Michał Piętniewicz

 

„Nagi sad” Wiesława Myśliwskiego jako powieść o zwycięstwie nad czasem.

 

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk
            Tymoteusz Karpowicz powiedział kiedyś, że dwóch pisarzy napisało czas. Są to Marcel Proust i William Faulkner.

            Narrator Absalomie, Absalomie nie próbuje czasu obłaskawić ani go ocalić, nie próbuje się jemu sprzeciwić albo sprzeciwia się właśnie przez ukazanie jego bezlitosnej, niszczącej siły. Bo czas w Absalomie, Absalomie pożera wszystkie istnienia, jego siła jest niszcząca, czas obraca w nicość istnienie. Czas tam jest czystą negatywnością, kto się jemu sprzeciwi, ten umiera. Czasu tam nie można zamrozić, nie można się od niego uchronić pracą pamięci, bo pamięć w Absalomie, Absalomie jest tylko narzędziem, instrumentem czasu, jego sługą w niszczącym działaniu.

            I tym właśnie różni się Faulkner od naszego Myśliwskiego ( również pisarza, który oscyluje wokół tematyki czasu i pamiętania ). Dla Myśliwskiego czas można ocalić, czas można zamrozić w wiecznej teraźniejszości, utrwalić go i unieruchomić, tak że czas stanie się bezbronny. Właśnie z takim zamrożeniem czasu w wiecznej teraźniejszości, w której zwierciadle odbijają się istnienia bohaterów, poświadczając własną tożsamość, mamy do czynienia w Nagim sadzie - powieści o czasie wyjętym z jego bezlitosnego przepływu, czasie oswojonym, bezbronnym, utrwalonym w zastygnięciu, na błonie fotograficznej kliszy. 
            W Absalomie, Absalomie czas pożera wszystko na swojej drodze, obnaża nicość istnienia bohaterów, którzy są wobec czasu bezbronni, czas nie daje nadziei, nie ocala, ale powoduje zniszczenie. Liczne pęknięcia w strukturze czasu, repetycje pamięci, powtórzenia i perserweracje mają przybliżyć nieuchronną, nagą prawdę, że wobec niszczycielskiego działania czasu nie można ocalić istnienia. Absalomie, Absalomie to powieść o braku nadziei, o niszczycielskiej potędze czasu i o nieistniejącym na kartach tego dzieła bohaterze, którzy się nie narodził, bo "zabrakło czasu". 
            W Absalomie, Absalomie bohaterowie są nadzy, bezbronni, ich wady, słabości, grzechy i przestępstwa są przedstawione w bezlitosnym zwierciadle powtórzeń, nawrotów, repetycji. Powtórzenie nie stanowi tam o poczuciu bezpieczeństwa, nie jest maską i zmyśleniem, bronią przeciwko czasowi ( jak u Myśliwskiego ), nie jest grą, która ocala istnienie, ale jego funkcją jest przede wszystkim obnażenie miałkości, beznadziei i kruchości ludzkiego bycia, które nie jest w stanie obronić się przed fatum grzechu, które ciągnie się z pokolenia na pokolenie. 
            U Myśliwskiego bohaterowie nawzajem się zmyślają ( w Nagim sadzie  ojciec syna, syn ojca ). Ich zmyślenie jest początkiem gry, która ma ocalić przed rwącym strumieniem rzeki czasu, gra i zmyślenie, które generuję opowieść są wymierzone przeciwko czasowi i mają ocalać przed jego niszczycielską siłą. Gra w opowieść, gra w zmyślenie jest początkiem opowieści o człowieczym losie wspartym na fundamencie nadziei.
            Narrator Faulknera nie ocala, pokazuje, że nie można obronić się przed tym, co nieuchronne, pokazuje wnikliwie mechanikę zniszczenia. Narrator Myśliwskiego w naprzemiennych rytmach życia i śmierci pokazuje jak można obronić się przed nieuchronnym, kiedy zacznie się grać w zmyśloną opowieść, której celem jest obrona sensu i celu ludzkiego istnienia zanurzonego w naprzemiennych rytmach czasu, śmierci i odnowy, nicości i zmartwychwstania. 

            Faulkner pokazuje pęknięcia w czasie. Czas jest w Absalomie, Absalomie właśnie raną, pęknięciem, nie można tej rany zabandażować, ta rana się nie zabliźnia. Opowieść Faulknera dotyczy czegoś, co metaforycznie, za Paulem Ricouerem można nazwać otwartą raną czasu. Ta rana znajduje się w pamięci. To pamięć w Absalomie, Absalomie jest raną. Bohaterowie tam są „ranni”, ukrzyżowani na krzyżu czasu, przebywają w nieustającym czyśćcu.

            Myśliwski ukazuje inne światy w Nagim sadzie. Tam ukazany świat jest światem ludzkiego ciepła i nadziei, czas leniwie przepływa w popołudniowych, słonecznych godzinach.

            Czas tam wlecze się,  jest leniwy. Czas w Nagim sadzie jest czasem południa, który unieruchamia istnienia w teraźniejszości otwierając je jednocześnie na kontemplację zastygniętej chwili.[1] Bohaterowie się nie spieszą, są zajęci leniwą kontemplacją przepływającego czasu. Grają w swoją grę, grają w swoją opowieść, grają w sens. Bo gra w Nagim  sadzie jest sensowna i sensotwórcza, służy ocaleniu istnienia przed niszczycielskim działaniem rzeki czasu. Gra w zmyślenie ma na celu pokazanie, że przed czasem można się obronić, można go oswoić i unieruchomić w zastygniętym zwierciadle wiecznej teraźniejszości. Ojciec przegląda się w synu, syn w ojcu, nawzajem się odbijają i nawzajem przez siebie mówią, grają we wspólny sens jaką jest zmyślona opowieść mająca strukturą pamiętania, zdolna ocalić przed czasem.

