Mikołaj Melanowicz

 

Yonekawa  - tłumacz literatury polskiej

 

                         Przetłumaczył na język japoński Bramy raju, Idzie skacząc po górach Jerzego Andrzejewskiego i Ferdydurke Witolda Gombrowicza. I choćby tylko dlatego zasługuje na naszą pamięć.

melanowicz     Kazuo Yonekawa przyjechał do Polski na zaproszenie Zakładu Japonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w 1959 roku, to znaczy dwa lata po wznowieniu stosunków dyplomatycznych Polski z Japonią. Wtedy minęły już cztery lata od V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów (1955 r.),  który miał niemały wpływ na ożywienie stosunków Polski ze światem. Wówczas, w lipcu i sierpniu, na ulicach Warszawy rozbrzmiewał również język japoński, ponieważ przybyło do Warszawy około siedemdziesięcioro Japonek i Japończyków - można więc było usłyszeć piosenki i obejrzeć tańce japońskie. Dzięki nim podjąłem decyzję o zmianie wyboru kierunku studiów z sinologii na japonistykę.

 

   W tym czasie w Japonii przygotowywano się do Letnich Igrzysk Olimpijskich zaplanowanych na październik 1964 roku. Olimpiada dała impuls dla przyspieszonej przebudowy kraju, a zwłaszcza stolicy. Zmodernizowano komunikację, a co najważniejsze udało się uruchomić wówczas kolej dużej szybkości, tzn. Shinkansen z Tokio do Osaki. Nic dziwnego, że ten okres w historii gospodarki nazwano koniunkturą olimpijska.

W dziedzinie literatury sławą cieszyli się  wielcy mistrzowie pióra, tacy jak Jun'ichiro Tanizaki, który opublikował „Klucz” (Kagi, 1956) i Dziennik szalonego starca (1962), oraz Yasunari Kawabta, wówczas ceniony za Śpiące piękności (1961) i „Starą stolicę” (Koto, 1962). Na ten czas przypada również publikacja Czarnego deszczu (1966) Masujiego Ibusego, wstrząsającej opowieści o tragedii mieszkańców Hirosimy. Natomiast centralną postacią nowoczesnej literatury był Kōbō Abe, autor powieści Kobieta z wydm (1962). Sławą dorównywał mu Kenzaburō Ōe, jak również Yasushi Inoue, autor powieści historycznych.

 Natomiast w Polsce rozpoczęło się wielkie otwarcie na świat i nadrabianie zaległości w tłumaczeniach dzieł obcych, jak i w publikacjach  wcześniej niedostępnych powieści polskich autorów. Rozpoczęło się wielkie ożywienie intelektualne, również w środowisku studenckim rosło zainteresowanie egzystencjalizmem i strukturalizmem. Modny był Jean-Paul Sartre  (w tym czasie w dalekiej Japonii student Ōe pisał pracę dyplomową na temat Dróg wolności Sartre’a), jak i Smutek tropików antropologa Claude’a Lévi-Straussa. Mogliśmy spotkać znanych uczonych z krajów zachodnich, którzy zjechali do Warszawy np. na międzynarodową konferencje, poświeconą problemom poetyki, m.in. Romana Jakobsona czy Roberta Austerlitza…

    Modna była  krótka spowiedź uczestników krucjaty dziecięcej z 1212 roku, spisana przez Jerzego Andrzejewskiego pt. Bramy raju (1960) , jak również długa saga rodzinna pt. Sława i chwała Jarosława Iwaszkiewicza oraz opowiadania Kazimierza Brandysa, powieści Tadeusza Brezy, Tadeusza Konwickiego, Marii Dąbrowskiej. Teodora Parnickiego, dramaty Sławomira Mrożka czy Tadeusza Różewicza, poezja Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Władysława Broniewskiego, a w końcu Kolumbowie, rocznik 20 Romana Bratnego.

     Z literatury japońskiej można było przeczytać w przekładach pośrednich  Hiroshiego Nomy Strefę próżni (1957), Shōheia Ōoki Ognie polne (1959), Sunao Tokunagi  Ciche góry (1953) i Żegnaj żono (1964).  Na przekłady z oryginału japońskiego trzeba było poczekać jeszcze  kilka lat, chociaż warto wspomnieć o jaskółce w postaci Kapp [wodnik jap.] Ryunosuke Akutagawy wydanej w serii Jednorożca przez PIW w 1963 r.

