Michał Piętniewicz.


Drobne intuicje o zaświatowym Leśmianie.


Bolesław LeśmianLeśmiana sięganie do pierwotności, za Głowińskim, język jako bytowanie. Zatem między mową a zapisem nie ma przepaści. Język pierwotny, język poezji, jest językiem w ogóle – narzędziem, które służy komunikowaniu poezji. Poezja w stanie pierwotnym jest baśnią, jest również wieloperspektywiczna. Poezja w stanie pierwotnym ściśle również nazywa świat, jest możliwie najbardziej precyzyjna, będąc przy tym alogiczną oraz mityczną, nieracjonalną. Precyzja w chaosie tworzy kosmos. Poezja bowiem w stanie pierwotnym jest również poezją kosmiczną. Pozostając zwykłym narzędziem komunikacji, równocześnie tworzy barwny oraz niezwykły, baśniowy wieloświat poetyckiego kosmosu.


Bardzo błyskotliwa oraz przenikliwa jest książka Głowińskiego o Leśmianie. Odnośnie sformułowania: „ontologia negatywna”. Nie wiem, na ile ono trafnie definiuje Leśmianowski świat, czy „zaświat”. Leśmian raczej nie sprzeciwia się życiu ani nie jest apologetą nicości. On jest raczej anatomem nicości i pokazuje jej życiodajne oraz kreacyjne siły w sprzężeniu z tym, co jest, czyli ze światem zastanym. Pretekstem raczej dla Leśmiana jest bowiem to, co jest obecne w sensie zaświatowym. Ale to nie znaczy przecież, że sens zaświatowy jest sensem nicościowym. Raczej zaświat jest alternatywnym sposobem bycia, ciekawszym aniżeli świat dany tutaj i teraz. Zaświat jest bowiem przedstawiony – ale jako alternatywa a nie zaprzeczenie czy negacja.
Znikomki, śnigrobki, potwory. Leśmian jako człowiek nierzeczywisty – Rymkiewicz. Ale jednocześnie czujący rzeczywistość – Rymkiewicz. Rejent z Zamościa. Precyzyjna anatomia zaświata. Leśmianowskie postacie to może sam Leśmian, takie intuicje u mnie pojawiają się.
Ale to nie moje intuicje, tylko Rymkiewicza. Muszę iść na Rajską, dalej pracować. Na przykład jego przyjaźń z Fiszerem, Fiszer był immanentystą, a każdy immanentysta, to nikt inny jak ateista, ale głośno się o tym nie mówi. Transcendentalista to fenomenolog, a człowiek szukający transcendencji, to człowiek Boży. Fiszer był zapatrzony w świat widzialny. Leśmian nie tylko w świat widzialny. Również w poza świat. A może w anty świat? Może jak chce Głowiński, u niego głównie żywioł negacji? A przecież ontologia Leśmianowska – nie ma rozpadu zaświata – zaświat jest mocno usytuowany w bycie. Ale przecież nie jest to świat realny, czegoś mu brakuje do realności – może odrobiny zgrzebności, może trochę więcej rzeczywistości? Świat nierzeczywisty jednak u Leśmiana, świat wyśniony, fantastyczny, świat ludowej magii, oparty jest jednak na silnym rdzeniu realności, twardym, oścień jest drewniany, bo Leśmian to twardziel poezji, to poeta silnego, zmysłowego konkretu. Jego marzenie zaświatowe na takim silnym, męskim, twardym konkrecie, jest oparte. Czy on przypuszczał, że taką sławę pośmiertną osiągnie? Wierzyński go obraził, inni, Miriam, niby przyjaciel, zapomniał, jak się nazywa poeta. Wszystko to po jego śmierci i podczas pogrzebu. Śnigrobki, Znikomki, Świdrygi, Midrygi, Ludzieńki, Dwaj Macieje, Piła, Dziewczyna, Mur, Urszula Kochanowska.
Pełno jest u Leśmiana świata innego, alternatywnego, może trochę lepszego? A może on patrzył tak na świat. Widział człowieka i myślał: ot, znikomek. Bo taki jakiś, jakby miał zaraz zniknąć, albo prawie niedostrzegalny. A Śnigrobek? Ten, który śni grób, który nie tyle leży w grobie, ale żyje tak, jakby już w nim spoczywał. A Topielec zieleni? Nie da się go zauważyć, ponieważ przykryty jest przez zieleń.  
Mówili o Leśmianie Trznadel oraz Matuszewski: „niepoprawny istnieniowiec”, po czym dodawali „niepoprawny śniarz”. Jedno drugiemu nie zaprzecza, ponieważ, jak słusznie zauważa Matuszewski, u Leśmiana nie ma przepaści pomiędzy istnieniem a nieistnieniem – oba te stany ontologiczne, są w tej poezji traktowane równorzędnie. Nieistnienie bowiem może być równie ciekawe, co istnienie.
