Rafał Skąpski

 

1914 w Brzeznej

Pierwsze miesiące I wojny światowej w korespondencji

Jana Skąpskiego do Adama Stadnickiego          

oraz w pamiętnikach Zofii Skąpskiej – cz. 1

 

Jacek Durski
Jacek Durski
      W Repozytorium Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego pod numerem 4/10 znajduje się korespondencja kierowana do Adama Stadnickiego w latach 1913- 1963, a pośród niej pięć listów i jedna karta pocztowa pisanych przez mego dziadka Jana Skąpskiego między sierpniem 1914 a styczniem 1915 roku.  Na jednym z listów (z 17 września 1914 roku) znajduje się dość obszerny dopisek mej babki, żony Jana – Zofii z Odrowąż Pieniążków Skąpskiej. Na liście tym, znajduje się też odręczna adnotacja „skreślenia cenzury” i kilka ingerencji w tekście (skreślenia i dopiski) uczynione innym niż Jana Skąpskiego charakterem pisma. Dla mnie, który przepisał ponad 20 zeszytów odręcznych wspomnień babki, ingerencje w treść listu to dzieło mej babki. Nie sądzę by korygowała sformułowania męża, poprzez wtrącanie się w to, co napisał, raczej poprawiała i łagodziła mężowskie słowa z obawy przed cenzurą rzeczywistą,

 

        Jan Skąpski, żył w latach (1873 -1950) i był najmłodszym synem Antoniego Skąpskiego (1813-1915)[1]. Tu warto słów kilka o Antonim Skąpskim napisać. Był on zarządcą dóbr Stefana Szalaya w Szczawnicy (październik 1837 – marzec 1840) oficjalistą w majątku Maksymiliana Marszałkowicza w Kamienicy (kwiecień 1840 – luty 1846) następnie zarządcą tegoż majątku (lipiec 1848 – czerwiec 1865), zarządcą dóbr Stanisława Fihausera w Jazowsku (lipiec 1865 – sierpień 1875). Następnie stał się właścicielem dóbr Janczowa (czerwiec 1876 – listopad 1891) początkowo o powierzchni 400 mórg, a od grudnia 1891r., małego już mająteczku (16 mórg z młynem), w Piątkowej. Dom pradziada wciąż stoi (Lwowska 222) pozostając własnością potomków siostry Jana Skąpskiego – Heleny, po mężu Hieronimie, Jagoszewskiej. W historii Sądecczyzny Antoni Skąpski zapisał się jako przywódca niedoszłego powstania z 1846 roku, za co po kilku miesiącach aresztu skazany został we Lwowie na karę śmierci, zamienioną już na sali sądowej na 10 lat surowego więzienia. Szczęśliwym zbiegiem losu, opuścił kazamty Spielbergu na podstawie amnestii wymuszonej wybuchem „Wiosny Ludów”. Wspierał także finansowo i organizacyjnie powstanie styczniowe, w którym uczestniczyło dwóch jego najstarszych synów Franciszek (1840 – 1863) i Zygmunt (1843 – 1907).   Kiedy w roku 1875 Stanisław Fihauser, mimo składanych wstępnych obietnic, odsprzedaje Jazowsko Michałowi Adlerowi, a nie Antoniemu Skąpskiemu, ten ostatni szuka gwałtownie innego majątku na zakup lub choćby w dzierżawę. Jednym z bardziej realnych projektów było wydzierżawienie Brzeznej od Edwarda Marii Stadnickiego. Wygórowana cena (5000 funtów czynszu i tyle samo kaucji) spowodowała, że Antoni Skąpski z tej transakcji zrezygnował i posiłkując się pożyczką kupił wieś Janczową.                                                                   

  Jan Skąpski ukończył słynną Szkołę Rolniczą w Czernichowie by, po kilku latach nabierania praktycznych doświadczeń, samodzielnie objąć dzierżawę majątku Adama Dunikowskiego Łososinę Dolną (lipiec 1903- czerwiec 1909) i wspomnianą Brzeznę Adama Stadnickiego (kwiecień 1908 – maj 1920).  W roku 1920 opuścił Ziemię Sądecką by objąć majątek na przydzielonym właśnie Polsce Pomorzu, skąd brutalnie usunęli go jesienią 1939 okupanci niemieccy. Podczas dzierżawy Brzeznej Zofia i Jan Skąpscy nawiązali ze Stefanią i Adamem Stadnickimi różnego rodzaju więzy bliskiej znajomości i współpracy wykraczające poza zwyczajową relację właściciel – dzierżawca. Dochodziło do wzajemnych odwiedzin, choć częściej Stadnickich (najpierw starszej pani Stadnickiej - Heleny z synem Adamem, później małżonków Stefanii i Adama, wreszcie samego Adama) w Brzeznej. Polem współpracy były różnego rodzaju akcje społeczne, patriotyczne i charytatywne. Przykładem powołanie Szkoły Gospodyń Wiejskich w Podegrodziu - obie panie weszły do Rady Kuratorek; budowa Domu Ludowego na Litaczu, czy szereg koncertów i wieczornic o charakterze patriotycznym organizowanych tak w Brzeznej jak i w Nowym Sączu. Panowie współpracowali w ramach samorządu powiatu sądeckiego i rozlicznych jego komisji, a także w powiatowych organizacjach rolniczych i gospodarczo handlowych.  Jan Skąpski był miedzy innymi prezesem związku powiatowych kółek rolniczych czy okręgowego Towarzystwa Rolniczego.   

  Żona Jana Skąpskiego – Zofia z Odrowąż Pieniążków, 1881-1961, uzdolniona literacko i muzycznie, po zawarciu małżeństwa w styczniu 1900 roku opuszcza Kraków i zmienia diametralnie styl i cele swego życia. Pozostają jednak zainteresowania, które realizuje pisząc do prasy galicyjskiej zarówno opowiadania, nowele, eseje, reportaże, czy sprawozdania ze swej społecznej działalności oświatowo patriotycznej[2]. Stałym elementem tej działalności są koncerty pianistyczne. Na tej niwie wielokrotnie współpracowała ze Stefanią i Adamem Stadnickimi.      

  Adresat korespondencji Adam Stadnicki to jeden z najznakomitszych Sądeczan tamtego czasu, dziedzic fortuny obejmującej miedzy innymi Szczawnicę, Nawojową, Vranov nad Dyji (Frain) na Morawach i wreszcie Brzeznę, którą od Stadnickiego dzierżawił w latach 1908-1920 mój dziadek Jan Jelita Skąpski.

  Adam Zbigniew Stadnicki, żył w latach 1882-1982. Był synem Edwarda Adama (1856-1885) i wnukiem twórcy potęgi rodu Edwarda Marii Adolfa (1817-1902), który – z racji wczesnej śmierci syna - był faktycznym wychowawcą Adama Zbigniewa. Samodzielne administrowanie majątkiem rozpoczął Adam Stadnicki w roku 1905. Do tej pory zarządem dóbr, pod nadzorem wuja Władysława Sapiehy i stryja Stanisława Stadnickiego, zajmował się - w imieniu dorastającego i uczącego się właściciela - Jan Maniecki. Dzieje rodu i opis dokonań Adama Stadnickiego zawiera znakomita monografia rodziny Stadnickich pióra Anny Janota-Stramy[3]. Niedawno, wraz z publikacją kolejnego XLIII Rocznika Sądeckiego, w ramach Biblioteki Rocznika ukazały się Wspomnienia Adama Stadnickiego[4]. Zainteresowanych szczegółami biografii Adama Stadnickiego jak i Jego rodziny odsyłam do tych obu ciekawych książek.