             Zmyślenie wydarza się w Nagim sadzie jako broń przeciwko czasowi, przeciw jego niszczycielskiej sile, która istnienie zamienia w nicość. Zmyślenie jest początkiem opowieści i gry, która ustanawia sens i mocny, ontologiczny fundament istnienia  chroniący przed epistemologicznym i aksjologicznym pesymizmem, zwątpieniem w sens ludzkiego bycia i losu.

            Zmyślenie kojarzy się z ułudą, grą, nałożeniem maski na grających. Lecz właśnie ta gra i maska stanowią o bezpieczeństwie, chronią przed zakusami ciemnych, niewyjaśnionych sił spoczywających w podświadomości, sił dodajmy niszczących, przed którymi gra zabezpiecza i których gra jest ontologicznym refleksem. To, co na dnie, nie jest dane w Nagim sadzie bezpośrednio, lecz pośrednio – jako zwierciadlany refleks.

            O ile Absalomie, Absalomie obnaża działanie podświadomości jakby bezpośrednio, o ile bohaterowie tam są nadzy w swoim bezbronnym istnieniu, o tyle w Nagim sadzie przed niebezpiecznym działaniem podświadomych sił i bezlitosnym obnażeniem bohaterów chroni konwencjonalna maska jaką jest gra w opowieść i zmyślenie, które ustanawia sens istnienia.

Ojciec zmyśla syna, syn godzi się na to zmyślenie, ponieważ ono właśnie chroni przed zniszczeniem i nicością jakie może spowodować działanie czasu.

 

            Byłem tylko takim, jakim mnie zmyślił, bo jedynym moim istnieniem, do którego się przyznaję, było to zmyślenie jego, do którego się przyznaję, było to zmyślenie jego, temu zawdzięczam siebie, ale i taki już na całe życie pozostałem. Ani on mnie innego nigdy nie dostrzegał, ani ja tego zmyślenia nie opuszczałem ani krok, nawet mi się nigdzie siebie szukać nie chciało poza tym.[2]

 

            Zmyślenie pełni tutaj funkcję zabezpieczenia przed nicością, jego funkcją jest ocalenie przed tym, co nieuchronne – przed linearnym, fizykalnym przepływem czasu, który nieuchronnie zmierza od narodzin do śmierci. U Myśliwskiego życie ze śmiercią się przeplata, tak że czasami nie sposób odróżnić, czy narrator jest po stronie życia czy śmierci. Wydaje się, że życie i śmierć mają dla narratora Myśliwskiego jednakową wartość. Życie jest częścią śmierci, w śmierci spoczywa jakieś ukryte życie, czy też możliwość życia, przyszłość, ekstaza czasowa (Dasein jako przyszłościowa ekstaza czasu), co jest niczym innym jak zapowiedzią zmartwychwstania, możliwością odnowienia życia albo życia, które nie tyle śmierci zaprzecza, ile jest jej twórczą kontynuacją.

            Bohaterowie Nagiego Sadu tak naprawdę nie umierają nigdy. Tym, co ich zabezpiecza przed śmiercią, jest opowieść, gra w sens. Życie wydarza się w planie zmyślenia. W planie zmyślenia wydarza się również śmierć. Lecz właśnie owo zmyślenie, owo zamrożenie czasu przy pomocy mechanizmów pamiętania, na błonie fotograficznej kliszy, jest świadectwem tego, że przed śmiercią można się uchronić, jest innymi słowy nadzieją na nieśmiertelność, na twórczą kontynuację życia po życiu jaką jest opowieść, czyli gra w zmyślenie, gra we wspólny sens.

            Wspólny sens jest tym co ustanawia płaszczyznę porozumienia pomiędzy bohaterami, a czytelnikami, którzy w ten sens wierzą i którzy ufają mu. Wspólna płaszczyzna sensu czyni z Nagiego Sadu, a także innych dzieł Myśliwskiego powieści, które mogą być odczytane poprzez pryzmat interpretacji hermeneutycznej. A czym wobec tego miałaby być taka interpretacja?

Otóż miała by ona być przede wszystkim próbą zdefiniowania sensu bycia człowieku w świecie, jego posłannictwa i przeznaczenia poprzez to, co jest w nim najgłębiej ukryte, źródłowe, co wymyka się interpretacjom, który nastawione są tylko na samowsobną, autoreferencjalną grę tekstem, która zamyka i izoluje od świata zewnętrznego. W tym sensie odczytanie hermeneutyczne miałoby być próbą ukazania tego do jakiego stopnia i jak silnie powieści Myśliwskiego są referencjalne.

            Ukazanie ich referencyjności poprzez zdefiniowanie wektora, który prawie zawsze (może za wyjątkiem Pałacu), biegnie do świata zewnętrznego, do świata w ogóle. Jednak nie jest to prosta referencja. Jej wektor nie biegnie tylko do świata i zamyka się w opisie tego świata. To jest proces o wiele bardziej skomplikowany.

            Otóż chodzi w Nagim sadzie o ukazanie wewnętrznego bogactwa świata bohaterów, ich wewnętrznego skomplikowania, a także ich autonomii wewnętrznej i autonomii ich wyobraźni. I właśnie od ukazania tego bogactwa świata wewnętrznego zaczyna się podróż do rzeczywistości. Bo rzeczywistość zmyślona u Myśliwskiego prowadzi do tej prawdziwej, głębokiej rzeczywistości człowieka. Innymi słowy gra w zmyślenie nie wydarza się tylko po to, żeby zmyślać, żeby wymyślać opowieści, opowiadać bajki, klecić klechdy, tworzyć ambaje.