  Do takiej to Polski przyjechał KazuoYonekawa i nic dziwnego, że poczuł się oczarowany wysokim poziomem teatru, muzyki, jak również literatury, a przecież  mógł jeszcze oglądać ślady wojennych zniszczeń. Najpierw  udał się do Łodzi, by doskonalić znajomość języka polskiego w  Studium Języka Polskiego dla Obcokrajowców, a następnie przejął obowiązki wykładowcy języka japońskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Wówczas byłem już asystentem (od września 1959 r.) i przygotowywałem się do wyjazdu do Japonii, co jednak nastąpiło dopiero w olimpijskim roku 1964. 

Kazuo Yonekawa w dzieciństwie zetknął się z kulturą słowiańską w domu rodzinnym, ponieważ jego ojciec Masao Yonekawa (1891- 1965) był rusycystą, profesorem Uniwersytetu Waseda, tłumaczem klasyki rosyjskiej, głównie Dostojewskiego, którego przekłady są nadal wznawiane. Pisarz Kōbō Abe, autor Kobiety z wydm, podczas  Międzynarodowego Kongresu Nauk Humanistycznych Azji i Afryki Północnej w Tokio w 1983 roku oświadczył, że w liceum podczas pobytu w Mandżurii uratowały go powieści Dostojewskiego przed odurzeniem wojennym szowinizmem. (zob. Abe Kobo „General Keynote Speech” w  Proceedings of the  Thirty-First International Congress of Human Science in Asia and North Africa, Tokyo-Kyoto, 31st August –7th September 1983, vol.1, ss.488-489).  .

    Kazuo urodził się 26 stycznia 1929 w Tokio, ukończył rusycystykę na Uniwersytecie Waseda. Po studiach  został tłumaczem literatury  rosyjskiej. Jednak ceniony jest przede wszystkim jako tłumacz literatury polskiej, ponieważ w Warszawie znalazł wsparcie przyjaciół, pokochał polską poezję i nowatorską prozę, i stał się wrażliwym jej interpretatorem. Warto wspomnieć, że jego brat Ryōfu (1931-2006), italianista, filolog i tłumacz literatury włoskiej wychował się w tym samym domu rodzinnym w Eifukuchō w Tokio, znajdującym się przy tej samej linii kolejowej Inokashira, przy której wcześniej mieszkałem (zob.Pisarze.pl - Ito Sei: „Była to piękna bitwa”). Rezydencja Yonekawów  po wojnie była salonem artystycznym, podtrzymującym tradycję muzyki klasycznej (koto). Po powrocie Kazuo do Japonii, na kilka lat przed śmiercią Kazuo (zm. 2 stycznia 1982)  spędziłem kilka godzin w tym domu i rozmawiałem z Takako (1906-1989), wdową po Masao, która poprosiła mnie, żebym zabrał synową do Kioto, ponieważ planowałem wyjazd do tej starej stolicy.

Osiągnięcia tłumacza

 Zainteresowania Kazuo Yonekawy Polską pogłębiły się w czasie pobytu w Polsce (1959-1967), gdy został zaproszony do Zakładu Japonistyki jako wykładowca języka japońskiego. Po nauce w Studium Języka Polskiego dla Obcokrajowców w Łodzi podczas pracy w Warszawie  zaczął tłumaczyć zarówno polską poezję, jak i prozę. Bardzo lubił poezję Gałczyńskiego, a  wybór jego wierszy opublikował później w tomie pt. Kita no jūjika – Pōrando shishū  Konstanty Ildefons Gałczyński hoka (Krzyż Północy. Zbiór poezji polskiej. K.I. Gałczyński i inni, Seitosha 1987) . W  czasie pobytu w Warszawie tłumaczył też utwory prozatorskie Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza, Józefa Hena i Jerzego Andrzejewskiego.

