Janusz Termer

Czytanie Brzozowskiego

 

Sto lat temu zmarł Stanisław Brzozowski. Jeden z najwybitniejszych umysłów swojej epoki. Startował pod znakiem modernizmu, jako rzecznik “bezwzględnego indywidualizmu", by wkrótce odejść, pod wpływem filozofii Giovanni Battisty Vica, Emanuela Kanta, Johana Gottlieba Fichtego i Fryderyka Nietzschego, w stronę “filozofii czynu". Kolejnym etapem jego światopoglądu stało się przejście do “filozofii pracy", m. in. pod wpływem prób nowego odczytania dzieł Karola Marksa i poetyckiej, historiozoficznej myśli Cypriana Norwida: nie ma wolności poza pracą, ucieczka od niej to samounicestwienie się w historii. Idealizację i heroizację proletariatu łączył jednakże z przekonaniem o doniosłej roli narodu w dziejach, narodu jako podstawy bytu jednostki.

Andrzej Dębkowski

Literatura piękna źródłem wolności

 

Bogumiła WrocławskaCo stało się z naszą wolnością? Tą, głoszoną przez ludzi światłych i tą naszą zwykłą, pospolitą, sąsiedzką. W dwadzieścia lat od przemian ustrojowych 1989 roku bardzo zmieniła się przede wszystkim ważność wartości. Niestety, na pierwszy plan wysuwają się kariera, seks, pieniądze czyli korzyści materialne, a dopiero na dalszym miejscu znajdujemy miłość, odwagę i wolność. Podobne podziały możemy zastosować w literaturze.

Dariusz Tomasz Lebioda

 

SZCZELINA W BYCIE

O życiu i poezji Andrzeja Babińskiego

 

rys. Z. KresowatyAndrzej Babiński urodził się 5 stycznia 1938 roku w Białymstoku. Dzieciństwo i lata okupacji spędził na wsi, nieopodal miejsca urodzenia. Pierwsze wiersze napisał w połowie lat pięćdziesiątych, a potem znany był przede wszystkim w Poznaniu, gdzie bywał na spotkaniach poetyckich i słynął z gwałtownych reakcji, impulsywnych wystąpień i bezceremonialnych ocen. Przyjaźnił się ze Stachurą, a krąg jego znajomych dopełniało jeszcze tylko kilku ludzi. 14 maja 1984 roku popełnił samobójstwo skacząc z poznańskiego mostu. Niewiele tych faktów, niewiele konkretnych elementów życiorysu, a jednak Babiński jest stale żywy w legendzie i wraca w nielicznych przywołaniach, w pisanej przez różnych krytyków historii współczesnej poezji polskiej. Ale nie ulega wątpliwości, że został też zapomniany i nie przebił się do szerszej świadomości – jego najważniejsze utwory nie znalazły się w antologiach, nie są wznawiane czy przypominane, nie wraca się do wcześniejszych analiz, nie tworzy się szerszych opracowań. Spotkał zatem Babińskiego taki sam los, jak kilku innych tragicznych potów piszących po wojnie. Najpierw histeryczny wrzask, prześciganie się w relacjonowaniu mniej, lub bardziej autentycznych zdarzeń z jego udziałem, a potem cisza, przerażająca i rozrastająca się niczym chwasty na grobie.

Dariusz T. Lebioda

 

Hermeneutyka śmietniska

O poezji Ryszarda Milczewskiego-Bruna

 

 

Ryszard Brunon Mielzewski przyszedł na świat w 1940 roku w Grudziądzu. W wieku osiemnastu lat zmienił nazwisko na Mielczewski. W publikacjach używał zmodyfikowanej formy - Milczewski - i dodawał pseudonim: Bruno. Pracował w różnych zawodach i nigdzie nie mógł zagrzać miejsca dłużej. Błąkał się po całej Polsce, brał udział w licznych zjazdach i konwektyklach literackich i na jednym z nich - w maju 1979 roku - utopił się w Nowej Wsi Szlacheckiej nieopodal  Torunia. Opublikował następujące książki poetyckie: Brzegiem słońca (1967), Poboki (1971), Podwójna należność (1972), Dopokąd (1974), Jesteś dla mnie taka umarła (1974), Nie ma zegarów (1978), Gwizdy w obecność (1982). Wydał też powieść pt. Jak już, to już oraz opublikował sporo tekstów publicystycznych w prasie. W 1989 roku ukazał się w Warszawie trzytomowy wybór jego pism w opracowaniu Jerzego Szatkowskiego i Czesława Mirosława Szczepaniaka. Trzy estetycznie wydane, pękate tomy prezentują poezję, prozę i listy poety z Grudziądza.

Dr Anna Rossmanith

Liryzm Jana Stępnia


Jan StępieńChciałabym pisać o Janie Stępniu jako o plastyku i poecie, ale także jako o człowieku, którego – myślę – głównym spoiwem jest liryzm, wypełniający jego twórczość ciepłem, rozpierający ją wewnętrzną czułością.

Jan Stępień – poeta – często stawia człowieka wobec absurdu naszej chwiejnej, niepojętej egzystencji. Człowiek czyni coś zdumiewającego codziennie, na przykład zwraca się do drugiego i próbuje przekroczyć granicę swej podmiotowości. Nie zawsze, choć często, jest to smutna próba porozumienia, to znaczy taka, która nie jest zwieńczona sukcesem. Wobec niepojętego człowiek staje się rubaszny, zabawny, wiecznie zdziwiony, skonsternowany. Najbardziej pociągające jest splecenie liryzmu z nutą ironii i antymoralizatorstwa. Dzięki liryzmowi ironia jest ciepła a antymoralizatorstwo nienatarczywe.