pan Maluśkiewicz i wieloryb („Gazetka Miki” 1939, nr 9; w l. 1938–39 pismo redagowała J. Broniewska) i to był koniec spotkania Juliana Tuwima z liryką dla dzieci. Źródło wyschło, albo też zamilkło, gdyż przyszły lata wojny i poeta był zmuszony wyemigrować z kraju. Zamiast endeckich zaczęły go dręczyć inne zmory, które wspomagała i okresowa niemoc twórcza, i nostalgia za ojczyzną, i zwyczajny niedostatek, ale i brak kontaktu z ukochaną biblioteką, szpargałami i starymi księgami oraz przyjaciółmi, którym los również nie szczędził razów. Złe samopoczucie pogłębiały np. tragiczna śmierć matki w 1942 r., o której pisał: „chora na czarodziejstwo tragicznego syna” (świadkiem tej tragedii w Otwocku był mój nieżyjący już przyjaciel Wojtek Rybak), niepokój o ukrywającego się brata przyrodniego inż. Andrzeja Tuwima (o nim wiem dzięki teściowej, która pracowała w czasie wojny w fabryczce znajdującej się na terenie getta warszawskiego), czy troska o życie jedynej siostry Ireny, tak jak on związanej z literaturą.

W liście do Józefa Wittlina poeta np. pisał: „Nic nie robię. Rozpaczam nad utratą talentu, rozumu, dowcipu, młodości, zdrowia, ojczyzny, biblioteki i możności uprawiania bezkarnego alkoholizmu... Żarty żartami – a dwóch wierszy nie umiem sklecić” (1942).

            Do kraju powrócił w czerwcu 1946 r. Przywiózł m.in. dla dzieci i nie dla dzieci dramatyczną Lekcję:

 

                        Ucz się, dziecko, polskiej mowy:

                        To przed domem – to są groby,

                        Małe groby, wielki cmentarz...

                        Taki jest twój elementarz.

                        [...]

 

            Znów dręczą go stany lękowe i depresje, ma kłopoty z pisaniem, właściwie daremnie czeka na powrót twórczej weny. Powojenny oryginalny dorobek poetycki dla dzieci Tuwima stanowi jedynie wiersz Raz-dwa-trzy („Drużyna” 1953, nr 6–7). W pewnym stopniu wierszem dla dzieci, bo przez długie lata obecnym w podręcznikach szkolnych, jest też mało udany utwór Do córki w Zakopanem (pierwodruk: „Nowa Kultura” 1952, nr 3):

 

                        Kłaniaj się górom, córeczko, kłaniaj się górom,

                        Śniegom słonecznie kipiącym, świtom tatrzańskim,

                        Olśniewającym lazurom, olśnionym chmurom,

                        Kłaniaj się, córko, wysokim dniom zakopiańskim!

                        [...]

 

            Po wojnie jego pierwszym zbiorem dla dzieci wydanym w kraju był tomik Zosia Samosia i inne wierszyki (Warszawa, 1947), następny to Słoń Trąbalski (Warszawa, 1948). Pierwszym „oryginalnym”, jeśli chodzi o tytuł, były Cuda i dziwy (Warszawa 1949, z ilustracjami Ha-Gi), w którym znalazło się siedem wierszy: Cuda i dziwy, Mróz, Idzie Grześ, Rok i Bieda, Słówka i słufka, Ptak i Gdyby (tłumaczenie wiersza z Marszaka):

 

                        Gdyby ze wszystkich na świecie drzew

                        Zrobić jedno olbrzymie drzewo,

                        Jedno drzewo pod samo niebo,

                        A ze wszystkich na świecie rzek

                        Taką rzekę, że jeden brzeg

                        Byłby o milion mil od drugiego,

                        [...]