Pierwsze przekłady z literatury polskiej Yonekawy ukazały się w 1963 roku w antologii literatur Europy Wschodniej w japońskim wydawnictwie Shūeisha. Były to m. in. opowiadania: Tu zaszła zmiana  Marii Dąbrowskiej, Kobieta cmentarna i Przy torze kolejowym  Zofii Nałkowskiej, Ikar Jarosława Iwaszkiewicza oraz Wdowa po Joczysie Józefa Hena.

W następnym 1964 roku w czasopiśmie literackim w Tokio Kazuo opublikował część swych przekładów poezji, m. in. Zaczarowaną dorożkę, Dlaczego ogórek nie śpiewa, List jeńca  Gałczyńskiego. Kazuo był po prostu rozkochany w przekornej, sentymentalnej i nierzadko groteskowej liryce tego poety. Niełatwe miał zadanie przetworzenia wierszy Gałczyńskiego na język japoński, w którym nie ma na co przekładać rymów, gdyż w poezji japońskiej nie odgrywa on istotnej roli. Trudno też było zachować rytm powtarzających się fraz, gdy struktura językowa jest tak odmienna w obu językach, nie mówiąc o różnicach w układach odniesienia do tradycji narodowej. Zresztą każde tłumaczenie przy tak wielkich różnicach kulturowych staje się jednocześnie próbą interpretacji jednej kultury w języku drugiej i jest często wpisywaniem pewnych treści w wymiar odmiennych sposobów myślenia i obrazowania. Rzadko więc udaje się przełożyć słowo za słowo.

Kazuo Yonekawa znał dostatecznie dobrze oba światy, oba kręgi kulturowe, by nieprzekładalne tłumaczyć na język japoński. Należał bowiem do tych tłumaczy, którzy podejmowali się pracy szczególnie trudnej. Brał na warsztat dzieła, które zostały napisane jakby po to, aby ich nikt nie odważył się tłumaczyć. Do takich należy nie tylko poezja Gałczyńskiego, lecz także powieść Ferdydurke Witolda Gombrowicza.

Ale nim zabrał się za przekład Ferdydurke, tłumaczył i publikował w latach 1965 – 1968   utwory Tadeusza Różewicza, Władysława Broniewskiego, Mieczysława Jastruna. Wiele miejsca w pracy tego tłumacza zajęły utwory o tematyce wojennej i okupacyjnej, jak np. Wspomnienia z Ravensbrűck Marii Zientara-Malewskiej, czy A jednak wierzę Tadeusza Borowskiego, Cząstka mojego serca Wandy Przybylskiej  (dziennik wydany pt.  Shōjo Dada no nikki – Pōrando shōjo no sensō taiken – Dziennik dziewczyny Dada – doświadczenia wojenne polskiej dziewczyny,  Kadokawa Shinsho 1965).

 W karierze tłumacza rok 1965 był szczególnie ważny i bogaty, ponieważ  to w  tym czasie opublikował dwa ważne utwory Jerzego Andrzejewskiego tzn. Złoty lis (Kin’iro no kitsune) i Idzie skacząc po górach (Tobihanete, yama o yuku. Hakusuisha).

Następnie w 1968 r. po tokijskiej premierze Tanga Mrożka pracuje nad przekładem Ferdydurke, powieścią wydaną przez Shūeisha (1970).

W kolejnym roku ukazały się przekłady  Ślubu i Policji Gombrowicza, oraz W jesienną noc i Sprawiedliwie Władysława Stanisława Reymonta..

Razem z profesorem Shōzō Yoshigamim (1928-1996) , wielkim promotorem literatury polskiej w Japonii, w 1972 roku opublikował antologię opowiadań współczesnych pt. Gendai Pōrando tanpen senshū (wydawnictwo Hakusuisha)

Po powrocie do kraju Yonekawa został profesorem Uniwersytetu Meiji i nadal utrzymywał żywe związki z Polską. Brał udział w zjazdach tłumaczy literatury polskiej. Został wyróżniony nagrodą za całokształt pracy tłumacza (zob. M. M. Sylwetka Yonekawa Kazuo  „Nowe Książki”, 15-IX-1975).

Kazuo Yonekawa był wybitnym tłumaczem i znawcą kultury polskiej w Japonii. Żyje w pamięci wielu współpracowników i absolwentów japonistyki warszawskiej.

Mikołaj Melanowicz

Warszawa, 2.10.2017

Pin It