            Sens zmyślania u Myśliwskiego, sens gry we wspólny sens ma zadanie o wiele bardziej ambitne.

            Jest próbą dotarcia do tego, co w człowieku źródłowe, nieskończone i pierwotne, jest próbą definicji i redefinicji problemu jego bycia w sensie Heideggerowskim (Dasein), jest próbą nowej ontologii, która ma zadanie wydobycie pierwotnej prawdy o człowieku, przywrócenia wiary w sens jego logosu, próbą nakreślenie celu człowieczej wędrówki poprzez życie i jego starcia z nieuchronnością śmierci. Sens zmyślania u Myśliwskiego nie ma za swój jedyny i ostateczny przedmiot odniesienia samego zmyślania. Jest to zmyślanie, która ma prowadzić do nazwania i odkrycia tego, co w człowieku jest niezmienne. Poprzez wielowarstwową, palimpsestową niekiedy grę tekstu, grę w opowieść, narrator Myśliwskiego stara się przedstawić to, co jest ukryte najgłębiej pod tymi warstwami, czyli pierwotność bycia w jego niezapośredniczonej poprzez zmyśloną opowieść źródłowości.

            Narrator Myśliwskiego zdaje się mieć niekiedy pragnienie, żebyśmy stanęli nadzy w swoim istnieniu, odarci i obmyci już z bezpiecznych warstw tekstowych, które nakłada na nas opowieść i zobaczyli siebie twarzą w twarz, takimi, jakimi jesteśmy naprawdę, w naszej nagości i bezbronności.

            Narrator Myśliwskiego zdaje się niekiedy chcieć powtórzenia słynnego zdania świętego Pawła z listu do Koryntian: Videmus nunc per speculum in aenigmate, tunc autem facie ad faciem ( Teraz widzimy w zwierciadle niejasno, lecz później będziemy widzieć twarzą w twarz.)

            Owo pragnienie dotarcia do podstawy ontologicznej, do arche człowieczeństwa generuje moim zdaniem ruch zmyślonej opowieści u Myśliwskiego, której wektor drąży w głąb, przebijając się poprzez kolejne warstwy tekstu, aby odkryć źródło człowieczeństwa, jego fundament ontologiczny, na którym się wspiera.

            To drążenie w głąb, poprzez kolejne zapośredniczenia tekstowe nie jest niczym innym jak pragnieniem ukazania i uchwycenia człowieka bez maski, którą nałożyła na niego opowieść, pragnienie zobaczenia go w jego nagości i bezbronności. Ale też ta bezbronność jest silna swoją solidną metafizyką, która w dalszym ciągu pozostaje bronią przeciwko czasowi i staje się swoistą bramą otwierając człowieka na nieśmiertelność i Boga.

            Zmyślenie zabezpieczało przed czasem, przed przemijalnością i w końcu przed życiem.

Brak zmyślenia, odarcie ze złudzeń, odarcie z warstw opowieści nie jest jednakże wystawieniem człowieka na niebezpieczną broń czasu, nie jest wystawieniem go na zniszczenie, nie jest powodowane chęcią jego destrukcji, lecz właśnie powtórnym, powtórzonym na nowych prawach ocaleniem.

            Człowiek, który staje się nagi to niekoniecznie człowiek całkowicie bezbronny, choć taki przecież może się wydawać. Człowiek, który jest nagi ma przecież w zadatku swoje solidne fundamenty ontologiczne i metafizyczne, na których się wspiera i które w dalszym ciągu go chronią.

            O ile wcześniej gra toczyła się w zmyśleniu i poprzez zmyślenie, które generowała wspólna dla wszystkich opowieść, o tyle później, po zdjęciu maski, po wydarzeniu się nagości i bezpośredniości, gra toczy się o wiele wyższą stawkę jaką jest prawdziwa, namacalna nieśmiertelność. Człowiek zaczyna swoje bycie odczuwać na serio, tworzy ze swoim byciem i istotą jedność, utożsamia się z nimi, ale się w nich nie zatraca, czuje jednocześnie swoją osobność jako indywidualnej jednostki ludzkiej.

            Ale właśnie owo otwarcie się bycia na nieśmiertelność, dokopanie się przez kolejne warstwy człowieka do bycia człowieka (Dasein) stanowi o tym, co w człowieku jest silne, mocne i niepodważalne, co ma swój poważny, metafizyczny grunt. 

            Kluczowe słowo dla nazwania tej podstawy to słowo jesteś. To słowo generuje sens odczytania Nagiego sadu. Słowo jesteś jest słowem fundamentalnym, określającym źródłowo bycie człowieka i jego stawanie się, dojrzewanie do swojego bycia. Słowo jesteś nigdy nie jest zastąpione u Myśliwskiego słowem wydaje się. Słowo jesteś jest jakby pierwszym słowem i od niego biorą początek następne słowa, bierze początek sensowna i sensotwórcza opowieść. Słowo jesteś to również słowo, które zabezpiecza przed niszczącym wpływem czasu, przemijania, starości, choroby i śmierci. Słowo jesteś wyzwala i prowadzi bohaterów ku źródłom ich człowieczeństwa, źródłom, których początkiem i końcem jest właśnie opowieść.

            Ale słowo jesteś nie jest bynajmniej zamykającym bycie słowem. Jest raczej słowem, które prowadzi ku prawdziwej nieśmiertelności.

            Tak jakby wypowiedzeniu tego skromnego z pozoru słowa: jesteś, bohaterowie mieli możliwość zmartwychwstania i powtórnego nazwania i powtórzenia swojego życia. Słowo jesteś ustanawia w Nagim sadzie opowieść. Słowo jesteś jest również słowem darem, słowem dla kogoś, słowem, które jest dialogiczne, słowo jesteś jest również otwierającym sens przeznaczenia człowieka pytaniem.