                         Odnalezione listy stanowią z jednej strony rodzaj sprawozdań dzierżawcy majątku, z przebiegu prac rolnych i gospodarskich, składanych właścicielowi, ale z uwagi na czas ich pisania, są także doniesieniami na temat sytuacji panującej w Brzeznej i okolicy w związku z działaniami wojennymi. Adam Stadnicki przebywał wówczas (1914-1917) z rodziną na Morawach w majątku Frain.

Przeczytajmy list pierwszy. (Zarówno w listach, jak i cytowanych obszernie wspomnieniach, zachowano pisownię oryginalną)

Brzezna 14/8.914 p: N. Sącz

 

Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio!

W filii Banku Austro-Węg. mam płatny weksel na 5000 kor., który JWnyPan Hrabia podpisywał, jakkolwiek jest obecnie moratoryum, to jednak chciałbym upłaci 1000 koron by mniej % płaci, dlatego uprzejmie proszę o łaskawe podpisanie tegoż po obydwu stronach naznaczonych. Czynsz w Nawojowy także w tych dniach ureguluję, albowiem młócę zboże i trochę pieniędzy kapnie. Ponieważ w Sączu brak zupełny zboża, przeto miasto zwróciło się do mnie z propozycyją wypożyczenia lokomobili, którą używali do tłuczenia kamieni, lokomobilę wypożyczyłem i młócę już cały tydzień, co prawda jest to interes dość kosztowny, bo od lokomobili opłacam za każdy dzień, bez względu czy się nią młóci czy nie, 8 koron, maszyniście 5 koron dziennie i wikt, palaczowi 2 kor. i wikt, nadto oczywiście węgiel, oliwa, etc, lecz za to młócę żyta 3 razy tyle co przy kieracie, bo około 36 kop dziennie zaś pszenicy do 20 kop dziennie, więc ostatecznie przy dobrych cenach po jakich się sprzedaje, żyto 25 kor., pszenica 32 kor. za 1 q opłaca się ten interes, inna rzecz, że zbiory w polu wstrzymują się, ale w roku bieżącym pogoda dopisuje, więc zbiera się normalnie. Wojna zabrała dość ludzi, ja sam oczekuję powołania do posp. ruszenia, lecz że jestem waffen unfahig[5] więc na razie mam spokój, to także było i jest bodźcem by roboty jaknajspieszniej wykończy, aby gdy mi przyjdzie gdzie wyruszy  przynajmniej gospodarstwo zostawić  w porządku i żonie ulżyć z głowy ciężaru. Drużyny strzeleckie, strzelcy i sokoli wyruszyli już pod protektoratem rządu na Moskwę, oby Bóg dał powodzenie. Drużyny Bart. zostały też powołane, lecz nasze w Sądeckim nie poszły, ze wschodu miały pójść wspólnie z Sokołami[6]. Budowę kuchni, kurników wykończyłem – nieskończony jeszcze pokoik na strychu gdyż brakuje desek w tartaku jak mię informowano – ponieważ te deski nie potrzebują być  pierwszej klasy, dlatego bardzobym prosił choć  o gorsze by to już skończyć

!   Rozchodzi się o 1 ½.

W końcu muszę też donieść, że 27/7 przybyła nam córka[7], która jak dotąd chowa się zdrowo, żona też ma się dobrze i sama karmi.

Proszę przyjąć od nas wyrazy głębokiego szacunku, dla JWnej Pani Hrabiny przesyłam ucałowania rączek, szczerze oddany

  1. Skąpski

                                                                                                                                                                                                    

Poniżej list drugi pisany w niecałe dwa tygodnie po pierwszym, i jak wynika z jego treści, na ten pierwszy Jan Skąpski otrzymał nie tylko odpowiedź, ale także zrealizowana została jego prośba o podpisanie weksla.

Brzezna 26/8 914 p: N. Sącz

 

Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio!

Bardzo uprzejmie dziękuję za łaskawy list i podpisanie weksla, który w Banku załatwiłem gdzie byli bardzo radzi, iż mimo moratorium, są tacy co płacą. Wiadomo już Panu Hrabiemu o połączeniu się wszystkich stronnictw i utworzeniu w Krakowie Naczelnego Komitetu Narodowego – podzielenie się tego Komitetu na zachodni i wschodni i tworzeniu Legionów Polskich. Komitet ten tworzy Komitety powiatowe, i w tym celu wczoraj odbył się b. liczny wiec powiatowy w N. Sączu, który z ramienia Komitetu zachodniego zwołał p. Wittig[8] z p. Barbackim[9].  Na zebranie to przyszedł prof. Uniw. Kutrzeba[10] i adwokat Dr Marek.[11] Prelegenci wyjaśnili sytuacyę polityczną, b. dobrze mówił Dr Kutrzeba, porywającym był Dr Marek. Idziemy obok rządu austryackiego z tem przekonaniem, że Królestwo Polskie odzyska wolność spod knuta caratu i otrzyma przynajmniej te same prawa, które my w Galicji posiadamy. Utworzył się Komitet powiatowy, do którego ze wsi wszedł p. Wittig i Jan Potoczek[12] i ks. Szczygieł[13]. Komitet utworzony z 12-tu wybrał p. Wittiga przewodniczącym. Celem tego Komitetu jest zbieranie składki na legiony i skarb narodowy, oraz werbowanie legionistów, umundurowanie etc. W naszym powiecie ze wsi ochotników będzie niewielu, ja z drużyn Bartoszowych zaledwo zdołałem 2 dostawi

 – którzy już razem z Sokołem wspólnie

wiczą – lecz zawsze przy agitacji coś się uzbiera, młodzież inteligentna i rzemieślnicza garnie się bardzo i wielu już poszło. Ofiary wpływają b. liczne - niektórzy składają wszystkie (precyozy) kosztowności, złota jakie posiadają. Komitet powiatowy ma opodatkowa

 wszystkich. Pan Hrabia jest tu potrzebny i obecność Jego jest konieczna. Obawiam się, że list ten nie zastanie Pana Hrabiego z powodu choroby JO Księżnej Sapieżyny[14], jeżeli przeto Pan Hrabia będzie w Zakopanem, pewnie o Sącz zawadzi. Z robotami uciekam jak mogę, zabrali mi na podwody 3 pary koni, nie wiadomo czy wrócą i kiedy wiec oczywiście gospodarstwo na tem traci, lecz że pogoda sprzyja, przeto i roboty na ukończeniu tj. zbiory. Większą część owsa mam jeszcze zwozić i drugie kończę, które już pokosiłem.

Oczekując Pana Hrabiego ślę wyrazy głębokiego szacunku i poważania,  

JWnej Pani Hrabinie rączki całuję,

Żona przesyła należne wyrazy      

  1. Skąpski

                                                                                                                                                     

Treść listu zasadniczo odmienna od poprzedniego. Wojna już trwa niemal miesiąc, więc tematyka wojenna przeważa, choć w zakończeniu pisma trudno nadawcy uniknąć zawiadomienia, iż sianokosy dobiegają końca, w czym pomocna jest dobra pogoda.

Jan Skąpski dziękuje także za szybkie i pozytywne załatwienie prośby i podpisanie weksla, co ułatwia spłatę części zobowiązania i uniknięcie odsetek. Ale zasadnicza część listu to jednak wiadomości o sytuacji wywołanej wojną.

