Wanda Nowik-Pala

 

PRZESTRZEŃ

 

ukladanka back            Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ściśle jesteśmy związani z otaczającą nas przestrzenią. Oddziaływanie jest wzajemne - my staramy się ją poznać, zawłaszczyć i wykorzystać, a ona pokazuje nam swoją siłę, piękno i nieustępliwość zmuszając do zaakceptowania warunków stworzonych przez wszechwładną naturę. Ostrzega groźnymi pomrukami burz, trzęsień ziemi i huraganów, zwałami zsuwających się ze zboczy lawin błota, pokazuje do czego prowadzi nadmierna ingerencja człowieka w zmiany krajobrazu, uczy pokory falami nawracających powodzi. Najczęściej jednak ukazuje swą łagodniejszą stronę urzekając pięknem i różnorodnością barw i kształtów. Jest skarbcem, z którego czerpią niezliczone rzesze artystów. Ich wzorcem,  natchnieniem i troską. Wyczulone oko artysty plastyka patrzy głębiej i dalej. Obserwuje, zapamiętuje i przetwarza w dzieło, które zaczyna żyć własnym życiem zagospodarowując i wzbogacając przestrzeń. Zwiedzanie wystawy zaś, to wtargnięcie w wewnętrzną przestrzeń muzeum, artysty i jego dzieła. Często jest to niespodzianką, tak jak spotkanie z wyobraźnią światowej sławy artysty, ceramika i pedagoga, Marka Cecuły.

 

            Marek Cecuła /ur. w 1944 r. w Częstochowie/ do szesnastego roku życia mieszkał w Kielcach, skąd wyemigrował do Izraela. Poszukując swego miejsca na ziemi po 12. latach przeniósł się do Brazylii, a w 1976 roku osiadł w Nowym Jorku, gdzie założył Studio Modus Design oraz galerię Contemporary Porcelain. W latach 1984-2010 pełnił też funkcje dziekana wydziału ceramiki oraz profesora gościnnego w szkołach artystycznych. Nie zapominał jednak o kraju, w którym się urodził – w 2012 roku utworzył bowiem Design Centrum Kielce, a rok później Ćmielów Design Studio. Obecnie jest m.in. profesorem w Royal College of Art w Londynie.

            Jego wystawa w kieleckim BWA przekonała mnie, że pomysłowość artystów nie ma granic. Chodzi o projekt „Fragmentacje”, gdzie artystycznym tworzywem stały się m.in. odpady produkcji zastaw porcelanowych, czyli drobne, bezkształtne szczątki zachowujące jednak fragmenty bogatej dekoracji, co stworzyło możliwość ich ponownego wykorzystania. I co ciekawe, ze względu na użyty materiał oraz warunki galerii, artysta w każdym nowym miejscu tworzy od początku. Układ więc się zmienia,  stałym elementem pozostaje jednak temat. Są nim symbole, motywy i idee czterech wielkich monoteistycznych religii świata – buddyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.

            Dlaczego Marek Cecuła podjął próbę uchwycenia metafizycznych cech czterech monoteistycznych religii świata? Z jakiego powodu użył tak nietrwałego materiału? By ukazać, że nie materiał decyduje o wartości dzieła, czy z chęci podkreślenia kruchości człowieka, który zarówno pod względem fizycznym, jak i duchowym często nie dorównuje nawet porcelanie?

            W pierwszej sali królowały symbole buddyzmu. Podstawą buddyzmu są tzw. Cztery Szlachetne Prawdy objawione przez Buddę w jego pierwszym kazaniu w Benaresie: 1) wszelkie bytowanie to ból i cierpienie, 2) źródłem cierpienia jest niewiedza, 3) istnieje możliwość położenia kresu cierpieniu, 4) możliwość tę stwarza tzw. Ośmioraka Ścieżka, która dotyczy należytych poglądów, zamiarów, należytej mowy, należytego działania, sposobu życia i wysiłku oraz należytej uwagi i koncentracji.

