Krystyna Konecka

 

LEWIS CARROLL W KRAINIE ALICJI

 

Carroll Lewis     Na trasie wędrówki po Anglii każdego ambitnego turysty powinien znaleźć się Oxford. Nie tylko dlatego, że jest to najsłynniejsze – obok Cambridge – brytyjskie miasto uniwersyteckie. Także z tej przyczyny, że tutaj mieszkał, wykładał i tworzył Lewis Carroll, autor nie mniej słynnych, niezwykłych opowieści, których rzeczywista adresatka, Alice Liddell, również mieszkała w Oxfordzie.

     Ktokolwiek czytał, a zapewne większość z nas, „Przygody Alicji w krainie czarów” i po drugiej stronie lustra autorstwa Lewisa Carrolla, nie może nie pamiętać emocji związanych z tymi lekturami. W tym roku minęła 185 rocznica urodzin ich autora oraz 145 lat od pierwszego wydania książki „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra”.

 

     Przed dworcowym budynkiem w Oxfordzie stoi naturalnej wielkości żeliwny… wół. Ox. Tak majestatycznie kojarząca się z nauką nazwa miasta oznacza po prostu: woli bród, czyli miejsce na rzece, przez które można było przeprawiać się wołami. Rzeki tutaj są aż dwie: Cherwell wpada do Tamizy, nazywanej też Isis, która także ma swój związek z przygodami Alicji. Ale – pospacerujmy trochę z panem Lewisem Carrollem po centrum miasta, gdzie wszystko trwa jak przed setkami lat.

     Najlepiej zacząć od spojrzenia z góry. Zarówno z XIV-wiecznej wieży uniwersyteckiego kościoła Najświętszej Marii Panny jak i ze szczytu równie zabytkowej, kamiennej Carfax Tower roztacza się panoramiczny widok na niezliczone iglice i wieżyczki w zachwycającej koronce pinakli, czyli sterczyn, gęsto wyrastających z gotyckich murów licznych kolegiów tworzących uniwersytet. Tych kolegiów jest aż 36. Srebrzysta kopuła wyróżniająca się pośród nich to Radclife Camera w kształcie rotundy, część uczelnianej biblioteki, którą często odwiedzał autor „Alicji w krainie czarów”.

     Najpiękniej prezentuje się największe (i najbardziej prestiżowe) Christ Church College (Kolegium Kościoła Chrystusa). Utworzył je w 1525 roku katolicki kardynał Wolsey. Niestety, popadł w niełaskę… W 1546 roku ponownie założył kolegium król Henryk VIII (ten od sześciu żon), który wymówił posłuszeństwo papieżowi i mianował się głową kościoła anglikańskiego. W imponującym kompleksie budynków uczelni studiowali m.in. Albert Einstein, trzynastu szefów brytyjskiego rządu, były prezydent USA Bill Clinton, a wcześniej…

     Pewnego dnia A.D. 1851 przybył na studia do Oxfordu 19-letni Charles Lutwidge Dodgson. Ten skromny młodzieniec urodził się 27 stycznia 1832 roku w Daresbury, w hrabstwie Cheshire (czy pamiętacie Kota z Cheshire, który na oczach Alicji znikał, począwszy od ogona, a skończywszy na uśmiechu?). Charles był trzecim z kolei dzieckiem, ale pierwszym synem wielebnego Charlesa Dodgsona, późniejszego proboszcza anglikańskiej parafii w hrabstwie North Yorkshire. Rodzina powiększała się, więc zanim Charles junior ukończył szkołę, pomagał z całego serca swojej przepracowanej matce opiekując się… ósemką młodszych sióstr i braci. Już na użytek domowych gazetek bawił się grą słów, a nieograniczona wyobraźnia ułatwiała mu wymyślanie parodystycznych tekstów i układanek.

Oxfordzkie Kolegium Christ Church stało się dla Charlesa L. Dodgsona życiową przystanią: tu studiował, a potem wykładał matematykę i mieszkał w obrębie murów uczelni przez blisko pół wieku. Tu także napisał liczne prace z dziedziny matematyki, kilka surrealistycznych utworów poetyckich (np. poemat pt. „Wyprawa na żmirłacza. Męka w ośmiu konwulsjach”), ale przede wszystkim – słynne opowieści o przygodach Alicji. Podpisał je pseudonimem Lewis Carroll, który utworzył zamieniając swoje dwa prawdziwe imiona na wersję łacińską, następnie – na angielską, i przestawiając kolejność. Takie komplikacje „twórcze” dla ich autora stanowiły normę. Po raz pierwszy opatrzył pseudonimem swój wiersz pod jakże znamiennym tytułem „Solitude” (Samotność) w 1856 roku.