O ochotnikach, których w ramach Drużyn Bartoszowych wyekwipował i skierował na front Jan Skąpski, tak pisze w swych wspomnieniach[15] jego żona Zofia: „Z wybuchem wojny mój mąż wyekwipował dwóch młodych komendantów z Drużyny Bartoszowej dając im mundur, obuwie, bieliznę. Tryca[16] z Litacza i Samka z Podegrodzia. Obaj poszli do Legionów (Samek był po wojnie leśnym u hr. Stadnickiego).”

Nic nie wskazuje by apel Jana Skąpskiego o obecność Adama Stadnickiego na Sądecczyźnie, w tych istotnych i gorących chwilach, okazał się być skutecznym. W pierwszych latach wojny, co wynika z opublikowanych wspomnień Stadnickiego, odwiedzał on Nawojową zaledwie trzykrotnie. Na początku sierpnia 1914 przyjechał z Frainu do Nowego Sącza by stawić się do wojska, został jednak odesłany i na powołanie kazano mu czekać, wrócił więc na Morawy[17]. W październiku 1914, jeszcze jako cywil, pojechał na prośbę żony do Nawojowej, by przywieźć zimowe ubrania i wszelkie rzeczy potrzebne do spodziewanego porodu kolejnego dziecka. Helena Stadnicka, późniejsza Mańkowska, urodziła się 7 listopada 1914r. Spędził tam kilka, a może kilkanaście dni. We wspomnieniach pisze: „W Nawojowej było zupełnie cicho, spokojnie, przy cudnej pogodzie kopaliśmy ziemniaki, jeździłem konno po polach…[18]”.  Front rosyjsko-austriacki przetoczył się w kierunku zachodnim przez Nawojową 12 listopada 1914 by cofnąć się dokładnie po miesiącu - 12 grudnia. Kolejny, trzeci raz Stadnicki był na Sądecczyźnie w marcu 1915. We wspomnieniach pisze, iż marcowy (1915) pobyt w Nawojowej spędził między innymi na polowaniu na dziki „przy akompaniamencie huku odległego dział ciężkich spod Gorlic[19].

Adam Stadnicki w działaniach wojennych uczestniczył, ale nie jako oficer frontowy, czy sztabowy, lecz jako zastępca komendanta szpitalnego pociągu maltańskiego. Służbę tę rozpoczął mniej więcej w końcu 1914, a zakończył z początkiem 1917, kiedy to, za władzy austriackiej jeszcze, objął po Wittigu kierowanie radą powiatu sądeckiego.

Kolejna, chronologicznie, korespondencja to pocztowa kartka zawierająca informacje w telegraficznej niemal kondensacji. Jest to odpowiedź na list Stadnickiego sprzed kilku dni.

Karta pocztowa ze znaczkiem (zielonym) z napisem: Franciscus Josephus I 1908, o nominale 5 Heller. Datownik: Neu Sandec, Nowy Sącz

[Adresat:] Jaśnie Wielmożny Pan Adam Hr. Stadnicki Frain an der Thaya Mahren

Nadawca:] Jan Skąpski 2/9 914 Brzezna p. N. Sącz

 JWnyPanie Hrabio! Przypisek z dn. 28/8 otrzymałem, za który uprzejmie dziękuję i donoszę, że sprawa w B. Austro-Węg. załatwiona zaraz gdy tylko weksel otrzymałem t.j. 23 b.m.. dnia 24 b.m. wysłałem obszerny list – przypuszczam, że JWPan Hrabia go otrzymał – teraz niestety tak długo listy idą. Wczoraj Sącz się zaludnił, zjechało Namiestnikostwo i wydział Krajowy. Walki strasznie zacięte prowadzą się za Lwowem, nadzieja że Bóg z nami i da nam zwycięstwo. U nas w Sądeckiem spokój. Roboty idą swoim torem – zbiory ukończone pomyślnie. Zabieramy się do uprawy pod oziminy, choć to w braku koni pójdzie wolnym tępem.  U nas listów nie wolno zalepiać

. Oczekujemy przybycia Pana Hrabiego. Proszę przyjąć od nas wyrazy wysokiego szacunku. JWnej Pani Hrabinie rączki całuję.

  1. Skąpski

Pora na list kolejny, ten z ingerencjami cenzury. Prawdziwej, domowej? Tego jednoznacznie nie rozstrzygniemy, choć jak powiedziano, charakter pisma wskazuje na małżonkę nadawcy. Zapewne obawiała się o to by zbyt mocne sformułowania męża nie spowodowały całkowitej konfiskaty listu. List ten pisany jest na blankiecie firmowym (służbowym) Jana Skąpskiego, warto ukazać nagłówek, świadczący o prowadzeniu w Brzeznej rozleglej, wielorodnej i nowatorskiej tak produkcji rolnej jak i hodowli. Nad nagłówkiem dopisane innym, trzecim, charakterem pisma słowa „skreślenia cenzury” i „do Adama Stadnickiego”

17/9. 914

 

Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio!

Przepraszam za papier, lecz nie mam w domu innego, a chcę na list odwrotnie odpisać, za który serdecznie dziękuję. W pierwszym rzędzie donieść muszę, że u nas ścisła cenzura wojskowa, dla tego listy nie mogą być  zalepiane. Żyjemy tu w strasznych czasach, które trudno wprost opisać  i czego z gazet zupełnie się nie wie, bo im drukowa  nie wolno, lub też nie wiedzą z powodu (zniesienia) zakazania prywatnym telefonowania lub telegrafowania. O urzędowaniu Rady pow. mowy teraz nie ma, oczywiście załatwia Marszałek bieżące sprawy najpilniejsze, zresztą wobec wojny wszystko stanąć musiało, jak Pan Hrabia o tem wie. Co do politycznych spraw o tem się nie pisze, da Bóg, że będzie dobrze, nie tak źle jak Pan Hrabia sądzi. W Warszawie, czyli w Królestwie nie tworzą się legiony, lecz tworzy je rząd rosyjski pod nazwą grunwaldzkich, naturalnie xxxxxxx xxxxxxxx i xxxxxxxxx[20] do tego Polacy w Królestwie się nie przyznają i przyznać nie mogą na obietnice Rosyi nawet najsolidniejsze liczy  chyba nie można, bo  już takie obietnice były nawet częściowo w czyn wprowadzane na kilka dni by potem gnieść tem surowiej. Porozumienie zupełne nasze było niemożliwe do wykonania z powodu trudności skomunikowania się i sądzę, że przy końcu nie będzie rozdwojenia jak nie było w naszych stronnictwach, co jest już wielkim zwycięstwem samych siebie – może za gorąco wzięto przyznaję lecz jest to już w naszej naturze.

