Michał Piętniewicz



Kilka uwag o wierszu „Metafizyka” Bolesława Leśmiana.


MP

 

 

 

Bolesław Leśmian „Metafizyka”

                      

„Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno-

Gdzie wieczność już nie tajnie wystawia na straży

Trosk doczesnych-gdzie bardziej jest bosko, niż ludno-

I gdzie każdy za wszystkich nie cierpi-lecz marzy!

 

Są tu sady bez wyjścia i groble, nad szybą

Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie-

I niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie,

Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!

 

Są tu w lasach mrowiska, wzniesione nad drogą,

Gdzie wre praca snów rojnych – odwieczna i bratnia-

I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia

Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą.

 

Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty

Wiatraka, mielącego mgły marzeń i ciernie,

Brakiem boga na sobie zlękniony niezmiernie-

Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty!

 

Bywalec tych uroczysk, powabnych swym tronem,

Umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność,

I w szczelinie pomiędzy istnieniem a zgonem

Dojrzeć gwiazdę niezgorszą lub niezłą opatrzność…

 

Lecz się nigdy nie strwoży, rozumnie zbłąkany,

Bezkrólewiem w niebiosach lub własnego cienia

Zgubą w jarach – lub zbytnią łatwością zamiany

Jednych cudów na drugie… Niech cud się też zmienia!

 

Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota

Lub kwiat jeszcze nie znany lub muszla co rzadsza-

I na wszelki wypadek wtórego żywota

Duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrza…

 

On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo

Karmić strawą najlepszą na ziemi i niebie-

I nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie

Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo!...”

 

    Cykl „Oddaleńcy” można w dużym uproszczeniu nazwać próbą przedstawienia metafizycznej pełni. Już same tytuły wierszy: „Uczta”, „Toast świętokradzki” wskazują, a raczej odsyłają do krainy jeśli nie rajskiej, to alternatywnej wobec świata zwykłego, odsyłają do światów onirycznych, którymi rządzą immanentne prawa rozwoju przenikniętego, jak już wcześniej zasugerowałem pragnieniem osiągnięcia pełni metafizycznej – czyli takiego zjednoczenia z bytem, poza którym nie istnieje już żadne pragnienie oprócz jednego: pragnienia wiecznotrwałego snu. Aby nie być gołosłownym, spróbuję uzasadnić swoje arbitralne tezy przez analizę jednego wiersza, który wydaje się dla mnie być kluczem do odczytania całego cyklu – chodzi mianowicie o wiersz „Metafizyka”. Już sam tytuł wskazuje na określoną drogę interpretacyjną, którą powinniśmy przebyć. Słowo „metafizyka” w sposób najzupełniej słuszny i prawidłowy powinno zostać odniesione do dziedziny filozofii, ponieważ metafizyka stanowi jeden z jej głównych działów obok ontologii, epistemologii, logiki czy etyki. Metafizyką, jak wyjaśnia „Oksfordzki słownik filozoficzny” „obejmuje się wszelkie rozważania takich kwestii dotyczących rzeczywistości, które wykraczają poza granice zagadnień możliwych do badania metodami naukowymi”. Sam termin pochodzi od dzieła Arystotelesa o tytule „Metafizyka”, które powstało po wcześniejszej „Fizyce”.

Zatem powtórzyć można używając nieco innych sformułowań, że metafizyka to taki obszar działalności poznawczej człowieka, z którego wykluczyć należy podejście scjentystyczne i wszelkie odmiany podejścia racjonalistycznego, bowiem metafizyka jest czymś co pozarozumowe. Próba rozszyfrowania tytułu, a raczej słowa tytułowego nie jest bezzasadna także z innej przyczyny, związanej z biografią intelektualną Leśmiana. Leśmiana bowiem, w istocie można nazwać poetą metafizycznym i to nie tylko ze względu na twórczość poetycką, która jakby pragnie się przedrzeć na drugą stronę bytu, ale i ze względu na program poetycki Leśmiana, któremu dał wyraz w swoich szkicach programowych: „Znaczenie pośrednictwa w metafizyce życia zbiorowego” i „Z rozmyślań o Bergsonie”. Za twórczością poetycką Leśmiana stoi bowiem, podobnie zresztą jak za twórczością Schulza, Witkacego czy Gombrowicza pewien światopogląd artystyczny, w którym autor jakby starał się uzasadnić bądź usprawiedliwić kształt formalny swoich wierszy i ich zawartość ideową. Można zatem powiedzieć, że Leśmian był nie tylko poetą, ale i filozofem, a już z pewnością do jego sylwetki intelektualnej będzie pasować stwierdzenie: „poeta filozofujący”, czyli poeta, który szuka w poezji odpowiedzi na pytania najbardziej istotne, który przez swoją twórczość stara się udowodnić, że poezja może zagadkę bytu drążyć w sposób równie inspirujący co filozofia, która zdaje się być do tego powołana przede wszystkim. Badacze jako kontekst do interpretacji tej poezji przywoływali rozmaite tradycje filozoficzne począwszy od fenomenologii Edmunda Husserla, przez filozofię mocy i negacji Nietschego po Henri Bergsona.

