Marek Jastrząb


Szkic o Marcelu Prouście

 

Zbigniew T. Szmurło - Może morze„... to, co dostrzegamy na horyzoncie, nabiera tajemniczego ogromu i, jak nam się wydaje, zamyka się nad światem, którego nie zobaczymy już nigdy; a jednak posuwamy się naprzód i niebawem to już my jesteśmy na horyzoncie w oczach pokoleń będących za nami; a tymczasem horyzont się cofa i świat, co wydawał się skończony, rozciąga się dalej.”

Marcel Proust („Czas odnaleziony” PIW 1979 str. 901)

Ryszard Tomczyk


Nowe i najnowsze jednoaktówki Lecha Brywczyńskiego


Nie chciałbym powtarzać tego, com już pisał o twórczości Lecha Brywczyńskiego z okazji opublikowanego przez niego zbioru pt. Dramaty jednoaktowe w 2002 r., choć może i należałoby. Autor bowiem nie zdobył popularności, jakiej oczekiwał i na jaką niewątpliwie zasługuje, choć jego teksty bywają publikowane w wielu pismach literackich kraju, a  również inscenizowane. Należałoby zaś dlatego, że w kilkunastu dramatach późniejszych – a o nich chcę tu mówić – autor pozostał wierny zarówno konwencji dramatopisarskiej, którą od wielu lat sobie upodobał, jak i tym ich funkcjom, które wcześniej sobie założył, dając  temu wyraz również w tekstach poetyckich. Ale zainteresowanych jego twórczością odsyłam zarówno do opublikowanych już tekstów, jak i do ich interpretatorów, w tym do własnego wstępu do wzmiankowanego już zbioru jednoaktówek; jak i do szkicu pt. Między historią a współczesnością, zamieszczonego w Recenzjach literackich z 2002 r.

Dariusz Tomasz Lebioda

 

RANY  PAMIĘCI

O późnej poezji Wacława Iwaniuka

 

Jan StępieńPoezja Wacława Iwaniuka powstawała w aurze głębokiego osamotnienia, z dala od rodzinnego domu, pośród dalekich egzotycznych krajobrazów i przestrzeni. Jako żołnierz Brygady Podhalańskiej i Dywizji Pancernej generała Maczka przeszedł on szlak bojowy od Hiszpanii, poprzez Narvik, do desantu w Normandii, a potem – nie godząc się na warunki Stalina, dla Polski i Europy – został z wyboru wojennym emigrantem roku 1945. Osiadł w Kanadzie, gdzie pisał i stał się z czasem jedną z najważniejszych postaci życia kulturalnego nad Huronem i Niagarą.

Andrzej K. Waśkiewicz


LOTHAR  HERBST – na tle opoki



Nie wiem czy tak na pewno było, opowieść znam z drugiej ręki. Gdy w połowie 1978 roku Lothar Herbst wracał przez Warszawę z kolejnego wyjazdu, niepewny czy utrzyma się na uczelni, czy nie wyląduje w mniej atrakcyjnym miejscu – w kioskach witały go duże portrety. Właśnie w „Nowym Medyku” ukazał się mój artykuł o jego działalności, anonsowany na pierwszej stronie portretem i fragmentem tekstu (nr 13 z 1978 r. miał datę 30.06-1. 07, ale w kioskach był 2-3 dni wcześniej). Ale już nie był dobrze widziany. Gdy z Jurkiem Koperskim ((wtedy nazywał się jeszcze Leszin) przygotowywaliśmy pierwszy numer „Integracji” (ukazał się w październiku tego roku), ludzie z ZG SZSP poinformowali nas, że udział Herbsta w kolegium nie wchodzi w rachubę. Lothar specjalnie się nie zdziwił i zaproponował by zamiast niego znalazł się tam Marek Graszewicz. Co się i stało. Marek pozostał w piśmie do końca jego istnienia. Lothar wtedy już współpracował z inną prasą, zresztą w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych publikował niewiele. Ale jeden z ostatnich tekstów z dziedziny, która była jego naukową specjalnością – szkic o „Studencie” (Problematyka literacka na łamach „Studenta” w latach 1967-1977, 1980, nr 10) opublikował właśnie tu.

Dariusz Tomasz Lebioda


SŁOWA – WYRWY– RUDYMENTY

 

 

 

Tadeusz Wyrwa–Krzyżański jest poetą trudno poddającym się wymuszonym klasyfikacjom. Autor ponad pięćdziesięciu książek, malarz i grafik, prozaik i krytyk literacki, a nade wszystko wrażliwy poeta, z powodu swojej wybuchowej aktywności wymagał zawsze ocen kompleksowych i kontekstowych. Krytyka literacka woli niewielkie studia i proste wskazania punktów zaczepienia dla wyobraźni, języka, dla kreowanych przestrzeni. Ta żywiołowość autora, która powinna być właściwie oceniana, stała się problemem dla tworzących w tym samym czasie ludzi pióra, dla gremiów wartościujących, czy dla twórców różnorakich antologii, bibliografii i zestawień. Nie zmieniał tej sytuacji fakt, że twórca jest laureatem Nagrody Imienia Wilhelma Macha (1979), że przyznano mu  Nagrodę Imienia Stanisława Piętaka (1984), że wywalczył Czerwoną Różę (1987) czy wreszcie, że został wyróżniony Nagrodą Ministra Kultury i Sztuki (1989) i odznaczony Srebrnym Krzyżem zasługi. W krytyce panuje pewien chaos jeśli chodzi o to „zjawisko” pisarskie, ale przecież i kulturowe, bo Wyrwa-Krzyżański przez wiele lat był i jest „ozdobą” licznych festiwali poezji, sesji, spotkań, wydarzeń z pogranicza sztuki i szeroko pojmowanej kultury masowej. Zawsze widoczny, zawsze też jakby szukający punktu oparcia dla swoich światów – często zbyt wrażliwy dla łaknących nieustających ekscytacji „baranów” z poetyckiego „stada”. Taka sytuacja jest dla autora kłopotliwa, ale z drugiej strony powoduje, że staje się on zagadką, wyrzutem na sumieniu, „elementem” nie pasującym do łatwo dostawianych mydełek domina.