Elżbieta Musiał o Meli Muter, znakomitej malarce i fascynującej kobiecie.

 

Mela Muter. Osobowość twórcza

mmuter142 piętro apartamentowca Cosmopolitan przy Twardej 4 jeszcze do niedawna przeżywało oblężenie. Powód? Tym razem to prezentacja obrazów Meli Muter w niebywałej przestrzeni, bo160 metrów nad ziemią: zewsząd zza szklanych ścian wnikająca do środka panorama Warszawy i pokaźnych rozmiarów olejne portrety. Lecz żadna postać uwieczniona przez artystkę jakby nie była zainteresowana życiem miasta, ani też nie nawiązała kontaktu wzrokowego z oglądającymi. W swojej zadumie pozostają już od 100 lat. Owo spojrzenie zawieszone „nad stanem ducha” jest czymś, co charakteryzuje i łączy portrety tej malarki. 

 

Mela Muter (wł. Maria Melania Mutermilch z domu Klingsland;1876-1967) doskonale oddawała cechy psychologiczne i intelektualne swoich modeli. Nie zniekształcała rysów twarzy, jak wielu awangardowych malarzy, a jednak specyfika stosowanych przez nią środków wyrazu gwarantowała formułę nowoczesną. Okrzyknięta została portrecistką paryskich elit pierwszych dekad XX wieku. Kontakty nawiązywała łatwo, jako że sama należała do tej artystyczno-intelektualnej socjety. Utrwaliła wizerunki polityków, naukowców i artystów. Pozowali jej m.in. Auguste Rodin, Diego Rivera, Leopold Gottlieb, Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Leopold Staff. Ale była także malarką zwykłych ludzi, przedmiotów i krajobrazu. Jej dzieła, również te pokazane na wystawie „Portrecistka” (niektóre po raz pierwszy w Polsce) a pochodzące z prywatnych zbiorów Jankilevitsch, mówi o wielkiej wrażliwości artystycznej i przenikliwości, z jaką na otaczający świat i siebie patrzyła Muter. Sugerują to już choćby Macierzyństwo (po wielokroć podejmowany temat) z 1924 roku, czy datowany na 1902 rok olej na płótnie o zagadkowym tytule Dwa wieki, przedstawiający starców. Po mistrzowsku chwytała stany emocjonalne i utrwalała niuanse statusu społecznego. Swoją uwagę ogniskowała na drugim człowieku, na fascynacji nim. A gdy w czasie wojny nie było sposobności do portretowania – malowała martwe natury i porty.

mmuter2Pozostawiła po sobie setki obrazów, które w znacznej większości znajdują się w kolekcjach prywatnych. Niemal przez 70 lat swojego 91-letniego życia szaleńczo malowała, bez przerw. Z tego rytmu wybiła ją jedynie zaćma. Wtedy żyła już w biedzie i zapomnieniu, nie ufała ludziom. Taką odnalazł ją dyplomata i kolekcjoner Bolesław Nawrocki. Już jako chłopak zachwycał się urodą dziewczyny z obrazu w jego rodzinnym domu. Po latach dowiedział się, że jest nią Mela Muter. Wtedy wyruszył za nią do Paryża. Tak, to dzięki niemu przeprowadzono jej operację oka na dwa lata przed śmiercią. Gdy ponownie zobaczyła swoje obrazy, znów rzuciła się w wir pracy i zaczęła je przemalowywać. Niejednokrotnie powtórnie wykorzystywała awersy, a nawet surowe rewersy podobrazi.

Dla tej eksperymentatorki podłożem bywały sklejki, deski, tektury, papier. Lubiła surowość splotów płótna i nieroztarte grudki kredowego i kazeinowego gruntu. Z upodobaniem zostawiała je „gołe”, niezamalowane. Sąsiadowały z piętrami farb, z nanoszonymi warstwami barw i grubszymi impastami, czasem szpachlą. Do tego przecierki, suchy pędzel lub jego odwrotna strona, dawały efekt zrytego chropowatego tynku. Ziarnistość obrazu, rozwibrowany kolor i pewna emocjonalność poskramiana była rygorystyczną kompozycją budowaną na kontrastach. Zarówno wielość stosowanych technik, jak i warsztat, i różnorodność tematyczna ujawniają silny temperament twórczy artystki.