            Wyzwalające oświecenie osiąga się wyłącznie wysiłkiem własnym, którego fundamentem jest medytacja i zachowanie podstawowych zasad etycznych, przy czym odpowiedzialność za czyny trwa poprzez wszystkie kolejne wcielenia. Buddę uważa się przede wszystkim za mistrza i nauczyciela, który zjawił się na Ziemi, by głosić naukę o wyzwoleniu, a nie za Boga czy Zbawiciela. Buddyzm jest więc w pewnym sensie systemem filozoficzno-etycznym, a nie religią. Skupia obecnie około 700 milionów wyznawców zamieszkujących przede wszystkim Azję.

            Czy artyście udało się uchwycić klimat tego wyznania? Na to pytanie jest jedna zdecydowana odpowiedź – tak! Wielu zwiedzających stawało w progu z oddechem zapartym z zachwytu. Wnętrze muzealnej sali pogrążyło się nagle w mrokach tajemnej magii emanującej z podświetlonych punktowo symboli buddyzmu. Na podłodze sali lśniły trzy wielkie mandale kunsztownie ułożone z bogato zdobionych szczątków porcelany. Marek Cecuła pracowicie dobierał, dopasowywał i układał fragmenty, z których powstała ta zachwycająca prezentacja. Ile czasu mu to zajęło? O czym myślał? O ulotności naszego trwania? O pięknie sztuki? A może o buddyjskich mnichach pochylonych nad tworzeniem obrazów usypywanych z miliardów ziarenek kolorowego piasku, uważnych, skoncentrowanych i milczących, pogrążonych w rozmyślaniach prowadzących do    wyzwalającego oświecenia.

            Naprzeciwko drzwi wznosiła się wieża – miniatura buddyjskiej  świątyni zbudowana z bogato złoconych, zmniejszających się stopniowo talerzy, co pozwoliło artyście odtworzyć jej charakterystyczny kształt. Było w tym coś frapującego, sala ta wabiła bowiem zwiedzających, zmuszając ich do powrotu i ponownego zagłębienia się w panującą tu atmosferę.

            W następnym  pomieszczeniu panowały trzy kolejne wyznania: chrześcijaństwo, judaizm i islam.

            Symbolem religii katolickiej były fragmenty „Ostatniej wieczerzy” -  jednego z najwspanialszych i najbardziej znanych dzieł Leonarda da Vinci. Z białego porcelanowego tła wyłaniały się postacie apostołów i zamyślonego Jezusa Chrystusa. Poukładane odpowiednio talerze tworzyły całość. Łatwo odgadnąć dlaczego artysta zadał sobie tyle trudu kopiując fragmenty dzieła Leonarda właśnie na trzynastu talerzach, tym bardziej, że ten sam schemat zastosował malując jedynie gesty dłoni poszczególnych uczestników tej wieczerzy we wnętrzach kolejnej, zawieszonej tym razem na ścianie ekspozycji. Dłonie oderwane od reszty ciała sprawiają wrażenie samotnych, zabłąkanych ptaków szukających swego gniazda w obcej, niegościnnej przestrzeni. Jak wiele mówią, co ukrywają, przed czym ostrzegają?

            Jedną część tej sali poświęcono tajemnicom islamu. Symbolizowały go porcelanowe robaczki arabskiego pisma zawieszone w pewnej odległości od ściany, co niespodzianie dało dodatkowy efekt w postaci cieni. Między siecią znaków i ich cieni pulsowała niewiadoma, obca i niepokojąca zagadka tej religii.

Islam adoruje tajemnicę Boga, czci Boga, ale Boga, który pozostaje na zewnątrz człowieka. Jest to Bóg niedostępny, nieodgadniony, nie ma bowiem swego obrazu.

