WANDA NOWIK-PALA

 

HIEROGLIFY WYOBRAŹNI

 

Czarno biało szare

Czarno, biało, szare - obraz Czesława Gałużnego

 

            W malarstwie przez wieki wszechwładnie rządził realizm. Artysta był skazany na rzeczowość i obiektywizm, na odtwarzanie rzeczywistości, co w pewnym stopniu było ograniczeniem niedopuszczającym do głosu jego uczuć i niepokojących, często dziwnych, przepełnionych grozą, niesamowitych scen rojących się w jego podświadomości. Dopiero w II połowie XIX wieku we Francji oderwano się od zmysłowych możliwości poznania, dzięki czemu pojawił się subiektywizm, baśniowość i fantastyczność, co dało początek erze symbolizmu. Stwarza on malarzowi szerokie możliwości, widza jednak stawia przed koniecznością zagłębienia się w trudny do penetracji świat hieroglifów jego wyobraźni. Zdarza się, że są to prawdziwe zagadki. Któż jednak nie lubi ich rozwiązywać! Tym bardziej, że symbolizm przeciwstawiając się obiektywizmowi kładzie nacisk na wyobraźnię nie tylko twórcy dzieła lecz i jego odbiorcy, stwarzając mu możliwość własnej interpretacji oraz doznania głębokich przeżyć. Malarze symboliści tworzyli bowiem swoiste baśnie, czasem oparte na motywach literackich; sceny pełne grozy, brutalności, erotyki, lecz także groteskowe, przesiąknięte nastrojem niesamowitości i fantastyczności. Wśród powszechnie znanych polskich symbolistów znajdujemy takie znakomitości jak Jacek Malczewski i Władysław Podkowiński, którego „Szał uniesień” można podziwiać w krakowskim muzeum.

            Zamieszkały w Sosnowcu Czesław Gałużny jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków oraz Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. Uczestniczył w ponad 350 wystawach zbiorowych oraz 40 indywidualnych. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród i wyróżnień. Jego prace znajdują się w licznych muzeach, instytucjach państwowych oraz zbiorach prywatnych w kraju i za granicą.

            Jego „obrazy rzeczywiste” wbrew nazwie więcej wspólnego mają z baśniowością niż z dosłownym odwzorowywaniem faktycznie zaistniałych sytuacji. Chociaż nikt nie wie, jak naprawdę tę rzeczywistość odbiera artysta. Czy widzi ją tak samo jak zwykły człowiek? Co sprawia, że w jego pracach oprócz zwykłych sprzętów oraz nieco odrealnionych postaci ludzkich, psów i kotów, pojawiają się nagle w mieszkaniu tak nietypowe zwierzęta jak kruk czy żonglująca piłką foka.

            Nie da się ukryć, że Czesław Gałużny urzeczony jest ludźmi, ich sposobem spędzania czasu,  tym, czym się otaczają i o czym marzą. Świadczą o tym zarówno jego rysunki jak i obrazy. Jest to jednak rzeczywistość przefiltrowana przez jego wyobraźnię, nacechowana specyficznym humorem i trudną do odgadnięcia symboliką.

            Co miał np. na myśli tworząc cykl „Spotkania”, a w nim obraz „Czarno, biało, szare”? Zaiste dziwne to spotkanie. Za długim, pokrytym białym obrusem, stołem siedzi trzech mężczyzn ubranych w białe koszule z ciemnymi krawatami pod szyją w nienaturalnie usztywnionych pozach. Za ich plecami widnieją wysokie oparcia foteli różniące się jedynie pokrywającym je wzorem. Czyżby miało to podkreślać odrębność charakterów zasiadających w nich osób? By uwypuklić różnice ich osobowości artysta wyposażył ich na dodatek w widoczne atrybuty nasuwające dość łatwe do odgadnięcia skojarzenia. Mężczyzna siedzący w środku ma na głowie koronę. Zarówno zajmowane miejsce jak i korona symbolizują rangę jaką pełni przynajmniej w tym gronie, chociaż może to być jedynie jego wyobrażenie o sobie. Pierwszy z lewej zaś wyposażony jest w coś w rodzaju rogów, co nie wygląda zbyt zachęcająco. Rogacz w popularnym znaczeniu budzi  politowanie a co najwyżej współczucie. Niestety, w żaden sposób nie można go uznać za Wikinga ani diabła, chociaż kto wie, wszak mówi się czasem o kimś, że jest diabłem w ludzkiej skórze. Trzeci w uniesionej dłoni trzyma origami w kształcie samolociku, jakby w tym dorosłym mężczyźnie nadal tkwiła dusza nudzącego się przy stole dziecka. Na dodatek przygląda się im stojący na środku stołu pies i kruk umieszczony w stojącej obok klatce. Nikomu to nie przeszkadza. A może nie wiedzą jak zareagować, żeby nie urazić organizatorów lub gospodarzy? A jakby tego było mało, pod stołem widnieje zbiornik wodny z majaczącą w dali żaglówką, urywający się tor kolejowy oraz najprawdopodobniej budynek stacji kolejowej na skraju urwiska. Po obu stronach toru mieszczą się pola uprawne i łąki. Czym są te fragmenty krajobrazu? Miejscami, z których przybyli, czy tymi, gdzie mają zamiar się udać?