            Słowo jesteś jest skierowane najpierw przez ojcu ku synowi, kiedy obaj bawili się w zmyślenie i kiedy obaj przejmowali każdy od każdego reguły gry, nawzajem je akceptowali, grali we wspólną grę, której fundamentem było właśnie to słowo: jesteś.

            Na początku Nagiego sadu słowo jesteś wprowadzało grę w zmyśloną opowieść, grę w bajkę.

            Ojciec i syn siebie zmyślali, ponieważ tylko w ten sposób byli dla siebie możliwi. Nie przeczuwali wówczas, gdzie to słowo jesteś może ich zaprowadzić, nie przeczuwali innym słowem możliwości finału tej gry jakim jest otwarcie Dasein na nieśmiertelność.

            Dopiero na ostatnich stronach powieści bohaterowie stają się naprawdę nieśmiertelni.

            Właśnie dzięki temu słowu jesteś, które na końcu nabiera całkiem innego znaczenia.

            Nie tylko zabezpiecza ojca i syna przed śmiercią, nie tylko zamraża ich czas przy pomocy pamięci na błonie fotograficznej kliszy. Jest czymś o wiele więcej. Zwiastuje nowe narodziny, zwiastuje nowe powtórzenie, rytuał, repetycję i w końcu święto. Bo bohaterowie na końcu Nagiego sadu odradzają się w powtórnym przeżyciu swojego życia. W powtórnym przeżyciu swojej opowieści, w którą kiedyś grali i którą kiedyś nazwali uwierzywszy mocno w sens tej opowieści. Teraz ów sens zostaje tym bardziej wzmocniony i tym bardziej solidny jest jego grunt i tym większego znaczenia nabiera owo słowo: jesteś.

            Zacytujmy dłuższy  fragment z ostatnich stron powieści:

 

                       I wtedy właśnie ujrzałem ojca, jak szedł w stronę sadu, zwyczajnie, przez obejście, naprzeciw mnie szedł, tak jak znikł z rana – w samej koszuli, rozchełstany, w butach na przyboś-a gdy mnie ujrzał, nawet się nie zdziwił, jakby wiedział, że mnie spotka, nie w żadnym cieniu ani w żadnym moim przeczuciu, lecz w obejściu, jakby krów wyszedł dojrzeć, tak zwyczajnie i nieoczekiwanie, gdy już ostatnia nadzieja mnie opuściła, gdy już doznałem przez chwilę pamięci po nim, więc może to sprawiło, że miast się cieszyć, zawód jakby odczułem, że gdybym mógł, starłbym sobie widok z jego oczu, a najchętniej wróciłbym w sad do swojego niepokoju o niego i swojej nadziei.

-        Chodź jeść, synu-powiedział, przystając.- Wszystko stygnie.

-        Szukałem cię-powiedziałem z wyrzutem.

Spojrzał na mnie, jakbym nie do wiary wydał mu się przez chwilę.

-Naprawdę cię szukałem.

-        Chciałeś czego?

-        Nie, nic-odrzekłem nieśmiało, spłoszony nagle tym jego pytaniem, które nie pozostawiało miejsca nawet na nieufność.-Tylko czy jesteś” [3]

 

                       Ten fragment niezwykle subtelnie oddaje całą panoramę odcieni emocji, które istnieją pomiędzy ojcem a synem. Przypomnijmy: na początku opowieści ojciec zmyślił syna, przynajmniej tyle wiemy ze świadectwa syna, który jest jednocześnie narratorem opowieści. To zmyślenie dawało im obu bezpieczeństwo tego, że uczestniczą we wspólnej grze i znają tej gry wspólny, znany im obu sens. Zmyślnie, gra w opowieść nie mogą jednak trwać bez końca, zmyślenie kiedyś musi się wyczerpać, opowieść musi dobiec do swojego kresu. Ale jednak. Jeden warunek jest, aby opowieść była ponawiana w zmiennych cyklach czasu, narodzin i śmierci. Tym warunkiem jest możliwość zaistnienia święta zamiast fizykalnego, linearnego przepływu czasu od narodzin do śmierci.

            Nagi sad na końcu daje sygnał, że dotyczył świętowania. Świętowanie w Nagim sadzie z kolei dotyczy życia i jego ponawiania w kolejnych nawrotach i repetycjach.

            To główne słowo jesteś, od którego powinien zacząć się interpretacyjny agon, jest tak naprawdę słowem, które ustanawia świętowanie.

            Świętowanie polega nieustającym ponawianiu tego samego, tak że „to samo”, jak już pisałem wcześniej, w kolejnym cyklu czasu, staje się „tym samym” oraz innym. Święto, za definicją Gadamera, zawiera w sobie jednocześnie powtórzenie i różnicę. Słowo jesteś, które na początku Nagiego sadu ustanawia tożsamość bohaterów, ich grę we wspólny sens i zaproszenie do poszukiwania istoty swojego bycia, na końcu staje się jakby odnowione dzięki kolejnemu powtórzeniu. Tym samym słowo jesteś ustanawia nie tylko świętowanie, ale również jest zaproszeniem do nieustannego, naprzemiennego, oraz nieskończenie odnawianego życia.

            I w ten sposób, dzięki powtórzeniu słowa jesteś na początku i na końcu opowieści, staje się możliwa nieśmiertelność.

            Bohaterowie stają się nieśmiertelni dzięki powtórzeniu. Ich rytuał, który na początku opowieści, przybierał tylko niewinną z pozoru zabawę słowem jesteś, teraz nabiera o wiele głębszego znaczenia. Gra już nie toczy się tylko o wspólny sens, gra już nie toczy się tylko o ustanowienie tożsamości względem niszczącego działania czasu. Gra ma już o wiele wyższą stawkę, jaką staje się tegoż czasu pokonanie, przezwyciężenie, stanie się innymi słowy nieśmiertelnymi.