Zważywszy jednak na wyraźną predylekcję Leśmiana do Bergsona proponuję się skupić na niektórych aspektach światopoglądu ostatniego z wymienionych filozofów. Istotą filozofii Bergsona jest przeciwstawienie intelektu oraz intuicji. Intelekt, jak pisze Władysław Tatarkiewicz „ nie jest zdolny do poznawania rzeczywistości”. Intelekt bowiem cechuje stereotypowość i sztywność sądów o rzeczywistości, dlatego sądy te nigdy nie odzwierciedlają prawdy o rzeczywistości, a mogą jedynie stanowić jej znak lub symbol.

W przeciwieństwie do intelektu, intuicja jest władzą żywą i dynamiczną, zdolną ujmować rzeczywistość w sposób bezpośredni, czyli zdolną wniknąć od razu w istotę rzeczy, przedostać się do jej wnętrza. Jak pisze Tatarkiewicz: „intelekt ujmuje rzeczy od zewnątrz, a intuicja przenosi nas do wnętrza rzeczy. On ujmuje rzeczy pośrednio, ona bezpośrednio, on ujmuje tylko stosunki między rzeczami, ona zaś same rzeczy; on schematycznie, ona indywidualnie.”

Zatem nie ulega wątpliwości, że poznanie intuicyjne zdecydowanie góruje nad poznaniem intelektualnym, a Bergson posuwa się nawet do twierdzenia, że poznanie intuicyjne jest jedynym prawdziwym poznaniem. To przeciwstawienie intelektu i intuicji znajduje swój wyraz w innej parze przeciwieństw, którą szczególnie w swych szkicach uwypuklał Leśmian, mianowicie naturae naturantis i natura naturata. Naturae naturantis to inaczej natura albo materia w stanie twórczego ferworu, można ją przyrównać do owego „wichru życiowego”,

o którym pisał Leśmian w swych szkicach, a który dał początek wszelkiemu stworzeniu; na początku był bowiem „wicher życiowy” i to od niego wzięła początek materia żywa. Natomiast natura naturata jest jakby odpowiednikiem Bergsonowskiego „duree” czyli czystego trwania -  z tym że trwanie to jest nieruchome, jest jak gdyby trwaniem uśpionym, czekającym na ożywienie ze strony twórczej intuicji.  Jak pisze Jan Błoński w swym szkicu „Bergson a program poetycki Leśmiana”: „natura naturata to dziedzina istnienia stworzona już i gotowa, niezdolna do odnowy i twórczości, martwa i upośredniona, poklasyfikowana i unieruchomiona przez intelekt.”

Z tych opozycji martwego i żywego, pierwotnego i wtórnego, intuicyjnego i intelektualnego, a wreszcie metafizycznego i racjonalnego wyrasta światopogląd poetycki Leśmiana, bez którego pobieżnej przynajmniej znajomości trudno o trafne odczytanie wierszy.

Trudno jednak o skrajnie śmiałą tezę, że wiersz „Metafizyka” jest prostym przełożeniem filozofii Bergsona na materię wiersza  - takie działanie interpretacyjne byłoby nieuprawnione – niemniej warto znać wyżej wymienione wątki by w wierszu „Metafizyka” móc je ze spokojem wykluczyć i uznać go za dzieło w pełni autonomiczne i niezależne od wszelkich inspiracji bergsonizmu bądź tych inspiracji dopatrzeć się i uznać ich występowanie za w pełni uprawnione.