Zagon[21] o tyle funkcjonuje, o ile ma zapasy i te sprzedaje tylko za gotówkę. Tow. roln. Krakowskie nie funkcjonuje, urzędnicy puszczeni na zieloną trawkę. Składnica sprzedaje o ile ma zapasy i o ile zamówienia od firm nadchodzą – wnet jednak zapasy wyczerpane zostaną. Cała wschodnia Galicya ze Lwowem zajęta przez Rosyan a nadto i w środkowej Galicyi wiele powiatów. Naturalnie zajęte powiaty zniszczone, niektóre zrównane z ziemią – wsie i miasta, b. wiele narodu zginęło – inni uciekli w jednem ubraniu zostawiając wszystko losowi – to straszne, ludzie majętni są bez grosza i bez dachu – bo w ucieczce ni czasu ni miejsca nie mieli na zabranie jakichkolwiek nawet najpotrzebniejszych rzeczy. Niektórzy obywatele uciekali końmi, co mogli zabrali i tak spod Tarnopola szwagier p. Walterowej[22], p. Noel, z żoną[23] przyjechali do Walterów w kilka par koni, co mogli wziąć na wozy to zabrali – jacyś ich sąsiedzi do nich się przyłączyli z dziećmi nawet rzeczy już zabrać  nie mogli i takich b. wiele. Z miast w panicznym strachu uciekali, toż samo ze Lwowa, przeważnie w ostatniej chwili, ledwo ludzie ci mogli się zmieści  w wagonach, na rzeczach miejsca nie było. Matkom poginęły dzieci, mężom żony i t.d.  – wszystkie miasta i miasteczka zachodniej Galicyi są tak przepełnione, że przyjazd do nich wzbroniony, np. Nowy Sącz, wiele biedniejszych koczuje pod gołym niebem, tak podobno był Tarnów, Rzeszów otoczony koczującymi nędzarzami i ci już musieli uciekać  dalej – gdyż Rzeszów i Tarnów i Kraków jest ewakuowany, co się dzieje na stacyach wprost opisać  niepodobna, co nędzy, co płaczu. Na pograniczu spalony Radomyśl nad Sanem zrównany z ziemią, bo trwała tam bitwa, to samo Tarnobrzeg, Szczucin. W Radomyślu nad Sanem był doktorem szwagier mej żony Stanowski. 2 dzieci było u nas, zaś najstarszy syn z Rodzicami w Radomyślu – przechodziło tam wojsko nasze do Królestwa, wszystko było w porządku. Stanowska[24] przyjechała do nas po dzieci 12 b.m. wyjechała 14 b.m. z dziećmi, dojechała do Dębicy – dalej powiadają nie ma już połączenia, bo Radomyśl zdemolowany – nieszczęśliwa kobieta wróciła do nas, a tam został jej mąż z synem 14 letnim i matką staruszką niedołężną – uciekać  nie mógł, bo nie mógł matki zostawi  więc został i co się z nimi stało, czy żyją, jeden Bóg wie – bo tam Moskale zajęli więc się nic nie dowie – ani nie przedostanie. W Krakowie wyszedł rozkaz, że tylko ci mogą pozosta, którzy są przynależni do Krakowa i którzy się wykażą, że mają zapasy przynajmniej na 3 miesiące – gdzie się ci wszyscy podzieją? którzy wyjechać  muszą?

Sytuacja nasza poprawiła się obecnie znacznie – 15 b.m. Pod Lwowem wzięto 60 000 Moskali do niewoli i przybyła podobno 500 000 armia niemiecka – jeśli się da otoczy

 xxxxxxx pod Lwowem lub Przemyślem xxxxxx xxx xxxxx xx xxxx to jeszcze będzie dobrze.[25]

Fihauser jest przy wojsku, jako rezerwowy podporucznik od ułanów przydzielony do piechoty, ma wyjechać  do Krakowa. Walter nie służył wojskowo, więc jest o siebie spokojnym, ja zaś uwolniony jako waffen unfahig. Najgorsze to gdy przyjdzie gdzie do bitwy, na kilka godzin lub na kilka kwadransy uwiadamiają przed tem by się natychmiast wynosił , nie pozwalają zostawać  – więc też ludzie uciekają z czem mogą i jak mogą i w Sączu ma już wielu przygotowaną legitymacyję na wyjazd w różne strony świata – ja jakkolwiek byłem, xxxxxxx xx xxxxxxx xxxx xxxx xxxx[26] czynny a jak Panu Hrabiemu wiadomo tacy nie są bezpieczni, nie mam zamiaru ucieka  i pozostanę do ostatniej chwili – chyba żeby miałby  tu teren bitwy, czego się nie spodziewam – ale wszystko możliwe w tych czasach, gdyby było źle chciałbym przynajmniej gdzie żonę i dzieci wysłać , ale gdzie? Węgry przepełnione, drożyzna taka tam, że w niektórych miejscowościach i litr mleka kosztuje 2 korony no i xxxxxxxxx[27] nieprzyjaciele mają straszną ochotę dostać się na Węgry, co przypuszczam się nie stanie, dlatego będą przeć  na drogi wiodące do Węgier i gdyby się im udało przedrzeć  w powiat Sądecki doznali byśmy i my całej grozy wojny, co nie daj Boże... U nas jest obecnie siostra żony Stanowska z 2 dzieci, mój brat cioteczny z żoną Bukowski[28], artysta malarz z Krakowa, a dziś jutro przyjeżdża druga siostra[29] żony z 3 dzieci z Krakowa i żona[30] bratanka mojego z 2 dzieci. Co robi  w chwili takiej trzeba się wzajemnie wspierać!

Rozpisałem się szeroko, chce się dopisać jeszcze moja żona – przeto kończę i całuję rączki JWnej Pani Hrabinie, a Panu Hrabiemu przesyłam szczere wyrazy prawdziwego szacunku i poważania

Jan Skąpski

 

JWielmożni Państwo!

Wszyscy tutaj żyjemy tak silnemi wrażeniami, że absolutnie ni myśle

 ni mówić o czem innem nie możemy jak o tych strasznych następstwach, które z godziną każdą niesie wojna. Ciche szczęście domowe zniszczone, rozbitki pełni troski, żalu o los najbliższych, nierozumiejący nieraz na razie strat strasznych finansowych, szukają schronienia gdzie mogą literalnie tylko w tem co mają na sobie i tak w jednym pokoiku ciśnie się po kilkanaście osób i nie ma prawie domu, rodziny gdzieby podobnej nędzy nie było. Są chwile, że te wszystkie okropności zdają się tylko przykrym i bardzo ciężkim snem, niestety jednak jest to realna prawda. Kto tego nie przechodzi nie patrzy na to własnemi oczami, ten i pojąć nie zdoła ile już jest nędzy, nie rozumie tej myśli ciągłej, męczącej, że ten sam los spotkać może i nas i wielu jeszcze na razie spokojnych. Tutaj w Brzeznej jak zawsze ślicznie, a te cuda i spokój natury zawsze w swych prawach niezmiennej są wielkim dysonansem z duszą człowieka tak ciągle udręczoną tem, co naokół odczuwa. O nauce dzieci i mowy nie ma, brak sił, bo wszystko wyruszyło pełne zapału nie obejmując ogromu nieszczęść, nasz nauczyciel[31] poszedł do legionów. Mój mąż pisząc zapomniał wspomnieć  o gospodarce, która naturalnie, że w tych warunkach ciężko idzie – sześciu fornali w wojsku – trzech już od miesiąca z podwodami – w polu robi się, jak zwykle żyto zasiane, pszenicę sieje się i po trochu kopie się ziemniaki, ludzi brak wielki.

Radzibyśmy dowiedzieć  się, jak zdrowie obecnie Pani Hrabiny i malutkich córeczek? Moja jedna maleńka jedynie szczęśliwa, bo chociaż słyszy, to nie rozumie, jednak zdaje się, że z pokarmem napoi się również i łzami, które mimo hamowania się płynąć muszą.

Dość już tej mojej pisaniny, tem więcej, że niczego wesołego napisać  nie mogę, lecz przejścia mojej siostry tak straszne i ciągle żywo odbijające się, nie schodzą mi z myśli, kobieta zamożna została naraz bez niczego absolutnie, bez dachu, domu, ubrania, bielizny a do tego w tak strasznej niepewności o męża i syna i wprost zostaje bezradna w jaki sposób skomunikować  się i cho  słowa dowiedzieć się.

