DARIUSZ PAWLICKI

O NIEPROZAICZNOŚCI BUTÓW

 

     But! Każdy wie jak wygląda i do czego służy. Jest bowiem przedmiotem niezwykle prozaicznym; tak powszechnie przynajmniej się uważa. We współczesnym świecie ma z nim kontakt chyba każdy. Choć jeszcze nie tak dawno, wcale tak nie było. Dla wielu ludzi posiadanie butów, a przynajmniej drugiej ich pary, było niespełnionym marzeniem.

 

     To że zacząłem pisać na ten temat, wynika z tego, iż przedwczoraj zakupiłem buty. Mam je wyeksponowane, i co pewien czas spoglądam na nie z przyjemnością. Są bowiem takie jakie lubię. To znaczy solidne, szerokie, do kostek, brązowe, nr 46 (przy niskich temperaturach będzie można, bez żadnych problemów, włożyć grube skarpety). Ten zakup, to jednak nie jedyny powód. Jest nim bowiem także ‒ niewykluczone, że w tym samym stopniu ‒ lektura w dniu dzisiejszym szkicu Michała Fostowicza „Tajemnik”*. W tekście tym mowa jest, między innymi, o klechdzie autorstwa Bolesława Leśmiana, w której istotną rolę odgrywa para czerwonych butów. Tak naprawdę nie służą one do chodzenia, choć nadają się do tego; są bowiem przede wszystkim symbolem wolności.

 

Buty Vincent van Gogh

Buty, Vincent van Gogh

*

     Buty są bardzo starym wynalazkiem. Trudno jednak powiedzieć, jak bardzo starym. Jest to jednak najpewniej jeden z tych wynalazków, które zostały dokonane, niezależnie od siebie, więcej niż w jednym miejscu na Ziemi. Zabezpieczenie stóp było bowiem niezwykle ważne. I to w tym samym stopniu, przed zimnem, jak przed rozgrzanym piaskiem.

     W starożytnym Egipcie obuwie, chodzi jednak zwłaszcza o sandały, znane było jeszcze w epoce przeddynastycznej. W czasach późniejszych stanowiły niezbędny składnik ubioru Egipcjanina. Szczególnie wtedy, gdy udawał się do kogoś z wizytą. Wędrował jednak boso, sandały niósł w rękach. Dopiero po przybyciu na miejsce, nakładał je. Zasady dobrego wychowania nakazywały, aby nie nosić obuwia w towarzystwie osoby stojącej wyżej w hierarchii społecznej. Chyba, że wyraziła ona na to zgodę. To dlatego wielkim zaszczytem dla człowieka należącego do dworu faraona, było uzyskanie przywileju uprawniającego do przebywania w obuwiu w obecności władcy.

     Sandały używane przez starożytnych Egipcjan składały się z podeszwy wykonanej z łyka palmowego bądź włókien papirusowych, rzadziej ze skóry. Do niej przymocowywano dwa lub trzy paski wykonane z tego samego materiału co podeszwa.

     Końce sandałów faraonów często były zakrzywione do góry. Od XVIII dynastii, tak wyglądającego obuwia wolno było używać także pozostałym mieszkańcom Egiptu (najpewniej z wyłączeniem niewolników).

     W Grecji starożytnej obuwia właściwie nie używano w domu. Natomiast poza nim praktycznie nie poruszano się boso. Wobec faktu, że niezmiernie rzadko spotykano kogoś bosego na ulicy, uwagę zwracał (pomijając już fakt kontrowersyjności jego osoby) Sokrates, który czy to latem, czy zimą obywał się bez obuwia.

     Noszono oczywiście sandały, czyli pedila. Pięta i nasada palców często były zakryte kawałkiem skóry. Oprócz sandałów noszono buty sznurowane, zakrywające całą stopę tzw. embás. Mogły być proste, niewyszukane, wykonane z grubej skóry. Albo też ozdobne – z białej, cienkiej skóry. Często buty tego typu miały odsłonięte palce.

     Buty noszone przez kobiety zrobione były ze skóry w żywszych kolorach. Wytwarzane były też w o wiele większej liczbie fasonów, niż męskie.

     Solidnie wykonane, o grubej podeszwie, buty o nazwie kropides nosili greccy żołnierze. Obuwie o nazwie sandalon, pochodzenia kreteńskiego lub perskiego, było pantoflami z podbiciem i gołą piętą. Koturny (kóthornos), wysokie buty o grubej podeszwie, na ogół sznurowane, nosili myśliwi. Dość wcześnie zaczęły być też używane przez aktorów tragedii. Z tym, że w tym wypadku miały one jeszcze grubszą podeszwę. A to po to, aby wykonawcy byli lepiej widoczni.