Czym zatem jest metafizyka w wierszu „Metafizyka”?

Podmiot liryczny, jak nietrudno się domyśleć zresztą, nie daje odpowiedzi filozofa, daje odpowiedź poety, a ściślej, o czym już była mowa „poety filozofującego”. Zatem podmiot liryczny, którego nazwałem „poetą filozofującym” określa metafizykę poprzez przyrównanie jej do bliżej nieokreślonej „krainy, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno”, dalej „ gdzie bardziej jest bosko niż ludno i gdzie każdy za wszystkich nie cierpi -  lecz marzy.”

To, co zdarzyło się w pierwszych wersach omawianego utworu Michał Głowiński określiłby zapewne mianem „ontologii onirycznej”, często bowiem byt w wierszach Leśmiana jest bytem śniącym, a z kolei taki jego status gwarantuje najpewniejszą drogę do wniknięcia w całą, złożoną istotę rzeczywistości. Inaczej mówiąc, ten kto śni lub marzy, znajduje się najbliżej prawdy.

Dalej następuje opis tej krainy, którą można by nazwać alternatywną wersją Ogrodu Eden:

„Są tu sady bez wyjścia i groble nad szybą”, „rzeki wyśnione” i „niejeden pałac w zagąszczu ci błyśnie”. Zatem, jeśli już rajski ogród to raczej jego baśniowa transpozycja, czy nawet polemika z jego archetypowym statusem – archetyp bowiem, zdaje się mówić Leśmian, naprawdę znajduje się w baśni i poza baśń trudno w ogóle wyjść.

Często w wypadkach filozofujących wierszy Leśmiana mówi się o tzw. „ubaśniowieniu” zagadnień filozoficznych – tak jakby dociekanie czy też docieranie do najbardziej istotnych bo metafizycznych korzeni bytu było możliwe tylko w baśni i tylko poprzez baśń. Zastosowanie tego „baśniowego” chwytu wprowadza dystans pomiędzy podmiotem mówiącym w wierszu, a przedstawioną przez niego baśniową krainą. Kraina ta jest bowiem umowna, istotą jej jest zmyślenie dlatego najpoważniejsze pytania dotyczące sposobu istnienia i przeznaczenia człowieka zostają ujęte w ironiczny nawias, tak jakby podmiot mówiący w wierszy mrugał do nas porozumiewawczo zza sceny wiersza mówiąc: „uważaj, nie daj się nabrać na moją patetyczną frazeologię, to tylko gra, tylko zabawa”. No właśnie gra, ale w tej grze jednak o coś chodzi, zabawa nie trwa dla niej samej – jest bowiem tak, jakby przyjęcie konwencji gry przez podmiot liryczny zabezpieczało go przed posądzeniem o nadmierną powagę czy zadęcie – bo to właśnie w grze, a nie w śmiertelnej powadze najłatwiej odkryć to, co najistotniejsze. Tylko dzięki dystansowi zagwarantowanemu przez konwencję można problem oswoić, a przez to uważniej go zbadać.

    Baśń rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami, w baśni często pojawia się zło lub jakiś element destrukcyjny wprowadzający niepokój w pierwotną sytuację idylliczną. Taki element zostaje wprowadzony w strofie czwartej i pojawia się niby wąż oplatający drzewo poznania:

 

„Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty

Wiatraka, mielącego mgły marzeń i ciernie,

Brakiem boga na sobie zlękniony niezmiernie

Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty.”

 

Krajobraz zostaje w momencie przemieniony, jakby w słoneczny dzień wdarła się chmura gradowa i urodziła deszcz i burzę; w czwartej strofie, kto wie, być może zaczął szaleć opisywany przez poetę w szkicach „wicher życiowy”, którego działanie jest etycznie ambiwalentne – z jednej strony powołuje rzeczy do istnienia, a z drugiej je niszczy, zabiera im istnienie dając w zamian jedynie „mgły marzeń i ciernie”, swego rodzaju „zaświatowy” istnienia substytut. Wicher, wydaje mi się, jest zresztą inherentną częścią krajobrazu całego wiersza, przenika nawet owe „rzeki wyśnione” i „pałace w zagąszczu” – jego obecność jest stale wyczuwalna, bo możliwa do ujawnienia się „czasem”.

