DARIUSZ PAWLICKI

 

27 GLOS

 

 

glos pawlicki

Fot. Dariusz Pawlicki

 

 

I.

      Pomiędzy Maćkową Rudą a Żubrówką Nową zobaczyłem trzy wilki – te same, które widuje się w tej okolicy od kilku miesięcy. Ucieszyło mnie to, że one, wciąż i jeszcze, należą do żywych. Tym bardziej, że mieszkańcy tej krainy nadal hołdują klasycznej zasadzie: chłop żywemu nie przepuści.

 

II.

           „Rozpowszechnioną formą niedouczenia jest wyświechtany cytat. Są

              tacy, którzy nie czytali Blagi, ale wiedzą, że «wieczność narodziła się na

              wsi», nie czytali Kanta, ale znają słynne «niebo gwiaździste nade mną,

              a prawo moralne we mnie» itd.”.

      Powyższy cytat pochodzi z O aniołach Andreia Pleşu. Tę książkę, która rzeczywiście jest o aniołach, akurat czytam. A ponieważ wiele wskazuje na to, że ją dokończę, więc, według autora, jestem chyba uprawniony do posłużenia się wspomnianym wyimkiem. Ale czy ów rumuński filozof i historyk sztuki, nie jest, aby zanadto zasadniczy? Oczywiście dobrze byłoby znać tekst, z którego pochodzi myśl, którą wpletliśmy do swego utworu bądź wypowiedzi. Ale nie sposób przeczytać wszystkiego (zresztą czy warto, nawet gdyby było to możliwe?). A bardzo często cytat stanowi świat sam w sobie, i w nowym kontekście, tym, który będzie współtworzył, dzieło, z którego pochodzi, nie jest potrzebne. Rzecz jasna cytaty powinny być użyte we właściwym znaczeniu, takim, jakie nadali im ich autorzy. O tym, czym jest kontekst świadczy, choćby, słynne Nietzscheańskie: „Bóg umarł”. Tych słów filozof niemiecki nie wypowiedział z trumfem. Ale wprost przeciwnie – z trwogą! Lecz o tej trwodze mało kto chce pamiętać; nie jest ona wygodna. Burzy bowiem obraz Nietzschego, jako, nieomal, zabójcy Boga!

      Dobrze by też było, aby przez nazbyt częste używanie, wyimki z dzieł cudzych nie zostały pozbawione ekspresji. Jeśli jednak chodzi o nadużywanie szczególnie trafnych, niekiedy nie sposób oprzeć się pokusie, aby ich użyć. Nie bez przyczyny stały się one przecież wyświechtane.

      Na temat stosowania cytatów znalazłem nst. wypowiedzi (nie wiem czy ich autorzy podzielaliby pogląd A. Pleşu):

 

      Józef Czapski

           „Niektóre cytaty są dla mnie jak złote gwoździe, które mnie trzymają w   

            życiu naprawdę”.

      Predrag Matvejević

           „Czasem cytujemy innych, aby uwolnić się od siebie, w nadziei, że ktoś

            wesprze nas na niepewnej drodze, że czyjś głos zaufany i bliski, doda

            nam otuchy” (z Innej Wenecji).

 

      Także poniższa uwaga Josifa Brodskiego, po części dotycząca używania cytatów, jest uzasadnieniem ich stosowania:

           „Jednym z celów dzieła sztuki jest tworzenie dłużników; paradoks polega     

            na tym, że im głębiej artysta tkwi w długach, tym jest bogatszy” (z W

            cieniu Dantego).

 

III.

           „Przyznam się (...), iż nabieram coraz większej awersji do tych wszystkich

            grajków, co krążą jak komety w pogoni za dolarami. Jeżeli oni mienią się

            artystami, to ja chętnie zrzekam się tego tytułu – ale jeśli ja mam być

            artystą, to niech nędzny przebieracz palcami nie waży się stosować do

            siebie tego określenia”.

 

           „Dla pianisty inteligencja jest czymś raczej szkodliwym niż pożytecznym,

            bo pianista to raczej rzemieślnik niż poeta: musi spędzać wiele godzin

            dziennie przed tą ogromną biało-czarną sztuczną szczęką, żeby grać

            skale, ćwiczyć palce, opracowywać sobie i zapamiętywać kawałki

            programu... Uznałem, że byłoby niedorzecznością wyrzekać się

            wdzięków Inteligencji, aby móc zagrać względnie czysto menuet

            Scarlattiego czy canzonę Bacha...”.