            Co symbolizuje korona na głowie mężczyzny na obrazie „Stoły”? Niemożność uwolnienia się od marzeń, czy fakt, że w każdym z nas tkwi dziecko? Siedzi wygodnie rozparty i puszcza błękitne, unoszące się w powietrzu bańki. Obok stoją dwie wpatrzone w niego kobiety. Jedna z nich na wpół rozebrana unosi rękę w tanecznej pozie, druga spowita w biel  trzyma w dłoni butelkę z nalewką, którą przed chwilą wlała do kieliszka stojącego przed mężczyzną. Na jej ramieniu siedzi zielony kameleon. W pobliżu znajduje się puste krzesło stojące przy sąsiednim stole. Najwidoczniej  kogoś w tym towarzystwie zabrakło. Najdziwniejsze jest jednak to, że tuż za nimi widnieje zachodzące za las słońce i rogal księżyca z przystawioną do niego drabiną. Czyżby wybierali się w odwiedziny do Twardowskiego?

            Mężczyznę w koronie widać jeszcze na kilku innych obrazach w pobliżu pięknej, smukłej  kobiety. Króluje za stołem ze stojącą na nim karafką, a na kolejnym z butelką. Doprawdy, żałosne to królowanie! Siedząca obok kobieta odwraca się bowiem zniesmaczona, a na następnym obrazie wstaje i razem z psem odchodzi /”Sosnowieckie sny III”/. Czyżby sceny te świadczyły, że czas zdjąć koronę, bo już nic nie znaczy, nie imponuje, a jedynie budzi politowanie? Mężczyzna uzależniony od tego, co stoi na stole, traci władzę, osamotniony może jedynie podeprzeć głowę rozmyślając o tym, co się wydarzyło.

            Jeśli Czesław Gałużny miał na myśli rzeczywistość, to raczej smutną, chociaż łagodne, pastelowe barwy obrazów łagodzą to wrażenie wnosząc odrobinę optymizmu. Ludzie są wszędzie, ale obok siebie, jakby oddzielała ich jakaś niewidzialna ściana wzajemnej obojętności i niezrozumienia. Wrażenie to potęguje brak wyraźnych rysów twarzy, czasem wręcz ukrytych za maską nieokreślonego lecz sprawiającego dość niesamowite wrażenie ptaka. Czyżbyśmy ukrywali swoje prawdziwe uczucia, albo pod wpływem alkoholu zmieniali się w bestie? Po co się więc spotykamy?

            Kobiety również nie stronią od alkoholu. Na dwóch kolejnych obrazach leżą na posłaniu, obok stoi na wpół opróżniony kieliszek. Na jednym z nich odpoczywającej kobiecie przygląda się stojący obok kanapy pies i różowy anioł z rowerem. Czyżby stracił zdolność latania? A może jest po prostu oznaką delirium tremens? Wszystko jest możliwe. Świat wyobraźni artysty nie ma granic, jego penetracja jednak bywa trudna, w związku z czym interpretacja widza może całkowicie mijać się z zamierzeniami twórcy podziwianego dzieła.

            Oby jednak artyści nie tracili chęci tworzenia i przekazywania nam swoich wizji świata, bo choć odległe od codzienności wnoszą w nasze życie moc i różnorodność przeżyć, kształtują  wrażliwość i umiejętność obcowania ze sztuką. I chociaż symbole używane przez artystów często wydają się dziwne i niezrozumiałe, nigdy nie wiadomo, czy rzeczywistość nie okaże się kiedyś bardziej zaskakująca. Wszak wiele wizjonerskich dzieł umysłu ludzkiego doczekało się realizacji. Czy ktoś potrafi przewidzieć dokąd zmierzamy?   

 

Pin It