Owa gradacja nastroju, czy też nagłe jego zmiany polegające na przeskoku ze spokoju w niepokój można za Arturem Sandauerem nazwać „mitologią momentalną”, którą Głowiński definiuje jako „czas opisu, budowanego jako ciąg epifanii, jako ich montaż, jest czas następujących po sobie chwil, czas nie układający się w konsekwentny ciąg”. A zatem takie zakłócenia w przebiegu linearnym wiersza wskazują na epifaniczność pojawiających się kolejno chwil, dzięki czemu staje się możliwe odróżnianie i doznawanie kolejnych przedmiotów w owym morzu materii ( mare tenebrarum ), które początkowo sprawia wrażenie kosmicznego chaosu, a życie poszczególnych elementów poetyckiego krajobrazu przypomina bezładną krzątaninę zagubionych stworzeń.

A zatem, można powiedzieć, że w „wichrze życiowym” możliwe jest rozpoznanie poszczególnych przedmiotów, które powołał do istnienia podmiot mówiący, możliwe jest doznanie konkretu prowadzące do epifanii, a ściślej tego co w ślad za Bergsonem określił Jacek Trznadel jako „konkret działający”.

W kolejnej zwrotce wprowadza podmiot liryczny bohatera, którego określa jako: „bywalca tych uroczysk, powabnych swym tronem”, ma on dary prorocze: „umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność”, a zatem można się domyślać, że bohaterem tym jest sam poeta, ów „niebieski wycieruch” jak go w innym wierszu określił Leśmian. Istotnie, zaszczytu przechadzki po krainie baśniowej metafizyki może dostąpić tylko ten, kto jest obeznany z jej autonomią, z jej wewnętrznymi prawami, kto wobec jej tajemnic pozostanie nieulękły:

„Lecz się nigdzie nie strwoży, rozumnie zbłąkany”

Nietrudno w oksymoronie „rozumnie zbłąkany” dojrzeć poetycką aluzję do sformułowania Adama Mickiewicza z „Ody do młodości” – „rozumni szałem”. Poetę „rozumnie zbłąkanego” można rozumieć nie inaczej tylko jako ogarnionego przez natchnienie, przez pasję twórczą, która jest swego rodzaju duchowym szlakiem, wyznacza niewidzialne ścieżki marzeń, wędrowcowi po krainie metafizyki pokazuje wewnętrzną drogę zstępującą w głąb.

Dwie ostatnie strofy definiują wędrowca, „bywalca tych uroczysk” jako badacza, jako poszukiwacza dociekliwego, którego zajmują rzeczy nowe i jeszcze niezbadane:

„Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota

lub kwiat jeszcze nie znany, lub muszla co rzadsza”

Tak zaopatrzony w intuicję poznawczą wędrowiec „duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrza”. Jednak poznanie rzeczywistości baśniowej nie czyni zeń spokojnego mędrca dostojnie kontemplującego otaczający świat, a raczej „zaświat” – poznanie to okazuje się być niebezpieczne, jawi się jako poznanie szaleńca:

„On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo

Karmić stronę najlepszą na ziemi i niebie

i nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie

Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo”