 

      Obie powyższe opinie na temat muzyków są negatywne. Choć dotyczą nieco innych aspektów związanych z tą profesją. Pierwsza odbiera bowiem muzykom prawa do miana artystów. Stawiając ich jednoznacznie w roli odtwórców/interpretatorów. Druga zaś zwraca uwagę na przeszkodę, jaką w wykonywaniu tego fachu, może być... inteligencja.

      Pierwsza z tych opinii jest wyimkiem z listu, pochodzącego z maja/czerwca 1953 r., Witolda Gombrowicza do Jerzego Giedroycia. Natomiast druga – ze szkicu Alberto Savinio Nuova enciclopedia. Z tym, że we wspomnianym liście pisarz polski dał wyraz swej irytacji spowodowanej własnymi kłopotami finansowymi skonfrontowanymi z sukcesami, także finansowymi, znanego pianisty (zresztą Polaka). W opinii włoskiego autora jest o wiele mniej emocji, jest ona bardziej wyważona. Opiera się wprawdzie na jego osobistych przeżyciach, ale została zapisana po upływie wielu lat.

 

IV.

      W O aniołach wspomniany Andreia Pleşu odnotowuje nst. myśl:

           „Człowiek współczesny ma trudności z uwierzeniem w anioły, nie dlatego,

            że jest «racjonalistą» i «ateistą», ale dlatego, że nie wierzy w porządek

            lub ma o porządku niekonsekwentne wyobrażenie”.

 

      Człowiek nie-współczesny wierzył w świat uporządkowany. Ów porządek dotyczył jak najbardziej również świata ,,nienamacalnego”. A w nim, porządek opiera się także na aniołach. To dlatego człek przed-współczesny tak rzadko, a może nawet w ogóle, nie używał określenia: przypadek. Niewykluczone, że go nie znał.

 

      Od wielu już lat nie wierzę w Coś, co nazywa się powszechnie przypadkiem (nie nazywam tak tego). Kiedy np. w bibliotece sięgnę nieprzypadkowo po jakąś książkę stojącą na półce, tłumaczę to sobie niekiedy tym, że zainteresowała ona... mojego anioła stróża. Najczęściej jednak, po prostu, przyjmuję do wiadomości fakt kolejnego nieprzypadku, który mnie spotkał.

 

V.

      W dzienniku Factum est Andrzeja Strumiłły, który czytam któryś z rzędu raz, i czytać będę jeszcze nie raz, znajduje się m. in. taka myśl:

           „Zło i śmierć krzyku się nie boją”.

      A także ta:

           „(...) planując wieloletni wysiłek, powinniśmy pamiętać o tym, że do mety

            przyjdziemy inni, i że to zwycięstwo może nam wtedy już nie być

            potrzebne”.

 

      Czytając ów dziennik, zresztą pokaźnych rozmiarów, nie mogę nie myśleć o tym, że z jego autorem rozmawiałem wielokrotnie, także przy stole, przy którym sporządził część owych zapisków. Wypiłem również wiele herbat, które On zaparzył. A mam nadzieję na kolejne rozmowy i kolejne herbaty.

 

VI.

      Ilekroć moją lekturą jest coś o staroobrzędowcach, tylekroć powracam myślami do cmentarzyka znajdującego się na skraju lasu, przy jednej z dróg łączących Jeziorki z Budą Ruską. Na kilkunastu brzydkich nagrobkach, brzydkich bo z lastryka, widnieją napisy w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. A pamiętam jak kiedyś wszedłem nieco w głąb owego lasu. Ujrzałem wtedy coś, co mnie zdumiało: wiele, wiele dziesiątków wysokich, na wpół spróchniałych greckich krzyży stojących pośród gęsto rosnących sosen. Ich prostota, jak też ilość, robiła wrażenie. Tych krzyży od kilku lat już nie ma.

 

VII.

      W środę pomyślałem, że w dniu następnym, wieczorem zadzwonię do mego kolegi, aby zaproponować jemu spotkanie. W ów czwartek o postanowieniu nie zapomniałem. I nadal chciałem je urzeczywistnić. Ale tego dnia, wczesnym przedpołudniem zadzwonił ten właśnie kolega i zaproponował... spotkanie. Chwilę po odłożeniu słuchawki pomyślałem, że to nasi aniołowe stróże, znając nasze myśli, postanowili sprawę wziąć we własne ręce. Może dlatego, że sami też... chcieli się spotkać.