Łączę piękne ukłony, szczere wyrazy uznania i poważania dla Obojga JWnych Państwa.

Zawsze szczerze oddana

A. Skąpska

Powyższy list, będący kontynuacją poprzednich jest też odpowiedzią na otrzymany. Zwraca uwagę uznanie przez Jana Skąpskiego za rodzaj nietaktu korespondowanie, w dużej mierze w sprawach osobistych, na służbowym, oficjalnym, służącym do korespondencji handlowej papierze z nadrukiem. Stąd przeprosiny.

Poniżej list kolejny, pełen sprawozdań gospodarskich, ale także związanych z przemarszami wojsk i czynionymi przez nie szkodami.

 

Brzezna, 6/10.914 p. N. Nowy Sącz

 

Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio!

List z dnia 23 z.m.[32] otrzymałem dopiero wczoraj – dziękuję zań b. uprzejmie i odwrotnie donoszę, że nie miałem zamiaru opuszczać  Brzezny, jedynie na parę dni schronić  się przed bitwą i wysłać  gdzie w ustronne miejsce Zonę z dziećmi. Były tu chwile bardzo niepewne – potrzebniejsze rzeczy mieliśmy spakowane, aby w danej chwili można je wysłać, by nie zosta w jednym ubraniu, jak to b. wielu spotkało. Naturalnie, że żona życzyła sobie bym z nią i dzie

mi wyjechał razem - ale ja byłbym to był uczynił tylko w ostatecznym razie, w każdym jednak wypadku byłbym był kogoś zostawił – skoro jednak Pan Hrabia jest tak uprzejmy, że zezwala na wzięcie na pewien czas Siatkowskiego lub leśnego z Wysokiego, skorzystam z tego, jeżeli będzie konieczna potrzeba – może jednak da Bóg że bez tego się obejdzie. Dziś lepsze nadzieje wieją, naczelna Komenda armii jest jeszcze w Sączu, ale zdaje się posunie się naprzód, gdyż Rosyanie są obecnie wypierani, a częścią wyparci ze swoich zajętych stanowisk. Rosyjskie wojska docierały już do gorlickiego powiatu, przeto i do nas nie było już daleko – skoro i na Węgry potrafili się przedrze

, skąd częściowo wyparci zostali. Jakkolwiek jednak nie mamy tu bitwy, to szkody mamy b. znaczne. We dworze w Brzezny stoi obecnie przeszło 160 koni więc wszystkie stodoły zapchane końmi i żołnierzami, naturalnie kradną co się daje, na wsi stoi kilka set koni, a także w Chochorowicach, Gostwicy i Stadłach jest już razem około 1300 koni. Podobało się wojskowości utworzy

 tutaj szpital wojskowy koni, komenda jest w Brzezny, mamy u siebie majora[33], 2 weterynarzy wojskowych, 1 nadporucznika od dragonów i jednego inżyniera wojskowego, który buduje baraki na 200 koni obok stodół gdzie była xxxxxxx[34]. Ten koński szpital wojskowy ma tu by czas dłuższy, aż do wyleczenia koni, o młócce cepami czy też maszyną nie ma mowy, bo wszystkie miejsca na gumnach zastawione końmi, ludzi do roboty brak, gdyż pobrali do wojska, mnie zostało z 8 tylko 3 fornali, w polu robić  nie można, bo leje ustawicznie teraz – nie mogłem nawet dokończy  siewu pszenicy, jakkolwiek mam pole przygotowane. Prócz tego wojska przyjeżdżają nieustannie podwody wojskowe po kilkadziesiąt lub kilkaset wozów i biwakują na polach, naturalnie buraki, ziemniaki, do nich należą. Bronię się jak mogę, skarżę etc – podchlebiamy oficerom by się uchronić  choć jako tako od zniszczenia, ale nie raz nie jesteśmy w stanie uchronić się od szkód, bo wojsko wobec cywilnych zachowuje się arogancko. Tej nocy nadprogramowo nocowało u nas w stodołach 800 żołnierzy naturalnie na sianie i zbożu, przed kilkoma dniami prócz tego co jest już, 280 koni z ludźmi – także na noc przybyło – wszystko to wygłodniałe – niezaopatrzone należycie w żywność ani w obroki lub siano – konie wynędzniałe, przychodzą zazwyczaj na noc, przez dzień wcale nie żywione.

Z moich koni, które poszły dla wojska na forszpany[35] 2 zdechło z głodu – wóz został koło Rozwadowa, a fornal wrócił pieszo. Naturalnie płoty i inne drzewa, co im pod rękę wpadnie, wszystko palą bo przychodzą bez opału. Sprowadziłem wczoraj z Wysokiego 2 fury wykrotów, czyli 1 kupkę, aby płotów nie kradli – leśnemu zapłaciłem 10 koron za tę kupkę – może mi wojskowość zwróci – wprawdzie leśny się wzbraniał sprzedać mi to drzewo, ale mu powiedziałem, że odpowiedzialność biorę na siebie, przed Panem Hrabią – proszę go więc nie karać za to – bo ja palę węglem i drzewa u siebie nie miałem. Ostatecznie wszystko to znieść musimy, inni więcej znoszą, a może ta wojna wnet się skończy.

Proszę przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania

                            Jwnej Pani Hrabinie rączki całuję

Jan Skąpski

Dopisek na marginesie:

Po napisaniu listu dostałem powołanie do wojska do Krakowa, lecz zostałem uwolniony - dlatego dopiero dzisiaj wysyłam t. j. 8/10 914

                                                          * * *

Ciekawym uzupełnieniem pisanej na gorąco relacji Jana Skąpskiego jest fragment ze wspomnień Zofii Skąpskiej dotyczący opisanego w liście okresu. Zofia Skąpska pisała swe wspomnienia na bieżąco, lecz utraciła je jesienią w 1939 roku, po czym w czasie okupacji w latach 1940 - 1945 skrupulatnie je odtworzyła. Po wojnie pisała je w dalszym ciągu już na bieżąco. Zachowało się ponad 20 stukartkowych zeszytów wspomnień.

 

 