            Ojciec i syn na początku tylko grali, grali owszem sensownie, grali poważnie, ale tylko grali.

            Na końcu ojciec i syn stają się, ich istnienie jest jakby prawdziwsze, jakby bardziej autentyczne, wydają się pełniejsi o prawdę i Boga. Wydaje się, że ich bycie zmierza nieuchronnie ku nieskończoności i nieśmiertelność.

            Nieskończoności, ponieważ sens słowa jesteś jest sensem otwierającym; słowo jesteś, chociaż jest klamrą tej opowieści, nie zamyka jej, ale otwiera na nieskończoność i nieśmiertelność.

            Istnienie ojca i syna, na początku oswojone zmyśloną opowieścią, wydarzało się w masce.

            Na końcu maska opadła. Ojciec i syn stają się nadzy w tym swoim zmyśleniu. To zmyślenie ich już nie chroni, ponieważ zaczyna ich chronić coś o wiele bardziej poważnego: zaczyna ich chronić prawda. Ich jestestwa (Dasein) uzyskują w końcu pełną, skończoną samowiedzę, stają się świadomymi siebie jestestwami. Uzyskują skończoność i pełnię i o ile wcześniej bronili się przed czasem, o tyle teraz sami zaczynają stanowić przeciwko temu czasowi poważną broń, zaczynają go przezwyciężać, ponieważ uzyskali prawdę o samych sobie, prawdę swojego Dasein, prawdę swojego bycia, a tym samym otwarła się przed nimi możliwość nieśmiertelności.

            Ojciec i syn uprzednio żyli w maskach, maska chroniła ich przed niszczącym działaniem czasu.

            Przejawem tej maski była gra we wspólną, zmyśloną opowieść: ojciec zmyślał syna, syn ojca.

            Sad, w którym żyli był zatem wypełniony ich obecnością, ale jakby pozorną, fikcyjną, konwencjonalną. Jednak trudno byłoby nazwać ojca i syna tylko fantomami, złudzeniami, zjawami.

Owszem: taka interpretacja jest możliwa: ojciec i syn istnieli tylko i wyłącznie jako zjawy, złudzenia prawdziwego istnienia, aby potem, na końcu opowieści, gdy doznali swoistego ogołocenia, fenomenologicznej epoche, stanąć nadzy wobec samych siebie, stanąć nadzy, każdy przed swoją prawdą: ojciec przed prawdą syna, syn przed prawdą ojca.

            Jednak Nagi sad nie opowiada o zjawach, duchach, choć taka interpretacja byłaby bardzo kusząca.

            Bohaterowie tam występujący są żywi, są z krwi i kości, co prawda grają w grę w zmyślenie, ale ta gra jest świadoma. Ojciec i syn zdają się świadomi tego, że ta gra zabezpiecza ich istnienia, stwarza rodzaj pośrednictwa między nimi. Ich istnienia komunikują się między sobą właśnie poprzez medium gry, którą wspólnymi siłami powołali do życia. Ta gra ich chroni przed bezpośredniością nagiej prawdy, na której przyjęcie nie są jeszcze gotowi. Innymi słowy ojciec i syn nie są jeszcze gotowi na utratę niewinności, wygnanie z raju.

            To doświadczenie utraty niewinności czy wygnania jakby staje się, jest przygotowywane, procesualne. Nagi sad nie był od początku nagi. Był zaludniony konkretną obecnością konkretnych ludzi: matki, ojca, syna, dziedzica, dziedziczki. Te postacie nie są tylko fantomami, projekcją wyobraźni narratorskiej, są rzeczywiste. Tym jednak, co je odróżnia od tego, jakimi się staną, jest wymiar prawdy, który dopiero na końcu opowieści, będzie im dany jako pełny, gotowy i ukończony projekt ontologiczny. Przez bieg opowieści, przez jej linearny rozwój, te postacie jakby dopiero stają się, próbują swojej dojrzałości, chcą innymi dojrzeć do przyjęcia prawdy o samych sobie.

Gra, którą wspólnie zmyślili ojciec i syn ma przede wszystkim na celu uchronienie ich przed być może byt bolesnym objawieniem prawdy o ich własnej nagości i skończoności. Gra we wspólną opowieść jest stworzona po to, by przygotować grunt na nadejście nagiej prawdy o człowieku i jego istnieniu. Zmyślona opowieść mniej boli, tym samym mniej boli czas, który dotyka bohaterów, zmyślona opowieść jest gwarancją nieśmiertelności, twórczej kontynuacji swojego życia po śmierci.

            W tym też sensie zmyślona opowieść jednocześnie zabezpiecza przed zbyt nagłym wydarzeniem się prawdy i przygotowuje bohaterów na jej przyjęcie. Bohaterowie grając, dojrzewają do prawdy o samych sobie, która wydarzy się w ramach wspólnej gry i równocześnie ją zamknie swoistą klamrą, owym kluczowym dla interpretacji powieści słowem jesteś, ale w tym samym momencie ją otworzy, wskaże na możliwość nieskończonego życia bohaterów po śmierci, życia w autentycznej prawdzie, życia w bezpośrednim doznaniu swojej nagości, życia w Nagim sadzie.