      Lektura O aniołach Andreia Pleşu umocniła jeszcze moją niewiarę w Coś, co nazywa się przypadkiem.

 

VIII.

                          ____

                          Prawie zawsze

                          Okrzyczane książki czytam

                          Z iluśletnim opóźnieniem

                          Ale to wychodzi mi na dobre:

                          Kiedy krzyki umilkną

                          Więcej słychać!

                          Można to też wyrazić tak:

                          Kiedy pył opadnie

                          Więcej widać!

 

      Ten mój wiersz jest uzupełnieniem poglądu wyrażonego przez cenionego przeze mnie Williama Hazlitta. A w napisanym w 1827 r. eseju O czytaniu nowych książek, zawarł on m. in. taką myśl: 

           „Nie mogę pojąć namiętności, z jaką większość ludzi czyta nowe książki.

            Gdyby ludzkość przeczytała to wszystko, co się już uprzednio ukazało,

            mógłbym zrozumieć brak ochoty do powtórnego czytania tego samego”.

 

IX.

    Cytaty z ogłoszeń, anonsów, tytułów prasowych:

           „Literatura kobieca”, „Powieść kobieca”, „Malarstwo kobiet”, „Kobieca

            twórczość”, „Kobiecy film”...

      Nigdy nie myślałem, że sztuka, literatura, film, to znaczy, ogólnie, kultura ma płeć. I nadal tak nie myślę.

 

X.

      Thomas Merton w Zapiskach współwinnego widza odnotował taki pogląd:

           „Z nadejściem oświecenia i rewolucji przemysłowej zalęgło się w ludziach    

            niewątpliwe przekonanie, iż «lepszy świat» jest tuż, tuż, i że to tylko    

            obskurantyzm wiary przez długie stulecia stał na przeszkodzie opóźniając  

            jego instalację. Teraz nowa, agresywna, świecka wiara w postęp

            zawładnęła umysłami”.

 

XI.

      Co pewien czas, ale od bardzo dawna, powracało do mnie pytanie: dlaczego dawniej, powiedzmy dziesięć, ale i nawet dwa wieki temu, ludzie mieli częste kontakty z aniołami, diabłami. Nie mówiąc o Bogu. Teraz zaś te kontakty są niezmierne rzadkie. Nie znajdowałem na nie jednak odpowiedzi. Ale stosunkowo niedawno pojawiła się ona: dzieje się tak dlatego, że... tak wielu przestało wierzyć. Owa odpowiedź to przede wszystkim rezultat lektury tekstów Jana Krasickiego opatrzonych wspólnym tytułem Po „śmierci Boga”. Eseje eschatologiczne. Poniższe cytaty pochodzą ze wspomnianej książki, i odnoszą się, w sposób bardzo skrystalizowany, do spraw dziejących się na styku dwóch światów, dwóch rzeczywistości:

           „Ci, którzy kiedyś nawiedzali człowieka, czyli aniołowie i demony, nie

            odeszli z własnej woli – zostali wyrokiem człowieka skazani na banicję.

            Ich sporadyczne odwiedziny (jak w mitologicznym świecie Blake’a) czy

            nieustanna obecność (aż rażąca swym realizmem i konkretnością u

            Swedenborga) stały się domeną «nawiedzonych», «świętych«» sztuki,

            artystów, poetów, malarzy” (z „Oka” – Światła).

 

           „Tradycyjna teologia uczy, że nie ma człowieka bez Boga. Ale mistycy  

            «szkoły nadreńskiej», w tym tacy jej przedstawiciele jak Heinrich Suzo,

            Johannes Tauler, Mistrz Eckhart, a potem w epoce renesansu i baroku

            Jakub Böhme i Anioł Ślązak, pojęli, iż nie ma również Boga bez

            człowieka” (z Mistyki i filozofii).

 

XII.

      Wykonując na podwórku rozmaite prace, często widzę w oknie twarz mego Taty okoloną siwą brodą. Patrzy na mnie. Jego twarz i oczy mówią: Kim ty jesteś?

      W Dzienniku pisanym nocą Gustaw Herling-Grudziński wspomniał, że choroba Alzheimera jest rakiem duszy.

 

XIII.