Ekspresyjne obrazy Meli Muter nie są w stanie ukryć jej burzliwego życia, jako że malarstwo było również jej schronieniem i ucieczką od tragedii. Osobiste dramaty i życiowe zakręty musiały znaleźć i znajdowały ujście w malarskich przedstawieniach (doświadczeni przez los ludzie starzy, schorowani, sieroty, samotne kobiety).

 

mmuter3

 

Wysoka amplituda zdarzeń i towarzyszące temu emocje zostawiały piętno w jej psychice i na obrazach. A zaczęło się od nieudanego małżeństwa ze starszym od niej pisarzem i krytykiem Michałem Mutermilchem. To z nim miała jedynego syna i z nim przeniosła się z Warszawy do Paryża, gdzie dołączyła do emigracyjnej braci artystycznej (Ecole de Paris). Potem już liczne romanse przeplatały się ze śmiercią najbliższych jej osób. A związana była z Leopoldem Staffem i poetą Rainerem Marią Rilke. Głośnym echem odbił się związek z młodszym o 15 lat lewicowym pisarzem i dziennikarzem Raymondem Lefebvrem, przyjacielem syna. Dla Lefebvra rozwiodła się z mężem. Niestety, młody kochanek po zaledwie trzech latach znajomości zginął w katastrofie morskiej (1920 r., wracał z Moskwy z kongresu III Międzynarodówki), a za dwa lata od tej śmierci umarł jej ojciec. Po kolejnych dwóch latach targnęła nią następna tragedia – zmarł syn. Artystka tę czarną serię opłaciła depresją i wycofaniem się na zawsze z życia towarzyskiego. Jednakże aktywność malarska nawet wtedy nie słabła. Obrazy Muter sprzedawały się świetnie i coraz lepiej. Była rozchwytywaną portrecistką. Brała udział w wystawach krajowych, zagranicznych i dorocznych Salonach w Paryżu, krytycy podkreślali jej oryginalny styl i silną osobowość twórczą. Przyszedł jednak wielki kryzys 1929 roku, a wraz z nim i jej problemy finansowe. Musiała opuścić willę atelier wybudowaną dla siebie w wygodnej dzielnicy Paryża i przenieść się do ciasnej, wilgotnej pracowni, w której pozostała już do końca swoich dni. Muter pomimo niedostatków wciąż malowała. W 1953 roku odbyła się w Paryżu jej retrospektywna wystawa, zaprezentowała wtedy 120 dzieł. Bez mała 10 lat później schorowaną artystkę, zapomnianą, zdziwaczałą i żyjącą już w wielkiej nędzy odszukał wspomniany Bolesław Nawrocki. Sądownie odebrał willę Meli Muter Dubuffetowi, za wynajem której ten przez lata płacił właścicielce grosze, a potem dom uważał za swój. Nawrocki zebrał też rozproszone prace artystki i to za jego namową zdążyła jeszcze spisać swoje wspomnienia.  

Można zaryzykować tezę, że jej życie było nie mniej ekspresyjne, niż jej artystyczne eksperymenty i twórczość. Mocno żyła, mocno kochała i doświadczała. Inspirowała innych, przyciągała uwagę, zwłaszcza mężczyzn, którzy w pięknej twarzy o delikatnych rysach dostrzegali silny charakter i intrygującą osobowość. Więc miała u stóp Paryż, który potem o niej zapomniał.

 

mmuter4

Elżbieta Musiał i Kobieta w bieli Meli Muter

 

Jak to się stało, że tak dobrze spożytkowany talent, uznanie krytyków i europejska sława nie pozwoliły jej zachować statusu finansowego i społecznego? Dlaczego Muter umierała w kompletnym zapomnieniu, choć wcześniej była muzą Rilkego i Staffa, pojedynkowali się o nią Mojżesz Kisling z Leopold Gottliebem, podziwiali Wyspiański, Chagall, Picasso i Matisse?

Długo milczało się o Meli Muter i u nas. Na szczęście pamięć o tej jednej z najwybitniejszych i najciekawszych postaci polskiego malarstwa XX wieku przywróciła nam najpierw wystawa zorganizowana przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu w 2011 r. i teraz ta, w wieżowcu Cosmopolitan, 50 lat po śmierci artystki. Och, gdyby tak mogła teraz zobaczyć Warszawę u swoich stóp… i z góry wypatrzeć zaledwie kilka ulic dalej miejsce, gdzie się urodziła…

Elżbieta Musiał

Pin It