…Oto dotarliśmy na teren Christ Church. Podobnie jak inne kolegia, również to stanowi czworobok murów z rozległym dziedzińcem, zwanym Tom Quad, na który przez większą część dnia rzuca cień potężna wieża. Na lewo od niej, w narożniku znajdowało się mieszkanie profesora Dodgsona. Wychylając się z okna od strony ulicy St. Aldate i spoglądając w lewo, mógł on widzieć po drugiej stronie niewielki sklepik z łakociami. Bardzo ważny sklepik…

     Po przekątnej kolegialnego dziedzińca, w przepastnym refektarzu z dębowym gotyckim stropem, przy długich stołach studenci zasiadali (i dotąd zasiadają) do posiłków w towarzystwie profesorów. Charles L. Dodgson, studiując, jadał z kolegami, potem – po święceniach i jako wykładowca, siedział wraz z innymi profesorami przy głównym stole, modląc się po łacinie (modlono się również w znajdującej się poza obrębem dziedzińca kaplicy, która pochodzi jeszcze z czasów normańskich, a obecnie jest, mimo skromnych rozmiarów, uniwersytecką katedrą).

     Dodgson, nieśmiały i skromny matematyk, pozostał kawalerem, ponieważ od 1877 r. wykładowcy nie mieli prawa zakładać rodziny. Był diakonem, ale nie zajmował się kapłaństwem. W czasie wolnym oddawał się swoim pasjom – teatrowi, fotografii (której był absolutnym entuzjastą) oraz wymyślaniu gier i puzzli. Pewnego dnia 1856 roku właśnie skierował obiektyw aparatu na stare mury kaplicy od strony dziekańskiego ogrodu, kiedy wśród zieleni pojawiła się czteroletnia dziewczynka o imieniu Alicja, córka nowego dziekana Henry’ego Liddella (warto wiedzieć, iż był to m.in. współautor „Słownika greckiego”).  Ten dzień odmienił życie samotnego naukowca.

     Nie, w tym tekście sensacji na temat (według niektórych) niezdrowych relacji duchownego z małymi dziećmi nie będzie. Ich entuzjastów odsyłam, najprościej, do licznych źródeł internetowych, natomiast bardziej analitycznych - do znakomitej, ozdobionej jedną skromną wkładką ilustracyjną, biografii naszego bohatera autorstwa Donalda Thomasa pt. „Lewis Carroll po obu stronach lustra”. My, niczym „lustro wędrujące po gościńcu” odwiedzamy tylko rzeczywiste miejsca związane z osobą i twórczością pisarza.

     Zaprzyjaźniony z dziekanem i jego żoną Loriną, towarzyszył Charles L. Dodgson ich rodzinie w spacerach, wycieczkach i domowych przyjęciach, fotografując zwłaszcza dzieci: Alicję, jej starszego brata Harry’ego, siostrę Lorinę i najmłodszą Edith. Wyjeżdżał z nimi także modną podówczas wiktoriańską linią kolejową na wakacje do Llandudno w Walii.  Dzisiaj można w tej nadmorskiej miejscowości zaglądać do groty Rabbit Hole, którą ozdabiają ilustracje związane tematycznie z ekscentrycznymi epizodami z książek o przygodach Alicji. Wracajmy jednak do Oxfordu…

     Charles L. Dodgson doskonale znał topografię miasta: uliczki, świątynie, kolegia, a wśród nich – All Souls z niezwykłym zegarem w wysokich murach zwieńczonych pinaklami. Bywał w Sheldonian Theatre, gdzie do dzisiaj prezentowane są spektakle oraz odbywają się uroczyste nadania stopni naukowych. Pracował w Bodleian Library, której częścią szczególną jest malownicza Radclife Camera. W jednym z bibliotecznych wnętrz nieraz oglądał umieszczony na stropie uniwersytecki herb z łacińską sentencją: „Dominus illuminatio mea” (Pan moim światłem). Dzisiaj herb stał się przedmiotem handlu: w licznych sklepach z pamiątkami przy wiodącej do dworca Broad Street można kupić ozdobione nim torby, kubki, portfele, czapki i „firmowe” T-shirty. Owszem,  kupujemy jeden na pamiątkę, podobnie jak pocztówkę z wizerunkami Lewisa Carrolla i Alicji Liddell, a nawet… ptaka Dodo.

