Krzysztof Kwasiżur

 

 

 „Sztywne” wywody o początkach kultury

 

Jaskinia Lascaux

 

 

Nie będzie tu ukrywał, że inspiracją do tego tekstu był dla mnie wpis Leszka Żulińskiego p.t. „Jaskinia Lascaux”. Pięknie jest się zainspirować do dobrych przemyśleń. Choć wypadałoby zacząć swe wywody od rozkładówki, bo Australopitek i kultura Olduwai[1] – to w tym miejscu mniej fascynujące niż…”Playboy”, niestety na jaskiniowcu zacznę, a na „Playboyu” skończę..

Bez żadnych przenośni, jedno z drugim wiele łączy.

Antropolog, socjolog i kulturoznawca wie, że już wtedy – w epoce kamienia łupanego mieliśmy do czynienia  z KULTURĄ.

Ale to nie był początek kultury, której rozwój zaowocował odkryciem Gutenberga, zalewem książek (bardziej, lub mniej ambitnych), a w końcu odkryciem, czy raczej stworzeniem Internetu!

Pierwsze oznaki kultury, to wcale nie były ozdoby nanizane na sznurki – choćby kostki, ani nie pyzate bóstwa płodności.

Bo kulturą nie tylko jest bon-ton2i savoir-vivre, to nie tylko umiejętność drukowania na kolorowym papierze (choćby rzeczonego „Playboya”).

Kultura – to wszelkie poczynania człowieka, czy małpoluda, które mają dać pożywkę jego umysłowi.

Nie na darmo samo pojęcie oznaczało na początku „uprawę”3.

Jak uprawiana roślina wymaga dbałości o nią i nawożenia, tak nasz umysł potrzebuje ciągłego bodźcowania i zadawania mu łamigłówek do rozwiązywania.

I niekoniecznie muszą to być zadania matematyczne, czy logiczne, grunt, by miał co gryźć.

Czytać, konstatować, składać, rozkładać…

Teraz pokrótce (powstrzymując parsknięcia śmiechu) spróbuję wyłuszczyć tytuł – SZTYWNE początki kultury!

            Otóż nikt chyba nie podważy tego, że o początkach kultury możemy mówić od momentu, gdy człowiek zaczął czuć wstyd, a jeśli podważy – to odsyłam do lektury „Totem i tabu” Freuda.

Dowie się, że nie było innego czynnika, mocniej wpływającego na zaistnienie kultury niż… Wstyd! To właśnie wstyd obrósł otoczką potrzeby okrycia, potem ubraniem, a docelowo – modą.

To ten sam wstyd inicjował obostrzenia w stosunkach damsko-męskich, potem międzyludzkich, który ewoluując do postaci bon tonu i savoir-vivre’u – obrósł z kolei innymi udziwniającymi życie formami.

            Aby ów wstyd mógł się jednak pojawić (a wraz z nim i wszystkie tabu świata), musiało się coś  stać, co dało jego świadomość hominidowi! Czy to wygnanie z raju i grzmiący głos z nieba? Nie sądzę, ani antropolodzy kulturowi też.

To zaskakujące w swojej prostocie spostrzeżenie, że od pewnego czasu członek męski przestał być „po małpiemu” ukryty przed  ciekawskimi spojrzeniami, lecz „po ludzku” smętnie zwisający i odkryty. Oczywiście nie była to zmiana skokowa, ale docelowo powodowała, iż podniecenie partnera było widoczne dla partnerki, ale i dla postronnych.

Trzeba więc było na grandę coś z tym robić. Albo zaszywać się w ustronnych miejscach, albo kopulację obwarowywać przeróżnymi zakazami i nakazami, które puchły w obyczaje i zwyczaje.

Jak stwierdził Mark Twain: „Istnieje wiele zabawnych rzeczy na świecie. Wśród nich wyobrażenie białego człowieka, że jest mniej dziki od innych dzikusów”. Wyobrażenie to pozwala ci – czytelniku z gatunku homo sapiens – czuć się lepiej.

Jednak wciąż i nadal niewiele różni cię od cro-magnończyka, gdy zasiadasz w fotelu z nowym numerem mało ambitnej prasy.

Wiedz, że pięknie wysklepione stopy, bez płaskostopia, które podziwiasz na rozkładówce (i znów „Playboy”), ukształtował nie przypadek, lecz fakt, że twój przodek żywił się… padliną i usiłował zdążyć przed sępami i neandertalczykami do jadła.3

Że to, co bierzesz za pierwotny instynkt, nakazujący ci oceniać rozmiar biustu modelki na fotkach, jest w rzeczywistości  jeszcze bardziej pierwotną chęcią oceny, jaką będzie karmicielką twoich młodych! Że jej alabastrowej, niczym spod pędzla Botticellego skóry nie stworzył Zeus, ale bogatsza w mięso dieta, która pozwoliła się rozwinąć prehistorycznemu mózgowi na tyle, by wynalazł ogień.4

Tedy przewróć następną stronę – czytelniku wynalazku Gutenberga ze świadomością, że niedaleko zszedłeś ze swego drzewa na skórzany fotel.

            Więc, poprzez Gutenberga i jego wynalazku ułatwiającego przenoszenie informacji -  bez którego nie byłoby twojego „Playboya” z rozkładówką (jak obiecywałem), zataczamy koło znów do kultury i Olduwai; pierwszych narzędzi ułatwiających jaskiniowcom życie, bez których nie byłoby ognia, kaloryferów i diody w twoim komputerze.

I to wszystko za sprawą KULTURY, która zaczęła się od części ciała, która wcale nie ma rodzaju żeńskiego w nazwie i zareaguje bardziej na rozkładówkę, niż na niniejszy felieton.

Tekst sprawdzony pod względem ewentualnych błędów merytorycznych i treściowych przez dr-a Grzegorza Kubińskiego – socjologa i religioznawcę, antropologa kultury z zamiłowania.

 


[1]           Kultura Olduwai nazwana od słynnego stanowiska archeologicznego i antropologicznego gdzie odkryto szczątki pierwszych hominidów: australopiteków (wczesny plejstocen), pitekantropów (środkowy plejstocen), oraz prymitywnych narzędzi z krzemienia i lawy.

2              Wyrażenie rodem z języka francuskiego (fr.dobry, właściwy ton (towarzyski), będące określeniem doskonałych manier, wyśmienitej znajomości (i ścisłego przestrzegania) reguł savoir-vivre’u. (Za: M. Tytuła, M. Łosiak "Polski bez błędów. Poradnik językowy dla każdego")

3              Z łac. “uprawy roli”, Cyceron (103–43 p.n.e.) zaczął używać używał tego pojęcia, nazywając filozofię cultura animi – “uprawa umysłu”. Później kultura oznaczała kształcenie, doskonalenie czynności i tworów działalności ludzkiej.

3              Człowiek z Cro-Magnon wyparł neandertalczyka i był przodkiem homo sapiens (Za: J. H. Reichholf, „Zagadka rodowodu człowieka. Narodziny człowieka w grze sił z przyrodą”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 1992, ISBN: 83-01-11045-7)

4              Morris, „Naga małpa”, 2005, ISBN: 83-7152-084-0, str. 25-40.

Pin It