Przywołany zostaje tutaj topos „poetae mauditis”, poety wyklętego rodem z wierszy Baudelaire’a, dla którego drzwiami poznania są wrota szaleństwa. Bergsonowska „jaźń głęboka”, dzięki której możliwe staje się zstąpienie w istotę materii okazuje się jaźnią zatrutą, której nie należy ufać, ponieważ prowadzi nad brzeg przepaści. Czyżby zatem wiersz „Metafizyka” był antymanifestem, zaprzeczeniem poetyckiego credo Leśmiana? Może jednak nie tyle o prostej negacji należałoby tu mówić co raczej o wzięciu w ironiczny nawias poetyckiej doktryny. Dlaczego? Ponieważ wyrażenia takie jak poetycki program czy poetycka doktryna zawierają w sobie sprzeczność – poezja jako dzieło autonomiczne, niezależnie od tego jak ją będziemy kontekstualizować filozoficznie, zawsze się będzie owym kontekstom wymykać i w sposób figlarny pokaże nam język, lub filuternie się do nas uśmiechnie. Z drugiej strony jednak można wiersz „Metafizyka” czytać jako wiersz programowy właśnie, który w sposób równoczesny zaznajamia nas z dobrodziejstwami i niebezpieczeństwami poznania intuicyjnego i jednocześnie daje wyraźnie do zrozumienia, że przedstawiona kraina jest tworem poetyckiej  imaginacji, w której tak naprawdę żadne niebezpieczeństwo nie czyha na zwiedzających ją wędrowców. Jednak trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że przechadzający się po niej szalony wędrowiec, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa jest poetą, bliższy jest dojścia do prawdy niż wierny założeniom swej doktryny uczony filozof. Zatem alternatywnym rodzajem poznania jest poznanie poetyckie, za którym niekoniecznie stać muszą założenia filozofii intuicjonistycznej Henri Bergsona. Jest to poznanie odbywające się w ramach gry z obiektywnie istniejącą rzeczywistością, które ma na celu przybliżenie nie tego co obiektywne, ale tego co subiektywne – bowiem prawda istnieje jedynie w subiektywnym odczuciu i jest taką samą fikcją co usiłowania poetów próbujących przedstawić prawdę obiektywną.

Wiersz Leśmiana jest zatem przewrotnym wyrazem optymizmu poznawczego, którego nie imają się rozmaite „izmy”, ponieważ poznanie, o którym mówi podmiot mówiący istnieje tylko w ramach konwencji gry, a wyjście poza tę konwencję grozi zawaleniem się całego gmachu światopoglądowego wiersza ponieważ jego jedynie istotną przesłanką światopoglądową jest traktowanie poezji jako kreacji autonomicznej, w której przedmioty i bohaterowie wiodą żywot wolny i niezależny, ale tylko w granicach wyznaczonych przez żelazne prawa baśni.

Należy sobie jednak zadać pytanie, czy Leśmianowi tylko o baśń chodzi, czy rzeczywiście poza baśń nie można wyjść i czy istotnie jest ona, w warunkach poznania poetyckiego jedyną, uczciwą możliwością dojścia do prawdy?

Michał Głowiński na to pytanie odpowiedziałby przecząco. Dla niego baśń jest jedynie pretekstem do przedstawienia głębokich problemów egzystencjalnych, które w sposób obiektywny dotyczą każdego człowieka, a poezja, za zasłoną baśni, daje na te problemy poważną odpowiedź.

Trznadel pisał o symbolizmie egzystencjalnym Leśmiana, natomiast Głowiński pisze o kształtowaniu przez poetę czegoś, co nazwał „pejzażem ostatecznym”, gdzie poetyckie rekwizyty jak studnie czy obłoki odsyłają do rzeczy ostatecznych i najbardziej ważkich – śmierci lub Boga. Tłumaczy się to przez epifanijność poezji Leśmiana, w której abstrakty zostają zmaterializowane, natomiast rzeczy materialne obdarzone zostają cechami mentalnymi. Jak pisze Głowiński, w obrębie pejzażu ostatecznego „znajdują się nie tylko studnie i obłoki, ale także – śmierć, nie tylko trawa, ale także – Bóg […] Dzięki epifaniom powstaje rzeczywistość ujednolicona, w której przedmioty zostały obdarzone życiem psychicznym, abstrakty zaś – mentalnością.”

Myślę, że tak pojmowany pejzaż ostateczny można dojrzeć także w wierszu „Metafizyka”, gdzie pod wierzchnią warstwą baśni kryją się problemy prawdziwie metafizyczne czy filozoficzne – jak pytanie o sens istnienia, o prawdę czy o istnienie Boga. Przyjęta konwencja baśni działa tu na prawach symbolu, poza który czytelnik musi wyjść by przedostać się do drugiego dna wiersza stanowiącego już nie pretekst do gry czy zabawy, ale pretekst do odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące egzystencji ludzkiej.

Jednocześnie konwencja autonomizuje tę specyficzną dziedzinę poszukiwań jaką jest poezja nie pozwalając jej stać się czystą filozofią i równocześnie niejako chroni filozofię immanentnie zawartą w wierszu dając jej najlepszą z możliwych poetyckich zbroi: niejednoznaczność.

 

 

 

Pin It