WANDA NOWIK-PALA

 

ZAUROCZENIA

 

odryka

 

            Wszechwładna natura wiedziała co robi wyposażając człowieka w szereg czułych instrumentów pozwalających poznawać i obłaskawiać świat. Obserwując rozwój niemowlęcia łatwo zauważyć, że od urodzenia reaguje ono na światło, barwy, ruch, odgłosy, dotyk, zmianę temperatury, próbuje pochwycić i włożyć do ust wszystko, co się znajdzie w zasięgu jego rąk. I tylko dziecko potrafi ulec zauroczeniu smugą światła na ścianie, szmerem poruszających się na wietrze liści lub widokiem zaaferowanej poszukiwaniem pożywienia mrówki. Realny świat i opowiadane na dobranoc bajki zlewają się w jedno. Później jednak na ogół z tego wyrastamy. Na szczęście nie wszyscy. Niektórzy na zawsze zachowują tę dziecięcą wrażliwość i umiejętność ulegania urokom otaczającego świata. I to oni najczęściej zostają artystami. Oprócz wrodzonych predyspozycji potrzebny jest jeszcze ogromny wysiłek włożony w zdobywanie wiedzy i ciągła praca nad sobą. Nic dziwnego więc, że jedynie najzdolniejsi i najwytrwalsi odnoszą sukcesy.

            Jednym z nich jest Romuald Kutera, absolwent wrocławskiej PWSSP (1975 r.), późniejszy pracownik dydaktyczny macierzystej uczelni, w latach 1975-80 współprowadzący Galerię Sztuki Najnowszej we Wrocławiu, którego prace znalazły się w wielu muzeach  Polski, Finlandii, w San Paulo, a także w licznych zbiorach prywatnych. Romuald Kutera ma za sobą ponad 40 wystaw indywidualnych i 180 zbiorowych w kraju i za granicą. Swoje prace realizuje w takich mediach jak film, wideo, fotografia, rysunek, malarstwo oraz instalacja przestrzenna. Jest więc artystą wielostronnym, a przy tym niesłychanie interesującym. Jego wystawę fotografii kreacyjnej miałam okazję podziwiać w kieleckim BWA.

            Artysta ten od lat pozostaje wierny idei poszukiwania istoty rzeczy i zjawisk, często trudnych do określenia zarówno ze względu na niejednoznaczność pojęć jak i możliwości ich percepcji oraz zrozumienia. Zafascynowany refleksami, odbiciem obrazów w tak zmiennym żywiole, jakim jest woda, nie dosyć, że stara się ten baśniowy świat przeniknąć, próbuje również go współtworzyć.

            Świadczy o tym wykreowany przez niego mit o Odryce, która jako niesforna córka Ateny i Hefajstosa została jakoby zamieniona w grot strzały wystrzelonej na północ Europy, gdzie po latach wyłoniła się z wód Odry, w której artysta mył grot odnaleziony w Kliczkowie nad rzeką Kwisą. Jest nieokreślona, wielopostaciowa, zmienna i nieuchwytna jak marzenie.

            Najciekawsze, że o ile początkowo wydaje się postacią realną, chociaż szczelnie spowitą w ciemną szatę, co upodabnia ją do kobiet muzułmańskich (”Pojawienie się Odryki”, „Pierwsza rozmowa”, „Odryka wyłaniająca się z lustra”), później  przekształca się w wykonującą swego rodzaju popis baletowy rusałkę (”Odryka nad Odrą” - technika własna, blacha posrebrzana). W ściśle przylegającym kostiumie podkreślającym piękno jej smukłego ciała zastyga w kolejnych, nakładających się na siebie fazach karkołomnych ewolucji, zwinna i śmigła jak ptak szybujący w kierunku tafli wody. Lekkość i piękno ruchu, jasne, rozwiane włosy, sfalowana powierzchnia tworzą porywającą, wypełnioną rozedrganym światłocieniem przestrzeń, żywioł rozcinanego gestami powietrza, światła i wody. 

            „Druga rozmowa” to cykl czarno-białych fotografii, urzekających subtelnością potraktowania tematu. Artystycznie udrapowana szata, mieniąca się świetlistą bielą wypukłych części fałd podkreśloną zróżnicowanym cieniowaniem, całkowicie zakrywa jakąś postać. Być może to jej głowa i ręce podtrzymują fałdy tkaniny, chociaż chwilami kształt draperii w żaden sposób nie kojarzy się z człowiekiem lecz z jakimś przedziwnym, mglistym, wyłaniającym się z czerni nocy kosmicznym stworem lub widziadłem. Ale im mniej go przypomina, tym bliższy staje się tajemnicy istnienia tej wyimaginowanej boginki oraz wyobrażeń zjaw zaludniających baśnie i dziecięce marzenia.

            Nie mniejsze wrażenie wywiera cykl „Gesty II”, gdzie główną rolę grają zwielokrotnione, podświetlone pary rąk jakiejś zakwefionej, kryjącej się w mroku postaci. Zgięte w łokciach, skrzyżowane na piersiach, obejmujące tułów, jaśniejące na tle fioletu i błękitu sfalowanej szaty oraz  czerni tła liczne pary rąk, robią niesamowite wrażenie. Przywodzą na myśl Kali, hinduską boginię czasu i śmierci, pogromczynię demonów i sił zła. Otwarte dłonie o rozpostartych palcach nadają tym gestom lekkości, wprowadzają nastrój spokoju, zapewniają poczucie bezpieczeństwa, wszak każdy na pierwszy rzut oka zauważy, że nic złego nie ukrywają. Są łagodne i opiekuńcze, jak ręce najczulszej matki.

            To, że Romuald Kutera zafascynowany jest nieokreślonością przestrzeni na styku powietrza i wody znajduje także wyraz w jego cyklach „Syreny”, „Konstelacje malarskie” i „Akwarele fotograficzne”. Są to prace nieomal malarskie. Zniekształcone poruszaniem się wody odbicia syren,    refleksy światła, przenikanie struktur rozpływających się, różnobarwnych plam tworzących swoistą mapę niesamowitego podwodnego świata, mieniąca się barwami tęczy powierzchnia pokrytej pęcherzykami powietrza spienionej wody, tworzą atmosferę bajecznej wręcz krainy przygód i tajemnic.      

            Nic dziwnego więc, że artysta od lat próbuje ją zgłębić wciągając w swe poszukiwania widza, wabiąc go tym, co udało mu się już odkryć, oprowadzając po sobie tylko znanych, niezgłębionych zakamarkach bezkresu powietrza i wody. I oby tej umiejętności nigdy nie utracił, albowiem ulegając zauroczeniu jego wizjami wzbogacamy własną wrażliwość, dzięki czemu nasza codzienność nabiera nowych barw, kształtów i wymiarów.

 

Pin It