      Wykopując w przedostatni dzień kalendarzowego lata ziemniaki z sypkiej ziemi, pomyślałem, że tę samą czynność, rok w rok, wykonywały przede mną liczne pokolenia. A ta uwaga miała natychmiast swój ciąg dalszy. Przyszły mi bowiem na myśl satelity, GPS, świat wirtualny, parlament i życie polityczne, jak też przywódcy polityczni patrzący w linię horyzontu, i myślący o rozmaitych formach ekspansji. Gdy tymczasem ja widziałem kolejne bruzdy upstrzone zwiędłymi łętami i białymi workami.

      ... A z głębi pobliskiego lasu dochodziły krzyki żurawi.

 

XIV.

      „(...) ludzie, którzy nie mają świadomości, że się pogubili nie słyszą głębi słowa” – ten pogląd zawarł ks. Józef Tischner w książce zatytułowanej Tischner czyta Katechizm.

      Tak więc ludzie świadomi swego pogubienia słyszą, widzą, czują więcej! Są bardziej ludzcy? Tak.

 

XV.

      „Nie jesteśmy częścią Kosmosu. Innym prawom jesteśmy poddani! Innym niż kamienie, gwiazdy, drzewa” – uważał ks. J. Tischner.

      Człowiek wierzący w świat bez Boga jest zdania, że podlega on [człowiek] tym samym prawom, co... „kamienie, gwiazdy, drzewa”.

 

XVI.

      Był wczesnogrudniowy ranek. Ziemię i chodniki, ale tylko miejscami, pokrywała ledwie widoczna warstwa śniegu.

      Idąc ulicą, którą bardzo rzadko przejeżdżały samochody, przyglądałem się niedużym domom jednorodzinnym. Przechodząc obok jednego z nich, zwolniłem kroku – ujrzałem bowiem, na parterze, na pewno była to kuchnia, siwobrodego i siwowłosego starszego mężczyznę. Siedział tuż przy oknie, pogrążony w lekturze książki. Trzymał ją w pewnej odległości od twarzy. Ale nie w takiej, aby można przypuszczać, że jest dalekowidzem bądź bliskowidzem.

      Pomyślałem, że zaraz po spożyciu śniadania, postanowił kontynuować czytanie, które przerwał udając się na spoczynek.

      Nie był grubo ubrany, więc najpewniej było mu ciepło. Do tego ta książka...

 

      Owa scenka, raz po raz, powracała do mnie przez cały dzień. Po upływie niecałych 10 godzin opisałem ją. Nieco później zdałem sobie sprawę, że to, co zapisałem powyżej, w swej treści zawiera elementy zbieżne z nst. cytatem z Pożegnania eseju Williama Hazlitta: 

           „Jedzenie, ciepło, sen i książka – oto wszystko, co mi obecnie jest

             potrzebne – ultima thule [łac. ostatnia granica] moich błądzących

             pragnień”.

 

XVII.

      Kobieta romantyczna? W większej liczbie istnieje wyłącznie na stronach powieści i utworów poetyckich. Natomiast w naturze jej zjawiskiem niezmiernie rzadkim. Romantyzm kobiety sprowadza się/ogranicza bowiem do kwiatów, świec, firanek... Bez względu na wagę ciała, rozmiar noszonego obuwia, kobieta ciężko stąpa po ziemi.

 

XVIII.

      Jakże wielu ludzi przypomina gady np. żółwie – zimno, chmury i deszcz powodują brak chęci do życia.

 

XIX.    

      Jestem zdecydowanie przeciw „Wstępom”/”Wprowadzeniom” przede wszystkim w zbiorach wierszy. Po pierwsze dlatego, że ich autorzy mają skłonność do tłumaczenia zawartości owych utworów; po drugie, we „Wstępach”/”Wprowadzeniach” bardzo często mowa jest o tym, iż prezentowane wiersze zasługują na szczególną uwagę ze względu na oryginalną treść, niebanalną formę. Rzecz w tym, że to pierwsze odbieram, bez przesady, jako policzek wymierzony mi jako (potencjalnemu) czytelnikowi. Zaś tego drugiego prawie nigdy nie odnajduję – natykam się bowiem prawie zawsze na to, co już wielokrotnie było. I niejednokrotnie zostało lepiej napisane.

 

XX.

      Wiersz nie powinien zawierać, moim zdaniem, większej ilości słów, niż zawierałaby ich, ewentualna, odpowiedź udzielona na pytanie: O czym jest (konkretny) wiersz?

      Utwór poetycki spełniający to kryterium byłby ideałem. Ale ten podobno... nie istnieje.

 

XXI.