„Dnia 26/IX przychodzi do nas szpital polowy koński z 400 końmi z majorem Radnickim, 2 weterynarzami i 1 oberleutenantem baronem Sternlikiem. Oddaję salon na kwaterę p. Sternlikowi i 2 weterynarzom, zaś pokój gościnny panu Majorowi. Panowie oficerowie w moim salonie blaszki z okien zdjęli z kwiatami i postawili pod fortepian, zaś na miejsce kwiatów poukładali na okna puszki z konserwami i swe hełmy. Właśnie w tym roku mam cudowne rododendrony, sprowadzone z Holandii i azalie pontica, muszę to wynieść z salonu. Przed oknami mamy cudny widok, bo na krzewach róż posadzonych, ordynansi na sznurkach (przywiązanych do róż) wieszają wyprane kalesony i skarpetki panów oficerów. Pan Zugsfuhrer[36] mieszka w serkarni. Jadają panowie oficerowie w naszym stołowym pokoju i mój Mąż je z nimi, więc trzy pokoje są zajęte. Co jaka potrawa pojawi się na stole to p. Major oświadcza, że to jego „Lieblingsspeise[37]”. Po przyjeździe pan major w rozmowie z nami nadmienił, że nie wyjdą z Galicji póki jeden Rosjanin będzie w niej (odjechali na Węgry dn. 13/XI, a Rosjanie przyszli w sądeckie dn. 19/XI). Pan major urodził się pod Przemyślem, do szkół chodził w Nowy Sączu, a ojciec jego był urzędnikiem podatkowym w Starym Sączu. Umie i rozumie po polsku, zaś przy stole prowadzi rozmowę po niemiecku, a na zapytanie czy jest Polakiem, odpowiedział: „Ich bin ein Galiziener[38]”. Oficerowie nieraz wobec mego Męża rozmawiali między sobą po węgiersku. Panów tych żywimy w następujący sposób: rano po ¼ litry kawy ze śmietanką, chleb z masłem lub bułka, obiad: zwykle zupy ze śmietaną, pieczeń lub drób z jarzyną, legumina zwykle wybredniejsza ze sokiem lub kremem, owoce, gruszki, jabłka, czarna kawa, wino, wódka. Podwieczorek, kawa ze śmietanką, chleb z masłem. Kolacja mięso i jarzyna, wino, wódka, herbata, chleb, masło, owoce. Wina przez miesiąc wypili za 152 korony. Pan Major za ten wikt obiecał zapłacić miesięcznie 47 koron, a więc po miesiącu jedzą z polowej kuchni, kawę piją z żołnierskiej menaży, no a drób kucharce zdobywają rewolwerami. Po tygodniu przybył jeszcze trzeci weterynarz. Gdy w dniu 4/X oficerowie jedli jeszcze z mym Mężem, Major Radnicky wzniósł zdrowie cesarza, gdyż były to cesarza imieniny. W szpitalu końskim pozostają konie, które do miesiąca mogą się wyleczyć, ciężej chore są odsyłane na Węgry do xxxxxxx[39], podleczone wysyłane na plac bitwy. Jako środków leczniczych używa się lysolu i jodyny, leczy jedynie rany, jodyną pędzlują rany, w których toczy się granulacja. Ran najwięcej na karku i na boku. Zapalenia płuc i zadr nie leczy się. Strzela się konia, który wstać nie może. Mamy w piwnicy beczkę nafty, w mieście jest ogólny brak, żołnierze chodzą po naftę do wszystkich stajen i do baraku. Gdy szpital przyjechał, Major powiedział, by naftę wydać, gdyż wszystko będzie płacone, gdy przyszło do płacenia twierdził, że nafta się należy, gdyż za każdego konia płaci się 2 hal. dziennie, a za kwaterę wachmistrza 6 koron miesięcznie. Wachmistrz świecił od 4-tej po obiedzie. Za kwaterę wachmistrza nie zapłacono nic. Konie stoją także na gumnie, jest już 500 i spasiono pszenicę, która była w kopach; z 15 kóp zostało 3. Żołnierze, których jest pełno na folwarku rozbierają co mogą, widły, a płoty xxxxxxx[40] całymi przęsłami wyłamują. Jeden obraz zniszczenia. Dzieci interesują się bardzo karami wymierzanymi żołnierzom i potem na tym tle snują swe zabawy. Na płocie vis a vis dworu wieszają żołnierzy za ręce, tak by nogami nie dotykali ziemi, jest to tak zwany „słupek”. Każą tym pijaństwo, pobicia. Wiszą tak nieraz i 2 godziny, stoi nad nimi warta, gdy żołnierz omdlewa, warta obmywa go wodą. Kto się opłaci wachmistrzowi, tego przywiązuje w ten sposób, że może nogami dotykać ziemi.”

List ostatni, napisany jak jeden z poprzednich na druku firmowym.

2/I  915

 

JWielmożny Panie Hrabio!

Otrzymaliśmy kartkę z dn. 25/12 914, za którą serdecznie dziękujemy. Przed Świętami pisaliśmy gdy tylko poczta została w Sączu otwarta, w których przesłaliśmy życzenia Świąt i na Imieniny JWPana Hrabiego, w drugiej żona donosiła o przejściach podczas inwazji rosyjskiej a zarazem przesyłała życzenia Noworoczne. Dlatego o tem wszystkim wspominam, bo w tych czasach nie zawsze dochodzą listy. My otrzymaliśmy nadto kartkę z dn. 11/XI 914 od JWPana Hrabiego.

Jeżeli Pan Hrabia otrzymał nasze kartki, to już wie, że Brzezny nie opuściliśmy nawet na jeden dzień, i że Brzezna stoi jak stała z małymi stratami w budynkach, jak że brakuje parę belek w stodołach i kilka desek w drzwiach stodół, a nawet kilka akacyj i kasztanów – oraz kilkaset metrów płotu – który spaliły austryackie wojska, a po części rosyjskie. Trzy kasztany i 3 akacye sam kazałem wyciąć, bo nie można było do lasu jechać  a nie było czem palić

. Zresztą dotąd innych szkód w Brzezny Pan Hrabia nie poniósł. W miejsce wyciętych przeze mnie drzew wsadzę inne przy najbliższej sposobności.

Nasze straty jak na dzierżawców są znaczne. Armia Austryacka, względnie szpital koni, który był u nas ulokowany przez 7 tygodni dał się nam we znaki – na wszelkie moje skargi przed komendantem szpitala otrzymywałem zawsze odpowiedź, że wszystko będzie zapłacone. Gdy jednak przedłożyłem mu rachunek szkód oszacowany przez taksatorów gminnych, odesłał mię do starostwa, którego już wtedy w Sączu nie było. Szpital ten spasł mi około 100 kóp owsa, kilkanaście kóp pszenicy, 6-8 wozów grochu, kilkanaście kóp jęczmienia i około 1000 metrów słomy – w stodołach stało około 160 koni i przeszło 100 żołnierzy – nadto stały konie w barakach, które wojskowość przy stodołach wystawiła – za konie w barakach nie płacili, lecz baraki zostały moją własnością, które summa summarum może wartają 200 koron, za 7 tygodni, za żołnierzy i koni, które stały w stodołach, za 4ech oficerów i światło, stancyę dla podoficera rachunkowego, stancyę na magazyn i stancyę dla xxxxxx[41] ze światłem zapłacili mi 178 koron – tak się to wychodzi na wojnie. Gdy szpital odjechał 13 listopada odetchnęliśmy i postanowili w domu pozostać, bez względu na to co będzie – w razie bitwy koło nas, mieliśmy się schronić do piwnic. Zdawszy się na wolę bożą oczekiwaliśmy przyjazdu Moskali. Sącz został niby zdobyty 19/XI, dla tego niby, że obrony nie było prawie żadnej. Do Brzezny zawitała pierwsza patrol kozacka 22/XI i od tego czasu odwiedzało nas po kilka razy na dzień po kilku kozaków – ale zachowywali się zupełnie poprawnie – dostawali owies i siano dla koni – o co prosili i im się też dawało coś zjeść. Później mieliśmy przez 3 dni stale patrol kozacką z 20 ludzi z oficerem (sotnikiem), którzy się zupełnie dobrze zachowywali tak we dworze, jak na wsi. Prosiłem tegoż sotnika by zakazał rabować – a co będzie im potrzeba dostaną i sotnik przykazał im by się dobrze zachowywali – więc daliśmy im jeść, a za owies i siano zapłacili.