 

W 1950 r. po raz pierwszy ukazał się w oddzielnym tomie Pan Maluśkiewicz i wieloryb z ilustracjami Bohdana Butenki (zdolnego wówczas studenta ASP), a cztery lata później Wiersze dla dzieci, z ilustracjami Olgi Siemaszkowej i z portretem poety wydała Nasza Księgarnia, gromadząc w nich prawie cały dorobek dziecięcej liryki Tuwima. Oprócz znanych nam już wierszy doszła Pycha (z Tołstoja), obywatelstwo dziecięcej krainy liryki zyskały też sobie napisane przed wojną bardzo popularne Dwa wiatry (Sokrates tańczący, 1920), które choć opublikowane w przedwojennym „Płomyku” (1934/5, nr 38 poświęcony Polskiej Akademii Literatury), nie należały do kanonu liryki dziecięcej Tuwima. Tłumaczenia reprezentowały: Bajka o popie i jego parobku Jołopie, Bajka o rybaku i rybce oraz Uzum, angur, eneb, czyli towarzysze podróży. Poeta nie zdecydował się jednak na umieszczenie w książce np. tłumaczonej przez niego Pieśni o carze Iwanie Wasylewiczu, o młodym opryczniku i o udałym kupcu Kałasznikowie autorstwa Lermontowa. Choć książka pt. Wiersze dla dzieci ukazała się w 1954 r., czyli już po niespodziewanej śmierci poety, wiemy z różnych źródeł, że był osobiście zaangażowany w układ utworów i ich redakcję.

            Pisaliśmy, iż Tuwim po wojnie bolał nad swoją niemocą twórczą (Jalu Kurek nazwał Go „ptakiem, który żyje i śpiewa, lecz z przetrąconym skrzydłem”, Miłosz w Traktacie poetyckim konkludował „W grozie żył Tuwim”), jednak dzieci w dalszym ciągu cieszyły się jego zainteresowaniem, to przecież według niego: „szaleńcem z jednej strony jest sam poeta, istota bliska opętanym i dzieciom, z ich rodzajem nieskonwencjonalizowanej wyobraźni”8. I nie tylko wierszami je obdarowywał. Np. w liście do prezydenta Łodzi poeta pisał: „Pragnę przesłać na ręce Pana zł 50.000 dla łódzkich sierot po ofiarach terroru hitlerowskiego” 9. Opiekunom dzieci przekazywał też sumy pieniężne z Funduszu im. Adeli Tuwimowej, ponadto książki m.in. do biblioteki szkolnej w Inowłodzu, jednej z tych ukochanych podłódzkich miejscowości, gdzie przed laty jeździł na letnie wakacje. Zachowały się w szkole w Inowłodzu np. listy poety z okazji Dnia Dziecka oraz dowody darów pieniężnych i książkowych. Notabene, na każdym egzemplarzu książki znajdowała się pieczątka „Z funduszu im. Adeli Tuwim”. „Prawdziwą niedolę wyczuwał intuicyjnie i wtedy bez zastanowienia sięgał do kieszeni lub pisał list protegujący” – zapamiętała sekretarka poety, Halina Kosskowa 10. Wstawiał się też do ówczesnej władzy za więzionymi i prześladowanymi politycznie młodymi ludźmi. Wspomina o tym np. Aleksander Wat w Dzienniku bez samogłosek (1990).

 

Stoi na stacji lokomotywa...

 

Prawie wszystkie wiersze dla dzieci Tuwima, zostały poddane przez krytyków szczegółowej egzegezie, obrosły w parafrazy, pastisze, czy parodie, regularnie zamieszczano je po wojnie w podręcznikach szkolnych, czytankach i antologiach, dorabiano do nich melodie, były i są obecne w teatrze i na antenie radiowej oraz telewizyjnej (ostatnio rzadziej), wiele z nich obrano za logo dziecięcej twórczości, dzieci rysowały do nich ilustracje, deklamowały na setkach konkursów recytatorskich. Od czasu do czasu budzą emocje nawet o charakterze międzynarodowym; przed laty Murzynek Bambo został uznany za bardzo niepoprawny politycznie, wręcz szerzący rasizm (patrz: dyskusja w „Rzeczpospolitej”). Sami nawet nie wiemy, że mówimy Tuwimem, kiedy cytujemy: „Zosia Samosia”, „Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą”, „Pstryczek-elektryczek”, „Abecadło z pieca spadło”, „Idzie Grześ przez wieś”...