            Nagi sad jest zatem powieścią o stopniowej, procesualnej utracie niewinności, powolnym uzyskiwaniu świadomości swojego istnienia przez bohaterów i w końcu przyjęcia prawdy o sobie, o swoim bycie. Jaka jest to prawda? Ta prawda wydarza się w tym kluczowym i fundamentalnym słowie jesteś. To słowo jest jednocześnie gwarantem ontologicznym i epistemologicznym, jest słowem otwierającym i zamykającym opowieść, ale przede wszystkim jest słowem, które otwiera na wymiar nieśmiertelności. Właśnie poprzez nieustanne potwierdzanie swojego istnienia słowem jesteś, właśnie poprzez nieustanne przypominanie tego, że byt przede wszystkim jest, że tak naprawdę jedynie ważna i istotna jest sama obecność, bohaterowie stają się o wiele bardziej świadomi swojego istnienia i możliwości, które przed nimi otwiera.

            Słowo jesteś to nie tylko świadectwo samej obecności. Generuje ono także cały wymiar metafizyki obecności. Przypomina o tym, że obecność jest czymś pierwotnym, danym przedustawnie, jak gdyby przed czasem. Obecność zatem wskazuje na nieczasowy wymiar istnienia, to, co dzieje się przed rozpoczęciem gry w opowieść, to, co dane jest od zawsze, od samego początku.

            Słowo jesteś generuje zatem źródłowy, pierwotny sens odczytania powieści. Słowo jesteś wskazuje na początek i na cel, na arche i telos. Otwiera i zamyka klamrą strukturalną, opowieść i wskazuje na to, co wykracza poza samą obecność, na nieśmiertelność i Boga.

            Bóg nie jest wymieniony z imienia w powieści, ale słowem, które może przywodzić na myśl Boga jest właśnie to słowo jesteś. Odsyła ono do Boga, który jest nieskończoną obecnością i który ustanawia wszelką, ludzką możliwą obecność.

            Słowo jesteś zawiera w sobie obietnicę przymierza między ojcem a synem, jest jakby powtórzeniem biblijnego mitu o początku ludzkości i wygnaniu z raju, ustanawia przyrzeczenie i obietnicę nadejścia prawdy, w której odnajdą swoje istnienia ojciec i syn. 

            Słowo jesteś ma zatem podwójne znaczenie. Na początku generuje grę w zmyśloną opowieść, a na końcu ją znosi i ukazuje możliwość prawdy, rewelacji i Bożego objawienia. Na początku ustanawiało zapośredniczenie, mediację między ojcem i synem, grę w zmyśloną opowieść, która ich chroniła przed prawdą o samych sobie, a na końcu słowo jesteś ma wydźwięk mocniejszy, bardziej fundamentalny, ustanawia sens tej gry, a zarazem otwiera na nową grę, której stawką jest nieśmiertelność.

            Słowo jesteś na początku ustanawiało bycie z maską, konwencję i zapośredniczenie zmyślonej opowieści, na końcu natomiast z maski odziera, ustanawia nagi byt w jego nagiej, Bożej i ludzkiej prawdzie, przywołuje na myśl Heideggerowską egzystencję autentyczną, która nie boi się przyjąć wydarzenia prawdy.[4]

            Tym samym słowo jesteś ustanawia prawdę jaka wydarza się między ojcem a synem, prawdę autentycznego przeżycia, stanowi o autentycznej relacji, która nie potrzebuje już zmyślenia, gdyż zmyślenie zostaje zastąpione przez prawdę.

            Poprzez ogołocenie, odarcie z maski, swoiste katharsis, którego doznali ojciec i syn, możliwa staje się kontynuacja opowieści, ale już po życiu, po śmierci.

            Ojciec i syn, wypowiadając to fundamentalne dla ich wcześniejszej gry w zmyślenie słowo jesteś, ustanawiają jakby nowy sens swojej gry albo w ogóle powołują do życia nową grę. Tą nową grą staje się na końcu Nagiego sadu gra w prawdę. Prawda wydarza się między ojcem i synem, ma wymiar autentycznego wydarzenia. Ojciec i syn przyjmują wtedy swoją mojość, utwierdzają się dzięki temu w swojej tożsamości, a jednocześnie ich egzystencja nie przybiera tylko wymiaru skończonego, ale otwiera się na transcendencję, wykracza poza skończoność.

            Ruch zdarzenia między ojcem, a synem biegnie zatem teraz od skończoności do nieskończoności, od przeszłości, która jest znana i oswojona, zamrożona dzięki narracji na błonie fotograficznej kliszy, możliwa do przypomnienia dzięki pracy pamięci, ku przyszłości, która się otwiera ( Dasein), której fundamentem ontologicznym jest bycie ku, ale już nie ku śmierci, ale ku nowej nadziei jaką stanowi przetrwanie po śmierci, nieśmiertelność zapisana i utrwalona poprzez pracę narracji, pracę słowa.

            Prawda zatem, która wydarza się między ojcem a synem jest prawdą słowa i jednocześnie świadectwem wiary w jego ocalającą moc, która jest zdolna pokonać śmierć.

            Nagi sad jest bowiem także książką o słowach, o tym, że słowa mogą przynosić radość, ale także ból i cierpienie. W tym sensie Nagi sad jest powieścią metatekstową, komentuje swoje mechanizmy, nie ufa im do końca, stawia je w stan podejrzenia. Liczne rozmowy między ojcem, a synem dotyczą właśnie potęgi, która bierze się ze słów, ale także niebezpieczeństw, które złe użycie słów może przynieść. Liczne sceny czytania, w tym jedna groteskowa, przedstawiająca ojca czytającego odwrócone litery, zapisy o książkach, które przynoszą ból i zwątpienie, mają unaocznić, że narrator Nagiego sadu boryka się nie tylko z istnieniem, nie tylko z egzystencją, nie tylko pragnie ocalić istnienie przed czasem i zamrozić je dzięki pracy pamięci i ocalającej narracji.      Narrator Myśliwskiego pragnie też pokazać, że boryka się również ze słowem, że słowo jest równie ważne jak samo istnienie, że być może właśnie słowo jest owym początkiem, mitycznym i mistycznym arche, z którego bierze początek wszelkie bycie.