Dnia 24/XI żona moja wybrała się do Sącza z siostrą, ogromne było zdziwienie ludzi, że panie odważają się jechać do Sącza, a Jan Potoczek stał przed domem żeby się dowiedzieć czy też panie wrócą z powrotem. Byliśmy niespokojni o Rodziców[42], którzy zostali w Piątkowy, a że dworek przy drodze, i z tamtąd na Sącz strzelano z armat, więc żona pojechała też do Piątkowy – i zastała Staruszków zdrowych i niezrabowanych. Potem jeździliśmy już w razie potrzeby kilka razy do Sącza. Tak względnie było do 5/XII gdy w tym dniu od Węgier przybyło trochę wojska austr-wegierskiego – na drugi dzień rozpoczęła się potyczka na polach Gostwicy, Brzezny, Chochorowic – do wieczora Austryacy ustąpili a w nocy przyszła piechota rosyjska, napadli dwór, nie było jednej stancyi, stajni, piwnicy gdzieby nie byli. Było ich pewnie ponad 100 ludzi, wtedy pobili pastucha, zrabowali 2 jałówki 2 roczne, wszystkie piwnice, prócz tego, że ja wyszedłem do nich (było 2 ½ w nocy) co było chleba dałem im i poła słoniny- jabłek – ale tej bandzie nie było w możności się opędzić ! W piwnicach pod mieszkaniem mieliśmy przechowywane wiktuały na zapas na czas bitwy, wszystko nam zrabowali, nawet spirytus denaturowany wypili (dwie flaszki). Gdy jednym dawaliśmy chleb – słoninę – inni rabowali po piwnicach, stajniach i u czeladzi porabowali lepsze buty i ubrania. Tej też nocy skradli nam 3 konie, ale te nad ranem wydarły się i wróciły do domu. Nie przydało się to jednak na nic, bo rano w naszych oczach zrabowali nam Kozacy z oficerem na czele 6 najlepszych koni, które razem wartały do 5 tysięcy koron, żadne przemowy do oficera nie skutkowały, odpowiedział nam – wczoraj Austyacy do mnie strzelali, to mnie dzisiaj wolno brać  konie i tych koni już nie widzieliśmy więcej – potem to się już rabunek na dobre rozpoczął – uprzęż – latarnię powozową – wozy – siano – owies. Jednej znów nocy zabrali w chlewach 2 świnie, trzecią pokaleczyli. Dzień i noc rabunek – nie spaliśmy ani nie jedli. Chodziliśmy na skargi do pułkowników – ale to niewiele pomagało – za siano i owies niby płacili – 2-3 ruble za furę. Dziwili się, że zostaliśmy we dworze – bardzo ich to irytowało. W ten sposób wybrali przeszło 300 q najładniejszego koniczu co było w stodole, a także i z nad stajni i przeszło 100 kóp owsa – prócz młóconego jaki był w spichlerzu. O zapłatę musieliśmy się upominać, żaden nie płacił na miejscu, tylko musiało się za nimi posyłać  i w ten sposób zebrałem aż 300 rubli za wszystko, naturalnie wiele fur pojechało, za które nic odebrać  nie można było. Do tego wszystkiego zachowanie się tych xxxxxx[43] było straszne – bezczelne – aroganckie, a człek był na to wszystko bezsilny. Gdyby byli jeszcze z parę dni pozostali niebyłoby źdźbła na folwarku – jak nam zresztą ustawicznie powtarzali „tu nic nie zostanie, wsio zabierzemy”. Chłopom także porabowali kaczki, kury, ze zboża niewiele, bo ich do dworu odsyłali. Na szczęście 12/12 zostali Moskale wyparci z N. Sącza i okolicy. Z okolicznych dworów, nie mówię o Nawojowej, bo stamtąd musi Pan Hrabia mieć już dokładne relacye, najwięcej zrabowali Wielopole Kosterkiewicza[44]. On poszedł do wojska – panie mieszkały w Sączu więc wybrali wszystko literalnie do ogona i spalili stodołę, dwór poniszczyli, w Dąbrowy Stubrowi [Stuberowi][45] spalili stodołę. Reklewscy[46], Walterowie, wyszli prawie obronną ręką, bo tam dochodziły tylko patrole przez krótki stosunkowo czas. Panie Walterowa i młoda Reklewska[47] były cały czas w Szczawnicy i tam tylko raz jakaś patrol się pokazała, Walter zmieniał się z Józefem Reklewskim[48], raz ten był w domu, drugi raz w Szczawnicy. Byliśmy świadkami bitew, które się odbywały między N. Sączem względnie Biegonicami a starym Sączem, Barcicami, Rytrem. Stary Sącz ucierpiał dużo, spaliło się od szrapneli 54 stodół, nowa szkoła znacznie uszkodzona i dość budynków uszkodzonych, w Barcicach kościół uszkodzony, mosty pod St. Sączem na Popradzie i Dunajcu spalili Austryacy. Kolejowy pod N. Sączem był częściowo przez nasze też wojska wysadzany, obecnie już naprawiony, od naszego wojska nie ucierpiał tylko most koło Św. Heleny, ale moskale go wysadzali i częściowo uszkodzili – jednak już do przejazdu naprawiony. Tunel pod Kamionką wysadzony, obecnie w naprawie. N. Sącz prawie nic nie ucierpiał, przez cały czas inwazji był utrzymywany porządek, ucierpieli tylko podmiejscy, niektórzy znacznie bo im wszystko zabrano. Jedno było dobre, że żołnierzom rosyjskim nie wolno było pić i wódka z beczek została wylana. Obecnie mamy tylko jedno życzenia, oby choć to na tem się skończyło – powtórnej inwazji już trudno byłoby przetrzymać. Dziś już drożyzna szalona – głód i nędza czeka prawie wszystkich, a gdy jeszcze dłużej potrwa wojna to prócz gruzów nie zostanie nic. Gdyby jeszcze raz Rosyanie mieli przyjść – wysyłam bydło jakie zostało do Szczawnicy – możeby się choć coś uratowało. Sprzedać dziś trzeba by za bezcen – ceny za bydło bardzo niskie, więc wolimy już ryzykować – niech się dzieje wola nieba.

Prosimy przyjąć od nas bardzo serdeczne wyrazy.

Jwnej Pani Hrabinie pięknie rączki całuję – niech się Córeczki zdrowo chowają na pociechę Rodziców.

Żona przesyła uprzejme wyrazy.                Syt.... gorsza koło nas.

                                                                       Z wysokim szacunkiem i uszanowaniem

  1. Skąpski

Bardzo prosimy o parę słów.

                                                                               c.d.n.

 

[1]

                        [1] W roku 1978 i 1980 Wydawnictwo Literackie w zbiorze Nadziei Promienie opublikowało pamiętnik Antoniego Skąpskiego zatytułowany Pamiętnik dla moich dzieci i wnuków. O Antonim Skąpskim pisałem w numerze 12 miesięcznika Sądeczanin z 2013 roku (str. 107-111), a więcej o rodzinie Skąpskich w artykule Marii Kurzei Świątek Rodzina Skąpskich w Sądecczyźnie opublikowanym w roczniku Sądeckim nr XXXV z 2007 (str. 217-246).

[2]

                        [2] O Zofii Skąpskiej i jej twórczości pisałem w pracy zbiorowej pod redakcją Bolesława Farona „Prasa sądecka od zarania do dziś, 1891-2011, Kraków 2012, str. 362-374, a o jej wspomnieniach w „Nowej Dekadzie Krakowskiej” nr. ½ z 2014 str. 198-200.

[3]

                        [3] Anna Janota-Strama, Stadniccy herbu Szreniawa z Nawojowej – dzieje rodu, Warszawa 2013.