     W Muzeum Uniwersyteckim po drugiej stronie miasta Charles Dodgson zapoznawał córeczki Liddellów ze zbiorami, a znajdujący się tam pośród szkieletów dinozaurów wypchany ptak Dodo trafił później na strony „Alicji w krainie czarów”. Zresztą autor książki celowo łączył nazwę ptaka ze swoim nazwiskiem: Do-do-Dodgson. Niestety, Biały Królik nie ma swojego odpowiednika w Oxfordzie, lecz w Beverly (w hrabstwie Yorkshire), gdzie w portalu kaplicy St. Michael’s młody Charles wypatrzył kiedyś… roześmianego kamiennego królika – pielgrzyma… Co innego – sarenka z drugiej części książki. Alicja Liddell często oglądała takie zwierzęta w parku jeleni przy Magdalen College. Podobnie zachwycała się roślinami w ogrodzie botanicznym, np. gingko, a pan Dodgson wszystko opatrywał swoimi fantastycznymi opowieściami.

     W rzeczywistym sklepiku przy St. Aldate 83, gdzie dziewczynka z siostrami kupowała słodycze, pisarz ulokował Sheep Shop, czyli sklep, w którym Czerwona Królowa z szachownicy „po drugiej stronie lustra” zamienia się w owcę. Dzisiaj jest to Alice’s Shop pełen drobiazgów i gadżetów związanych z Alicją.  Półki i lady wypełniają kupić kubeczki, notesy, słodycze z jej wizerunkiem oraz prawdziwe błękitne sukienki z białym fartuszkiem. Pęki ołówków zakończone są miniaturową figurką Alicji w takim samym stroju, według czarno-białych rysunków Johna Tenniela, ilustratora pierwszego wydania obydwu książek.

     Przed laty te właśnie ilustracje ozdobiły polską edycję przygód Alicji, do której wstęp napisał sam Maciej Słomczyński. W swoim tekście podkreślał, że chciał, aby książka w jego tłumaczeniu „…zawierała to samo, co zawiera oryginał: owe dwie nałożone na siebie książki – dla dzieci i dla dorosłych (…) aby była napisana językiem snu, gramatyką snu, prześnionego w wiktoriańskiej Anglii”. Niżej podpisana jest szczęśliwą posiadaczką mocno zaczytanego egzemplarza. Obok niego jakiś czas temu stanęła – kupiona w Londynie na pchlim targu za jednego funta – angielska wersja z 1992 roku, opatrzona rysunkami samego Lewisa Carrolla z rękopisu „Przygód Alicji pod ziemią”, który pisarz podarował Alicji Liddell zaraz po napisaniu.

Surrealistyczne gawędy o przygodach Alicji na dnie króliczej nory Charles Dodgson zaczął opowiadać trójce sióstr pewnego „złotego popołudnia” w dniu 4 lipca 1862 roku, kiedy to przeprawiał się łódką z nimi i proboszczem Duckworthem przez rzekę do Godstow. Przystań znajduje się zaledwie kilkaset metrów od dzisiejszego Sklepiku Alicji, w dół ulicą St. Aldates. Trzeba tylko przejść przez Folly Bridge na wysepkę na Tamizie…

     Dzisiaj w starym refektarzu Christ Church wisi portret Dodgsona, a kilka okien wypełniają witraże poświęcone jemu i bohaterom jego książek oraz ich małej adresatki. Pisarz nigdy nie przestał przyjaźnić się z Alicją. Nawet, kiedy w 1880 roku wyszła za mąż. Jej starsza siostra Edith nie żyła już wtedy od czterech lat. Charles Dodgson do końca swoich dni powracał z sentymentem do lat własnego dzieciństwa i czasów spędzonych w towarzystwie trzech dziewczynek. W jednym ze swoich wierszy pisał: „Pobyć raz jeszcze małym dzieckiem/ przez jeden jasny letni dzień”.

     W Oxfordzie nie ma grobu Lewisa Carrolla. Na krótko przed 66 urodzinami pisarz wybrał się z wizytą do swoich sióstr, mieszkających w Guildford (hrabstwo Surrey). Od lat cieszył się już sławą autora najpopularniejszych książek dla dzieci w Anglii. Zmarł w Guildford 14 stycznia 1898 roku i tam też został pochowany. Za kilka miesięcy przypada 120 rocznica śmierci autora „Alicji w krainie czarów”. Alicja Pleasance Liddell zmarła w roku 1934 w wieku 76 lat. Miejsca i ślady związane z jej dzieciństwem i przyjaźnią z Charlesem Dodgsonem trwają w Oxfordzie do dzisiaj…

 Krystyna Konecka

 

Pin It