            Wyznawców islamu obowiązuje przestrzeganie następujących zasad: 1) wyznawanie wiary w jedynego Boga oparte na nauce głoszonej przez Mahometa, 2) codzienna modlitwa odprawiana pięć razy dziennie w czystym miejscu /dywanik, zdjęte obuwie/ z twarzą zwróconą w stronę Mekki, 3) całodzienny post w miesiącu ramadan 4) jałmużna, której wysokość jest ustalana prawnie w zależności od posiadanego majątku, 5) pielgrzymka do Mekki w miesiącu pielgrzymkowym odbyta przynajmniej raz w życiu.

            Niektórzy za szóstą zasadę uznają dżihad. Słowo to oznacza zmaganie, walkę, szczególny wysiłek i niestety, zbyt często interpretowane jest jako nakaz walki z wyznawcami innych religii. A Mahomet mówił jedynie o zmaganiu się z samym sobą oraz o wysiłku dla podniesienia poziomu moralnego społeczeństwa. Z drugiej strony według islamu trwały pokój zapanuje wtedy, gdy religia ta opanuje cały świat. W imię tak pojętego nakazu codziennie giną ludzie. Śmierć z imieniem Allacha na ustach stała się czymś niemal namacalnym, bo wyznawców tej religii można dziś spotkać wszędzie.

            I właśnie ta ekspansja islamu niepokoiła Orianę Fallaci, która po zamachach z 11 września dała wyraz swej nienawiści do muzułmańskiego kultu śmierci, pisząc znaną powszechnie „Wściekłość i dumę”.

            W części poświęconej judaizmowi wyeksponowano talerze pokryte mozaiką czarnych, hebrajskich liter. Obok każdego z nich na tle czarnej tacy uwypuklał się stos porcelanowej białej stłuczki. Co symbolizował? Nietrwałość naszego istnienia? Marność tego, co nas otacza? Pouczał, by nie przywiązywać wagi do przedmiotów? Tłumaczył, że jedyną rzeczą, która przetrwa jest pamięć? I to ta zapisana, bo nawet z tych szczątków w  razie potrzeby można odczytać przesłanie?

            Judaizm jest wiarą w istnienie jednego Boga o imieniu Jahwe – wszechmocnego i wszechwiedzącego stworzyciela nieba i ziemi oraz wszystkiego, co na niej żyje.

            Żydzi uważają, że są narodem wybranym przez Boga, który zawarł z nimi przymierze. Najważniejsze zalecenia zawarte są w Dziesięciu Przykazaniach i w Biblii. Wyznawcy judaizmu czekają na Mesjasza – boskiego wysłannika, który będzie ich wyzwolicielem, dzięki niemu bowiem na świecie zapanuje powszechny pokój i sprawiedliwość. Ich Biblią jest Stary Testament. Najważniejszą jej część, czyli pierwsze pięć rozdziałów nazywają Pięcioksięgiem lub Torą. Zwoje Tory przechowywano w synagogach, gdzie odprawiano modły i uroczystości. Przez wieki, mimo rozproszenia Żydzi zachowali religię, język i obyczaje. Niestety, nie wszystkim się to podobało…

            Dlaczego odmienność wzbudza agresję? Inny, nie oznacza przecież zły. Gdyby zebrano krew, którą dotychczas przelano z imieniem boga na ustach, poznikałyby lądy, a oceany mieniły się czerwienią. Największym wrogiem człowieka nadal pozostaje drugi człowiek.

             Na szczęście istnieją łagodniejsze oblicza ziemi. I tym między innymi zajmują się ludzie sztuki. Wolą budować niż burzyć, tworzyć piękno, dzielić się  przemyśleniami i wyobraźnią.

            Obcowanie ze sztuką polega na wzbogacaniu przestrzeni własnego wnętrza poprzez  penetrowanie najintymniejszych zakątków myśli, uczuć i wyobraźni artysty. Jest to przenikanie się dwóch odrębnych światów, a zważywszy na to, że dzieło jest swego rodzaju szyfrem, nie każdemu jest dane zajrzenie w głąb jego tajemnej przestrzeni. Możemy jednak czekać, aż drzwi się otworzą…

                     

Pin It