Michał Piętniewicz

 


Teatralny raj. Wiesław Myśliwski, „Nagi sad”, Warszawa 1977

 

Piętniewicz MichałHołd złożony ojcu. Poetycka opowieść. Poezja jest w języku. Najważniejsza postać: ojciec. Świadectwo miłości synowskiej. Przy czym oczywisty archetyp biblijny. I sad jak raj sprzed upadku. Nagi sad, czyli? Pozbawiony Boga? Pozbawiony matki? Albo też nagi w znaczeniu czysty, nieskalany, niedotknięty przez grzech i  zmazę. Sad, w którym rozbrzmiewa muzyka czystego, niewinnego istnienia.

Bardzo ważnym aspektem tej książki jest jej poetyckość, zanurzenie w rytmach czasowych, przemijaniu.

Rzeczywistość tam jest rodzajem fasady, jest sztuczna. W zasadzie można ją traktować jako rodzaj dekoracji teatralnej. „Nagi sad” tak naprawdę jest dramatem, składającym się ze scen, które sekwencyjnie następując po sobie, tworzą konsekwentną całość.

 

Świat to dla narratora „Nagiego sadu” zbiór istnień jakby życia pozbawionych. Jest to świat po redukcji fenomenologicznej, stan nagich egzystencji.

W zasadzie ten zamiar dojścia do czystości jest zabiegiem przerażającym. Chodzi o czystość duszy, czystość postrzegania, czystość świata, czystość odczuwania, w końcu bezbłędną czystość frazy.

Tam nie ma nic, co by nie grało. Wszystko składa się w spójną, pozbawioną dysonansów opowieść. Jest to świat zmyślony. „Byłem takim, jakim mnie ojciec zmyślił”, powiada syn. Świat jest takim, jakim go zmyślił narrator.

Więc to nie jest opowieść o egzystencji, ile raczej filozoficzna przypowieść o życiu, które traktowane jest jako fenomen. Tam istnienia są tylko pozornie dla siebie nieprzeźroczyste. W istocie one się w sobie przeglądają jak czyste, nagie lustra.

Ale też nie jest „Nagi sad” zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu, nie utrwala człowieka jakby był żywy. On się raczej jawi, człowiek, jako część przedstawienia teatralnego, część sceny.

Niebezpieczeństwem zaistniałe to bycie w kimś w rodzaju filozoficznego manekina, postacie „Nagiego sadu” to nie są ludzie, to są idee, które pozorują człowieczeństwo. Dla narratora najważniejsza jest bowiem idea, mniej ważny jest człowiek. Narrator obserwuje raczej przepływ idei, myśli, języka poetyckiego, który idee powołuje do życia-nie życia. Bo też „Nagi sad” nie jest opowieścią o tym, jakie życie jest, ale o tym, jak życie się myśli. Akt myślenia jest aktem stwarzania, tym samym akt pisania jest aktem myślenia nie o świecie rzeczywistym, lecz wymyślonym. Gest kreacji. Fasadowość. Teatralność. Życie, które oszukuje egzystencję, egzystencja pozbawiona życia.

Bez odniesienia w ten sposób do świata, pozór referencjalności. Najistotniejszy wektor to język-wyobraźnia-myśl. Świat narratora jest autotelicznym, zamkniętym światem jego idei.

Bohaterowie są nośnikami tych idei. Są powołani do życia przez coś, co określiłbym mianem myślącego języka, bo ruch języka jest w tym wypadku ruchem idei. Choć przecież ten świat stwarza pozór statycznego, unieruchomionego, tak jak kadr filmowy, fotografia, teatralna scena.

Oni, bohaterowie na zawsze są przypisani do określonych ról, nie mogą wyjść poza swoją, narzuconą tożsamość. Dlatego ci bohaterowie nie stają się na przestrzeni książki, ale są gotowi od razu, poprzez aprioryczne założenie. Świat Myśliwskiego (za wyjątkiem „Pałacu”) to nie work in progress, dzieło, które się staje, ale jakby aprioryczne założenie filozoficzne. Świat to jest nieruchoma idea, która ma pozory jedynie dynamizmu. Dynamizm zawiera się w nieruchomości i to nieruchomość jest pierwotna, dynamizm jest wtórny. Istnieje tylko jeden rodzaj ruchu w dziele Myśliwskiego-ruch idei, ruch wolno posuwającego się do przodu języka, ale nie ruch życia.