Śmierć nawet może być ciekawsza aniżeli życie, zaświat bardziej interesujący aniżeli świat.
Jaka droga biegnie od świata do zaświata? To proste, wręcz trywialne, drogą wiodącą od świata do zaświata jest droga poezji. Poeta to zaświatowy istnieniowiec, niepoprawny śniarz. Jeżeli cokolwiek ma dobrze przygotować człowieka do umierania, to właśnie poezja i jej ukryty, podskórny, głęboki rytm metafizyczny. W tym rytmie poezji – rytmie życia, który potem staje się rytmem śmierci, wyraża się wszystko – tajemnica życia, ta najbardziej dogłębna, będąca równocześnie tajemnicą świata i zaświata.
Na czym jednak polega ta równoczesność świata i zaświata u Leśmiana? Gdyby powiedzieć o przenikaniu się tych dwóch sfer, byłoby to chyba za proste. Równoległość zatem? Jest już trochę bliżej. Może lepiej byłoby powiedzieć o paralelności tych dwóch sfer. Można też mówić o grze luster, te sfery odbijają się w sobie na sposób zwierciadlany. Życie przegląda się w śmierci, śmierć przegląda się w życiu.
Dlaczego tak jest? Ponieważ drewniane są i pałąkowate i kukłowate leśmianowskie stwory, nie pałubiaste, ile raczej żylaste. Leśmian dla mnie, jest, by tak rzec, metafizycznym twardzielem, a jego szczególna twardość oniryczna, fantastyczna, baśniowa, fantasmagoryczna, nie przejawia się w wizji rozmytej, lekkiej, zwiewnej, sennej, niby opar, ale w twardości właśnie, drewnianej twardości konkretu światowego – lepiej powiedzieć zaświatowego. Mówię o tej dychotomii świat-zaświat, dlatego, że świat jako taki jest zawsze niepełny dla Leśmianowskiego pleciugi (określenie Jacka Trznadla), jakiś chory, kaleki, pewien niedowład oraz ułomność mu towarzyszą, pewna słabość.
Świat doznaje swej ontologicznej pełni właśnie jako zaświat – czyli coś, co tylko teoretycznie nie istnieje, w praktyce jednak jest on chyba bardziej rzeczywisty aniżeli ten świat zastany. Wyjątkiem byłby tutaj szczególny wiersz „Urszula Kochanowska”, chyba jeden z najpiękniejszych w dorobku poety – rejenta z Zamościa oraz z Hrubieszowa, gdzie zaświat jest nieudaną jak gdyby, nieudolną kopią świata – dowiadujemy się bowiem z tego wiersza, że w zaświecie nie ma prawdziwego życia.
Nie płyną tam żywe soki – nie ma rodziców, nie ma domu – jest jedynie „doskonała” kopia.
Zatem tym, co może określałoby świat (i jednocześnie zaświat), w sposób możliwie najgłębszy, byłaby właśnie słabość, ułomność, niedowład, kalekość – coś bardzo, tak, powiedzmy to, ludzkiego – ludzkiego, a przy tym, może, cóż, powiedzmy to jeszcze raz, zaświatowego. 
Plecie Leśmianowski pleciuga, stwarza, powołuje do życia zaświat. Pleć pleciugo, światuj się świecie, zaświatuj zaświecie.
Czas u Leśmiana. Nie ma tam czasu. Jest bezczas, wieczna teraźniejszość, która nigdy się nie kończy, jedynie przyjmuje skończoną formę drewna – wiersza. Nie chodzi o drewnianość w sensie potocznym, bo to drewno poetyckie, a zatem chodzi o rzemiosło, o coś twardego, właśnie: drewno, jakby wewnątrz były soczyste soki tego drewna, bo te wiersze są bardzo żylaste. Nieskończoność właśnie zawiera się w tym drewnie – żywiczne soki drewna. Jakby przygotowywał już zawczasu solidną trumnę na wieczność. Leśmian to poeta nieskończonego, żywicznego drewna. Żylasty twardziel.
W poezji Leśmiana występują wątki Nietzscheańskie, wątki Bergsonizmu, oraz innych, ważnych myślicieli. Poezja rejenta z Zamościa jest w sposób głęboki filozoficzna.
Miłość jest ważna u Leśmiana w „Malinowym chruśniaku”. Sensualizm. Filozofia. Badanie rytmu. Rytm jako kategoria filozoficzna. Przybliża do życia, rytmów życia i śmierci.
Przybliża do zaświata.

Pin It