            Czytelnik ma czasem wrażenie, że narrator jest świadomy sztuczności świata, który powołał do życia dzięki swojej fikcjonalnej pracy. Nie znaczy to, że postacie są sztuczne i papierowe. Raczej chodzi o pewien zamysł narratorski, o język opowieści, który zdaje się być sam siebie świadomy i który jakby sam siebie komentuje i niekiedy podważa.

Przytoczmy fragment z końcowych partii powieści:

            Niektórzy mówią o książkach jako o zaczarowanym świecie, o tym, ile zawdzięczają książkom w swoim życiu, wspominają, jak to je czytali po kryjomu nieraz, nie przy świetle, lecz przy księżycu, nie przy stole, lecz gdzieś na drzewie w listowiu, ale ja tam mozoliłem się nad nimi dzień w dzień, świątek, piątek, i niczego dobrego nie zaznałem prócz zwątpień. […] Skąd mogłem wiedzieć, że książki nie są martwe, lecz jak stworzenia przewrotne, podstępne, nieżyczliwe , bo gdy nie mogą strachem zmóc, wtedy cię kuszą, obiecują więcej, niż mogą, niby otuchy ci dodają, a zwodzą, wciągają cię w tę swoją mądrość niby jasną, przestronną jak pańskie pokoje, lecz kiedy dobrze się rozejrzysz, widzisz, żeś w zwątpienia spętany […] Nieraz nawet myślałem, czy nie lepiej nic nie wiedzieć, nie wiedzieć nic o tym świecie, i zazdrościłem, nieszczęsny, ojcu, jego mądrej niewiedzy, tej mądrości niejako przyrodzonej, tej jedynej uczciwej mądrości, na jaką stać człowieka. I źle życzyłem tym książkom [...][5]

           

            Syn jest w tym fragmencie przeciwstawiony ojcu. Syn jest przykładem tego, że wiedza, która nawarstwia się przez lata, może w efekcie prowadzić do pustki i zwątpienia. Ojciec stanowi w tym fragmencie figurę czystości, kogoś, kto jeszcze nie został zbrukany przez wiedzę, kogoś, kto wierzy po prostu w swój zdrowy rozsądek i ma swoją przyrodzoną mądrość, którą nabył przez lata doświadczeń życiowych.

            To przeciwstawienie synowi ojca przywodzi na myśl starą dychotomię natury i kultury. Syn w tym wypadku byłby po stronie kultury, a ojciec po stronie natury. W tym też sensie syn uosabiałby tęsknotę człowieka wykształconego i kulturalnego za swego rodzaju czystym przeżyciem, niezapośredniczonym przez kody kulturowe.

            Nagi sad zatem dopiero staje się nagi, kiedy syn narrator uświadomi sobie prawdę, że słowa prowadzą donikąd, że sieją tylko zwątpienie i rozpacz. Ale jednocześnie syn narrator pozostaje do końca wierny słowom, a zwłaszcza jednemu, które wydaje mu się najczystsze i stanowi przywołanie figury obecności. Chodzi rzecz jasna o słowo jesteś.

            Słowo jesteś wydaje się w Nagim sadzie słowem najczystszym i pierwszym. Tak jakby narrator chciał uświadomić prawdę, że dopiero poprzez wyzbycie się nadmiaru słów, przez porzucenie ich zbędnego balastu, poprzez oczyszczenie, swoistą fenomenologiczną operację epoche, którą czyni na słowach, możliwe jest spotkanie z nagim byciem w swojej prawdzie, które zostaje przywołane i ustanowione przez to czyste, nagie i pierwsze słowo jesteś.

            To słowo przywołuje przede wszystkim figurę obecności, a za nią stoi metafizyka obecności, w którą zdaje się wierzyć narrator Myśliwskiego.

            Obecność jednak nie może się objawić w swojej całkowitej prawdzie, kiedy wobec niej nie zaistnieje jej rewers jakim jest nieobecność.

            Nagi sad można nazwać powieścią o pragnieniu obecności , ale jest to również powieść o tym jak to pragnienie powoli dojrzewa w bohaterach, o  ich skomplikowanych dziejach.

            Syn nie pragnął od początku tylko obecności ojca. W toku opowieści wyżej nad obecność ojca stawiał jego nieobecność, brak. Brak, co prawda dotkliwy, bolesny, ale konieczny do tego, żeby mogła zaistnieć opowieść. Brak musiał zaistnieć, aby potem nieobecność mogła zostać wypełniona obecnością.

            Syn i ojciec zmagają się w Nagim sadzie. Ich gra w zmyśloną opowieść nie tylko spaja ich losy i chroni ich przed niszczycielskim działaniem czasu, ale przedstawia również dialektykę obecności i nieobecności w jaką zostają uwikłani. Gra nie ma zatem tylko i wyłącznie wymiaru pozytywnego, afirmującego sens. Gra wydarza się również po to, żeby unaocznić skomplikowanie relacji między ojcem, a synem. Gra ma również swoje ciemne dno.

            Tym ciemnym rewersem gry jest początkowy stosunek syna do swojego ojca, stosunek ambiwalentny. Syn oczywiście pragnie gdzieś w głębi obecności ojca, ale nie chce się sam do tego przed sobą przyznać. Jest pełen miłości do swojego ojca, ale niekiedy postępuje tak, żeby celowo go zranić.