Trudno tam mówić o przemieszczaniu się, dynamicznej odpowiedzi na apel egzystencji, nie ma porywu, nie ma impulsu, nie ma natychmiastowej, spontanicznej reakcji. Jest dogłębne wmyślenie się w świat, potem przemyślenie, potem przetworzenie i dopiero na bazie takiej operacji powstaje dzieło rozumiane jako dochodzenie języka do swojej myśli. Bo u Myśliwskiego język jest zawsze pierwotny, myśl jest pochodną języka-stąd wrażenie intensywności i dynamizmu myśli-pozorne.

Bo „Nagi sad” to jest tak naprawdę opowieść o języku, który powołuje do życia świat teatru-lecz nie świat życia. Bo życie ma co najmniej dwa poziomy: oficjalny i nieoficjalny. Maskę i twarz.

U Myśliwskiego jest w zasadzie tylko twarz teatralna. Wystudiowane gesty, dochodzenie do prawdy poprzez konwencję i na prawach konwencji. Stąd wybitność i genialność tej prozy, jej arcydzielność tylko w ramach konwencjonalizmu.

Tam nie ma życia, które by domagało się rozpaczliwego albo bezradnego głosu, tam nie ma wołania egzystencji prawdziwej. Jest mądrość pisania o życiu pojmowanym jako myśl i słowo. Mądrość. Nic więcej.

Dwa utwory po stronie egzystencji prawdziwej: „Pałac” i „Klucznik”, dwa utwory po stronie szaleństwa pojmowanego jako prawdziwy zew bycia.

Reszta jest dobrze, sprawnie obrobionym, tradycyjnym bytem metafizycznym. Zagadka wpisana w dzieło doskonałe, rodzaj metafizyki doskonale wystudiowanej. Proza, która nie stawia pytań. Proza, która jest odpowiedzią. Wiem już wszystko o wszystkim, pozostaje jeszcze wiedzieć o sposobie wyrażania tej wiedzy. Stąd bez wątpienia formalizm tej prozy osłabiający go pracą w języku (proza będąca poezją).

Myśliwski to jest dla mnie najwybitniejszy formalista literatury polskiej XX i XXI wieku.

Słowiarz. Rzeźbiarz formy. I paradoksem tej prozy jest to, że nie treść się liczy, lecz forma.

Ten największy z udawanych, pozorowanych metafizyków, wagę przywiązuje przede wszystkim do gestu. Tutaj jego powinowactwo z Gombrowiczem(znowu paradoksalne).

Wiesław Myśliwski zamknął świat w formie doskonałej, która nie ma nic wspólnego ze światem prawdziwych przeżyć i uczuć. Wiesław Myśliwski zamknął świat w doskonałej, platońskiej idei świata. W tym sensie koturnowość jego prozy, sztuczność, teatralność. Trzeba być prawdziwym wielbicielem teatru, żeby naprawdę rozsmakować się i poczuć wielkość utworów Myśliwskiego.

Piszący te uwagi nie znosi teatru, nad teatr wyżej stawia literaturę i kino.

Tak. Mądry chłop z tego Myśliwskiego. Mądry mądrością dębu, bo też drewniana ta jego mądrość, czyż nie?

Popłyńcie soki, popłyńcie zielone soki. Niech poczuję oślizgłość kory w sadzie, niech znajdę w nim zdrowego i żywego ojca. W zgrzebnym płaszczu jak zjawę, jak ducha. Jak przychodzącego po mnie Pana Boga.

I właśnie takie obrazy trzeba z „Nagiego sadu” zapamiętać. Bo tam, choć metodą teatralną, wychodzą na jaw prawdziwe wzruszenia.

Pin It