     W Rzymie kobiety i mężczyźni nosili te same typy obuwia. Wyjątkiem były buty używane przez żołnierzy i myśliwych. Obuwie używane przez kobiety było na ogół bardziej eleganckie, wyszukane w formie. Buty zakrywające całą stopę nosiły nazwę calceus. Z tym, że rozróżniano jego dwa typy: jeden, z czerwonej skóry (calceus muellus, patricius), ozdobiony był klamrą o kształcie półksiężyca; drugi, z czarnej skóry, pozbawiony był ozdób. Noszono sandały greckie (po łacinie solea). Używano ich jednak wyłącznie w domu. A ukazanie się w nich na ulicy uważano za coś wysoce niestosownego. Na wsi powszechnie używano butów wykonanych z drewna, rodzaju drewniaków czyli sculponeae. Natomiast caligae było obuwiem żołnierskim (nie nosili go jednak wyżsi oficerowie). Miało ono grubą podeszwę nabijaną ćwiekami.

 *

     But jest głównie symbolem związku z ziemią. Ta zaś symbolizuje, między innymi, „praktyczną zaborczość, materializm, przeciwieństwo uduchowienia, boskości, nieba”**.

To w związku z ową symboliką ziemi, jak też faktem, iż but pozostaje w stałym z nią kontakcie, i że inaczej być nie może, w bardzo wielu społeczeństwach i społecznościach należało bądź (nadal) należy zdjąć buty przed wejściem do obiektów związanych z kultem religijnym czy, ogólnie mówiąc, duchowością.

     But symbolizuje wspomnianą już wolność (w starożytności niewolnicy chodzili na ogół boso), a także pokorę, szacunek, uznanie, poddanie się, uległość, posiadanie, seks i płodność. Jest on bowiem vulvą, zaś stopa fallusem. Ta symbolika wpłynęła na obecność butów w dawnych obyczajach związanych z weselem i świętami urodzaju. W pierwszym przypadku, chociażby, przez przywiązywanie damskich i męskich butów do powozu młodej pary. Miało to zapewnić jej szczęście i liczne potomstwo.      

     Waga przywiązywana do obuwia, jak i to, że tak długo i powszechnie służy ono ludzkości, znalazła odzwierciedlenie w mowie. Mając na uwadze język polski, warto przytoczyć nst. wyrażenia i zwroty:

     Takie buty! ‒ sprawy tak się mają/tak wyglądają; głupi jak but ‒ charakteryzujący się wyjątkową głupotą; psu na buty (coś się zda) ‒ coś co nie zda się na nic/nie ma jakiegokolwiek zastosowania; kiwać palcem w bucie ‒ wykonywać jakąś czynność nie przynoszącą najmniejszego pożytku/nie dającą żadnych efektów, wykonywać działania pozorne; nie kiwnąć palcem w bucie ‒ nie zdobyć się na jakikolwiek wysiłek; szyć komuś buty ‒ intrygować przeciw komuś; umarł w butach ‒ umarł nagle/wszystko przepadło/nie ma wyjścia z sytuacji; słoma komuś z butów wychodzi/wystaje ‒ o kimś komu brakuje obycia, ogłady, więc uchybia przyjętym normom zachowania, postępowania; a to inna para kaloszy ‒ to coś zupełnie innego/całkiem inna sprawa; mieć coś w bucie ‒ na tej samej zasadzie, jak mieć coś w nosie/gdzieś; buty chcą pić ‒ są dziurawe, przeciekają; skrzypiące buty ‒ jeszcze nie zapłacono za nie, więc przypominają, że szewc czeka na należność; wie, gdzie go but ciśnie ‒ jest najlepiej zorientowany w swoich troskach, jak też w ich przyczynach; buty komuś lizać ‒ zachowywać się wobec kogoś uniżenie, schlebiać komuś.

 

     Należy wspomnieć także o przysłowiach:

     Szewc bez butów chodzi.

     Znać/poznać pana po cholewach.

 

     *

         Na samym wstępie niniejszego szkicu wyraziłem powątpiewanie w to, że buty są przedmiotem banalnym. To zaś ma, jakoby, wynikać z powszechnej obecności obuwia o najrozmaitszych fasonach i kolorach, we wszystkich miejscach, gdzie przebywa człowiek. Lecz banalność nie wynika, nie tylko w tym przypadku, z ilości, ale z ograniczoności wiedzy i wyobraźni tych, którzy formułują takie stwierdzenia. Ono zaś nie pozwala dostrzec w przedmiocie okrywającym/zabezpieczającym stopę niczego więcej niż to wynika z jego funkcji. A w tym „więcej” zawiera się, choćby, towarzyszenie homo sapiens przez kilka tysięcy ostatnich lat jego historii. I to tak ścisłe, że zaowocowało obecnością butów nie tylko w obrębie cywilizacji, jako wyrobu rzemieślniczego a potem także przemysłowego, lecz także w kulturze np. w wierzeniach, o których była mowa.  

                                                

_______________________________________________                                                              

* Michał Fostowicz, Tajemnik, w: Świat bez prawdy, Wrocław 2009.

   ** Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2006.

 

 

Pin It