            Przykładem takiego zachowania syna może być przyjście ojca po syna do szkoły. Ojciec czekał na syna, ale syn, powiadomiony przez kolegów, że jego ojciec czeka na niego przed szkołą, mocno wzbraniał się przed powitaniem ojca. Obecność ojca ciążyła synowi, była dla niego balastem, raną, syn nie chciał spotkać się z ojcem. Kiedy jednak dowiedział się, że ojca już nie ma, zaczął tęsknić za ojcem, chciał znowu go przywołać, jego brak stał się bardziej dotkliwy niż jego obecność.

            Ta dialektyka obecności i nieobecności, w którą wplątani są ojciec i syn, ta gra we wzajemne zmyślanie siebie nawzajem, ma też na celu ukazanie ambiwalencji miłości synowskiej, a także stanowi próbę dotarcia do tego, co jest jej sednem. A sednem tej miłości zdaje się być pragnienie ujawnienia, a także przywołania istoty obecności, oczyszczenie figury obecności ze zbędnego balastu epistemologicznego i ontologicznego i tym samym dotarcie do pełnej samowiedzy i prawdy o sobie samych.

            Ojciec i syn przez czas rozwoju akcji, trwania opowieści, są postaciami, które stają się i tworzą na oczach czytelnika. Ich stawanie się jest próbą dotarcia do dojrzałej wiedzy o sobie samych, dotarcia do tego, co jest w ich relacji pierwotne i co ich ustanawia, tworzy wspólny sens, w który obaj wierzą. To stawanie się ma charakter procesualny i bolesny. Przed bólem tego stawania się, dojrzewania do wybłyśnięcia prawdy, chroni ich, przypomnijmy, zmyślona opowieść, konwencjonalna maska, którą obaj nałożyli chyba po to, żeby się nawzajem nadmiernie nie ranić.

Dopiero kiedy ojciec i syn przestali grać w zmyślanie siebie, kiedy uświadomili sobie swoje bycie w nagiej, niezapośredniczonej przez konwencję prawdzie, ich relacja stała się prawdziwa, pierwotna, by przywołać Heideggera, ich egzystencje stały się autentyczne, zaczęły ze sobą naprawdę rozmawiać, zaczęły do siebie mówić, a ich mowa stała się sensowna i sensotwórcza.

            Właśnie w mowie i poprzez mowę, właśnie poprzez ustanawiające sens działanie logosu, ojciec i syn zaczęli siebie widzieć naprawdę-już nie w „zwierciadle, niejasno”, ale „twarzą w twarz”.

            To wiara w słowo, w nieograniczone możliwości mowy, nadała ich życiu nowy sens, oparty na wierze w pierwotny i przedustawny logos. To wiara w obecność, której figurą staje się kluczowe dla interpretacji Nagiego sadu, słowo jesteś sprawiła, że możliwe się stało życie w prawdzie, odarcie z maski, zrzucenie łusek z oczu, że innymi słowy możliwa się stała tak zwana, po Heidegerrowsku pojęta egzystencja autentyczna, a także, co za tym idzie, możliwość nieśmiertelności, nieskończonego życia i trwania w pierwotnej prawdzie bycia.

            W tym też sensie Nagi sad można nazwać powieścią o pokonaniu czasu poprzez dotarcie do tego, co w człowieku jest pierwotne, źródłowe, do czego dotrzeć można w relacji opartej na dialektyce obecności i nieobecności, w której ostateczny triumf obecności staje się triumfem tego, co pierwotne i źródłowe, oparte na zaufaniu i wierze w stwórczy potencjał logosu.

 



[1]     O tak zwanym czasie południa w kontekście filozofii Nietzschego i pisarstwa Prousta pisze Hanna Buczyńska Garewicz w książce Metafizyczne rozważania o czasie, Kraków 2003:

      W misterium południa tak jak w misterium biblioteki, następuje wtajemniczenie w prawdę wieczności świata, której światło odmienia obserwatora, s. 173

[2]     Wiesław Myśliwski, Nagi sad, Kraków 2011, s.49

[3]     Wiesław Myśliwski, Nagi sad, Kraków 2011, s.188-189

[4]     Prawdę pojmować tutaj trzeba za Heideggerem jako wystawienie na odkrytość bytu. Byt objawia się jako nieskryty w swojej otwartości. Tak pisze o tym Heidegger w szkicu O istocie prawdy [w: Znaki drogi, Warszawa 1999, przekład Jacek Filek:

      […] Zakorzeniona w prawie jako wolność ek-sistencja jest wy-stawianiem się na odkrytość bytu jako takiego. Niepojęta jeszcze, a przecież niepotrzebująca bynajmniej ufundowania w istocie, ek-sistencja dziejowego człowieka poczyna się w owej chwili, kiedy pierwszy myśliciel badawczo oddaje się nieskrytości bytu, pytając, czym jest byt. W pytaniu tym po raz pierwszy doświadczona zostaje nieskrytość[...], s.167

      […] „Prawda” nie jest znamieniem stosownego sądu, który zostaje wypowiedziany przez ludzki „subiekt”o jakimś „obiekcie” i potem gdzieś tam „obowiązuje”, nie wiadomo w jakim zakresie, lecz prawda jest odkryciem bytu; dzięki temu odkryciu istoczy się otwartość. W jej Otwarte wystawianie jest wszelkie ludzkie zachowanie i jego trzymanie się [tego, co jawne]. Dlatego człowiek jest na sposób ek-sistencji[...]

      Otwartość bycia, gotowość na przyjęcie własnych istnień jako nagich, otwartych, czyli prawdziwych jest cechą bohaterów Nagiego sadu. Pierwszą książkę Myśliwskiego można bowiem traktować jako swoistą przypowieść o wydarzaniu się prawdy, który określa i oświetla istnienia bohaterów, w tym głównie ojca i syna.

[5]     Wiesław Myśliwski, Nagi sad, s. 173-174

Pin It