Z pewnością, z dość skąpego ilościowo dorobku poety poświęconego dzieciom największą sławę zyskała Lokomotywa11, właściwie co roku obecna na księgarskim rynku w nowym opracowaniu edytorskim i graficznym. Jej „oprawę” powierzono np. Franciszkowi Maśluszczakowi (J. Tuwim, Wiersze dla dzieci, 2008), inni wybitni artyści malujący Lokomotywę to Szancer i Lenica.

Obok Dwóch wiatrów właśnie Lokomotywa była najczęściej parafrazowana, parodiowana i trawestowana (np. S. Wygodzki, Lokomotywa, „Twórczość” 1947, nr 7–8; J. Prutkowski, Stoi na stacji lokomotywa, „Trybuna Wolności” 1950, nr 43; H. Zgrzebny, Lokomotywa, czyli Tuwim poprawiony, „Szpilki” 1950, nr 40). Któż o niej nie próbował pisać po mistrzu? Broniewski, Kierst, Kern, Chotomska i dziesiątki innych, jednak nikt mu nawet nie dorównał. Lokomotywa obecna jest już w przedszkolnej zabawie, należy do lektur szkolnych. Była także dwukrotnie ekranizowana (1957, 1976), jest też rapowana. Ukazała się ponadto w formie puzzli. Wiemy o niej wszystko 12. Od 1939 r. utwór tłumaczony jest na obce języki, np. na portugalski, słoweński czy esperanto, nie mówiąc o dziesiątkach innych, bardziej popularnych, w tym trzykrotnie na język angielski. Ostatnio, po przekładzie katalońskim, po raz drugi przełożono go na język czeski. Cytuję, choć fragment:

 

                        Na písty tlači se pohání tlak,

                        Tlakem té páry se poháni vlak,

                        Kola se toči a rachotí to:

                        Do toho, do toho, do toho, do!...

 

1 czerwca 2002 r. w naszym kraju, w przeszło 300 miejscowościach, o godz. 13.00, po raz pierwszy, odbyło się głośne czytanie Lokomotywy, odtąd co roku powtarzane, choćby przy okazji kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”.

Od kilkunastu lat w Internecie krąży taki jej pastisz:

 

                        Siedzą w pociągu ważni Unici,

                        Grubi, nadęci, lekko podpici,

                        Wiozą do Polski ustaw czterdzieści,

                        Każda w wagonie ledwo się mieści,

                        Pierwsza zawiera setki koncesji,

                        Pewną przyczynę rychłej recesji,

                        Druga przynosi drogą benzynę,

                        Kolejną naszych nieszczęść przyczynę,

                        Trzecia wprowadza nowe podatki,

                        Podnosi VATy, akcyzy, składki,

                        By „ludzie pracy” pieniądze mieli,

                        W kieszeniach swoich przedstawicieli,

                        […]

 

Wyjść poza kanon

 

Do 1989 r. monopol na wiersze dla dzieci Juliana Tuwima miała Nasza Księgarnia. Co redaktorzy ujęli w kolejnych wydaniach Wierszy dla dzieci to ujęli, nie zamierzali jednak niczego dodawać. Albowiem cokolwiek się ukazywało z copyrightem Tuwima, rozchodziło się jak świeże bułeczki, najczęściej spod księgarskiej lady. Dopiero po 1989 r. przeróżni wydawcy, często anonimowi, bez skrupułów wykorzystują nazwisko autora Lokomotywy, także pamięć kolejnych pokoleń na niej wychowanych, wiedząc, iż to maszyna, która uciągnie każdy skład z towarem. Jednak rzadko potrafią wyjść poza sprawdzony kanon tuwimowskich wierszy dla dzieci, a przecież wiele dorosłych utworów poetyckich Tuwima, podobnie jak np. Gałczyńskiego i innych poetów, zostało „przeadresowanych do czytelnika dziecięcego”, jak napisał prof. Cieślikowski, w końcu nie jest to czymś najgorszym, co może spotkać twórcę.

Gdybym miał wpływ na nowe, kolejne wydanie Wierszy dla dzieci Tuwima poszerzyłbym je o takie liryki, jak np.: Sitowie, Świt, Choinka, Nauka, Trawa, Wisła płynie, Strofy o późnym lecie, Bagdad czyli o przyszłym poecie, Słowisień, Brzózka kwietniowa, Rwanie bzu, Czereśnie, Prośba, Szczęście, To było tak...