      Nie zmuszaj się. Nie pisz, jeśli nie masz nic do powiedzenia. Do powiedzenia innym, ale również i sobie.

 

      Jaka radość: nowa marynarka i nowa książka. Mam je obie w zasięgu wzroku. Radość trwa.

 

      Nie ważne czy ma się dużą wiedzę, czy ma się ją w ogóle. Ważne czy robi się z niej użytek, czy przynosi ona pożytek.

 

XXII.

 

                                               (NIE)TRWANIE

 

                                               Polna droga

                                               Na niej moje ślady –

 

                                               Dzień, dwa

                                               No może cztery

 

                                               Nie dłużej

 

 

XXIII.

     Młoda lekarka w wywiadzie telewizyjnym powiedziała m.in., że przed podjęciem studiów zastanawiała się czy zostać malarką, czy też lekarką.

      Nie mogło być inaczej. Artysta nie zastanawia się nad czymś takim. Jest to dla niego oczywiste.

 

XXIV.

      Widok bezdomnego, choćby był skrajnym abnegatem, nie wywołuje we mnie niechęci czy wręcz wrogości. Myśli jakie powstają wówczas we mnie są przeciwnego rodzaju. I nie może być chyba inaczej, skoro nie opuszcza mnie świadomość tego, że bardzo łatwo, nie wiedzieć kiedy, mogę stać się jemu podobny. Życie, które wiodę niezmiennie przypomina mi o tej ewentualności.

 

XXV.

      Zazdroszczę Williamowi Szekspirowi tytułów. Nie wszystkich oczywiście. Ale na pewno takich jak Poskromienie złośnicy, Sen nocy letniej, Wiele hałasu o nic, Wieczór Trzech Króli, Wesołe kumoszki z Windsoru, Wszystko dobre, co się dobrze kończy, Zimowa opowieść. To, że są, jak dla mnie, poetyckie, to jedno. Tym drugim jest to, że większość z niech jest streszczeniem utworów. Przynajmniej ja je za takie uważam.

 

XXVI.

      Woda pluszcze, tataraki rosną przy brzegu, kaczki krzyżówki unoszą się na falach, jasne obłoki płyną na niebieskim niebie. A w mych myślach, jako rezultat aktualnej lektury Wolności od znanego, obecny jest Jiddu Krishnamurti namawiający do odrzucenia dosłownie wszystkiego i tworzenia nowego człowieka. To fakt, że miałby to być każdorazowo czyn indywidualny/samodzielny. Nie unosi się więc nad tym żadna idea, tym bardziej – na szczęście ‒ ideologia; nie ma mowy o jakimś ruchu społeczno-politycznym. To bowiem było już przerabiane, zawsze ze smutnymi, wręcz tragicznymi efektami.

      Od Krichnamurtiego zdecydowanie wolę Marka Aureliusza pragnącego zrozumieć, aby następnie to „zrozumienie” przyjąć do wiadomości.

 

XXVII.

      Niedawna lektura dwóch tomów Listów Stanisława I. Witkiewicza uzmysłowiła mi, i to kolejny raz, jak niewielu twórców, a tym samych ich dzieł, przechodzi do historii kultury, a jeszcze mniej, bez względu na epokę, funkcjonuje w obiegu kulturowym wiodąc swoiste życie po życiu. Owe listy i ich autor są kolejnym dowodem na to, jak niezwykle ważne są jednostki twórcze. Bo to dzięki takim postaciom jak Witkacy np. dziesiątki osób zostają przywołane z niepamięci. Przynajmniej na pewien czas, ale i to jest warte (jest to bowiem Coś na kształt wypominków). Choć to przywołanie, najczęściej sprowadza się do imienia i nazwiska. To, że w tym konkretnym przypadku, owym danym towarzyszy krótki biogram jest zasługą osób opracowujących listy, zaopatrujących je w tzw. aparat naukowy. A czynią to przede wszystkim dlatego, że współczesnym czytelnikom najczęściej owe imiona i nazwiska nic już nie mówią. Przywoływanie, w przypadku osób twórczych, stworzonych przez nich dzieł, może prowadzić do stwierdzenia mającego znamiona okrucieństwa wobec tych twórców: że gro utworów literackich i muzycznych, jak też rozmaitych dzieł plastycznych, stanowi jedynie glebę, to fakt, że niezbędną, na której wyrastają Dzieła (niekiedy) wręcz wiecznotrwałe.

_______________________________

 

 

Pin It