[4]

                        [4] Adam Stadnicki, Wspomnienia, 2015

[5]

                        [5]  Niezdolny do noszenia broni, inaczej niezdolny do służby wojskowej.

[6]

                        [6] Jan Skąpski był powiatowym komendantem Drużyn Bartoszowych, organizacji przysposobienia wojskowego, które jesienią 1914 roku połączyły się z organizacją Sokoła, a następnie weszły w skład powstających formacji wojskowych.

[7]

                        [7] Urodzona 27 lipca córka, to Wanda Skąpska, zmarła 11 czerwca 2001, zamężna z Wacławem Rogatko, ich synem jest Bogdan Rogatko krakowski krytyk literacki, eseista.

[8]

                        [8] Paweł Wittig, przewodniczący Rady Powiatu Sądeckiego.

[9]

                        [9] Władysław Barbacki, 1854-1938, adwokat, burmistrz Nowego Sącza w latach 1900-1918.

[10]

                        [10] Stanisław Kutrzeba, 1876-1946, prawnik, prof. U.J. rektor U.J. w latach 1932/33.

[11]

                        [11] Zygmunt Marek, 1872-1931, prawnik, działacz Polskiej Partii Socjal-Demokratycznej, poseł do parlamentu wiedeńskiego, członek Naczelnego Komitetu Narodowego.

[12]

                        [12] Jan Potoczek, 1857-1941, działacz ludowy, współtwórca Związku Stronnictwa Chłopskiego, dwukrotnie poseł do austriackiej Rady Państwa, po odzyskaniu niepodległości poseł do Sejmu Ustawodawczego.

[13]

                        [13] Paweł Szczygieł, 1878-1942, od 1910 do 1926 proboszcz parafii w Jakubkowicach (Łososinie Dolnej). Był także prezesem spółdzielni handlowo rolniczej „Zagon” w Sądeckiem. Ks. Szczygieł, jako emeryt był w czasie II wojny aresztowany przez okupanta, zmarł z wycieczenia w 1942 roku w obozie w Oświęcimiu.

[14]

                        [14] Zapewne chodzi o babkę Adama, matkę Heleny Stadnickiej, Jadwigę z Sanguszków Sapieżynę, 1830-1918.

[15]

                        [15] Zofia Skąpska, Wspomnienia, rękopis w posiadaniu rodziny.

[16]

                        [16] W historii Podegrodzia zamieszczonej na portalu Gminy Podegrodzie nazwisko Tryc występuje, w zapewne poprawnej, formie Fryc z Brzeznej. Poza tymże Trycem/Frycem i Samkiem, wymieniony tam jest jeszcze, jako trzeci ochotnik, również bez imienia, Janik z Gostwicy.

[17]

                        [17] Adam Stadnicki, Wspomnienia, op. cit, str 57-58.

[18]

                        [18] op. cit, str. 59

[19]

                        [19] op. cit, str. 59-60.

[20]

                        [20] Trzy słowa zamazane.

[21]

                        [21] Sądecka firm handlowo rolnicza, sklep Towarzystwa Rolniczego w Sączu.

[22]

                        [22] Małżonkowie Julia z Dzianottów ( z linii Lublańskiej), 1874-1933, i Władysław Walter (syna Władysława), właściciele Świdnika Niżnego i Świdnika Małego.

[23]

                        [23] Adam Noel, mąż siostry Julii Walterowej – Stanisławy z domu Dzianott, 1879-1960.

[24]

                        [24] Janina z Odrowąż Pieniążków Stanowska, 1874-1959, siostra żony Jana Skąpskiego – Zofii, mężem jej był dr medycyny Zygmunt Stanowski, mieli dzieci: Jana, 1901-1971; Zygmunta, ur. 1902; Józefa, 1905-1967.

[25]

                        [25] To zdanie zawiera szereg ingerencji. Słowa „sytuacja nasza poprawiła się” i „wzięto 60.000 Moskali” podkreślone ołówkiem i nieznanym charakterem pisma dopisano także ołówkiem „nieprawda”. Kilka słów (zaznaczonych xxxx) zamazano, a słowa końcowe „to jeszcze będzie dobrze.” dopisane są atramentem, charakterem pisma Zofii Skąpskiej

[26]

                        [26] Słowa zamazane, nad nimi charakterem Zofii Skąpskiej dopisane „czynny a jak Panu Hrabiemu wiadomo tacy nie są bezpieczni”.

[27]

                        [27] Słowo zamazane, najprawdopodobniej „Moskale”, które znów Zofia Skąpska zastąpiła słowem „nieprzyjaciele”.

[28]

                        [28] Stefan Bukowski, malarz, syn Romualda, brata matki Jana Skąpskiego – Wandy z Bukowskich Skąpskiej.

[29]

                        [29] Maria z Odrowąż Pieniążków Juszczakiewiczowa, ur 1872, żona Władysława, matka Zbigniewa, ur 1908; Leszka, ur 1910; Włodzimierza, ur 1911.

[30]

                        [30] Najprawdopodobniej chodzi o Jadwigę Skąpską z domu Regiec, żonę inż. Zygmunta Skąpskiego, syna Stanisława, brata przyrodniego Jana Skąpskiego. Mieli oni troje dzieci: Zygmunta „Imka”, 1910-1960; Jana, 1912-1978 i Marię, 1919-2007. W liście chodzi oczywiście o dwóch synów, córka jeszcze nie urodziła się.

[31]

                        [31] Michał Białowąs, ksiądz, dr. Po I wojnie pracował w Gródku Jagiellońskim diecezji Lwowskiej, a po 1945 roku w Nowej Rudzie, jako proboszcz parafii św. Mikołaja, w Nowej Rudzie jest ulica jego imienia. Dziekan w latach 1949-1953 i 1957-1965 Autor podręczników do nauki religii. Zmarł 24 03 1965.

[32]

                        [32] z.m. – zeszłego miesiąca.

[33]

                        [33] We wspomnieniach Zofii Skąpskiej pojawia się nazwisko majora – raz jako Radnicky innym razem Radnicki.

[34]

                        [34] Słowo trudne do odczytania.

[35]

                        [35] W tym przypadku chodzi zapewne o konie pociągowe.

[36]

                        [36] Dowódca plutonu.

[37]

                        [37] Ulubiona potrawa.

[38]

                        [38] Jestem Galicjaninem.

[39]

                        [39] Słowo nieczytelne.

[40]

                        [40] Słowo nieczytelne.

[41]

                        [41] Słowo nieczytelne

[42]

                        [42] Wanda z Bukowskich i Antoni Skąpscy, rodzice Jana.

[43]

                        [43] Słowo nieczytelne.

[44]

                        [44] Chodzi prawdopodobnie o Franciszka Kosterkiewicza, syna Antoniego.

[45]

                        [45] Gustaw Stuber, adwokat w Nowym Sączu.

[46]

                        [46] Małżonkowie Reklewscy: Zofia z Gostkowskich Reklewska, córka Leokadii z Dunikowskich i Wincentego, Roman Reklewski syn Augustyna z Krużlowej i Pauliny z Wielogłowskich, właściciele Rogów, rodzice Józefa.

[47]

                        [47] Janina z domu Weigl, córka notariusza z Nowego Targu, żona Józefa Reklewskiego.

[48]

                        [48] Józef Reklewski, syn Zofii z Gostkowskich i Romana Reklewskiego, mąż Janiny, dzierżawił Stronie.

Pin It