Pierwsze próby już są. Zachęcam do większej śmiałości. Warto.

 

Post scriptum

 

W Słowniku literatury dziecięcej i młodzieżowej (2002) czytamy o Tuwimie: „T. uprawiał też z dużym powodzeniem poezję dla dzieci. Pierwsze wiersze dziecięce ukazały się w »Wiadomościach Literackich« w lutowym numerze 1935 (sławna futurystyczna Lokomotywa została wydrukowana w tymże czasopiśmie 12 IV 1936)” itd., itepleple...; czy nie nastał już czas na nowe i poprawione wydanie Słownika…? Podobnie „błądzą”  autorzy dziesiątków innych tekstów o Julianie Tuwimie, stąd ten artykuł po prostu porządkujący pewne fakty i zdarzenia. Zainteresowanych odsyłam też do hasła Tuwim Julian w tomie 8 (Ste–V) Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny (Warszawa 2003) oraz do hasła Tuwim Julian w: S. Frycie, M. Ziółkowska-Sobecka, W. Bojda, Leksykon literatury dla dzieci i młodzieży (Piotrków Trybunalski 2007). Także do książki M. Urbanka Tuwim. Wylękniony bluźnierca (2013).

 

Przypisy:

 

1 J. Lubaszewska, Karta nr 03459, „Express Wieczorny” 1957, nr 305–307.

2 Patrz: St. Grabowski, Na przyszły pożytek, Pułtusk 2001.

3 A. Słonimski, Ciekawość, Warszawa 1981.

4 J. Brzechwa, Marszak nie żyje. Z piątku na niedzielę, „Express Wieczorny” 1964, nr 166.

5 J. Tuwim, Wiersze, t. 1., oprac. A. Kowalczykowa, Warszawa 1986.

6 Podaję za J. Cieślikowskim, Literatura i podkultura dziecięca, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, 1975.

7 Z. Klingerowa, Książki dla dzieci i młodzieży, w: Rocznik Literacki, Warszawa 1939.

8 J. Sawicka, „Filozofia słowa” Juliana Tuwima, Wrocław 1975.

9 „Express Wieczorny” 1950, nr 255.

10 Wspomnienia o Julianie Tuwimie, pod red. W. Jedlickiej i M. Toporowskiego, Warszawa 1963.

11 W wydaniu Lokomotywy, w serii Klasyka wierszyka, Wydawnictwo Liwona, ilustracje Iwona Walaszek, Warszawa 2002 czytamy: „Honoraria i tantiemy z tytułu praw autorskich Juliana Tuwima, dzięki szlachetnej darowiźnie Jego Spadkobierczyni są w całości przeznaczone – za pośrednictwem Fundacji Pomoc Społeczna SOS – na pomoc dzieciom”. Z tą informacją spotykamy się często w książkach dla dzieci Juliana Tuwima. Fundacja Pomoc Społeczna SOS darowiznę w postaci praw autorskich otrzymała od Spadkobierczyni Juliana Tuwima (czyli córki Ewy) w 1993 r.

12 O Lokomotywie pisali obszernie np.: J. Cieślikowski, Najbardziej popularny wiersz Tuwima, „Odra” 1977, nr 1; także Wielka zabawa, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź, wyd. II, 1985; K. Karasek, Pół wieku Lokomotywy, „Literatura” 1986, nr 3; W. Borys, Odkrywanie „piękna” Lokomotywy, „Życie Szkoły” 1988, nr 11; Z. Lisowski, Próba interpretacji Lokomotywy Juliana Tuwima, Zeszyty Naukowe WSRP w Siedlcach, Seria: Nauki Humanistyczne 1989 nr 15 (cz.) 2; J. Mikołajewski, Lokomotywa i inne wesołe wierszyki…, „Gazeta Wyborcza” 22 XI 2003. Tuwimowskiej Lokomotywie poświęcono też cały numer kwartalnika „Poezja i Dziecko (nr 2, 2004).

 

 

 

 

Pin It